Dziś jest: Piątek, 18 maja 2012 | imieniny: Feliksa i Aleksandry
     

pilski

Strażacy świętowali

Po złożeniu meldunku dla Komendanta Powiatowego PSP st. bryg. Ryszarda...

chodzieski

Chodziescy kolarze w Wągrowcu

Trasę jaką do pokonania mieli kolarze przebiegała wokół stadionu klubu...

czarnkowsko - trzcianecki

Nagrody dla trzcianeckiej Biblioteki

W wyjątkowym spotkaniu udział wzięli przedstawiciele wszystkich bibliotek...

walecki


wągrowiecki

W 10 rocznicę partnerstwa z Krasnogorskiem i Gyula

Nasze tradycyjne już majowe święto wszystkich Europejczyków poprzedził...

zlotowski

Szkolili się bronić

W dwudniowym szkoleniu uczestniczyli: pracownicy realizujący zadania z...


FreeStat.pl - Gratis statystyki WWW
Freestat - statystyki gratis

2005-12-13 09:46:46

Zarobkowy wolontariat?

Czy wolontariuszka pilskiego hospicjum zdefraudowała 23 tysiące złotych, należące do chorej na Alzheimera 62-letniej Mirosławy Ś.? 10 listopada pod kamienicę na Roosevelta w Pile podjechała pracownica MOPS, dwóch dzielnicowych i wolontariuszka pilskiego hospicjum. Z mieszkania wyprowadzili starszą kobietę i przewieźli kilkaset metrów dalej – do Domu Opieki Społecznej w Pile. Mirosława Ś. trafiła do DPS decyzją pilskiego sądu. Dlaczego? Pani Maria, od 4 lat opiekująca się Mireczką, płacze. – Była dla mnie jak matka. Spędzałam z nią więcej czasu niż z rodziną. Nie wierzę, że to się stało. Krystyna Lemanowicz, szefowa hospicjum w Pile również jest zbulwersowana sytuacją. – Pani Mireczka jest naszą ulubienicą. A Maria, która się nią opiekuje, traktuje pacjentkę jak matkę. Dlatego trudno mi zrozumieć, co się stało, dlaczego chorą kobietę tak brutalnie wyrwano z jej domu, jedynego miejsca, w którym dobrze się czuła – mówi Lemanowicz. Hospicjum w Pile zajmowało się prowadzeniem terapii od marca 2001, kiedy to odbyło się spotkanie z MOPS-em. – Pracownica ośrodka, pani Małgorzata, błagała nas, żebyśmy zajęli się Mireczką, bo jest wykorzystywana przez swojego rzekomego opiekuna i to na różne sposoby, nie tylko finansowo. Dlatego wysłaliśmy do Mireczki panią Marię – zajmowała się nią lepiej niż córka, siedziała po 20 godzin na dobę, bo przy Marii Mireczka czuła się bezpiecznie. Ostatnio była z nią cały czas. Laleczka Mireczka Szefowa hospicjum nie może pogodzić się z tym, że dziś jej podopieczna mieszka w maleńkim pokoju wraz z innymi pensjonariuszkami DPS. I na tak bliską opiekę, jak miała dotychczas, liczyć nie może. – Maria kupowała Mireczce najlepsze pampersy, kosmetyki, kąpała ją dwa razy dziennie, ubierała jak laleczkę w ukochane niebieskości, na stole były zawsze najlepsze smakołyki. Nawet zwracałam Marii uwagę, żeby nie tuczyła Mireczki, bo i tak podopieczna była duża i ciężka – opowiada Krystyna Lemanowicz. – Maria woziła ją po lekarzach, załatwiała nowe zęby, badała piersi. Była dla niej najlepszą opiekunką – cierpliwą, wyrozumiałą, pracowitą. Kochała Mireczkę. Bo jak inaczej mogłaby wytrzymać przez kilkanaście godzin dziennie monotonne: czika, czika, czika, albo: mamusiu, mamusiu, mamusiu. Ile razy można naprawiać zniszczony sprzęt, malować od nowa. Trzeba mieć anielską cierpliwość. I odwagę patrzeć, jak 62-letnia kobieta chodzi po domu z wózeczkiem dla lalek i ,,opiekuje’’ się swoimi córeczkami. Ileż wyrozumiałości musiało być w Marii, że wytrzymywała to bez skrzywienia. Całe swoje życie podporządkowała chorej. Opieka nad chorym na Alzheimera jest bardzo wyczerpująca. Z kolei opiekunka z MOPS zeznawała przed sądem, że: ,,Pani Ś. nie ma praktycznie rzeczy, w które mogłaby się ubrać’’, co również podważa słowa szefowej hospicjum oraz opiekunki pani Mirosławy, a także kwoty wydawane np. na odzież, przedstawione kuratorowi w miesięcznych rozliczeniach. Wątpliwości kuratora Pilski sąd mocno interesował się losami podopiecznej hospicjum. – Kuratorzy sądowi wielokrotnie odwiedzali Mireczkę i Marię, i w samych superlatywach wypowiadali się o pracy wolontariuszki – mówi Lemanowicz. Kiedy pytam o podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez opiekunkę, jej szefowa mówi z pełnym przekonaniem: - Uważam, że ze strony pani Marii wszystko zawsze było w porządku. Nigdy nie otrzymałam żadnego pisma z sądu ani z MOPS-u o niedociągnięciach w pracy Marii, która była prawną opiekunką chorej. Rzeczywiście, pierwsze sprawozdania kuratora zawodowego z 2001 roku nie budzą większych wątpliwości: „Pani Ś. ma zaspokojone wszelkie potrzeby, jest dobrze odżywiona i ubrana.”, ,,Kandydat na opiekuna jest osobą dyspozycyjną i cieszącą się dobrą opinią’’, ,,Nie mam zastrzeżeń’’. Ale już kilka miesięcy później pojawiają się wątpliwości: ,,Niestety, nie wyegzekwowałam od (tu nazwisko opiekunki) kserokopii rachunków. Oświadczyła ona, że takowych nie posiada’’. Dziś Maria F. twierdzi, że nikt nigdy nie powiedział jej, że powinna mieć rachunki, czy paragony. – Dowiedziałam się tego dopiero teraz w sądzie – twierdzi opiekunka. Przy wielu pozycjach na rozliczeniach Marii F. są znaki zapytania. Np. przy środkach czystości, na które w ciągu jednego miesiąca opiekunka wydała 1.200 zł. Albo przy rachunku telefonicznym, opiewającym na ponad 120 zł. Mirosława Ś. nie miała z kim się kontaktować, gdyż synowie sądownie stwierdzili, że nie chcą mieć w matką nic wspólnego. Czyj to interes? Krystyna Lemanowicz twierdzi, że to pani Małgorzata z MOPS wielokrotnie naciskała, żeby zabrać Mireczkę do domu pomocy społecznej. – Nie wiem dlaczego, może jej nie lubiła – zastanawia się szefowa hospicjum. – Ale teraz nie możemy dojść do siebie. - Mireczka została potraktowana jak przedmiot, w towarzystwie policji zabrano ją z domu, w którym chciała być do końca. Tam miała wszystko – specjalne łóżko, materac, sedes, balkonik i swoje zabawki. Mieszkanie dla Mireczki było miejscem bezpiecznym, przytulnym. Były w nim zaspokajane wszystkie jej potrzeby i oznaczone trasy, którymi poruszała się pewnie. Nie dość, że teraz jest tego pozbawiona, to jeszcze my jako hospicjum nie możemy odebrać naszej własności. Klucze zabrała pani M. z MOPS-u. Do sądu trafiło pismo Marii F., w którym wymienia ona rzeczy należące do niej prywatnie lub też do hospicjum. Jest wśród nich odzież, zabawki, lalki, sprzęt rehabilitacyjny, ale też... zaprawione słoiki. W odpowiedzi na to pismo, której – jak twierdzi Maria F. – nie dostała, sąd napisał, że ,decyzja o zwrocie zostanie wydana ,,po sporządzeniu przez Panią rachunku końcowego i zarządu (...) oraz po wykazaniu przez Panią, że wymienione rzeczy stanowią Pani własność’’. Maria F. ma na rozliczenie się z opieki 3 miesiące. Dziś Mirosława Ś. ma nowego opiekuna prawnego; jest nim pracownica DPS, która ma dokonać spisania inwentarza chorej. Z akt sądowych wynika, że na początku swojej opieki Maria F. przymierzała się do wykupienia mieszkania swojej podopiecznej. – Zwlekałam i sprawa się urwała – mówi. Ale nic więcej nie chce dodać. Prosi, żebym o tym nie pisała. Wolontariat zarobkowy Szefowa hospicjum nic nie wie na temat rozliczeń finansowych. – Pani Maria dokonywała ich z sądem lub też kuratorami. Albo z MOPS-em – mówi. – Mnie zupełnie nie interesowały kwestie finansowe. Mnie zależało tylko na terapii Mireczki. Opiekunka Maria twierdzi, że wysokość jej ,,zarobków’’ za opiekę została ustalona podczas spotkania, na którym powierzono jej opiekę nad Mireczką. 300 złotych miesięcznie, płatnych z emerytury podopiecznej. Pytana o kwestię ,,zarobków’’ pani Marii u Mireczki, Krystyna Lemanowicz twierdzi, że opiekunka miała jakąś umowę w tej sprawie zawartą między nią a MOPS-em. Nigdzie nie znalazłam śladu takiej umowy. Zresztą i tak nie miałaby ona mocy prawnej, ponieważ decyzję o przyznaniu wolontariuszce ,,wynagrodzenia’’ za opiekę mógł podjąć jedynie sąd. Opiekunka Mirosławy z MOPS-u kategorycznie odmówiła rozmowy ze mną na temat tej sprawy. Maria F. twierdzi, że nigdy nie było żadnych uwag i zastrzeżeń odnośnie zawiadywania przez nią pieniędzmi Mirosławy Ś. Trudno jednak uwierzyć, że skoro kurator zawierał te uwagi w swoich sprawozdaniach do sądu, nie informował o tym samej zainteresowanej, której te uwagi dotyczą. Tym bardziej, że kurator w swoim sprawozdaniu dla sądu pisze: ,,Zwróciłam uwagę na fakt wypłacenia sobie przez opiekuna wynagrodzenia (...) Uzyskałam informację od opiekuna, że wynagrodzenie to zostało ustalone z dyrektorem hospicjum’’. Ze słów Krystyny Lemanowicz wynika, że nic nie wie o żadnej umowie finansowej, bo te sprawy jej nie interesowały. Mireczka umrze Lemanowicz o Marii F. nie powie złego słowa. – To uczciwa kobieta, całkowicie oddana sprawie. Mało kogo stać na takie poświęcenie. Była łącznikiem pomiędzy chorą a światem zewnętrznym. Dla nas nie są ważne paragrafy, artykuły. Kierujemy się w swojej pracy dobrem chorego i jego wolą. W czasie, gdy postęp choroby jeszcze nie uniemożliwił jej podejmowanie decyzji o sobie, Mireczka wyraziła wolę dokonania żywota w swoim domu. Teraz pracownicy pilskiego hospicjum marzą tylko, żeby Mireczka wróciła do domu. W DPS-ie tylko leży, nie ma z nią żadnego kontaktu. – W takiej sytuacji nasza Mireczka szybko umrze – K. Lemanowicz płacze. W tej chwili trudno powiedzieć, w jakim stanie była Mirosława, kiedy była w domu. Śledztwo w sprawie defraudacji W październiku tego roku pilski sąd skierował zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ,,przywłaszczenia pieniędzy w nieustalonej kwocie (nie mniej niż 23.000 zł), popełnionego od I 2002 r. do X 2005 r. przez (...) opiekuna prawnego (tu pada nazwisko opiekunki pani Mirosławy)’’. Niedługo później sąd ustanowił nowego opiekuna ubezwłasnowolnionej kobiety. Podjęto również decyzję o ,,niezwłocznym podjęciu zarządu majątkiem ubezwłasnowolnionej’’. 10 listopada Sąd Rejonowy w Pile zwolnił Marię F., opiekunkę Mirosławy, z uwagi na stwierdzone zaniedbania ,,naruszające dobro osoby pozostającej pod opieką’’. Powodem tej decyzji było m.in. stwierdzenie, że poprzedni opiekun nie opłacał w ostatnim czasie czynszu za mieszkanie i media. Dług urósł do ok. 4 tysięcy złotych. To dziwi tym bardziej, że ostatnio pani Mirka otrzymywała emeryturę w wysokości prawie 2,5 tysiąca zł. Maria F. twierdzi, że to niemożliwe, żeby były jakiekolwiek braki. Przyznaje, że miała upoważnienie do konta pani Mirki, bo musiała robić opłaty, kupować leki, żywność itp. Nie potrafi jednak udokumentować swoich słów. Twierdzi, że wszystkie dokumenty są w sądzie. Jest za to oburzona tym, że nikt jej nigdy nie poinformował o jej obowiązkach związanych z dopełnieniem formalności. Sprawa z pewnością zostanie wyjaśniona, gdyż sąd zażądał wyciągów z konta Mirosławy Ś. * Po mojej rozmowie z Krystyną Lemanowicz, szefowa hospicjum wystosowała pismo do Jerzego Paliwody, prezesa Sądu Rejonowego w Pile, w którym napisała m.in.: ,,Uważamy, że wyrwanie chorej z jej dotychczasowego środowiska fizycznego i społecznego oraz całkowita zmiana osób zajmujących się chorą stawia ją w ciężkiej opresji psychicznej i może się przyczynić do jej rychłej śmierci (...) Umieszczenie chorej w Domu Pomocy Społecznej jest sprzeczne z jej ostatnią wolą wyrażoną na piśmie w czasie, gdy nie była jeszcze ubezwłasnowolniona’’. Mirosława Ś. z choroby już nie wyjdzie. Dorota Urbańska, dyrektor DPS w Pile mówi, że z chorą nie ma żadnego kontaktu. I nie ma na jej temat nic więcej do powiedzenia.

Dodaj swoją opinię








Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

szok
Dodał Jego Excelencja Krzysztof Kononowicz dnia 2012-05-03 09:54:56
....
Dodał ... dnia 2012-02-12 10:16:25
nawet na krzywdzie ludzkiej można jak widać zarabiać!
Dodał dnia 2012-01-27 14:51:54
Czy ten najbardziej plugawy tekst popełnił redaktor naczelny Tygodnika Nowego Mariusz Szalbierz, czy może ktoś inny pod jego światłym kierownictwem? A tak to leciało:2005-12-13 09:46:46

Zarobkowy wolontariat?
Czy wolontariuszka pilskiego hospicjum zdefraudowała 23 tysiące złotych, należące do chorej na Alzheimera 62-letniej Mirosławy Ś.? 10 listopada pod kamienicę na Roosevelta w Pile podjechała pracownica MOPS, dwóch dzielnicowych i wolontariuszka pilskiego hospicjum. Z mieszkania wyprowadzili starszą kobietę i przewieźli kilkaset metrów dalej ? do Domu Opieki Społecznej w Pile. Mirosława Ś. trafiła do DPS decyzją pilskiego sądu. Dlaczego? Pani Maria, od 4 lat opiekująca się Mireczką, płacze. ? Była dla mnie jak matka. Spędzałam z nią więcej czasu niż z rodziną. Nie wierzę, że to się stało. Krystyna Lemanowicz, szefowa hospicjum w Pile również jest zbulwersowana sytuacją. ? Pani Mireczka jest naszą ulubienicą. A Maria, która się nią opiekuje, traktuje pacjentkę jak matkę. Dlatego trudno mi zrozumieć, co się stało, dlaczego chorą kobietę tak brutalnie wyrwano z jej domu, jedynego miejsca, w którym dobrze się czuła ? mówi Lemanowicz. Hospicjum w Pile zajmowało się prowadzeniem terapii od marca 2001, kiedy to odbyło się spotkanie z MOPS-em. ? Pracownica ośrodka, pani Małgorzata, błagała nas, żebyśmy zajęli się Mireczką, bo jest wykorzystywana przez swojego rzekomego opiekuna i to na różne sposoby, nie tylko finansowo. Dlatego wysłaliśmy do Mireczki panią Marię ? zajmowała się nią lepiej niż córka, siedziała po 20 godzin na dobę, bo przy Marii Mireczka czuła się bezpiecznie. Ostatnio była z nią cały czas. Laleczka Mireczka Szefowa hospicjum nie może pogodzić się z tym, że dziś jej podopieczna mieszka w maleńkim pokoju wraz z innymi pensjonariuszkami DPS. I na tak bliską opiekę, jak miała dotychczas, liczyć nie może. ? Maria kupowała Mireczce najlepsze pampersy, kosmetyki, kąpała ją dwa razy dziennie, ubierała jak laleczkę w ukochane niebieskości, na stole były zawsze najlepsze smakołyki. Nawet zwracałam Marii uwagę, żeby nie tuczyła Mireczki, bo i tak podopieczna była duża i ciężka ? opowiada Krystyna Lemanowicz. ? Maria woziła ją po lekarzach, załatwiała nowe zęby, badała piersi. Była dla niej najlepszą opiekunką ? cierpliwą, wyrozumiałą, pracowitą. Kochała Mireczkę. Bo jak inaczej mogłaby wytrzymać przez kilkanaście godzin dziennie monotonne: czika, czika, czika, albo: mamusiu, mamusiu, mamusiu. Ile razy można naprawiać zniszczony sprzęt, malować od nowa. Trzeba mieć anielską cierpliwość. I odwagę patrzeć, jak 62-letnia kobieta chodzi po domu z wózeczkiem dla lalek i ,,opiekuje?? się swoimi córeczkami. Ileż wyrozumiałości musiało być w Marii, że wytrzymywała to bez skrzywienia. Całe swoje życie podporządkowała chorej. Opieka nad chorym na Alzheimera jest bardzo wyczerpująca. Z kolei opiekunka z MOPS zeznawała przed sądem, że: ,,Pani Ś. nie ma praktycznie rzeczy, w które mogłaby się ubrać??, co również podważa słowa szefowej hospicjum oraz opiekunki pani Mirosławy, a także kwoty wydawane np. na odzież, przedstawione kuratorowi w miesięcznych rozliczeniach. Wątpliwości kuratora Pilski sąd mocno interesował się losami podopiecznej hospicjum. ? Kuratorzy sądowi wielokrotnie odwiedzali Mireczkę i Marię, i w samych superlatywach wypowiadali się o pracy wolontariuszki ? mówi Lemanowicz. Kiedy pytam o podejrzenia niedopełnienia obowiązków przez opiekunkę, jej szefowa mówi z pełnym przekonaniem: - Uważam, że ze strony pani Marii wszystko zawsze było w porządku. Nigdy nie otrzymałam żadnego pisma z sądu ani z MOPS-u o niedociągnięciach w pracy Marii, która była prawną opiekunką chorej. Rzeczywiście, pierwsze sprawozdania kuratora zawodowego z 2001 roku nie budzą większych wątpliwości: ?Pani Ś. ma zaspokojone wszelkie potrzeby, jest dobrze odżywiona i ubrana.?, ,,Kandydat na opiekuna jest osobą dyspozycyjną i cieszącą się dobrą opinią??, ,,Nie mam zastrzeżeń??. Ale już kilka miesięcy później pojawiają się wątpliwości: ,,Niestety, nie wyegzekwowałam od (tu nazwisko opiekunki) kserokopii rachunków. Oświadczyła ona, że takowych nie posiada??. Dziś Maria F. twierdzi, że nikt nigdy nie powiedział jej, że powinna mieć rachunki, czy paragony. ? Dowiedziałam się tego dopiero teraz w sądzie ? twierdzi opiekunka. Przy wielu pozycjach na rozliczeniach Marii F. są znaki zapytania. Np. przy środkach czystości, na które w ciągu jednego miesiąca opiekunka wydała 1.200 zł. Albo przy rachunku telefonicznym, opiewającym na ponad 120 zł. Mirosława Ś. nie miała z kim się kontaktować, gdyż synowie sądownie stwierdzili, że nie chcą mieć w matką nic wspólnego. Czyj to interes? Krystyna Lemanowicz twierdzi, że to pani Małgorzata z MOPS wielokrotnie naciskała, żeby zabrać Mireczkę do domu pomocy społecznej. ? Nie wiem dlaczego, może jej nie lubiła ? zastanawia się szefowa hospicjum. ? Ale teraz nie możemy dojść do siebie. - Mireczka została potraktowana jak przedmiot, w towarzystwie policji zabrano ją z domu, w którym chciała być do końca. Tam miała wszystko ? specjalne łóżko, materac, sedes, balkonik i swoje zabawki. Mieszkanie dla Mireczki było miejscem bezpiecznym, przytulnym. Były w nim zaspokajane wszystkie jej potrzeby i oznaczone trasy, którymi poruszała się pewnie. Nie dość, że teraz jest tego pozbawiona, to jeszcze my jako hospicjum nie możemy odebrać naszej własności. Klucze zabrała pani M. z MOPS-u. Do sądu trafiło pismo Marii F., w którym wymienia ona rzeczy należące do niej prywatnie lub też do hospicjum. Jest wśród nich odzież, zabawki, lalki, sprzęt rehabilitacyjny, ale też... zaprawione słoiki. W odpowiedzi na to pismo, której ? jak twierdzi Maria F. ? nie dostała, sąd napisał, że ,decyzja o zwrocie zostanie wydana ,,po sporządzeniu przez Panią rachunku końcowego i zarządu (...) oraz po wykazaniu przez Panią, że wymienione rzeczy stanowią Pani własność??. Maria F. ma na rozliczenie się z opieki 3 miesiące. Dziś Mirosława Ś. ma nowego opiekuna prawnego; jest nim pracownica DPS, która ma dokonać spisania inwentarza chorej. Z akt sądowych wynika, że na początku swojej opieki Maria F. przymierzała się do wykupienia mieszkania swojej podopiecznej. ? Zwlekałam i sprawa się urwała ? mówi. Ale nic więcej nie chce dodać. Prosi, żebym o tym nie pisała. Wolontariat zarobkowy Szefowa hospicjum nic nie wie na temat rozliczeń finansowych. ? Pani Maria dokonywała ich z sądem lub też kuratorami. Albo z MOPS-em ? mówi. ? Mnie zupełnie nie interesowały kwestie finansowe. Mnie zależało tylko na terapii Mireczki. Opiekunka Maria twierdzi, że wysokość jej ,,zarobków?? za opiekę została ustalona podczas spotkania, na którym powierzono jej opiekę nad Mireczką. 300 złotych miesięcznie, płatnych z emerytury podopiecznej. Pytana o kwestię ,,zarobków?? pani Marii u Mireczki, Krystyna Lemanowicz twierdzi, że opiekunka miała jakąś umowę w tej sprawie zawartą między nią a MOPS-em. Nigdzie nie znalazłam śladu takiej umowy. Zresztą i tak nie miałaby ona mocy prawnej, ponieważ decyzję o przyznaniu wolontariuszce ,,wynagrodzenia?? za opiekę mógł podjąć jedynie sąd. Opiekunka Mirosławy z MOPS-u kategorycznie odmówiła rozmowy ze mną na temat tej sprawy. Maria F. twierdzi, że nigdy nie było żadnych uwag i zastrzeżeń odnośnie zawiadywania przez nią pieniędzmi Mirosławy Ś. Trudno jednak uwierzyć, że skoro kurator zawierał te uwagi w swoich sprawozdaniach do sądu, nie informował o tym samej zainteresowanej, której te uwagi dotyczą. Tym bardziej, że kurator w swoim sprawozdaniu dla sądu pisze: ,,Zwróciłam uwagę na fakt wypłacenia sobie przez opiekuna wynagrodzenia (...) Uzyskałam informację od opiekuna, że wynagrodzenie to zostało ustalone z dyrektorem hospicjum??. Ze słów Krystyny Lemanowicz wynika, że nic nie wie o żadnej umowie finansowej, bo te sprawy jej nie interesowały. Mireczka umrze Lemanowicz o Marii F. nie powie złego słowa. ? To uczciwa kobieta, całkowicie oddana sprawie. Mało kogo stać na takie poświęcenie. Była łącznikiem pomiędzy chorą a światem zewnętrznym. Dla nas nie są ważne paragrafy, artykuły. Kierujemy się w swojej pracy dobrem chorego i jego wolą. W czasie, gdy postęp choroby jeszcze nie uniemożliwił jej podejmowanie decyzji o sobie, Mireczka wyraziła wolę dokonania żywota w swoim domu. Teraz pracownicy pilskiego hospicjum marzą tylko, żeby Mireczka wróciła do domu. W DPS-ie tylko leży, nie ma z nią żadnego kontaktu. ? W takiej sytuacji nasza Mireczka szybko umrze ? K. Lemanowicz płacze. W tej chwili trudno powiedzieć, w jakim stanie była Mirosława, kiedy była w domu. Śledztwo w sprawie defraudacji W październiku tego roku pilski sąd skierował zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa ,,przywłaszczenia pieniędzy w nieustalonej kwocie (nie mniej niż 23.000 zł), popełnionego od I 2002 r. do X 2005 r. przez (...) opiekuna prawnego (tu pada nazwisko opiekunki pani Mirosławy)??. Niedługo później sąd ustanowił nowego opiekuna ubezwłasnowolnionej kobiety. Podjęto również decyzję o ,,niezwłocznym podjęciu zarządu majątkiem ubezwłasnowolnionej??. 10 listopada Sąd Rejonowy w Pile zwolnił Marię F., opiekunkę Mirosławy, z uwagi na stwierdzone zaniedbania ,,naruszające dobro osoby pozostającej pod opieką??. Powodem tej decyzji było m.in. stwierdzenie, że poprzedni opiekun nie opłacał w ostatnim czasie czynszu za mieszkanie i media. Dług urósł do ok. 4 tysięcy złotych. To dziwi tym bardziej, że ostatnio pani Mirka otrzymywała emeryturę w wysokości prawie 2,5 tysiąca zł. Maria F. twierdzi, że to niemożliwe, żeby były jakiekolwiek braki. Przyznaje, że miała upoważnienie do konta pani Mirki, bo musiała robić opłaty, kupować leki, żywność itp. Nie potrafi jednak udokumentować swoich słów. Twierdzi, że wszystkie dokumenty są w sądzie. Jest za to oburzona tym, że nikt jej nigdy nie poinformował o jej obowiązkach związanych z dopełnieniem formalności. Sprawa z pewnością zostanie wyjaśniona, gdyż sąd zażądał wyciągów z konta Mirosławy Ś. * Po mojej rozmowie z Krystyną Lemanowicz, szefowa hospicjum wystosowała pismo do Jerzego Paliwody, prezesa Sądu Rejonowego w Pile, w którym napisała m.in.: ,,Uważamy, że wyrwanie chorej z jej dotychczasowego środowiska fizycznego i społecznego oraz całkowita zmiana osób zajmujących się chorą stawia ją w ciężkiej opresji psychicznej i może się przyczynić do jej rychłej śmierci (...) Umieszczenie chorej w Domu Pomocy Społecznej jest sprzeczne z jej ostatnią wolą wyrażoną na piśmie w czasie, gdy nie była jeszcze ubezwłasnowolniona??. Mirosława Ś. z choroby już nie wyjdzie. Dorota Urbańska, dyrektor DPS w Pile mówi, że z chorą nie ma żadnego kontaktu. I nie ma na jej temat nic więcej do powiedzenia.

Mirka wyszła z choroby nogami do przodu. Po zainstalowaniu jej w łóżku i sedacji farmakologicznej żyła jakiś czas jak rybka bez wody, jak ten przysłowiowy karp w plastikowej torbie. A może nie?
Dodał Krecia pytaczkówna dnia 2012-01-20 20:14:37
Mireczka umarła.
Dodał dnia 2012-01-20 18:40:44
Bardzo wciągająca LEKTURA!!!!!
Dodał dnia 2012-01-20 17:33:55