Dziś jest: Sobota, 25 października 2014 | imieniny: Kryspina i Ingi


  
  

Nad Notecią zakończyli sezon

  W ostatnich tegorocznych zawodach udział wzięło 8 seniorów oraz...

pilski

Prezydent mówi NIE darmowym biletom

  Prezydent Głowski sprowokowany przez konkurenta zwołał konferencję...

chodzieski

Kombinatorzy znowu (z) Górą

Warto wspomnieć, iż satyryk Mieczysław Góra z kapelą Kombinatorzy...

czarnkowsko - trzcianecki

Warsztaty z globalizacji

  Jak opowiadają wychowanki Klaudia Jarosz i Natalia Wolińska:...

walecki


wągrowiecki

Sukces gimnazjalistów

Uczniowie kl. II h miejskiego Gimnazjum nr 1 w Wągrowcu w składzie: Wiktor...

zlotowski

Rozbity radiowóz

W zdarzeniu uczestniczyło auto osobowe marki Toyota i policyjna Kia Cee'dd...
pilski

2006-03-15 11:29:15

Niezły dym

Spektakl z piecem kaflowym w roli głównej… Rzeczony piec, a właściwie komin, znajduje się w starym, jeszcze przedwojennym budynku przy ulicy Żeromskiego w Pile. W mieszkaniu przed panem Różyńskim mieszkali jego teściowie. Od samego początku w trzypokojowym mieszkaniu znajdowały się piece kaflowe. Każdy z nich miał oddzielny komin i używanie ich nikomu nie zagrażało. Do listopada ubie-głego roku. W 1996 roku Różyńscy zamontowali dodatkowo ogrzewanie centralne - gazowe. Pieców jednak nie wyburzyli i cały czas z nich korzystali, tłumacząc to tym, że wysokie, duże pokoje ciężko ogrzać gazem, a w piecach palili dodatkowo, żeby było cieplej. Trzy lata później wykupili mieszkanie na stałe, tym samym nabywając całkowite prawo do pomieszczeń. Jednak - jak się okazuje - nie do kominów. Jakieś cztery miesiące temu po raz pierwszy w nowym sezonie grzewczym pan Marian rozpalił w piecu, który notabene znajduje się w jego sypialni. – Krótko potem zbiegła sąsiadka, że jej kuchnię zadymiłem, a ja przecież nie kazałem jej wykuwać wentylacji w moim kominie – opowiada mężczyzna, ubrany w cztery swetry i zimową czapkę. Obok na kanapach leży stos koców i gruby zimowy kożuch, którym nasz bohater przykrywa sobie nogi, gdy już mu się zrobi naprawdę zimno. - Od listopada zaczęła się prawdziwa batalia. Zarządca powiedział nam, że zakaz palenia był związany ze zmianą ogrzewania na gazowe. W przewodzie kominowym na poddaszu znajduje się kratka kominowa i dlatego nakazano odłączenie od przewodu kominowego. Administrator zaznacza, że istnieje jednak możliwość użytkowania pieca poprzez zamontowanie wkładów grzewczych. To pozwoli korzystać właścicielowi z dowolnej formy ogrzewania. Należy jednak zaznaczyć, że wiąże się to z dodatkowymi kosztami. Różyński rozumie, że nie może palić w piecu, bo zagraża to innym mieszkańcom. Nie rozumie jednak faktu, że liczne kontrole i komisje nie potwierdziły wadliwości jego pieca, a zakazały mu go użytkować. Z tej formy ogrzewania w mieszkaniu na Żeromskiego korzystano przez ostatnie 50 lat, niby nic się nie zmieniło, a dogrzewać już nie można. Dodatkowo pod koniec stycznia Różyńskim zepsuł się piec gazowy i nie da się go naprawić. – To jest wydatek około 3 tysięcy złotych, a my z żoną tych pieniędzy nie mamy (dwie renty, z których się utrzymują, to około tysiąc złotych). Rzeczywistość jest więc taka, że od trzech tygodni mieszkają w zimnych i wilgotnych pomieszczeniach. Aby się wykąpać czy zrobić pranie, idą do dzieci. Prawo do wentylacji - Ostatniego lata – opowiada Różyński – sąsiadka wykuła sobie wentylację w moim kominie. Powiedziała, że otwór ten ma już przeszło 6 lat od czasu zmiany ogrzewania na centralne, ale jakoś kuchnię zadymiłem jej dopiero w listopadzie. To jak to jest: 6 lat paliłem w piecu i nic, a teraz dopiero jej zadymiam?! Administrator budynku podkreśla, że kominy murowane są częścią nieruchomości wspólnej i żaden z mieszkańców nie ma prawa do roszczenia sobie wyłączności. Wentylacja w każdej kuchni jest potrzebna, dlatego nie neguje tego, że w mieszkaniu sąsiadki znajduje się otwór wentylacyjny. Zapytana o fakt wykucia odpływu w przewodzie kominowym sąsiadka oznajmia, że otwór znajduje się tam od kilku lat, kiedy to sporną wentylację zainstalowali jej pracownicy gazowni. Kobieta z wielkim żalem wspomina listopadowe popołudnie, którego efekty do dzisiaj są widoczne na suficie – mimo trzykrotnej próby zamalowania, zacieki pozostały. - Ten pan naraził mnie na koszty, boazerię trzeba skrobać, kratka się stopiła. To był obłęd. A teraz to mnie jeszcze na nieprzyjemności naraża, zastrasza administratorami. Jestem już tym zmęczona – mówi z rezygnacją. - Już od samego początku, jak się tutaj wprowadził, czułam, że będą z nim kłopoty – dodaje. Szczęśliwe zakończenie? Aż prosi się o przytoczenie przysłowia: wolnoć Tomku w swoim domku, i poszukania jakiegoś rozwiązania. A co z domkiem, który jest twój, a komin nie do końca? Tutaj, jak na razie, zakończenia sprawy nie ma i chyba nie tak szybko zwaśnieni sąsiedzi się jej doczekają. Administrator budynku proponuje Różyńskiemu pożyczenie grzejników elektrycznych, energooszczędnych, jako „rozumienie potrzeb losowych”. Ale takie rozwiązanie raczej nie rozwiąże konfliktu. Zmęczona sąsiadka przyznaje, że jak jej nakażą, to zamuruje otwór wentylacyjny, a pan Marian pieca nie chce oddać. Zresztą o całym tym zamieszaniu poinformował już prezydenta Piły. Sprawa sporu jest znacznie bardziej zawiła i bez wglądu do wszystkich dokumentów własności i dodatkowo umowy pomiędzy właścicielami pomieszczenia i administratorem niełatwo ją rozwiązać. Przedstawiciel Powiatowego Wydziału Nadzoru Budowlanego jako najrozsądniejsze wyjście proponuje drogę sądową. To właśnie sąd w trybie bezprocesowym ma szansę rozstrzygnąć, kto ma – i jakie – prawo do komina.

Dodaj swoją opinię


Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.