Dziś jest: Piątek, 28 listopada 2014 | imieniny: Grzegorza i Zdzisława


  
  

pilski

Sztuka przegrywania

Pierwsza sesja Rady Powiatu w Pile przebiegła bez sensacji. Koalicja podzieliła...

chodzieski

Zaczął się sezon grzewczy. Jest groźnie!

W konferencji wzięli udział: kierownik sekcji rozwoju Enea Operator Rejon...

czarnkowsko - trzcianecki

Pechowe skrzyżowanie w "oku" kamery

  Początkowo na miejsce zdarzenia nie były wzywane żadne służby...

walecki


wągrowiecki

PSL sięga po fotel starosty

Największym triumfatorem wyborów jest bez wątpienia wicestarosta Tomasz...

zlotowski

Ludwisiak - Wojtiuk - pojedynek przed publicznością

  Debata toczyć się będzie między dwoma kandydatami na funkcję burmistrza...

2005-08-02 10:40:41

Mąż swojej żony

,,Mąż swojej żony’’ – tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę’’. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić’’ – pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie – wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100’’ i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością’’, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) – a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą’’, typem o ,,wdzięku troglodyty’’ oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej’’. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA’’, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony’’ rację ma tylko w jednym – aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Dodaj swoją opinię


Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.


I na chuj podnosicie ten tekst? Leman teraz będzie przez tydzień jebał wam w życiorysach waszych popierdolonych.
Dodał dnia 2013-08-15 11:47:59
TRAGEDIA!
Dodał dnia 2013-08-15 09:13:12
Dawali, dopóki orzeł z białej czekolady nie rozpuścił się w środku ukochanej mamy, a tatuś musiał wylizać.
Dodał ormo czuwa dnia 2013-05-17 11:55:00
Te, jak tam twoi rodzice? Dają radę z wytwórczością spermy i jaja?
Dodał P72 dnia 2013-05-16 21:57:34
ja pierdole co za baba!
Dodał dnia 2012-07-07 01:39:36

A i tak nie ma pewności, że jak się uda, to DNA nie zostanie zmarnowane.
Dodał genetyka eugenika dnia 2013-05-16 16:45:52
Masakra
Dodał dnia 2013-05-16 01:48:26
O wiele pierdolisz i się cieszysz, co za baba, to na pewno ciaśniutka piczka jest, co? Po pierwszym porodzie już nie będzie tak ciasno.
Dodał Czarek jebaka dnia 2012-07-07 09:49:01
ja pier.dole co za baba!
Dodał dnia 2012-07-07 01:39:36
Wejdźcie na stronę:
http://szejnfeld.sejm.pl/platforma_pila/komhon.htm

Wciśnijcie CTRL+F i wpiszcie Krystyna-zobaczycie kogo Wam podświetli!
Dodał dnia 2012-06-10 13:07:49
Dodał dnia 2012-07-06 21:09:19
Na liczniku jest 79 postów a w realu 41! Co to znaczy? Czyżby cenzor weszedł?
Dodał dnia 2012-07-06 16:14:03
..."gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA".
I po co ja się mordowałem tyle lat?
Dodał Linus Pauling dnia 2012-07-05 07:45:51
Uprasza się admina o skasowanie wszystkich postów Lemana i odniesień innych użytkowników do tych postów, lub też samodzielnych wyrażeń różnych durniów internetowych o Lemanie, osobie wybitnej.
Dodał dnia 2012-07-04 21:30:02
Zajmij się swoją dupą. I to dwa razy, bo chodzi nie tylko o twój anua - w anatomii końcowy otwór przewodu pokarmowego, ale i o twoją starą, starą dupę, którą walą w piwnicy a ty siedzisz przy kompie i się cieszysz, bo jak przyjdzie rozpromieniona, zrobi ci obiad, bo laska nie nadaje się nawet na loda, fiucie posrany.
Dodał dnia 2012-07-04 21:28:17
Podobno Mariusz Józef Szalbierz, to "juzek"?
Dodał Pytam się was! dnia 2012-06-21 19:23:07
Mariusz Szalbierz będzie miał dorzucane do pieca, aż mu się ruszt przepali. Nie ma przebaczenia bez żalu za grzechy, pokuty i postanowienia poprawy. A więc to nie Leman ma żałować. Co do dupy, to właśnie Szalbierz jest miłośnikiem tych szczegółów anatomicznych: kozich, ptasich, murzyńskich.
Dodał dodał dnia dnia 2012-06-19 23:38:28
Leman zgrozyta? czy to żal sciskający okolice Twojego odbytu?
Dodał dnia 2012-06-16 20:14:49
Co tam u animatora kameleonów i inseminatora z nieodłącznym terrarium, Mariusza Szalbierza? Jak mu się żyje, czy dalej flaszkuje na Kolegium?
Dodał sok grefrutowy dnia 2012-06-16 20:03:45
...gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA,... czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom,
Problematyka istnienia rodziców Szalbierza nie wchodzi w zakres zainteresowania męża swojej żony. Sam zmarnowałeś swoją szansę życia godnego i zmarnowałeś szansę, którą ci sprezentowali ci wytwórcy gamet.
Dodał nie z każdej mąki będzie chleb... dnia 2012-06-12 21:31:17
ale Kobiecie numer wycieli
Dodał dnia 2012-06-10 11:52:23
Żem słyszała, z 8mego piętra leciało w rurze, jakieś siki, a więc i moczu jej szkoda aby to napisane obsikać.
Dodał sonsiatka z VII dnia 2012-06-11 12:56:15
Szefowa Hospicjum pilskiego nigdy nie była członkiem PiS, ani też PO.
Gówniarzeria tego forum działa bez rozeznania i daje następny dowód, że Internet obok pożytecznej funkcji wymiany myśli jest też śmietniskiem bezmyślności, lenistwa i niewiedzy.
Niech Dariusz Krupa odpowie, czy jego dziadek, lub pradziadek był bratem Malwiny Krupy zamężnej z Eustachym Jezierskim, który powołał do życia Stefanię matkę Jacka Ciechanowskiego. To by dużo wyjaśniało o kretowisku śmiłowskim: Krupa-Ciechanowski; przewodniczący-inspektor; kablarz-donosiciel.
Dawno temu w dużych zakładach pracy były funkcje z wyboru, który skutkował nawiązaniem stosunku pracy. To były stanowiska w ruchu młodzieżowym ZSMP, ZMW, w partii PZPR gdy w zakładzie powołano komitet zakładowy: I i II sekretarz byli przeważnie na etacie. Oczywiście związki zawodowe miały przywilej zatrudnienia swoich przewodniczących na etatach, co wynikało z ustawy o związkach zawodowych i jest do dzisiaj. Jedna osoba na funkcji młodzieżówki i związkowej, to oszczędność na etatach i tańsza sprawa.
Ciechanowski też sobie pozwolił na dwóch etatach: w PiSie i jako tajny współpracownik u Stokłosy.


Dodał Krótko i na temat dnia 2012-06-11 11:06:24
Wejdźcie na stronę:
http://szejnfeld.sejm.pl/platforma_pila/komhon.htm

Wciśnijcie CTRL+F i wpiszcie Krystyna-zobaczycie kogo Wam podświetli!

Jest w PIS tworzy PO- pięknie kurna pięknie.
Podobno kobieta była szefową ZSMP w Społem na etacie a chwile pozniej szefową solidarnosci w tej samej firmie.
Dodał stalosc w uczuciach dnia 2012-06-10 22:42:59
Dzięki Jacek za INFO
Dodał dnia 2012-06-10 12:59:13
ale Kobiecie numer wycieli
Dodał dnia 2012-06-10 11:52:23
Każdy może być.
Dla rozwiązania zapętlonej zagwozdki, podaje się, że Stowarzyszenie Hospicjum zostało zgodnie z prawem rozwiązane i wyrejestrowane z KRS. Decyzja o rozwiązaniu zapadła w kwietniu 2007 wobec niemożności uzyskania wsparcia ze strony władz miasta. Wszyscy ludzie potrzebujący pomocy, którą zapewniał wolontariat, poszli więc do urzędowych instytucji zdrowotnych, które są pięciokrotnie droższe i nie potrafią zająć się chorym holistycznie. Wobec tego, że Stowarzyszenie nie istnieje, utrzymywanie nazwiska szefowej na liście jest nieuzasadnione formalnie. Mimo wielokrotnych prób wpłynięcia na posła Szejnfelda, aby usunął to nazwisko, on tego nie czyni. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że 12ta na liście szefowa byłego SHP popierała, nie posła a ideę Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, których wprowadzenie obiecywała Platforma Obywatelska.
Posła Szejnfelda popierają też ludzie zmarli kilka lat temu.
Dodał Archiwum S dnia 2012-06-10 11:45:20
Wejdźcie na stronę:
http://szejnfeld.sejm.pl/platforma_pila/komhon.htm

Wciśnijcie CTRL+F i wpiszcie Krystyna-zobaczycie kogo Wam podświetli!
Dodał dnia 2012-06-10 11:26:45
Jaki jest związek męża swojej żony z redakcją?
Dodał dnia 2012-06-09 18:53:45
Podobno zastanawiają się nad reformą redakcji. A że wrócił do obiegu Miller - moskiewskie pieniądze, brani są pod uwagę byli naczelni. Im starszy, tym lepszy, jak stare wino. Tygodnik nowy a redakcja stara. Szalbierz nie ma szans, bo jak bardzo trzeba być ten-Szalbierz nie ma szans, bo jak bardzo trzeba być ten, tego, żeby napisać coś takiego: "Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!" Zostaje tylko Noska.

Dodał nomenklatura śmiłowska dnia 2012-06-09 17:56:49
Dla szerokopicznych kurwiszonów nawet Leman jest za mały.
Dodał dnia 2012-06-08 14:45:28
Leman, Ty ciulku.
Dodał dnia 2012-06-08 00:52:34
świetny kawałek
Dodał dnia 2012-06-03 12:15:54
Amelko, z tobą zawsze jest pięknie. To tak na dzień dziecka, baby lubią kłamstwa, które miło brzmią.
Dodał leman dnia 2012-06-02 15:48:17
ładnie będzie Panie Leman ładna pogoda!
Dodał Amelka dnia 2012-06-02 12:49:23
Boker tow.Ma tachazit mezeg ha-awir?
Dodał .Leman dnia 2012-06-02 09:40:03
2012-03-17 10:45:15

Od tamtej pory nic się nie dzieje?!!!!
Jak na TYGODNIK, to zwyczajne lenistwo!!!

Nawet SZMATA MA DOSYĆ!!!!!!
Dodał fe dnia 2012-06-02 02:06:40
Leman teraz Małolaty pewnie po Drawskim goni.Stokłosa pracuje by ludzie mieli robote, a ten sie bawi i psuje
Dodał dnia 2012-06-01 22:51:23
Do zachodu Słońca jeszcze trzy godziny (o 20:58)!
Dodał zegarmistrz światła purpurowy dnia 2012-06-01 17:53:56
Dajcie spokój Grażynie K. Ona dzisiaj szykuje się na szabat od zachodu słońca.
Dodał rabin Weiss - Friedman dnia 2012-06-01 17:50:23
A co na to nasza pilska żydówka Grażyna K.?
Dodał Krecia Pytaczkówna dnia 2012-06-01 17:46:56
Dodał Znająca Obydwóch dnia 2012-06-01 11:24:13
Rabin Lemann nie dorasta Mariuszowie nawet do włosa na kostce

Jeżeli Lemann jest rabinem, to przerasta magistra politologii ze skrzywieniem dziennikarskim o parę długości, nie mówiąc o szerokości.

Dodał Icchak Szamir-Jeziernicki dnia 2012-06-01 17:45:13
leman, to już twoje ostatnie kwiki - wkrótce się przekonasz
Dodał hahaha dnia 2012-06-01 15:52:58

No, no! Nie zabiliście Prześlugi przez pomyłkę i teraz by się coś zabiło, mimo, że Werner nie żyje już?
Dodał Pytakus Pytakiewiczius dnia 2012-06-01 17:40:50
lemmy dnia 2012-06-01 07:43:49
Oj, ten Mariusz potrafił dowalić!!!! Gratulacje!

Jest:
W omawianym przypadku jest tak, że na pierwszej stronie Tygodnika Nowego z 26 lipca 2006 roku...

Powinno być:
W omawianym przypadku jest tak, że na pierwszej stronie Tygodnika Nowego z 26 lipca 2005 roku...

Dodał errata dnia 2012-06-01 17:39:00
leman, to już twoje ostatnie kwiki - wkrótce się przekonasz
Dodał hahaha dnia 2012-06-01 15:52:58
Rabin Lemann nie dorasta Mariuszowie nawet do włosa na kostce
Dodał Znająca Obydwóch dnia 2012-06-01 11:24:13
lemmy dnia 2012-06-01 07:43:49
Oj, ten Mariusz potrafił dowalić!!!! Gratulacje!

W omawianym przypadku jest tak, że na pierwszej stronie Tygodnika Nowego z 26 lipca 2006 roku został zamieszczony spreparowany wizerunek osoby, tak jak to przedstawił w tekście "Mąż swojej żony" Mariusz Szalbierz (1962) ówczesny redaktor naczelny tego tygodnika, jeszcze wtedy nie wyrzucony przez Stokłosę. Jest w tym zdarzeniu coś symptomatycznego, charakterystycznego dla ludzi z kręgu szarej strefy żurnalistów obelgi i pomówienia. Szalbierz podpisał się przy tym obrazku. Ale kiedy zwrócono mu uwagę, że jest to produkt śmieciowego umysłu, on się wzbrania: to nie ja, to grafik. Zgania na kogoś innego, ucieka od odpowiedzialności za swoje czyny, lub patrząc z drugiej strony przywłaszcza sobie cudzą pracę, choćby tak beznadziejnie nędzną.
Szalbierz w końcu przegrał z tą osobą poniewieraną na łamach Tygodnika Nowego pod jego redakcją. Kiedy zwrócił się do niej z płaczem, że mąż swojej żony obchodzi się z nim w polemikach medialnych nie tak, jak by on pragnął i doszły te płacze do Stokłosy, ten zrezygnował z jego usług, czyli mówiąc językiem żulii, wyjebał go z roboty. Ten potrafił dowalić!!!! A może je się mylę?
Dodał Krecia Pytaczkówna dnia 2012-06-01 10:24:56
Oj, ten Mariusz potrafił dowalić!!!! Gratulacje!
Dodał lemmy dnia 2012-06-01 07:43:49
Mariusz Szalbierz (1962): Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku.

Bardzo by było ciekawe zapoznać się z Szalbierzową wybranką, jej obwisłymi cycami, zwisłym tyłkiem, brzuszyskiem na wzgórku łonowym i warami do kolan. Obowiązkowe żylaki, podgardle w sam raz dla Magdy Gessler. I niech to wszystko tak naprawdę spasuje, przerżnie, złoży do kupy redakcyjny grafik. Do kupy po wódce.
Dodał Kupa wdzięku dnia 2012-05-31 23:12:57
Przekażę Mariuszowi Szalbierzowi wasze życzenia z przypomnieniem, że Jacek Prześluga też był namierzony przez "nieznanych sprawców z wielkiego gówna".
Dodał kontroler identyfikatorów personalnych dnia 2012-05-30 14:36:25
Czy Ty naprawdę wierzysz Maluczki, że zbawisz świat? to ja Ci odpowiem:

Wielkie G.ÓWNO ZDZIAŁASZ.. tymi bezsensownymi bazgraninami.
Dodał Nieznani Sprawcy dnia 2012-05-30 00:27:32
"Dodał Jego Excelencja Krzysztof Konowicz dnia 2012-05-29 08:47:31" - Konus naucz się pisać swoje nazwisko bez błędów, a dopiero potem dam ci uprawnienie do zamartwiania się o mój sen.
Miałem - jako wychowawca - ucznia, który robił błędy w pisowni swojego nazwiska, niezbyt skomplikowanego. Ale to było dziecko ułomne pod względem umysłowym, zaniedbane, wychowywane przez ojca alkoholika, brutala i brudasa. Mam nadzieję, że twoje dzieciństwo przebiegło w lepszych okolicznościach.
Dodał Pan Janusz Lemanowicz dnia 2012-05-29 23:32:53
Fuj
Dodał dnia 2012-05-29 20:37:27
Dospać Janusz nie możesz? brzydko tu piszą oj nieladnie o Tobie
Dodał Jego Excelencja Krzysztof Konowicz dnia 2012-05-29 08:47:31
Panie Leman ja tez pytam skąd "Pan na to wszsytko bierzesz? z tej chudej emeryturki żony i swojej chudej emeryturki?
Dodał rencistka dnia 2012-05-28 09:03:33"

Weź się żdzirko do roboty! Też będziesz mieć!

Zazdrościsz uczciwej Rodzinie smutnych dochodów wypracowanych ciężką pracą?
Wystaw dupę na allegro, może zarobisz głupia glisto!
Dodał doradca dnia 2012-05-29 03:10:59
Leman ostatnie lata przed emerturką nie pracował
Dodał Ludzie wiedzą dnia 2012-05-28 23:19:19
Leman nie musi brać. Leman ma. Z uczciwej pracy przez 40 lat. Leman nie siedział w oknie z wywalonymi cycami na poduszce, tylko robił na dwóch etatach, w dwóch swoich firmach, to ma. Leman jako harcerz drużyny wodniaków zrobił pierwszy stopień żeglarski w 1960 roku, to ma. To proste, trzeba coś robić, a nie sterczeć w oknie na poduszce z wywalonymi cycami w oczekiwaniu aż ktoś od tyłu zasadzi kaczana.

Dodał FanClub Le Mana "Bogusia" dnia 2012-05-28 21:01:15
Panie Leman ja tez pytam skąd Pan na to wszsytko bierzesz? z tej chudej emeryturki żony i swojej chudej emeryturki?
Dodał rencistka dnia 2012-05-28 09:03:33
Emerytka - jak by powiedział Jasiu do majstra hydraulika - rura do niczego najchętniej by włożyła swój żyłkowaty nos kiełbasiani-wódczany do portfela męża swojej żony i badała: ile ma, skąd ma jeśli ma, dlaczego kurwa, ja nie mam, dlaczego nie nauczyłam się pływać przez 72 lata od podstawówki, dlaczego nie mam nawet wiosła a on ma łajbę! Kurwa, jaki ten świat jest okrutny i znowu widzę, że idą prawnuki, żeby im dać na jointa, bo podobno sejmowi już palą na ulicach.
Dodał Zazdrość z Lenistwem dnia 2012-05-27 13:30:03
Leman nie zabiega o hołdy ludzi wielu, czy niewielu. Leman może swobodnie powiedzieć, że olewa wszystkich ludzi, którzy się na nim poznali, lub nie poznali. Ale oczywiście Leman jako człowiek inteligentny tego nie powie, choć właściwie taki ma pogląd na ludzi, o poparcie których nie zabiega. Dlatego wasze myślenie, które Nestorka wam zadaje jako odrobienie lekcji miłości - jeśli jesteście zdolni do myślenia - będzie jałowe, bo nie ma o czym.
Dodał Lekcja Miłości dnia 2012-05-27 13:24:08
a skad ten maż ma tyle kasy na żaglach wciąż byc?
Dodał Też Emerytka dnia 2012-05-27 12:34:52
Wielu naprawdę Wielu POznało się na Lemanie i to Wam drodzy internauci powinno dać do myślenia.
Dodał Nestorka z Piły dnia 2012-05-27 11:47:00
Mąż swojej żony wita w niedzielny poranek wszystkich, nie wyłączając dzieciorobów pozamałżeńskich- leśniczówkowych oraz bezpłodnych rozpustników chlamydiozalnych.
Pogoda piękna, wiatr słaby, flauta, żagielek łopocze, bateria w laptopie jeszcze dycha.
Dodał Mąż swojej żony dnia 2012-05-27 09:38:12
Może niemiłe, ale lepsze niż wpadnięcie sztucznej szczęki do kloaki.
A największym specjalistą od kloak i rozbijania o nie różnych rzeczy jest Mariusz Szalbierz.
Dodał protetyka na chybcika dnia 2012-05-26 20:50:45
Nestorka z Piły nie osiągnęła nic prócz wypadnięcia pochwy - ze starości. To jest niemiłe.
Dodał Weterynarz dnia 2012-05-25 23:38:27
Leman nic nie osiągnął w życiu oprócz brzuszka.

Dodał Nestorka z Piły dnia 2012-05-25 22:59:41
...quasiintelektualistą o wdzięku troglodyty IQ o wartości jednocyfrowej.
Dodał Po latach bez zmian pani Mariuszku dnia 2012-05-22 10:41:46
Z tego napisania przez kogoś jest taki wniosek: Szalbierz może być pochodzenia żydoskiego. I jeszcze tak naprawde jak wziąść jego wyparcie się o tym, że to grafik robił kolaż a nie on osobiście, a jednakowoż na stronie tytułowej na tym wstrentnym obrazku widnieje jego osobisty podpis Mariusz Szalbierz, to mnie się wydaje, że on tchórzy w obliczu świata i to jest zmarnowane DNA. A forsę brać za redaktorzenie, to jednakowoż tak naprawdę należy dom przyjemniejszej strony istnienia i tu się DNA ma dobrze.
Dodał kawaler bzykający mamusie redaktorskie dnia 2012-05-20 18:38:38
Efemeryda!
Dodał !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! dnia 2012-05-20 10:00:30
................
Dodał dnia 2012-05-03 10:13:05
:) Ty wiesz kto
Dodał ;) dnia 2012-02-05 09:59:51
Co to Amelka, znowu zawiał wiatr od dołu?
Dodał higienistka szkolna dnia 2012-01-28 21:04:17
fuj fuj fuj tak nie można robić.
Dodał Amelka dnia 2012-01-27 14:56:32
Touche!
Dodał rekord ginesa dnia 2012-01-22 14:01:41
.
Dodał ... dnia 2012-01-22 12:11:28
Dodał Kobieta dnia 2012-01-21 14:00:51
Chamidło-współczuję jego partnerce życiowej.

A może to jest pedzio? Co się wtrącasz pod kołdrę franco?
Dodał wolność od terrorystycznych bab dnia 2012-01-21 14:47:50
W życiu trzeba sobie radzić powiedziała panienka wykruszając spermę z majtek.
Dodał do kobieta dnia 2012-01-21 14:06:15
Chamidło-współczuję jego partnerce życiowej.
Dodał Kobieta dnia 2012-01-21 14:00:51
Amelka, ty jeszcze nie w pracy? Przed wyjściem pokrop sobie przodek wyciągiem z rumianku. Mniej smrodu i dzięki właściwościom ściągającym azulenu będziesz miała mniej wyrąbany przodek.
Dodał botanika łąkarska dnia 2012-01-21 10:37:08
Oj komuś puszczają..... i nie mam na myśli zwieraczy.
Dodał Amelka dnia 2012-01-21 10:10:07
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!

Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwisłymi cyckami i zwałami tłuszczu (to cytat) ? a to, jak wnioskuję, nie oddaje jej rzeczywistego uroku. W konkluzji komentarza jestem dla Lemanowicza ,,quasiintelektualistą??, typem o ,,wdzięku troglodyty?? oraz człowiekiem posiadającym ,,IQ o wartości jednocyfrowej??. Pozujący na intelektualistę Lemanowicz (ach, te pouczające wtrącenia w nawiasikach) stwierdza ponadto, że ,,gameta, która spowodowała pojawienie się Mariusza Szalbierza, to zmarnowane DNA??, czym w wyjątkowo chamski i podły sposób ubliża moim rodzicom, udowadniając jednocześnie, jak łatwo wyłazi mu z butów słoma. ,,Mąż swojej żony?? rację ma tylko w jednym ? aż z takim prostactwem rzeczywiście sobie nie radzę. Gdybym miał pójść drogą znaczoną śladem tych pseudo-intelektualnych rzygowin, musiałbym wykazać się podobnym brakiem taktu i mentalnością grubo ciosanego chama, który tykałby bogu ducha winnego wytwórcę spermy tylko za to, że sperma ta spowodowała pojawienie się na świecie Janusza Lemanowicza. Tyle że wtedy zniżyłbym się do takiego samego poziomu, a to dla mnie nader uwłaczająca perspektywa. Powiem więc tylko krótko: ja też pana, panie Lemanowicz, bardzo serdecznie pozdrawiam!
Mąż swojej żony 2005-08-02 10:40:41 ,,Mąż swojej żony?? ? tak pod swoim internetowym komentarzem na stronie Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej podpisał się Janusz Lemanowicz, małżonek bohaterki naszego ubiegłotygodniowego materiału ,,Jak szukano haków na Stokłosę??. ,,Mariusz Szalbierz - jak to szalbierz, nie radzi sobie z niczym, co jest proste. Musi skręcić, oszukać, skrzywić?? ? pisze o mnie Lemanowicz. I na tym kończy się jego odniesienie do meritum tekstu, w którym mało chlubny prym wiodła jego ślubna połowica. Tę lapidarność akurat rozumiem znakomicie ? wszak taką wpadkę przełyka się trudno. Co prawda o nagraniu, które wyemitowaliśmy w Radiu ,,100?? i w formie tekstowej zamieściliśmy w Tygodniku Nowym, Lemanowicz powiada, że ,,jest zmanipulowane, o czym wiem z pewnością??, to jednak jest to tylko robienie dobrej miny do złej gry. My w każdym razie z dziecinną łatwością potrafimy dowieść jego autentyczności przed każdym sądem. Jeśli tylko druga strona sobie tego zażyczy. Zdecydowaną większość swoich internetowych wynurzeń Lemanowicz poświęcił przedstawieniu wizerunku jego żony w naszej gazecie. Okazuje się, że właśnie to ubodło go bardziej, niźli zdemaskowanie mechanizmów szukania przez nią haków na Stokłosę. Janusz Lemanowicz wytknął mi (choć tak naprawdę kolażem zajmował się redakcyjny grafik), że jego małżonka została przedstawiona w lustrzanym odbiciu oraz z obwis