2010-05-31 21:41:15
Znam gorycz życia, znam też smak szczęścia

Teatr jest najwspanialszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła. Pomaga mi przejść przez życie inaczej, piękniej. Jest pasją, którą oddycham, której poświęcam każdy dzień i bez której nie potrafiłbym egzystować. Robię to, co kocham i jestem szczęśliwy.

Los wziął, los dał
Wychowywali mnie przybrani rodzice. Ojciec, który nie zasługiwał na miano "ojca" i matka, najwspanialszy człowiek na świecie. Moje dzieciństwo było jednak smutne. Jego koszmar to często ...głód. Kiedyś zapytałem mamę, kiedy ugotuje mi dobry obiad. Nie potrafiła odpowiedzieć. Dopiero, gdy rozstała się z ojcem poczułem smak cukierka i czekolady. Wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Mieszkaliśmy w Wałczu. Mama, mimo iż ciężko pracowała w szpitalu wojskowym poświęcała mi każdą wolną chwilę. Żeby trochę dorobić do pensji popołudniami siadała przy maszynie do szycia. Kochana...tak bardzo się o mnie troszczyła. Kiedy występowałem już w teatrach zawodowych nie opuściła żadnej premiery. Po spektaklu dostawałem od niej piękne kwiaty i wzruszający bilecik. Była wielką damą i prawdziwym przyjacielem. Pamiętam jej imieniny. Do mojej Janki podążały pielgrzymki z kwiatami. Tak była lubiana. Osiem lat temu odeszła na zawsze. Los zabrał mi najukochańszego człowieka, ale dla ukojenia bólu postawił na mojej drodze wspaniałą i wyrozumiałą Ewę. Pobraliśmy się. Teraz ona jest moją podporą.
Jestem Krzysztof Kukiel
Pod takim nazwiskiem zarejestrowano mnie w aktach sądowych. Dowiedziałem się o tym, gdy kilka lat temu postanowiłem odszukać swoich rodziców. Rodzoną matkę znalazłem, ale już na cmentarzu we Włocławku. Z ojcem spotkałem się osobiście. Okazało się, że mam przyrodniego brata, też Krzysztofa. Jest marynarzem. Od cioci, która mieszka w Wałczu dowiedziałem się, że cała moja rodzina pochodziła ze Wschodu, a brat mojego dziadka, Marian Kukiel był osobistym adiutantem generała Władysława Sikorskiego. Mam więc zacnego przodka...
Mam też duszę artysty
Pobyt w Krakowie to jeden z najszczęśliwszych okresów mojego życia. Zawdzięczam go ordynatorowi okulistyki wałeckiego szpitala, doktorowi Czechowi. Chociaż fascynowały mnie przedmioty humanistyczne, to wylądowałem w Technikum Geologicznym na wydziale Geofizyki Sejsmicznej. Zamiłowanie do sztuki scenicznej zaszczepiła we mnie profesor języka polskiego Danuta Letka. Z nią stworzyliśmy szkolny teatr, w którym zaliczyłem rolę Hamleta. Również w Krakowie ukończyłem szkołę muzyczną. Pozwoliła mi ona zaraz po maturze podjąć pracę w Teatrze Muzycznym. Opera, operetka i balet zawsze były moim oczkiem w głowie. Zadebiutowałem w 1976 roku w operze "Król Roger" w reżyserii Macieja Prusa. Ale głęboko w pamięci chowam także premierę "Nocy listopadowej" z Janem Nowickim. On jest dla mnie ikoną polskiego aktorstwa. Do tej pory utrzymujemy kontakt. Janek, podczas wizyty w Pile gościł też w moim domu. To człowiek z niesamowitym poczuciem humoru. Kiedyś zapytano go, dlaczego zagląda do kieliszka? Odpowiedział: "wchodzę do restauracji, a tam napis: alkohol to twój wróg. Przecież przed wrogiem nie będę uciekał, nie jestem tchórzem" . Ot, taka anegdota, zawsze na czasie.
Ale wracając do teatru. Po dwóch latach z Krakowa przeniosłem się do studia aktorskiego przy Teatrze Żydowskim w Warszawie. W międzyczasie powołano mnie do wojska. Grałem w orkiestrze reprezentacyjnej na werbelku. Z tą właśnie orkiestrą witałem na Okęciu prezydenta Cartera. Po wojsku trafiłem do Teatru Dramatycznego w Częstochowie, gdzie debiutowałem w roli murzyna w "Pluskwie" Majakowskiego. Tam poznałem znakomitego aktora Tadeusza Bartosika i swoją pierwszą żonę. W kolejnych latach grywałem między innymi w teatrach w Będzinie, Legnicy, Bielsku Białej, a także w Teatrze Muzycznym Lublinie, gdzie oprócz chórków miałem także solówkę w "Traviacie". Występowałem też w warszawskim Teatrze Ochoty u Jana Machulskiego. Tam poznałem Czarka Pazurę.
Koledzy - aktorzy twierdzili, że jestem zdolny, a ja tylko starałem się im dorównać. Zawsze trafiałem na wspaniałych dyrektorów i reżyserów. U Henryka Adamka zagrałem w okropnym przedstawieniu "Terroryści". Występowałem nago, a na widowni siedziały matka z żoną. To była krępująca rola, ale sztuka wymaga poświęceń. Wojtek Kopciński wystawił mnie w "Zbrodni i karze" oraz "Królu Edypie". To było trzydzieści lat temu. Grywałem też w teatrach dziecięcych. Pozostały tylko miłe wspomnienia. Koleżanka zasugerowała, żebym je spisał. Może kiedyś...
Spróbowałem filmu
Chociaż tylko epizodycznie, ale zawsze to nowa przygoda i lepsze pieniądze. Zagrałem miedzy innymi w polsko - francuskiej koprodukcji "Les Milles - ucieczka z obozu", a także w serialach "Biała wizytówka" i "Modrzejewska" u boku Krystyny Jandy. Pani Krysia chciała mnie zresztą zaangażować do swego serialu "Męski, żeński i nijaki", ale zdjęto go z anteny. Wcieliłem się również w rolę Żyda w filmie Wandy Jakubowskiej. Ta kobieta przeżyła Oświęcim, widziałem na jej ręku wytatuowany numer. A co do filmu, długo się nie nagrałem, bo przywieźli nas do Brzezinki i spalili. Ale nie zapomnę widoku esesmana pijącego piwo z Żydem. Oczywiście w przerwie i poza planem, ale ta para wywoływała niejedno zdziwienie i uśmiech.
Założyłem Apart
Teatr dramatyczny w Wałbrzychu u Wowo Bielickiego był ostatnim przed emigracją w rodzinne strony. Mama chorowała na raka piersi, w Pile mieszkała też jej siostra. Musiałem wrócić, by się n nimi zaopiekować. Najpierw pracowałem jako nauczyciel zajęć pozalekcyjnych w "nafcie". Prowadziłem tam teatr i kabaret. Pewnego dnia Maria Andrzejewska wiedząc o mojej scenicznej przeszłości zaprowadziła mnie do Tereni Kasior do Pilskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zostałem zatrudniony jako instruktor ds. teatru. Od razu jeden założyłem - międzyszkolny, do którego z czasem dołączyły panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Przybraliśmy wtedy typowo teatralną nazwę: Apart.
Lubiłem, gdy podchodzili do mnie ludzie z widowni i pytali, kiedy zagram z młodzieżą. Jednak najbardziej uszczęśliwiły mnie słowa, które usłyszałem po jednej z premier. "tak czekałem, kiedy pan wyjdzie na scenę". Wzruszyłem się.
Za dwa lata Apart świętowałby 10 lecie. Niestety, nie jest mi dane doczekać tego jubileuszu...i może zakończę słowami Hamleta: "reszta jest milczeniem".
Gdybym miał pieniądze...
Zwiedzałbym z Ewą świat. Uwielbiam klimat Bawarii. Spędziłem tam pół roku. Pamiętam spojrzenia Niemców, kiedy uklęknąłem przed pomnikiem Wagnera, by oddać hołd twórcy oper. Dwa miesiące mieszkałem też w Madrycie. Hiszpania to piękny kraj i piękni ludzie.
Hm...czy mam marzenia? Każdy z nas je ma, bo człowiek bez marzeń... trzeba mu współczuć. Chciałbym, żeby zdrowie mi dopisywało i żebym nadal był w pełni sił twórczych. Czasami marzenia się spełniają. Na to liczę.
Aktorstwo zaczyna się od sceny
Przez wiele lat miałem zaszczyt pracować z najlepszymi polskimi aktorami, takimi - jak zwykło się mówić - z krwi i kości: Zapasiewiczem, Wichniarzem, Kęstowiczem, Machulskim czy Nowickim. To oni nauczyli mnie scenicznego rzemiosła i utwierdzili w przekonaniu, że ja również jestem człowiekiem teatru.
Wysłuchała Katarzyna Polasik
Dodaj swoją opinię
Cześć Krzyś.Jestem pod wrażęniem.Pozdro KALI
Dodał KALI dnia 2012-02-03 13:47:37
Brawo Krzysztof. Bardzo się ciesze, że mam przyjemność znać Ciebie osobiście. Duże Dzięki Kasiu za to, że wysłuchałaś i opublikowałaś opowieść Krzysztofa. Niezwykle Niezwykły człowiek, który zyje w nieciekawych czasach dla Artystów i ludzi Wrażliwych. Pozdrawiam Serdecznie. Woytek Kotula
Dodał woytek.k dnia 2010-11-26 10:50:38
Pamietam Pana Krzysztofa ze szkoly,nie znalem go osobiscie.Teraz czytam i widze jaki to ciekawy,madry i wspanialy czlowiek.Chetnie spotkalbym sie z nim na dluzsza rozmowe...i cala przyjemnosc po mojej stronie.Pozdrawiam serdecznie.
Dodał zbig. dnia 2010-06-20 12:44:40

















.jpg)










