
2012-01-26 18:44:19
Być bogatym krajem
Miniony tydzień przyniósł dwie ważne informacje dotyczące emerytów. Pierwsza z nich wprowadza w 2012 r. kwotowy wzrost wszystkich rent i emerytur o 71 zł. Takie rozwiązanie na jeden rok ma w jakimś stopniu chronić budżety gospodarstw domowych emerytów i rencistów pobierających niskie świadczenia. Owe 71 złotych zapewni wyższą waloryzację niż wynikająca z reguły procentowej dla 59 proc. emerytów i rencistów. W minionym tygodniu odpowiednia ustawa podpisana została przez prezydent, który wszakże przesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego w związku z wątpliwościami prawnymi, jakie ona budzi.Druga informacja ma charakter statystyczny, ale dotyczy problemu, nad którym Polacy debatują od expose premiera, który zapowiedział podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat tak dla kobiet jak i dla mężczyzn.
Według statystyk obecnie średni wiek przechodzenia na emeryturę w Polsce jest znacznie niższy od ustawowego. Według danych Eurostat-u w 2009 roku (danych za 2010 i 2011 rok są niedostępne), jesteśmy na przedostatnim miejscu w Europie. Polskę wyprzedzili Słowacy (średnia 58,8 lat), a my zrównaliśmy się z Węgrami na poziomie 59,3 lata. Pierwsze miejsce w tym rankingu zajmuje Szwecja, gdzie średnio statystyczny pracownik odchodzi z pracy w wieku 64,3 lat.
Informacja ta sprowokowała mnie do wyrażenia swojej opinii na temat wieku emerytalnego w Polsce i - w moim przekonaniu - konieczności jego podniesienia. Mam przy tym świadomość, że na problem ten patrzę jak przedsiębiorca, który z natury rzeczy preferuje względy ekonomiczne niż społeczne. Sam bowiem - najczęściej - pracuje tak długo, jak pozwala mu zdrowie, znacznie przekraczając ustawowy wiek emerytalny.
Obecnie, szukając lekarstwa na kryzys gospodarczy, cała Europa podnosi wiek emerytalny. W Polsce trwa dyskusja, czy wydłużyć wiek na siłę, jak chce premier, czy pozwolić ludziom na wybór, jak proponował w kampanii prezydent Bronisław Komorowski.
W moim przekonaniu trzeba zrobić i jedno i drugie. Nasze społeczeństwo starzeje się i zmienia się struktura ludności. Zmniejsza się liczba osób w wieku produkcyjnym, a zwiększa w wieku poprodukcyjnym, które trzeba utrzymywać. A wzrost gospodarczy zależy w ostatecznym rachunku od dwóch czynników - od tego, jak szybko przyrasta siła robocza i jak szybko rośnie wydajność pracy. Polska ma problem i z jednym, i drugim, co ogranicza nasz wzrost gospodarczy. Z jednej strony, powinniśmy więc zwiększyć bodźce zachęcające do dłuższej pracy. Z drugiej strony, trzeba wyrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn oraz podnieść wiek emerytalny, bo same bodźce finansowe mogą nie wystarczyć. Bo czy przekona kogoś, kto ma tysiąc złotych emerytury, dodatkowe 100 zł, jeśli przepracuje rok dłużej? Mam wątpliwości.
Zrównanie wieku emerytalnego i podniesienie go to jedno. Oprócz tego trzeba zamknąć możliwości wcześniejszego wychodzenia z rynku pracy i pobierania świadczeń społecznych przez osoby w wieku produkcyjnym i zdolne do pracy. Przez długi czas mieliśmy nieszczelny i szczodry system rent. Rząd już zrobił sporo, by go uszczelnić i liczba nowych rencistów spada. Ale trzeba zrobić jeszcze więcej.
Koszt tego, że w Polsce bardzo duża grupa ludzi w wieku produkcyjnym nie pracuje, jest bardzo wysoki. Gdyby u nas procentowo tyle starszych ludzi było zatrudnionych co u naszych sąsiadów, w Niemczech czy na Litwie, to nasz dochód narodowy byłby o 5-6 proc. wyższy. Każdy by zarabiał więcej. A tak Polska jest biedniejszym krajem.
Podobno blisko 80 procent Polaków jest przeciwko propozycji podniesienia wieku emerytalnego. To niedobra wiadomość. Bez zmian nasz wzrost gospodarczy po prostu będzie stopniowo wygasał. Jedyną drogą jest dostosowanie gospodarki do nowych wyzwań - by ludzie starsi nie wychodzili przedwcześnie z rynku pracy, by młodzi ludzie wchodzący na rynek mieli odpowiednie umiejętności, a nie tylko dyplomy.
W Polsce dyskusja na temat zmian zamknęła się w błędnym kole. Mówimy o wyborze pomiędzy państwem liberalnym a solidarnym czy socjalnym. Takie postawienie sprawy niepotrzebnie ideologizuje wybory ekonomiczne i oddala nas od istoty problemu. Tymczasem nie mamy wielkiego wyboru. Albo stworzymy system, który zachęca do dłuższej i bardziej wydajnej pracy, i wtedy będziemy bogatsi, albo pozostaniemy przy systemie, w którym znaczna część osób zdolnych do pracy nie pracuje i żyje ze świadczeń społecznych, a więc kosztem osób pracujących. Wtedy wszyscy będziemy biedniejsi.
Dodaj swoją opinię
Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść!
A Heniu jak żeś był u starosty w lipcu 2011 w sprawie 1726 podpisów i odbierania odznaczeń dla Sienkiewicz i Lemanowicz, to żeś się przedstawił: emeryt-biznesmen, czy biznesmen-emeryt, co jest bez znaczenia. A jesteś Heniu 1949, to miałeś tylko 62,5 lat. I ty mówisz innym, róbcie dalej, dłużej, a sam, co?
Dodał Nie bądź bezpieczny, poeta pamieta... dnia 2012-01-26 18:44:19
Panie Henryku, czy pisząc "krajem" myślisz o suwerennym państwie, czy o kondominium pod berłem niemieckim, albo ruskim?
Dodał ACTA patriotyzmu dnia 2012-01-27 08:56:31
Wiek przechodzenia na emeryturę powinien być podniesiony.Czy wg propozycji rządowej? Mam wątpliwości w odniesieniu do kobiet.
Problem zasadniczy sprowadza się nie do potrzeby lecz sposobu wprowadzenia.
Na miejscu "300 i więcej i mgliściej" zadałbym sobie pytanie co muszę zrobić wcześniej aby przyszli emeryci przyjęli moje propozycje z rezygnacją lub entuzjazmem.
Musi zrobić bardzo dużo i tego dużo nie zastąpi gaworzenie o potrzebie.
Dodał Kłapacz dnia 2012-01-27 18:09:49
A ile Pan Szanowny Panie biznesmenie zatrudnia w swoich działach produkcyjnych pracowników po sześćdziesiątce? No oczywiście nie mówię tu o rencistach i emerytach.
Dodał Sokrates55 dnia 2012-01-27 20:12:09


















.jpg)










