Dziś jest: Niedziela, 05 lutego 2012 | imieniny: Agaty i Adelajdy
     

pilski

Liderzy ze statuetkami

W tym roku zmieniona została formuła uroczystości. Uprawnione podmioty...

chodzieski

Dom sióstr ożyje na wiosnę

W obiekcie trwają prace remontowe i adaptacyjne, tak by do wiosny,...

czarnkowsko - trzcianecki

Podgrzewając rurę, spowodowali pożar

Pożar bardzo szybko ogarnął ścianę wykonaną z łatwopalnych...

walecki


wągrowiecki

Próba samobójcza, czy nieszczęśliwy wypadek?

Lokalni stróże prawa natychmiast zawiadomili pogotowie ratunkowe, po czym na...

zlotowski

Przekaż 1 % dla Emilii

Lekarze zadecydowali o podjęciu standardowego leczenia dostępnego w Polsce:...


FreeStat.pl - Gratis statystyki WWW
Freestat - statystyki gratis

2010-09-05 21:07:51

Kompromitacja "Solidarności"

Tydzień temu napisałem, że Jarosław Kaczyński będzie dążył do zawłaszczenia legendy "Solidarności", by budować swemu bratu pomnik narodowego bohatera. I stało się. W skandalicznym wystąpieniu na uroczystym zjeździe z okazji 30-lecia związku wbrew dokumentom i relacjom świadków wydarzeń sprzed 30 laty oskarżył o kapitulanctwo Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka doradców strajkujących robotników, przypisując swemu bratu całą zasługę za końcowy kształt porozumień sierpniowych. Jego zwolennicy natomiast wytrwale warowali przy pomniku pod stocznią z transparentem w ręku z napisem: "Gdańsk przeprasza za Wałęsę."

Tak więc według prezesa Jarosława to nie Lech Wałęsa, a jego brat był twórcą ruchu, który pod koniec dwudziestego wieku doprowadził do upadku tzw. realnego socjalizmu w środkowej i wschodniej Europie. Kłamie, by podtrzymać społeczne niepokoje i frustracje wywołane katastrofą smoleńską i wojną o krzyż przed Pałacem Prezydenckim, bo tylko w ten sposób może utrzymać swą pozycję polityczną.

Jubileuszowe obchody "Solidarności" zakończyły się kompromitacją nie tylko samego związku, ale także elit politycznych z niego wyrosłych. Okazało się, że z "sentymentalnej panny S" wyrosła swarliwa matrona, która urodziła niezbyt udane potomstwo.

Nigdy nie zaliczałem się do zalotników owej panny, wręcz przeciwnie była ona zdecydowanie "nie w moim typie", ale nigdy też, a zwłaszcza po 1989 roku nie kwestionowałem jej zasług dla mojego kraju. Dziś więc bez satysfakcji patrzę na jej kompromitujące zachowania i staram się zrozumieć, dlaczego się tak dzieje? Co sprawiło, że z ruchu opartego na zaufaniu, prawdzie i dialogu wyrosło pokolenie polityków aroganckich i pełnych pogardy wobec środowisk, które ich wykreowały, opluwających własną przeszłość, a zwłaszcza ojców założycieli, niszczących siebie nawzajem w bratobójczych "wojnach na górze"?

Odpowiedź po części znalazłem dzięki mojemu przyjacielowi Andrzejowi, który w trakcie dysput, jakie ze mną często toczy, podsunął mi tekst wykładu znanego socjologa profesora Piotra Sztompki pt. "Zaufanie, brakujące ogniwo polskiej demokracji".

Demokracja - dowodzi profesor - oznacza dwie różne rzeczy: demokratyczne państwo i demokratyczne społeczeństwo przejawiające się w szczególnej aktywność obywateli zarówno rządzonych jak i rządzących. Historia poucza, że łatwiej osiągnąć to pierwsze niż to drugie.

Podobno po zjednoczeniu Włoch Giuseppe Mazzini miał powiedzieć: "Panowie i panie! Mamy już Włochy, teraz trzeba stworzyć Włochów." Dziś chciałoby się sparafrazować to stwierdzenie: Panowie i panie! Mamy już demokrację w Polsce, teraz musimy stworzyć demokratów.

Jest kilka czynników zmieniających jednostkę w obywatela, a tłum w społeczeństwo obywatelskie. Najważniejszym z nich - zdaniem profesora - jest zaufanie, prawdziwy fundament społeczeństwa demokratycznego. Zaufanie bowiem - cytuję słowa profesora - wynika z egzystencjalnej sytuacji człowieka jako istoty społecznej, z tego, że żyjemy zawsze z innymi, obok innych, przeciw innym we współpracy, konkurencji, konflikcie, walce, w miłości i nienawiści, w przyjaźni i wrogości - ale nigdy osobno. W realizacji wszelkich naszych pragnień i zamierzeń jesteśmy zależni od innych, a inni są w większości sytuacji nieprzewidywalni - wszak dysponują wolnością decyzji. Stąd towarzyszy nam wieczna niepewność, jak inni postąpią wobec nas. Ale niepewność tę usuwa zaufanie, przekonanie, że inni postąpią wobec nas dobrze: rozsądnie, uczciwie, prawdomównie, solidarnie, lojalnie, spolegliwie."

Badania socjologiczne, na które powołuje się profesor Sztompka, wskazują na to, że w Polsce z zaufaniem jest źle, a po 2005 roku wręcz tragicznie. Załamaniu uległo między innymi zaufanie rządzących do społeczeństwa i polityków do siebie. " Obserwowaliśmy - pisze - zwłaszcza w latach 2005 - 2007 bezprzykładną arogancję władzy, pogardę różnych środowisk, niszczenie autorytetów. A także paranoiczną nieufność wobec konkurentów politycznych, a nawet polityków własnej partii, mających odwagę wyrażać własne zdanie odmienne od kierownictwa."

Sytuacja ta - zdaniem profesora - prowadzi do zjawiska zwanego "paniką moralną", uznania, że nie ma w ogóle ludzi wiarygodnych. Wszyscy kradną, wszyscy "biorą", wszyscy oszukują. Nieufność staje się regułą, pojawia się domniemanie niewiarygodności, imperatyw kontrolowania, patrzenia na ręce, sprawdzania innych.

Obserwując moich rodaków, ich zachowania i opinie jakże swobodnie wyrażane na przykład w internecie trudno nie przyznać profesorowi racji. Ale to jeszcze nie wyjaśnia zachowań polityków wyrosłych z solidarnościowego pnia. Trzeba bowiem odpowiedzieć na pytanie najistotniejsze: Dlaczego Polacy nie ufają ani sobie nawzajem, ani elitom politycznym, skąd te ciągłe swary i kłótnie?

Profesor Sztompka widzi ich źródło między innymi w zjawisku, które nazywa "traumą przełomu i reform". Transformacja po 1989 roku doprowadziła do pęknięcia naszego społeczeństwa na "dwie Polski": Polskę sukcesu i Polskę porażki, wygranych i przegranych, zadowolonych i frustratów. Wraz z upływem lat i wzrostem poziomu cywilizacyjnego kraju tych pierwszych jest coraz więcej, grono tych drugich natomiast maleje, co sprawia, że ich poczucie wyobcowania rośnie.

To pęknięcie polskiego społeczeństwa znalazło swój polityczny wyraz nie w tradycyjnym podziale na lewicę i prawicę, lecz na PO i PiS - partiach o korzeniach solidarnościowych.

Jest takie stare przysłowie, które powiada, że syty głodnego nigdy nie zrozumie. Dlatego - w moim przekonaniu wojna między Po a PiS trwać będzie dopóty, dopóki nie wymrą ludzie nazwani kiedyś przez księdza Józefa Tischnera "homo sovieticus" - osobnicy niezaradni i nieprzygotowani do akceptacji demokracji, rynku i pluralistycznej wolnej myśli.

Wtedy prezes Kaczyński wraz ze swymi wyznawcami znajdzie się na śmietniku historii, a Polska cywilizacyjnie dobije do krajów tak zwanej "starej Europy".

Dodaj swoją opinię








Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść!

ale cacy felieton
Dodał dnia 2010-09-05 21:07:51
Napisałem kilkuzdaniowy tekst krytyczny wobec wynurzeń towarzysza Zbigniewa Noski. Oparłem się na ostatniej myśli felietonisty ? podsumowaniu:? Wtedy prezes Kaczyński wraz ze swymi wyznawcami znajdzie się na śmietniku historii, a Polska cywilizacyjnie dobije do krajów tak zwanej ?starej Europy?.?
Zauważyłem w nim, że sam bloger jest sztandarowym przykładem kogoś ze śmietnika historii, że sam uczestniczył w ?sztandar PZPR wyprowadzić?. Zawarłem też obawę, że tacy giganci śmietników mogą naszym wnukom zafundować w ramach ekumenizmu patrona przedszkola Ernesto Guevarę.
Ten tekst nie przeszedł przez igielne ucho cenzury na portalu dzienniknowy.pl.
Dla śmiechu napisałem post pochwalny i od razu się pojawił, za pierwszym kliknięciem na enter. A jest on taki:? Dodał dnia 2010-09-05 21:07:51 ale cacy felieton?.

Dodał LM dnia 2010-09-05 21:18:18
Puenta, do rocznicy XXX-lecia powstania ?Solidarności? w III RP, gdzie dawni opozycjoniści robią za partyjnych dygnitarzy, a dawni partyjni dygnitarze robią za konstruktywną opozycję - z której głosem liczą się postępowe media. Sama zaś ?Solidarność?, jej dawni i obecni działacze, którzy nie popierają polityki miłości i postępu rządzącej partii, to niepoważny związek, który nie potrafi się kulturalnie zachowywać. Ot, zwyczajne warcholstwo, jak za PRL-u... .
Nie sądziłem, że dawne legendy ?Solidarności? zaczną się w końcu bać tłumu, posuwając się do prowokacji w najlepszym stylu PZPR. Przewidział to jednak Orwell i szkoda, że ta przepowiednia dotyczyła Polski, w 30-lat po powstaniu ruchu, który miał zmienić oblicze - przynajmniej ?tej ziemi?.
Dodał puenta dnia 2010-09-05 21:38:58
Do LM.
Moje zdumienie budzi fakt, że nie rozumie Pan takiej "oczywistej oczywistości" Nie obawiam się krytyki moich felietonów, wręcz przeciwnie, bardzo na nią liczę, ale tylko wtedy, gdy dotyczy ona tematu w felietonie poruszanego a nie mojej osoby. To, że według Pana jestem człowiekiem ze "śmietnika historii" nie tylko jest kłamstwem (nigdy nie byłem tak ważną personą i pewnie już nie będę,abym mógł decydować o losach mojego kraju) ale nie ma nic do rzeczy.
I tym razem napisał Pan o mnie, a nie na temat kryzysu w "Solidarności", który ujawnił ostatni zjazd tego związku? Czyżby nie miał Pan nic do powiedzenia na ten temat?
Dodał Zbigniew Noska dnia 2010-09-06 04:08:46
Podział na wygranych i przegranych może jest wygodny lecz sztuczny i nie ma nic wspólnego z naszą rzeczywistością.
Nikt mądry nie zakwestionuje wygranej,za którą stoi talent lub pracowitość.
Dodał Kłapacz dnia 2010-09-06 09:34:14
Do Zbigniew Noska
Zabierając się za robotę - którą z powodzeniem wypełnia od lat Paweł Graś robiąc miotłą u Niemca - szczególnie w stosunku do konkretnej osoby, jaką jest Jarosław Kaczyński - prezes PiS i poseł, odnosi się pan ad personam. Że akurat trafiło na sympatyka, który postanowił się ująć za prezesem, to pańskie nieszczęście, panie Noska.
Jest pan częścią formacji, która znalazła się na śmietniku historii i niech się pan cieszy, że w Solidarności nigdy nie było inkryminowanych przez Urbana tendencji do wieszania komunistów na latarniach. Bo ja będąc członkiem PZPR i Solidarności miałem okazję słyszeć opinie: A na wierzbach, jak zgniłe gruchy/ Będą dyndać Solidaruchy. W środowisku szarży wojskowej ówczesnych jednostek wojskowych w Pile pokutował pogląd, że to całe gówniarstwo solidarnościowe należałoby wywieźć samolotami nad Bałtyk i spuścić do wody.
To beton partyjny, do którego pan należał w przeszłości chciał zmusić naród do cywilizacyjnego holokaustu we wschodnim stylu, teraz zachciało się panu dobić Kaczyńskiego, by dobić do zachodu. Wahadełko takie niematematyczne.
Dodał LM dnia 2010-09-06 17:24:43
A ja słyszałem: A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści
Dodał a ja inaczej dnia 2010-09-06 17:32:29
Nie wiem w zasadzie jak tu zacząć. Ale może pociągnę trochę z lewej, a potem z prawej mańki.
Z lewej mańki, tej od serca.:
Były lata 70-te. Jako młody, ale już dorosły człowiek świadomy politycznie, cieszyłem się, że moja ojczyzna, wtedy PRL rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej. Po okresie gomułkowszczyzny i liczenia groszy za jedną bułkę oraz pęto kiełbasy, każdy musi przyznać, że poziom życia przeciętnego Polaka wzrósł. Z jakiego powodu? Ten temat pomińmy. Może i byli ludzie, którym nie odpowiadał dobrobyt Gierkowski ale mnie jako minimaliście życiowemu jak najbardziej. Ja nie musiałem odżywiać się masełkiem, wystarczył smaluszek ze skwareczką - mniam. W pokoju nie musiałem mieć luksusów. Wystarczył stół, krzesło i jakieś wyrko do spania. Liczyły się inne przymioty życia - te duchowe, a z tym wbrew pozorom moim zdaniem w Polsce było lepiej niż w obecnej chwili, gdzie króluje nastrój wiecznego pogrzebu i serialu pt "Plebania". Ta tzw. kultura wyższych lotów była bardziej uwidoczniona. Rzadko było widać szmirę.
Niestety, ale pod koniec lat 70-tych i mnie minimaliście też zaczęło być duszno. Gierek popełnił wiele błędów i zawiódł naród. Zaczął się okres "Solidarności", w której zarżnąłem się na amen tak jak 10 milionów Polaków. Młody byłem i kochliwy bardzo. Wyobrażałem sobie, że wraz z Solidarnością będzie jeszcze lepiej. Wróci w miarę dostatnie życie z lat wczesnego Gierka. Napłynie przez otwarte okno wolności trochę świeżego powietrza z zachodu. Zapisałem się do "Solidarnośc". Na pewien czas odwróciłem swój tył do PRLu pochylając się przy tym i klepiąc w pośladek. Po paru latach musiałem ze spuszczoną głową przepraszać tamten czas i zrobiłem to. Nie żałuję. Duch PRLu przyjął swojego marnotrawnego syna ogarniając mnie ramieniem i głaszcząc jednocześnie po główce. Ale to było później. Nim do tego doszło byłem bardzo zaciętym w sobie solidarnościowcem nawet przez cały stan wojenny. Największym moim wyczynem jako konspiratora był przemarsz przez całe miasto w noc sylwestrową bez zezwolenia na poruszanie się w godzinie milicyjnej, z miejsca prywatnego ubawu do miejsca stałego zakwaterowania przy wykorzystaniu taktyki powstańczej,. Czyli skokami od bramy do bramy stosując szpagaty i skoki śrubowe rodem z filmu akcji, upstrzonych niejednokrotnie utratą przyczepności stóp oraz rąk od śliskiego podłoża. Pomogło mi w tym wydatnie wyjątkowe nasączenie całego ciała spirytualiami oraz ?szmpańskojem igristojem?. Aby KGB i byłe SB nie dowiedziały się jak zadałem straszny cios komunie, tę prawdę ukrywałem przez 30 lat. Ujawniam to dopiero dzisiaj. Moim zdaniem ten wyczyn zasługuje na taką samą uwagę jak pokierowanie w sierpniu 1980r stoczniowego strajku przez Lecha Kaczyńskiego, o czym również sensacyjnie dowiadujemy się od Jarosława z Kaczyńskich, brata prezydenta RP nr "czetyry" poległego katastroficznie pod Smoleńskiem. Ale nie, nie martwcie się ja w odróżnieniu od Jarosława orderu, cokołu, pomnika, nawet tablicy za to nie będę żądał. Robiłem to dla ojczyzny i dla "Solidarności". Poza tym po cichu powiem - nie chcę aby znalazła się osoba, której przyszłoby do głowy rzucać we mnie stojącego na cokole jakimiś słoikami - wiecie z czym.
Rok 1980 i dalej stan wojenny wyrysował w oczach przeciętnego Polaka obraz Solidarności i jej głównych aktorów jako herosów, ludzi szlachetnych i prawych. Wszelkie próby obelg i oczernianie przez ówczesną władzę skutkowały odwrotnie do zamierzonego celu. Lech Wałęsa i jego koledzy jeszcze bardziej lśnili. Bardziej nawet niż jego matka boska częstochowska w klapie. Mit szlachetnej Solidarności osiągnął swoje apogeum. Nagroda Nobla dla Lecha, a raczej dla kierowanego przez niego ruchu.

I z prawej mańki:

Po zakończeniu stanu wojennego Polska gospodarka dołowała, a w Solidarności zanotowano pierwsze symptomy warcholenia - o to przykład z mojego podwórka.. Pracowałem w firmie na terenie, której działał NSZZ Solidarność. I chyba jak każda firma delegowała do władz wojewódzkich swojego delegata. Delegat ten był oczywiście na garnuszku firmy jak pleban w szkole, który uczy dzieci religii - w tym poście mniej ważne. Pewnego dnia w dniu wypłaty przyjeżdża do zakładu czarną służbową solidarnościową "Wołga" mój kolega. Zapytałem go więc, co to już po wypłatę przywożą cię samochodem? Kolega odpowiedział mi z przekąsem " mogli komuchy, możemy i my, teraz na nas kolej". Myślę sobie oho! Dzieje się "dobrze", NSZZ Solidarność "dojrzewa". Walczyła z chamstwem i arogancją dawnej władzy i teraz wchodzi w ich buty. Pomimo to trwałem w związku. Pomyślałem sobie, może to tylko odosobniony przypadek. Do roku 1989 dużo się w Solidarności zmieniało -niestety na niekorzyść. Nadal rosła arogancja wobec robotników. Oddzielała się od plebsu tzw. "elyta solidarnościowa". Słoma z ?filcoków? wyłaziła ale "elyta". Niestety z moich obserwacji w kolejnych latach do zarządu wchodzili ludzie dużo krzyczący, ale również dużo pijący, niekoniecznie płyny neutralne dla organizmu, o podejrzanej reputacji i moralności. Ludzie, którzy mieli jako takie pojęcie o tym, czym powinien być związek zawodowy, byli uczciwi, przestraszyli się i cofali przed propozycjami przejęcia sterów. Nie wiem czego się bali. Chyba tego, że nie zdołają spełnić oczekiwań, nierzadko podpuszczanych przez rożnego rodzaju związkowych troglodytów, członków. Wtedy powiedziałem sobie nic tu po tobie chłopie, "idź ty lepiej koziołeczku szukać swego Pacanowa" - gdzie indziej. I wystąpiłem ze związku. No i przyszło to najgorsze. Grupy remontowe Solidarności z zapałem i bardzo żarliwie zaczęli naprawiać państwo i co najgorsze gospodarkę. Z dnia na dzień metodą rodem z KGB zakołatali do drzwi kierownictwa firmy kolbami, a raczej drągami, z których potem zbili krzyże i na początek wypieprzyli całe kierownictwo na bruk. Obsadzili gabinety swoimi ludźmi, powiesili na ścianach wspomniane krzyżyki i zaczęli czystkę w średnim dozorze. Ja w tym czasie zajmowałem stanowisko administracyjne w firmie. Nie powiem, na swojej robocie się znałem i to mnie chyba uratowało. Moją teczkę personalną położył na stronie "niegroźni - zostają" pewien matoł, którego chyba kropidłem miejscowego klechy namaszczono nowym moim szefem. Zdaje się ostatkiem logiki pomyślał sobie, że ktoś taki jak ja będzie mu potrzebny, bo chociaż liczyć potrafi. Dawnego szefa, który był wysokiej klasy fachowcem, gonił złodziei i pijaków , wypieprzyli z roboty na zbity pysk. Nikt nie patrzył, że dobry fachowiec może przydać się firmie. Nawet z nim nie zamienili słowa. Zaważyło to, że był członkiem partii i egzekutywy zakładowej. Poza tym na swój użytek sadzę, że była to zemsta za to, ze był uczciwy i gonił ludzi działających na niekorzyść firmy, i na jego nieszczęście akurat w tym okresie właśnie znaleźli się w kierownictwie Solidarności. To swego rodzaju zemsta solidaruchów. Jak już napisałem stanowisko po nim obsadzili matołem z Solidarności, który ledwo pisać potrafił, i który po dwóch miesiącach urzędowania musiał ?na własną prośbę? abdykować. Tak oto wkrótce moja firma za czasów PRLu dość dobrze sobie radząca obróciła się w pył. Dziś na jej miejscu rośnie lebioda i kilka drzewek samosiejek, a różnego rodzaju zgłodniali seksu faceci chodzą tam dać upust napięciu swoich chuci.

To co napisałem powyżej, napisałem po to, aby udowodnić niektórym, jacy byli naprawdę ludzie Solidarności. Nie chce tu generalizować, że wszędzie tak było. Niech sobie przypomną niektórzy z nas i wspomną swoje zakładowe podwórko z tamtych czasów, czy nie znajdą wiele jeśli nie takich samych to podobnych zdarzeń. Wszystko to mówi nam jak była rzeczywistość. I wtedy możemy sobie dać odpowiedź na dręczące nas pytanie, dlaczego jesteśmy tak skłóceni? To ci ludzie swoją wrogość i nienawiść przelali na naród. To co opowiadają o sobie ma więcej z mitu niż faktu. To byli ludzie, którym nie wiadomo dlaczego udało się to co się udało. Ten czar prysnął. Wszystko było w porządku kiedy mieli przed sobą wielki cel. Zapomnieli, że wybudowali tylko fundament i skromny szkielet. Ten szkielet trzeba jeszcze wypełnić treścią panowie. Na to już sił i przede wszystkim chęci nie starczyło. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że oni nadal uważają się za tych samych herosów z sierpnia 1980. I tu zgadzam się z panem Zbigniewem, że zgoda na naszym politycznym podwórku będzie dopiero wtedy, gdy wszyscy oni powymierają. Tego nie da się już skleić nawet klejem w rodzaju "mintokur" ( to taki klej, którym Gustlik w Czterech pancernych chciał skleić Rudego, Szarika, czy coś tam ). Ich życiorysy uporządkują jak klocki "lego" inne pokolenia. Wtedy gdzieś tak za 50 lat będzie można wspominać tych ludzi jako bohaterów - niektórych pozytywnych, niektórych negatywnych. Tych pozytywnych będziemy wychwalać, nad negatywnymi będziemy się zastanawiać dlaczego postępowali wobec siebie tak haniebnie. Z jakich pobudek tak się nienawidzili. I życzyłbym sobie aby te nowe pokolenia, bo przecież nas już nie będzie, wspominając pomyślały, jak to dobrze, że mamy to już za sobą i nikomu nie przyjdzie do głowy żeby upaść tak nisko jak Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz i wielu, wielu innych im podobnych. I wtedy nareszcie powróci mit "Solidarności", który był wyczuwalny wtedy w tych sierpniowych dniach 1980r.
Ament.
Dodał Obuz dnia 2010-09-06 19:13:57
Panie Noska, niech Pan nie będzie taki skromny,swego czasu był Pan pierwszą tubą propagandy,miałem nawet w zarządzanym przez Pana radiu wywiad, ale to nawiasem.Do Obuza- nie miałem takich rozterek.Nie wstąpiłem do pzpr choć byłem wręcz wciągany siłą,ale nie byłem też członkiem solidarności.Z rozterek wyleczył minie rok 70 i służba wojskowa w Gdańsku-miałem okazję zobaczyć płonący dom partii i wiele niecnych czynów ,niestety z obu stron i nie mam złudzeń co pokolenie to gorsze i bardziej nienawidzące myślących inaczej.Smutne.
Dodał lukas dnia 2010-09-06 20:28:23
Bronisław Komorowski- 6 981 319 osób czyli 41,54% głosujących w ostatnich wyborach.
Jarosław Kaczyński otrzymał 6 128 255 (36,46%) głosów.
Takie są wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w 2010.

Pomijam II turę i wyjaśniam dlaczego.
Wybory w aktualnej Polsce są dobrowolne! Kilkanaście mln Polek i Polaków głosuje bez przymusu! Z tego ok. 80% na "kandydatów z pnia solidarnościowego" wg.nazewnictwa ZN.
Ludzie głosujący w dobrowolnych wyborach okazują tym samym zaufanie do demokracji i wybieranych kandydatów.
W pierwszej turze ludzie głosują przeważnie na "swojego" kandydata, w drugiej często głosują przeciw (bez rozwijania tego wątku). 80% głosów w I turze pokazują, że "pień solidarnościowy" trzyma się mocno!


Skąd felieton o kryzysie zaufania? Skąd takie zainteresowanie podziałami?


Czy felieton podparty autorytetem prof. S. nie jest aby wyrazem chciejstwa?


Skąd się bierze "homo sowjeticus" wyjaśnił dogłębnia pan Obuz w swoim wpisie.

Moim zdaniem "dziwna wojna" toczyć się będzie ze zmiennym szczęściem między głownymi siłami politycznymi w Polsce stale. Konflikt jest wbudowany w parlamentaryzm co dla dyskutantów powinni być oczywiste.Nazywanie konfliktu "kompromitacją" jest celowym zabiegiem przeciwników aktualnych elit albo naiwniactwem, o które ZN trudno posądzać. Chyba,że lubi landrynki jak pan Obóz.

Dodał poszukiwacz dnia 2010-09-06 21:08:29
Nie wiem do czego Pan pije z tymi landrynkami Panie "poszukiwaczu". Z landrynek wyrosłem już dawno. Choć lubię od czasu do czasu pomlaskać coś słodkiego. Ten kraj taki pogrzebowy i gorzki w smaku, że kilka chwil ze słodką ?landrynką? w buzi dobrze robi.
Czy naprawdę wydaje się Panu, że nie jesteśmy świadomi, iż konflikt polityczny to normalna rzecz w państwie? Nawet za PRLu bywały konflikty, choć był to konflikt raczej z niemocą systemu, z rzeczywistością, ukrywany pod płaszczykiem walki z wrogami ludu pracującego miast i wsi.
Konflikt oparty na zdrowych zasadach, konstruktywny daje wiele dobrego. Powstaje z niego wypadkowa, po której wędruje do przodu cała nasza cywilizacja. Musi być to konflikt, w którym obie strony słuchają siebie nawzajem, a mądry naród wybiera to co mu najbardziej pasuje. U nas niestety jest tak, że zamiast sporu konstruktywnego uprawia się żywy populizm obrzucając się błotem.
Od dawna obserwuję naszych rządzących, którzy uprawiają władzę w sposób jak każdy wie. Delikatnie mówiąc niezadowalająco. Opozycja, głównie PiS krytykuje wszystko w czambuł nazywając rządzących nieudacznikami. Ostatnio słuchałem konferencji prasowej jednej z pań z PiSu, która krytykowała poczynania rządu w jakiejś sprawie, już nie pamiętam jakiej. Ale nie jest to teraz ważne. Słuchałem, słucham i czekałem na konkretne propozycje rozwiązania płynące ze strony PiSu i nie doczekałem się. Tak wygląda nasz spór polityczny. Wiele słów, obwijania w bawełnę, inwektyw, a jak zapytasz się o konkrety to bee, meee. Jeden wniosek można wyciągnąć z tego i zgodzić się z opozycyjną PiS. Na Wiejskiej mamy nieudaczników ale wszystkich 460u i tyle. Popatrzmy sobie natomiast jaką mają wprawę w obrzucaniu się inwektywami. Pierwsza klasa. Wiele w tej dziedzinie można nauczyć się od naszych parlamentarzystów. Niestety, i uczymy się. Powiem brutalnie "je...ia" przeciwnika politycznego z salonową klasą i wulgarnego w stylu Niesiołowskiego i Brudzińskiego. Ich niemoc i frustracja przechodzi na nas.
I o to tu chodzi. Konflikt i spór tak, tylko na zdrowych merytorycznych zasadach. W innym przypadku nasi wybrańcy wystawiają nam niezbyt korzystną ocenę na zewnątrz. Takich ludzi traktuje się z dystansem. Aby się o tym przekonać możemy sobie prześledzić komentarze polityków europejskich po wizycie prezydenta Komorowskiego w Brukseli, Paryżu i Berlinie. Ogólnie rzecz biorąc komentarz jest taki, że po latach posuchy i odseparowania się Polski od Europy trzeba odbudować nasze dawne przyczółki wypracowane jeszcze przez lewicę i prezydenta Kwaśniewskiego. A dlaczego? Niestety poprzednik, czyli Lech Kaczyński był nośnikiem tej solidarnościowej kłótni i nienajlepszej kultury polskiego parlamentaryzmu.
Dodał Obuz dnia 2010-09-07 09:59:59
Żyjemy w iluzji, że mamy wybór pomiędzy partiami ? pomiędzy PiS-em, a PO. Nic podobnego! Jedyny wybór jaki mamy to wybór pomiędzy Kaczyńskim, a PO! Bycie w PiS-ie nie zależy od niczego innego tylko od widzi mi się prezesa. Migalski niczego nie ukradł, nie okłamał, nie złamał żadnych zasad, nie oszukiwał wyborców (w przeciwieństwie do JK), a musiał odejść. Jedyne co zrobił to to, że skrytykował publicznie szefa. Czy w takim przypadku sądy nie powinny zakazać działalności takiej partii jak PiS? Czy to zgodne z prawem? Przecież partie są utrzymywane przez obywateli i żyjemy w państwie prawa! Z partii nie można wylatywać tylko dlatego, że się ma inne zdanie niż szef! Brak demokracji w partiach prowadzi ostatecznie do braku demokracji w ogóle!
Dodał pali kot dnia 2010-09-07 10:18:05
Skala niegodziwości Jarosława Kaczyńskiegotego człowieka jest tak duża, że najbardziej zgodna zgodna z moimi emocjami i dotychczasową wiedzą byłaby kilkusetwersowa litania wyzwisk pod adresem Jarka, albo rzucone kulą w płot refleksje o marnym stanie umysłów Polaków (także tych w sutannach) zadymionych PISem. Byłby to doprawdy oryginalny tekst: pomieszanie wymyślnych obelg ze szczerym lamentem nad ślepotą i zakłamaniem pogubionych rodaków. Wściekłość i współczucie. Dla większego efektu każda zwrotka tej ?pieśni żałosnej? mogłaby się kończyć frazą o baranach prowadzonych na rzeź lub gorzkim pytaniem, czy was Polacy wolność uwiera, że tak lgniecie do moralnego zera? Lub coś w tym stylu, mniejsza o precyzję. Stali czytelnicy tego bloga i bez litanii rozumieją intencje a wyznawcy geniuszu Jarka, którzy trafią tu czasem i tak nie dadzą się przekonać ani temu wpisowi ani setkom innych blogów, filmów i artykułów (np. Norman Davies o sekcie pis). Oni wiedzą swoje, więc niczego dla nich pisać nie warto. Ani w sposób prosty ani zawiły. Odpowiedzią będzie zawsze ten sam pisowski jazgot, którego próbkę dał internauta o nicku LM.
Panie Noska, niech Pan nie dyskutuje z takimi ludźmi. To nie ma sensu.
Dodał pieśniarz dnia 2010-09-07 10:27:33
Panie ?lukas? ja chyba wiem dlaczego tak jest, że odnosi Pan wrażenie, iż nienawidzimy myślących inaczej. Ja też mam takie wrażenie. Brak tolerancji - tak to się nazywa. Jest to nasza odwieczna bolączka podsycana przez polityków i instytucje zajmującą się naszym duchem. Niestety. Przez większość Polaków niesłusznie lekceważona. W dziejach ludzkości brak tolerancji doprowadził do wielu tragedii narodowych. O tym nikogo chyba nie musze pouczać. To nieskromność z mojej strony ale wielokrotnie pisałem na tym portalu skąd wziął się akurat u Polaków brak tolerancji. Niektórzy mówią, że mam na tym punkcie obsesję. Nie chcę rozwijać tematu bo wydaje mi się, że jestem zbyt płodny w pisaniu. Niech inni trochę się wysilą. Powiem tylko, że z obserwacji naszej rzeczywistości wiele z tych wad i grzechów Polaków znajduje potwierdzenie w tym do czego doszedłem.
Dodam jednak, że to się chyba nareszcie kończy. Zaczynamy - mam nadzieję - wielką narodową dyskusję na ten temat. I mam nadzieje również, że nie skończy się ona z chwilą zakończenia wyborów regionalnych. Jeżeli zadbamy o to żeby młodzi Polacy mieli szersze spojrzenie światopoglądowe to siłą rzeczy sytuacja się poprawi. Trzeba tylko zarzucić kilka naszych pozornie nienaruszalnych stereotypów, których pewna instytucja boi się pozbyć.
Jest Pan również człowiekiem równie zaawansowanym wiekowo jak ja, a może nawet starszym. Czy w latach np. 70 wierzył Pan kiedykolwiek w załamanie się systemu PRLu? Abstrahuje od tego czy darzył Pan ?miłością? tamten system, czy nie. Czy wierzył Pan, że nie będzie ZSRR? Na widok człowieka , który usiłowałby Panu to wmówić pewno popukałby się Pan w czoło. Uważam, że wszystko jest możliwe. To, że Polacy będą kiedyś normalni tego jestem pewny. Problem tylko kiedy? Ostatnie wydarzenia pomimo swoje dramatyzmu mi osobiście dają promyk nadziei. No i znowu się rozpisałem.
Koniec.
Dodał Obuz dnia 2010-09-07 11:03:10
Jubileuszowe obchody "Solidarności" zakończyły się kompromitacją nie tylko samego związku, ale także elit politycznych z niego wyrosłych. Okazało się, że z "sentymentalnej panny S" wyrosła swarliwa matrona, która urodziła niezbyt udane potomstwo.

Nigdy nie zaliczałem się do zalotników owej panny, wręcz przeciwnie była ona zdecydowanie "nie w moim typie", ale nigdy też, a zwłaszcza po 1989 roku nie kwestionowałem jej zasług dla mojego kraju. Dziś więc bez satysfakcji patrzę na jej kompromitujące zachowania i staram się zrozumieć, dlaczego się tak dzieje? Co sprawiło, że z ruchu opartego na zaufaniu, prawdzie i dialogu wyrosło pokolenie polityków aroganckich i pełnych pogardy wobec środowisk, które ich wykreowały, opluwających własną przeszłość, a zwłaszcza ojców założycieli, niszczących siebie nawzajem w bratobójczych "wojnach na górze"?

ZN pisze, że Solidarność była "panną S sentymentalną" a teraz jej potomstwo jest niezbyt udane a S jest matroną "swarliwą" a on docieka i usiłuje zrozumieć co się stało.
Może zaproponować dyskusję o OJCACH ZAŁOŻYCIELACH i ich genach ujawniających się w potomstwie?
Bo kto też tej panny S nie gwałcił?

Znam trochę pewną "książczynę" pt. Biblia, w której o
pokusach dość gładko jest wywiedzione i co z grzechu pierworodnego wynika.
O Ojcach Gwałcicielach panny S trzeba by historię nieświetną poznać! Potem pan ZN mógłby cyt. "zrozumieć, dlaczego się tak dzieje? Co sprawiło, że z ruchu opartego na zaufaniu, prawdzie i dialogu wyrosło pokolenie polityków aroganckich i pełnych pogardy wobec środowisk, które ich wykreowały, opluwających własną przeszłość, a zwłaszcza ojców założycieli, niszczących siebie nawzajem w bratobójczych "wojnach na górze"?"

Ale idę o każdy zakład!
Panom krytykantom aktualnego stanu rzeczy te "sprawy" są wiadome do bólu, a "dyskusyja" to tylko takie droczenie się z publiką, wg. mnie jednak to propaganda. Czarna Propaganda.
Dodał poszukiwacz dnia 2010-09-07 11:26:23
Już wszystko zostało powiedziane. Można temat odłożyć do lamusa.
Dodał Sprzątający porządkowy z Krakowa PG. dnia 2010-09-09 10:16:25
Jedynymi partiami w których występuje dyskusja wewnętrzna, demokratyczna zmiana przywódców, są?.SLD i PSL.
Partie ?Solidarnościowe? przejęły najgorsze wzorce centralizmu demokratycznego. Można założyć chyba nawet, że w PZPR była większa możliwość dyskusji, niż w PO i PiS??.
Może ma to związek z czasem trwania partii w parlamencie?

Dodał Wiesiek dnia 2010-09-09 10:43:36
W demokratycznym panstwie, w demokratycznej partii publiczna krytyka swego przwodcy jest jak najbardziej dopuszczalna. Tak jest w caym swiecie zachodnim. Bezwgledna lojalnosc i posluszenstwo przywodcy nie jest ani wymagana, ani oczekiwana. Krytykujacy moze domagac sie nawet zmiany przwodztwa i rozgladac sie za innymi towarzyszami partyjmymi, ktorzy podzielaja jego stanowisko.
Tak, partia jest TAKZE klubem dyskusyjnym. Groza sie pojawia, kiedy przestaje nim byc.

Dodał j23 dnia 2010-09-09 10:47:00
Do przygłupa, który nie umie czytać
Sentymentalna panna S to określenie, które uzywa Tusk, a jeśli razi cię, że panna ma dzieci, to się cieszę. Zawsze uważałem, że PO i PiS to bękarty
Dodał lewak dnia 2010-09-09 10:50:31
Nie zgadzam się z poglądem, że obecnie partie przejęły rozwiązania zaproponowane przez Lenina - centralizmu demokratycznego. To pojęcie jest dzisiaj puste.
PiS jest partią scentralizowaną, bez demokracji, o stromej strukturze organizacyjnej. Cała polityka jest funkcją poglądów szefa. Kto się wyłamie, ten jest przegrany.
W partiach typu leninowskiego można było dyskutować, ale to nie miało znaczenia, bo decyzje były podejmowane w "partii wewnętrznej". Po powzięciu decyzji przez sekretarza następował moment dyscypliny, nawet mówiło się, żelaznej dyscypliny w wykonywaniu postanowień centrali. Tak wyglądał centralizm demokratyczny.
Dodał iustitia & lex dnia 2010-09-09 12:52:35
Rocznicowy zjazd NSZZ Solidarność w Gdyni został wykorzystany przez ludzi obozu liberalnego w Polsce, z Tuskiem na czele. Skąd ten atak, skąd takie prowokacyjne wystąpienie premiera Tuska na zjeździe Solidarności? Po prostu obecna Solidarność dochowuje tradycji Sierpnia ?80 roku i literalnie zajmuje się tym, o co walczyli robotnicy w 1980 roku, czyli obroną interesów pracowniczych. Obóz liberalny chciałby zrobić z NSZZ Solidarność swoją przybudówkę, osłabić jej społeczne zaangażowanie wynikające z postulatów sierpniowych. Chciałby rozbić jedność Solidarności, bo ma inną od tradycji Sierpnia koncepcję rządzenia Polską.
Dodał sierpniowiec dnia 2010-09-09 13:22:23
Zbychu,
jak taki "stary komuch" jak Ty może mówić o kompromitacji Solidarności?
Dodał Kolega dnia 2010-09-09 15:24:12
Trudno mi jest dopatrzyc sie prawdy w tym artykule. To nic innego jak TVN-24 tylko w gorszym wydaniu. Jubileuszowe obchody Solidarnosci nie zakonczyly sie kompromitacją związku, lecz elit politycznych naszego rzadu, ktory
"wyrosl" z Solidarnosci ale rozminal sie z ideami tego zwiazku, co slusznie zauwazyl pan Jaroslaw Kaczynski.
Dodał realista dnia 2010-09-09 17:58:37
"Sentymentalna panna S to określenie, które uzywa Tusk, a jeśli razi cię, że panna ma dzieci, to się cieszę. Zawsze uważałem, że PO i PiS to bękarty "
Dodał lewak dnia 2010-09-09 10:50:31

Coś chyba zabolało?
Było jeszcze jedno dziecię "niby prawowite" czyli nie bękart jak ktoś ma przyjemność nazywać potomstwo "sentymentalnej panny S". Nie ustalamy tu pierwszeństwa użycia tej wdzięcznej figury stylistycznej, o co do mnie ktoś zgłasza pretensje.
Ustalamy potomstwo Panny S!
Tym niby prawowitym dzieciątkiem /nie bękartem/ była jakże dorosła nawet przejrzała...,? Wnuczka, też panna pokutuje w Watykanie.To niby "prawowite" okazało się "lewe" i zmarło. Ale pozostawiło spadkobiercow, którzy też zgłaszają swoje spadkowe uprawnienia. Sprawa jest więcej niż skomplikowana z tą Panną S!

A propos dobrego wychowania to wydaje się zbędny napad za wygłoszenie opinii dla kogoś niewygodnej.
Dodał poszukiwacz dnia 2010-09-09 19:01:18
Ale głupio!!!
Dodał Le Man dnia 2010-09-10 09:06:57
Biniu, ja do cie dzownię na stary numer, a tu chuuj, nic! telfona ci zabrali????
Dodał plus dnia 2010-09-10 22:03:37
Problemem nie jest SOLIDARNOŚĆ lcez SLD i PO. Bogacenie się kosztem narodu jest podłością, a panowie Tusk, Sobiesiak, Miller Leszek, Czarzasty, Kwiatkowski są w tym mistrzami.
Dodał Krasnal Jacek Śpioszek dnia 2010-09-13 21:59:52