Dziś jest: Piątek, 18 maja 2012 | imieniny: Feliksa i Aleksandry
     

pilski

Strażacy świętowali

Po złożeniu meldunku dla Komendanta Powiatowego PSP st. bryg. Ryszarda...

chodzieski

Chodziescy kolarze w Wągrowcu

Trasę jaką do pokonania mieli kolarze przebiegała wokół stadionu klubu...

czarnkowsko - trzcianecki

Nagrody dla trzcianeckiej Biblioteki

W wyjątkowym spotkaniu udział wzięli przedstawiciele wszystkich bibliotek...

walecki


wągrowiecki

W 10 rocznicę partnerstwa z Krasnogorskiem i Gyula

Nasze tradycyjne już majowe święto wszystkich Europejczyków poprzedził...

zlotowski

Szkolili się bronić

W dwudniowym szkoleniu uczestniczyli: pracownicy realizujący zadania z...


FreeStat.pl - Gratis statystyki WWW
Freestat - statystyki gratis
Tygodnik Nowy

2010-05-31 21:41:15

Znam gorycz życia, znam też smak szczęścia

Teatr jest najwspanialszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Pomaga mi przejść przez życie inaczej, piękniej. Jest pasją, którą oddycham, której poświęcam każdy dzień i bez której nie potrafiłbym egzystować. Robię to, co kocham i jestem szczęśliwy.

Los wziął, los dał

Wychowywali mnie przybrani rodzice. Ojciec, który nie zasługiwał na miano "ojca" i matka, najwspanialszy człowiek na świecie. Moje dzieciństwo było jednak smutne. Jego koszmar to często ...głód. Kiedyś zapytałem mamę, kiedy ugotuje mi dobry obiad. Nie potrafiła odpowiedzieć. Dopiero, gdy rozstała się z ojcem poczułem smak cukierka i czekolady. Wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Mieszkaliśmy w Wałczu. Mama, mimo iż ciężko pracowała w szpitalu wojskowym poświęcała mi każdą wolną chwilę. Żeby trochę dorobić do pensji popołudniami siadała przy maszynie do szycia. Kochana...tak bardzo się o mnie troszczyła. Kiedy występowałem już w teatrach zawodowych nie opuściła żadnej premiery. Po spektaklu dostawałem od niej piękne kwiaty i wzruszający bilecik. Była wielką damą i prawdziwym przyjacielem. Pamiętam jej imieniny. Do mojej Janki podążały pielgrzymki z kwiatami. Tak była lubiana. Osiem lat temu odeszła na zawsze. Los zabrał mi najukochańszego człowieka, ale dla ukojenia bólu postawił na mojej drodze wspaniałą i wyrozumiałą Ewę. Pobraliśmy się. Teraz ona jest moją podporą.


Jestem Krzysztof Kukiel

Pod takim nazwiskiem zarejestrowano mnie w aktach sądowych. Dowiedziałem się o tym, gdy kilka lat temu postanowiłem odszukać swoich rodziców. Rodzoną matkę znalazłem, ale już na cmentarzu we Włocławku. Z ojcem spotkałem się osobiście. Okazało się, że mam przyrodniego brata, też Krzysztofa. Jest marynarzem. Od cioci, która mieszka w Wałczu dowiedziałem się, że cała moja rodzina pochodziła ze Wschodu, a brat mojego dziadka, Marian Kukiel był osobistym adiutantem generała Władysława Sikorskiego. Mam więc zacnego przodka...

Mam też duszę artysty

Pobyt w Krakowie to jeden z najszczęśliwszych okresów mojego życia. Zawdzięczam go ordynatorowi okulistyki wałeckiego szpitala, doktorowi Czechowi. Chociaż fascynowały mnie przedmioty humanistyczne, to wylądowałem w Technikum Geologicznym na wydziale Geofizyki Sejsmicznej. Zamiłowanie do sztuki scenicznej zaszczepiła we mnie profesor języka polskiego Danuta Letka. Z nią stworzyliśmy szkolny teatr, w którym zaliczyłem rolę Hamleta. Również w Krakowie ukończyłem szkołę muzyczną. Pozwoliła mi ona zaraz po maturze podjąć pracę w Teatrze Muzycznym. Opera, operetka i balet zawsze były moim oczkiem w głowie. Zadebiutowałem w 1976 roku w operze "Król Roger" w reżyserii Macieja Prusa. Ale głęboko w pamięci chowam także premierę "Nocy listopadowej" z Janem Nowickim. On jest dla mnie ikoną polskiego aktorstwa. Do tej pory utrzymujemy kontakt. Janek, podczas wizyty w Pile gościł też w moim domu. To człowiek z niesamowitym poczuciem humoru. Kiedyś zapytano go, dlaczego zagląda do kieliszka? Odpowiedział: "wchodzę do restauracji, a tam napis: alkohol to twój wróg. Przecież przed wrogiem nie będę uciekał, nie jestem tchórzem" . Ot, taka anegdota, zawsze na czasie.

Ale wracając do teatru. Po dwóch latach z Krakowa przeniosłem się do studia aktorskiego przy Teatrze Żydowskim w Warszawie. W międzyczasie powołano mnie do wojska. Grałem w orkiestrze reprezentacyjnej na werbelku. Z tą właśnie orkiestrą witałem na Okęciu prezydenta Cartera. Po wojsku trafiłem do Teatru Dramatycznego w Częstochowie, gdzie debiutowałem w roli murzyna w "Pluskwie" Majakowskiego. Tam poznałem znakomitego aktora Tadeusza Bartosika i swoją pierwszą żonę. W kolejnych latach grywałem między innymi w teatrach w Będzinie, Legnicy, Bielsku Białej, a także w Teatrze Muzycznym Lublinie, gdzie oprócz chórków miałem także solówkę w "Traviacie". Występowałem też w warszawskim Teatrze Ochoty u Jana Machulskiego. Tam poznałem Czarka Pazurę.

Koledzy - aktorzy twierdzili, że jestem zdolny, a ja tylko starałem się im dorównać. Zawsze trafiałem na wspaniałych dyrektorów i reżyserów. U Henryka Adamka zagrałem w okropnym przedstawieniu "Terroryści". Występowałem nago, a na widowni siedziały matka z żoną. To była krępująca rola, ale sztuka wymaga poświęceń. Wojtek Kopciński wystawił mnie w "Zbrodni i karze" oraz "Królu Edypie". To było trzydzieści lat temu. Grywałem też w teatrach dziecięcych. Pozostały tylko miłe wspomnienia. Koleżanka zasugerowała, żebym je spisał. Może kiedyś...


Spróbowałem filmu

Chociaż tylko epizodycznie, ale zawsze to nowa przygoda i lepsze pieniądze. Zagrałem miedzy innymi w polsko - francuskiej koprodukcji "Les Milles - ucieczka z obozu", a także w serialach "Biała wizytówka" i "Modrzejewska" u boku Krystyny Jandy. Pani Krysia chciała mnie zresztą zaangażować do swego serialu "Męski, żeński i nijaki", ale zdjęto go z anteny. Wcieliłem się również w rolę Żyda w filmie Wandy Jakubowskiej. Ta kobieta przeżyła Oświęcim, widziałem na jej ręku wytatuowany numer. A co do filmu, długo się nie nagrałem, bo przywieźli nas do Brzezinki i spalili. Ale nie zapomnę widoku esesmana pijącego piwo z Żydem. Oczywiście w przerwie i poza planem, ale ta para wywoływała niejedno zdziwienie i uśmiech.


Założyłem Apart

Teatr dramatyczny w Wałbrzychu u Wowo Bielickiego był ostatnim przed emigracją w rodzinne strony. Mama chorowała na raka piersi, w Pile mieszkała też jej siostra. Musiałem wrócić, by się n nimi zaopiekować. Najpierw pracowałem jako nauczyciel zajęć pozalekcyjnych w "nafcie". Prowadziłem tam teatr i kabaret. Pewnego dnia Maria Andrzejewska wiedząc o mojej scenicznej przeszłości zaprowadziła mnie do Tereni Kasior do Pilskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zostałem zatrudniony jako instruktor ds. teatru. Od razu jeden założyłem - międzyszkolny, do którego z czasem dołączyły panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Przybraliśmy wtedy typowo teatralną nazwę: Apart.

Lubiłem, gdy podchodzili do mnie ludzie z widowni i pytali, kiedy zagram z młodzieżą. Jednak najbardziej uszczęśliwiły mnie słowa, które usłyszałem po jednej z premier. "tak czekałem, kiedy pan wyjdzie na scenę". Wzruszyłem się.

Za dwa lata Apart świętowałby 10 lecie. Niestety, nie jest mi dane doczekać tego jubileuszu...i może zakończę słowami Hamleta: "reszta jest milczeniem".



Gdybym miał pieniądze...

Zwiedzałbym z Ewą świat. Uwielbiam klimat Bawarii. Spędziłem tam pół roku. Pamiętam spojrzenia Niemców, kiedy uklęknąłem przed pomnikiem Wagnera, by oddać hołd twórcy oper. Dwa miesiące mieszkałem też w Madrycie. Hiszpania to piękny kraj i piękni ludzie.

Hm...czy mam marzenia? Każdy z nas je ma, bo człowiek bez marzeń... trzeba mu współczuć. Chciałbym, żeby zdrowie mi dopisywało i żebym nadal był w pełni sił twórczych. Czasami marzenia się spełniają. Na to liczę.

Aktorstwo zaczyna się od sceny

Przez wiele lat miałem zaszczyt pracować z najlepszymi polskimi aktorami, takimi - jak zwykło się mówić - z krwi i kości: Zapasiewiczem, Wichniarzem, Kęstowiczem, Machulskim czy Nowickim. To oni nauczyli mnie scenicznego rzemiosła i utwierdzili w przekonaniu, że ja również jestem człowiekiem teatru.

Wysłuchała Katarzyna Polasik



Dodaj swoją opinię








Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Cześć Krzyś.Jestem pod wrażęniem.Pozdro KALI
Dodał KALI dnia 2012-02-03 13:47:37
Brawo Krzysztof. Bardzo się ciesze, że mam przyjemność znać Ciebie osobiście. Duże Dzięki Kasiu za to, że wysłuchałaś i opublikowałaś opowieść Krzysztofa. Niezwykle Niezwykły człowiek, który zyje w nieciekawych czasach dla Artystów i ludzi Wrażliwych. Pozdrawiam Serdecznie. Woytek Kotula
Dodał woytek.k dnia 2010-11-26 10:50:38
Pamietam Pana Krzysztofa ze szkoly,nie znalem go osobiscie.Teraz czytam i widze jaki to ciekawy,madry i wspanialy czlowiek.Chetnie spotkalbym sie z nim na dluzsza rozmowe...i cala przyjemnosc po mojej stronie.Pozdrawiam serdecznie.
Dodał zbig. dnia 2010-06-20 12:44:40