Dziś jest: Niedziela, 05 lutego 2012 | imieniny: Agaty i Adelajdy
     

pilski

Liderzy ze statuetkami

W tym roku zmieniona została formuła uroczystości. Uprawnione podmioty...

chodzieski

Dom sióstr ożyje na wiosnę

W obiekcie trwają prace remontowe i adaptacyjne, tak by do wiosny,...

czarnkowsko - trzcianecki

Podgrzewając rurę, spowodowali pożar

Pożar bardzo szybko ogarnął ścianę wykonaną z łatwopalnych...

walecki


wągrowiecki

Próba samobójcza, czy nieszczęśliwy wypadek?

Lokalni stróże prawa natychmiast zawiadomili pogotowie ratunkowe, po czym na...

zlotowski

Przekaż 1 % dla Emilii

Lekarze zadecydowali o podjęciu standardowego leczenia dostępnego w Polsce:...


FreeStat.pl - Gratis statystyki WWW
Freestat - statystyki gratis

2010-08-29 17:35:10

Dlaczego z powodu reform cierpią dzieci?

Pytanie zawarte w tytule jest retoryczne. Nie sposób na nie odpowiedzieć jednoznacznie. Każde wprowadzenie zmian burzy pewien poprzedni układ. Dobrze, gdy reformy prowadzą do postępu. Źle, kiedy na skutek wprowadzonej reformy wiele osób stwierdza, że było lepiej, a jest gorzej. A robi się fatalnie, gdy wskutek reform cierpią dzieci i ich rodzice.

Powierzenie samorządom przedszkoli odbyło się znacznie wcześniej niż uczyniono to ze szkołami podstawowymi i gimnazjami. Pomysł znakomity, ale przypadł w okresie demograficznego niżu. Na skutek zmniejszającej się ilości dzieci, samorządy miejskie i gminne zaczęły likwidować przedszkola, bo przy skromnym budżecie, nie były w stanie ich utrzymać.

W samym Jastrowiu były na początku lat 90-tych 4 przedszkola, o czym pamiętają i to wspominają rozżaleni rodzice, których dzieci w tym roku nie dostały się do dwóch istniejących teraz przedszkoli. Mówią, że to skandal, kiedy dziecko obojga pracujących rodziców nie może chodzić do przedszkola.

Pani Ewa, u której kupuję gazety, zastanawia się jakimi kryteriami kierują się ci, którzy decydują o tym czyje dziecko będzie przyjęte w poczet przedszkolaków. Skoro podanie o przyjęcie do przedszkola, z zaświadczeniami, że oboje rodzice pracują, złożyła już 10 stycznia, a jej dziecko nie dostało się do przedszkola, uważa że nie decydowała na pewno kolejność zgłoszeń. Nie pocieszy jej nawet to, że jest na liście rezerwowej. Nie ma pretensji do pani dyrektorki. Wie, jaka jest sytuacja. Tylka zastanawia się, dlaczego do przedszkola chodzą dzieci, których jeden z rodziców wprawdzie pracuje, drugi nie ma zatrudnienia, ale przyniósł lewe zaświadczenie dotyczące swojej pracy.

Zawsze lepiej coś otwierać niż zamykać - powiedział kiedyś burmistrz Jastrowia Ryszard Sikora, i na pewno miał rację. Raz zlikwidowanego przedszkola już się ponownie nie otworzy. Teraz gmina nie jest w stanie dobudować kolejnych pomieszczenia przy którymś z przedszkoli, bo nie ma na ten cel pieniędzy. A nawet jak by miała, to i tak ta inwestycja by się nie opłaciła, bo w roku 2012 sześciolatki pójdą do pierwszej klasy i miejsc w przedszkolach zrobi się więcej.

Wprowadzenie przez rząd PO tej reformy, w takim wymiarze, też przyniesie sporo szkody dzieciom. Uświadomił mi to opiekujący się gminnym szkolnictwem zastępca burmistrza Jastrowia Jerzy Klimczak. Przecież wejście w tak gwałtowny sposób do szkół równocześnie dwóch roczników do klasy pierwszej spowoduje nie tylko problemy lokalowe. Dzieciom urodzonym w roku 2005 i 2006 trudniej będzie dostać się do dobrej szkoły ponadgimnazjalnej, a potem na studia, bo będzie ich po prostu więcej. Te roczniki będą miały pecha. Czy wprowadzające sześciolatków do szkół Ministerstwo Oświaty czegoś takiego nie przewidziało? Dlaczego w tym eksperymencie najbardziej poszkodowane są dzieci?

Burmistrz Klimczak sugeruje, że najlepiej by było, gdyby wprowadzenie sześciolatków do szkół odbyło się w ratach, w zależności od urodzeń w poszczególnych miesiącach, co przy niżu demograficznym nie byłoby tak uciążliwe.

Pozostaje jeszcze jeden problem. Czy nauczyciele są odpowiednio przygotowani do nauczania sześcioletnich dzieci? Jeden rok w życiu dziecka do bardzo dużo. Tu nauka przeplata się z zabawą. Dziecko powinno uczyć się i równocześnie bawić. Należy zapomnieć o zadawaniu pracy domowej.

Dzieci sześcioletnie chodzą do szkół prawie we wszystkich europejskich krajach. To nic strasznego. Mam nadzieję, że poradzą sobie z tym polscy nauczyciele. Chodzi tylko o to, by dziecko lubiło szkołę, by się dobrze w niej czuło. Podobnie jak lubi państwowe samorządowe przedszkole.

Dodaj swoją opinię








Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść!

A rocznik 1986,który był pokrzywdzony przez nową maturę? Szkoły wyższe preferowały absolwentów ze starą maturą i to oni w pierwszej kolejności dostawali się na studia.
Dodał dnia 2010-08-29 17:35:10
Zawsze lepiej coś otwierać niż zamykać - powiedział kiedyś burmistrz Jastrowia Ryszard Sikora, i na pewno miał rację.

Bardzo dobre jest na przykład otwieranie wałów przeciwpowodziowych..
Dodał Wodnik dnia 2010-09-01 12:20:20
Tak naprawdę nie chciałem wtrącać się w ten temat i dać odpocząć panu Romanowi trochę od siebie. Do zmiany decyzji przekonała mnie jednak ta oto informacja, którą skromnie pozwoliłem sobie skomentować poniżej.
Źródło - portal internetowy TVN24.


"Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych chce, by od przyszłego roku rodzice pragnący umieścić swoje dziecko w przedszkolu nie musieli ujawniać wrażliwych danych - pisze "Gazeta Wyborcza".
Dyrekcje przedszkoli wymagają PIT-ów, zaświadczeń z ZUS, orzeczeń rozwodowych, zaświadczeń o zatrudnieniu, orzeczeń o niepełnosprawności rodziców, a nawet wysokości alimentów czy dowodu o podziale majątku.

Gdy zaczęliśmy interweniować okazało się, że to powszechny problem. Większość gmin wymaga dokumentów zawierających wrażliwe dane, a ludzie się na to godzą - mówi Wojciech Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych.
Dlaczego ludzie przedstawiają dokumenty? Boją się, że odmowa wyeliminuje ich z procesu rekrutacji.

Zmienić przepisy

GIODO uważa, że żądanie tego typu zaświadczeń jest wyłudzaniem danych i łamaniem prawa o ochronie danych osobowych. Chce, by rekrutacja do przedszkoli na rok 2011/12 odbywała się już na podstawie zmienionych przepisów w ustawie o systemie oświaty wykluczających dotychczasowe wymagania.

- Zwróciłem się do ministra edukacji oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji. W ustawie o systemie oświaty muszą się znaleźć precyzyjne informacje o tym, jakie prawo ma gmina do zbierania danych o rodzicach tak, by uniknąć dowolności - mówi Wiewiórowski.

"Strasznie krępujące..."

Interwencja GIODO to efekt skargi pani Ani, która mieszka pod Białymstokiem i wychowuje samotnie córkę Karolinkę. W kwietniu po wypełnieniu kwestionariusza rekrutacyjnego do przedszkola została wezwana do przez dyrektorkę jedynej publicznej placówki w mieście.

- Kazano mi dostarczyć dowód na samotne wychowywanie dziecka, choć pani dyrektor mieszka w tym samym bloku co ja i zna historię mojego nieudanego małżeństwa - opowiada pani Ania. - Musiałam przynieść wyrok sądu o rozwodzie, w którym znajdowały się inne informacje np. jak będzie wyglądać opieka nad córką. Strasznie krępująca sytuacja - dodaje.

Tak naprawdę nie chciałem wtrącać się w ten temat i dać odpocząć panu Romanowi trochę od siebie. Do zmiany decyzji przekonała mnie jednak ta oto informacja, którą skromnie pozwoliłem sobie skomentować poniżej."

No i rządzący jeszcze bardziej "usprawnią" nam "rekrutację" dzieci do przedszkoli. A przecież podobno żyjemy w kraju, który prowadzi politykę prorodzinną.
Przyznam się, że jestem daleko od takich problemów, bo nie mam dzieci w wieku przedszkolnym, ale to co przeczytałem budzi moje przerażenie. Czy, aby przyjąć dziecko do przedszkola trzeba aż tylu tak intymnych danych. Szkoda, że nie żąda się jeszcze zaświadczenia, czy to przedszkole jest tak naprawdę panu/pani potrzebne - wzorem z filmu "Alternatywy 4" kiedy to prezes spółdzielni mieszkaniowej kazał przynieść gościowi zaświadczenie o tym, czy to mieszkanie jest tak naprawdę panu potrzebne. W dziedzinie dochodzenia do absurdów jesteśmy mistrzami świata.
Z drugiej strony to należałoby się komuś porządnie po gaciach za to, że doprowadzono do tego, iż placówek przedszkolnych jest tak mało. Dlaczego trzeba robić tak potworne wygibasy - selekcjonować dzieci, które maja dostęp do przedszkola, a które nie? Wydaje mi się, że to jakaś dyskryminacja. W demokratycznym państwie takie coś? I ostatnie zdanie, które przed chwilą napisałem ubarwię moim ulubionym kolorkiem. Nie byłbym sobą. Nikt mi nie udowodni, że nie mam racji, bo mam. Otóż, mniej kościołów, pomników, tablic, krzyży - więcej przedszkoli. Temat jest zresztą świeżutki dzięki właśnie niedawnym rozróbom okołokościółkowych. Sami wywołują ten temat, nie ja.
Dodał Obuz dnia 2010-09-02 10:26:42
Biurokracja nas kiedyś zniszczy. A szkoły nieprzygotowane na przyjęcie 6-latków...
Dodał nauczyciel dnia 2010-09-02 23:45:15
Dlaczego cierpią dzieci? To dobre pytanie w erze Komorowskiego, ojca pięciorga dziec. Można powiedzieć, jakie dzieci, takie reformy i wicewersa.
Dodał Dzieci w reformach dnia 2010-09-04 15:10:40
I znowu zostałem zaskoczony. Jeżeli mogę to zwracam się do pana Romana o wyjaśnienie mi, (a może nie tylko mnie to zainteresuje), pewnej kwestii, którą postaram się, krótko wyłuszczyć.
Oglądałem dziś program w telewizji TVN pt. ?Babilon?. Lubię czasem posłuchać co mają do powiedzenia różne mądre panie. W dzisiejszym programie dyskutowano głównie o wydarzeniach obchodów sierpnia 80. Zdaje się pani Niezabitowska zwróciła uwagę na zastraszająco niski stan wiedzy o tamtych wydarzeniach u polskiej młodzieży.
Padło tam takie stwierdzenie ? nasza szkoła nie obejmuje programem nauki historii współczesnej. Historia kończy się w zasadzie na drugiej wojnie światowej. Historia współczesna to zaledwie dwa akapity. Przyznam się, ze oniemiałem. Za moich czasów też historia kończyła się na drugiej wojnie światowej. Czy przez okres Polski demokratycznej nic w tej sprawie nie zrobiono żeby nauczyć naszą młodzież co to był PRL, co znaczyły np. zrywy narodowe roku 1956, 68, 70, 76, 80 i przejęcie władzy w roku 1989? Jeżeli tak to wygląda to nie dziwmy się, że nasza młodzież jest obywatelsko nieobecna. Teraz zaczynam rozumieć dlaczego młodzi ludzie żyją jakby na uboczu tego co się dzieje. Kiedy fakty historyczne są przekazywane im dzięki mediom przez takich ludzi jak Macierewicz, J. Kaczyński, Jana Pospieszalski to ja dziękuje za takie wychowanie.
Dodał Obuz dnia 2010-09-04 16:50:05
Panie Obuz (chciałbym się też zwracać do Pana po imieniu), proszę nie dawać mi okazji bym od Pana odpoczywał. Jakby w tej dyskusji Pana nie było, to zrobiłoby mi się bardzo smutno. Jest Pan do bólu kompetentny, wnikliwy, i co bardzo cenię, uważny w czytaniu mojego tekstu. Czy zauważył Pan, że wiele ludzi nie potrafi czytać ze zrozumieniem?
A że czasami porusza Pan przy okazji inne tematy lub rozwija jakiś wątek, to tylko dobrze. Zawsze podrzuca mi Pan kolejny temat.
Proszę się nie dziwić, że młodzi nie znają najnowszej historii. Jest kolejny problem. Czy mają czytać prof. Normana Davisa, czy może nie daj Bóg, słuchać Jarosława Kaczyńskiego?
A odpowiadając 'Nauczycielowi" - zgadzam się, szkoły z sześciolatkami mogą mieć kłopoty, gdy trzeba będzie przyjąć dwa roczniki.
Pozdrawiam wszystkich
Dodał Roman Koenig dnia 2010-09-04 21:07:45