Dziś jest: Wtorek, 07 lutego 2012 | imieniny: Ryszarda i Romualda
     

pilski

Na pomoc ptakom

Koryta ustawione zostaną wzdłuż bulwarów nad rzeką ( 6 sztuk), jedno przy...

chodzieski

Z ostatniej chwili: Protest przybiera na sile

Ustalono, że udzieli się wszelkiego wsparcia tym radnym miejskim, którzy...

czarnkowsko - trzcianecki

Czarnkowsko-Trzcianecka LGD na targach w Warszawie

Trzy dni targów to doskonała okazja promocji pięknych krajobrazów,...

walecki


wągrowiecki

Agencja Promocji Biznesu obradowała w Pietraku

Szczególnym zainteresowaniem Agencji Promocji Biznesu cieszą się...

zlotowski

Pożar domu w Okonku

Do zdarzenia w pierwszej kolejności zadysponowano dwa pojazdy GCBA i GBA z OSP...


FreeStat.pl - Gratis statystyki WWW
Freestat - statystyki gratis

2010-09-08 16:19:32

Do szkoły - marsz!



Dzień 1 września na ogół witany jest relatywnie. Dorośli cieszą się, że ich pociechy wreszcie nie będą się pałętać pod nogami, a na dodatek zajmą się czymś pożytecznym. Dzieciarnia wręcz przeciwnie. Na samą myśl o przerwaniu wakacyjnej laby i ślęczeniu nad głupawymi czytadłami dostaje torsji. Wyjścia jednak nie ma. Młódź ma się uczyć, bo ponoć wiedza to potęgi klucz.

Od czasów wkroczenia Najjaśniejszej RP na gładką jak autostrada a2 drogę demokracji, coś w tej edukacyjnej machinie zgrzytnęło. Ktoś złośliwie zaczął sypać piasek w tryby, sprowadzając nasze szkoły do poziomu francuskich, niemieckich czy angielskich, czyli do nauczania tego, co akurat dla sił rządzących jest wygodne. Jakie mieliśmy rządy przez większą część najnowszej historii każdy widział, stąd nie dziwota, że obok tendencyjnie ujętej historii, zdychającej matematyki czy indoktrynującej światopoglądowo religii, uczniowska brać poczęstowana została wątpliwej jakości literackimi dziełami. Z długiej listy zaproponowanych przez MEN pozycji znaleźć możemy np. Biblię czy twórczość ks. Jana Twardowskiego, za to brak Broniewskiego, Kruczkowskiego czy Nałkowskiej. Najgorsze jednak jest to, że obszerniejsze literackie dzieła omawiane są tylko we fragmentach (sic!). To tak, jakby skończyć odmawianie pacierza w połowie. Skąd pomysł, aby uczyć dzieci po łebkach? Urzędnicy z MEN odpowiadają: "Brak czasu. Szkolny program jest przeładowany, więc pedagodzy się nie wyrabiają". W takim razie proponuję wprowadzić więcej świąt i dni wolnych od nauki. A już dzisiaj, oprócz ferii zimowych, wakacji, przerw świątecznych (Boże Narodzenie i Wielkanoc czy inne święta religijne) mamy Dzień Nauczyciela, Dzień Sportu, Dzień Wagarowicza, Dzień Wiosny, Sprzątanie Świata, Rekolekcje, wycieczki do McDonaldów czy innego Zoo, nie mówiąc już o wolnych sobotach i skróceniu lekcji z powodu egzaminów w starszych rocznikach danej szkoły. A minister edukacji Hall powiedziała niedawno, że, cyt. "Misją szkoły powinno być pomaganie wszystkim młodym ludziom w rozwijaniu talentów, możliwości i zainteresowań". Minister Hall raczyła również zauważyć, że szkoły będą kładły nacisk na bardziej indywidualne podejście do potrzeb uczniów. Piękny plan, ale bez rozciągnięcia doby na przynajmniej 36 godzin można co najwyżej pofantazjować.

W najnowszym edukacyjnym planie rządowym, jak poinformowała minister Hall, jest zapis o tzw. Radosnej Szkole. Ów program ma dotyczyć powstawania w kolejnych szkołach podstawowych miejsc i placów do zabaw, bo, jak wyjaśnia pani minister: "....dzięki temu grupa sześciolatków będzie coraz liczniejsza". A mnie się zawsze wydawało, że dzieci przybywa nie od placów zabaw, ale - co prawda też od zabaw - tyle, że łóżkowych. Aby lepiej wdrażać oparty na skrótach z lektur i eskapadach w plener program nauczania, premier Tusk obiecał belfrom od nowego roku stosowne podwyżki płac. Zanim jednak nauczycielska brać podłechtana słowotokiem Tuska rzuci się w wir pracy, zanim zacznie nieść pod strzechy ten gasnący kaganek oświaty, chciałbym zauważyć, że obiecane podwyżki płac miały też inne grupy zawodowe. Skończyło się na tym, że przedstawiciele różnych grup zameldowali się pod sejmem ze śrubami, syrenami i namiotami.

Posłanie naszych pociech do szkół wiąże się jeszcze z innym problemem, a mianowicie z rosnącymi z roku na rok kosztami. Pomijam wydatki, bez których edukacyjny trud poszedłby na marne, a więc książki, zeszyty, przybory czy ładniejsze ciuchy. Są gorsze koszty, na które wystraszeni lub pragnący się pokazać rodzice muszą ostro zaiwaniać w swoich zachowywanych z coraz większym trudem miejscach pracy. A te koszty to fanaberie dyrektorów i szkolnych wychowawców, a więc wycieczki. Ponoć ma to służyć lepszej integracji klasy. Obecnie bardzo modne są tzw. zielone szkoły, które rozpoczynają swą działalność tuż po rozpoczęciu roku szkolnego. Aby złagodzić dziecku stres przebywania pod jednym dachem z nauczycielem znienawidzonego już na wstępie edukacyjnej przygody przedmiotu, organizowane są wyjazdy w atrakcyjne miejsca. W wersji rozszerzonej można wysłać dzieciaka na francuska riwierę, do Włoch lub Grecji, gdzie oferowane jest m.in. popluskanie w ciepłym morzu i wtrynianie homara. W wersji dla ubogich w ofercie możemy znaleźć polskie morze, za to z główną atrakcją, jaką jest pieczenie nad ogniskiem kiełbasek.

Stare porzekadło mówi: "Czego Jaś się za młodu nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". Zgodnie z tą teorią polskie szkoły postanowiły zrobić dzieciom dobrze, ucząc je od najmłodszych lat geografii sensu stricto. Kto wie, czy niedouczony Jaś nie będzie musiał w dorosłym życiu wędrować od miasta do miasta, szukając jakiegoś dorywczego zajęcia. A do tego wiedzy matematyczno - biologicznej, historycznej i filologicznej nie potrzeba. Wystarczy nauczyć się czterech podstawowych działań, nabyć umiejętności czytania i pisania, no i rzecz jasna znać na pamięć ważniejsze modlitwy, a Europa stanie przed nami otworem. Wolny świat zaprasza nas do robót, bo angole, szwaby, makaroniarze i żabojady już się dorobiły. Szkoda tylko, że część z wyjeżdżających za chlebem wraca i zapisuje się do różnych partii. Gdy taki w politycznej hierarchii awansuje, może - nie daj Boże - zostać nawet ministrem Edukacji Narodowej, wdrażając w życie pomysły z własnego, trudnego szkolnego dzieciństwa.

Dodaj swoją opinię








Komentarze są własnością ich twórców. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść!

A jeszcze do niedawna byliśmy dumni, że absolwenci szkół PRL-owskich podstawowych, średnich mogą pochwalić się bardzo szerokim zakresem wiedzy ogólnej. Bili na głowę smarkaczy z Ameryki, Niemców, Anglików i innych za przeproszeniem synów imperialistów wyzyskiwaczy robotnika i rolnika zachodniego. I patrzcie nareszcie dorabiamy się tego samego, co imperialiści zachodni. Wcielamy się w ich brudną skórę tumanów, którzy bezdusznie potrafią obsługiwać kompa, pracować na poczcie, za barem, złożyć silnik elektryczny, opanowali perfekcyjnie i zrozumieć idiotyczne wymachiwanie łapami i paluchami przez palantów na giełdzie przy Wall Street. Wiedzą kto to jest "Walesa" i "Japa Wtaroj". Ale za to nie wiedzą gdzie leży np. Polska, Bułgaria, Rumunia, Litwa. A np o takiej Estonii, czy Mołdawi nie wiedzą nic. Mają oczywiście pojęcie o kanarach, czy innej Florydzie, bo tam za zarobione "dulary" jeżdżą na wakacje. O czym mają jeszcze pojęcie np. tacy Amerykanie?, Mają pojęcie, gdzie leży Irak, Afganistan i Wietnam bo tam ginęli za wolność hłe, hłe, hłe uciemiężonej ojczyzny amerykańskiej ich najlepsi synowie. Jednym słowem zachodnia szkoła jak widać uczy bachory samych praktycznych potrzebnych do ich egzystencji rzeczy. Uważam, że to błąd brać lustrzany przykład z zachodniej sztuki nauczania naszej młodzieży. Przecież widać to jak na dłoni co powinniśmy przejąć od nich, a co odrzucić. Uczmy się na ich błędach nie na swoich. Ale nie nasi uświęceni katolicką mądrością ludzie od edukacji, czego pani Hal jest najlepszym przykładem, każe naszym zasrańcom wykonywać jakieś szpagaty wychowawcze okraszone kościelnymi morałami. Tworzy to taką papkę mózgową, że w niedługim czasie stan wiedzy absolwentów polskich szkół będzie wyglądał tak jak wątroba nieboszczyka po zjedzeniu muchomora sromotnikowego.
Przyznam się , że straciłem już kontakt ze szkołą, bo dzieci już dawno wyedukowały się w porządnej szkole PRL-owskiej, gdzie religia była w kościele, a nie w murach szkolnych i zaskoczeniem jest dla mnie informacja, o niektórych lekturach obowiązkowych. Naprawdę lekturą szkolną jest również biblia, czy jej fragmenty? Przecież ta święta księga jest niestrawna nawet przez mole. Napisana tak "intelektualnie" zawiłym językiem, że "Ulisses' przy tym to bajka mojego ulubionego Gustawa Morcinka. A tak a propos czy Gustaw Morcinek jest w zbiorze lektur? Już wiem, nasza szkoła dba o żałobnego ducha narodu i do tego wybrała żałobne lektury i żałobnych twórców. A czy Cyprian Kamil Norwid też gości w programie? Moim zdaniem dla ugruntowania monolitu pogrzebowego powinien. Oczywiście nie mam nic do twórców poruszających w swoich dziełach naszą historię, heroizm przodków, ale my jak zwykle mamy tendencję do przesady. To żeby było jasne dla tych, którzy myślą sobie, że drwię z Norwida. Wręcz przeciwnie on w swoich dziełach obnaża nam duszę rozchełstanego Polaka katolika, utracjusza. I jak widać jego ocena Polaka po tylu latach nadal się sprawdza. Facet jak najbardziej na podstawie swojego żywota i obserwacji rodaków najwyraźniej na nasze nieszczęście antycypował. Schodzę z Norwida, niech mu ziemia francuska lekka będzie. MEN zamiast obrać sobie za cel wychowanie obywatela wrażliwego intelektualisty, optymisty, cybernetycznego cyborga, oczywiście po konsultacjach ( czytaj nakazach ) z najważniejszą instytucją w tym kraju, czyli episkopatem, uzgodnił ( czyt. wykonał rozkaz ojczulków) właśnie taki dobór lektur dla gówniarstwa szkolnego. No i wyjdą nam po tym sami kandydaci na ministrantów lub młodzianków klasztornych. Chyba, że zdyskwalifikuje ich do tego nagłe ujawnienie się ich nieco innych skłonności cielesnych. To jest oczywiście oficjalne stanowisko ojczulków. Wszyscy wiemy, że pod swoją świętą strzechę przyjmą każdego, bo wszyscy chłopcy i dziewczęta to jedna rodzina. Naszym elitom duchowym (katabasom) i rządzącym pasuje obywatel wiecznie zasmucony, zasępiony i rozmodlony. Takiego najłatwiej przywołać do porządku. Chociaż w ostatnich dniach okazało się, że panowie w kieckach przesadzili w ogłupianiu narodu i wyszła im przepuklina gdzieś w okolicach Krakowskiego Przedmieścia. - ku uciesze narodu i mojej. Mam jedną uwagę dla Pani Minister dla poprawienia edukacji naszych bachorów. W moich czasach w programie szkolnym w klasach starszych kazano uczniom przeprowadzać lekturę "Trybuny Ludu". Na lekcji wychowania obywatelskiego belfer politruk przepytywał nas jakie to sukcesy odnosiła nasza ludowa ojczyzna na polu walki ze stonką, jak przebiegały kampanie żniwne, buraczane i ziemniaczane. Przyznam, że byłem w tym dobry. Zawsze coś cennego dla klasy, a więc dla młodego proletariatu udało mi się zauważyć. Proponuję więc aby iść z duchem czasu i rozporządzić obowiązkowe czytanie "Naszego Dziennika". Wierzmy w dobre przykłady W poniedziałek przepytać, co tam u "ojdyra" w ogródku.

I jeszcze jedna rada dla przenajświętszej w duchu świętym i jedynej pani minister Hal. Zielone szkoły, o których "As" wspomina. Trzeba zmienić ich charakter na szkoły pielgrzymkowe. Jednocześnie proponuję aby zabrać smarkaczom ferie zimowe i wakacje letnie, żeby nie gzili się po krzakach i owe zielone szkoły pielgrzymki) organizować właśnie w tym okresie. Jaki to pożytek wychowawczy dla młodej głowy. Pielgrzymki piesze w wakacje do Jasnej za przeproszeniem Góry. Pielgrzymki narciarskie w ferie zimowe. Dwa tygodnie wystarczy w zupełności na dotarcie do tego świętego przybytku nawet z Suwałk.

I teraz puenta.

Jeżeli decydujemy się aby nasz kraj był katolandem to róbmy to. Mamy państwo katolickie to parafrazując słowa socjologa profesora Sztompki ( z felietonu p. Zbigniewa Noski "Kompromitacja Solidaności!") wypełnijmy je treścią katolicką, czyli obywatelem katolikiem, a nie tak jak teraz jakimiś podróbami.

Ale mądrze zajechałem po bandzie he, he, he.

Pozdrawiam Asa. Święte słowa As. Z...y felieton, a szczególnie wniosek końcowy.
Dodał Obuz dnia 2010-09-08 16:19:32
Dzięki, Obuz. Twoja wypowiedź była nad wyraz merytoryczna. Taki felieton, jak mój czy pana Z. Noski mogły powstać, bo my też uczęszczaliśmy do normalnych szkół. Dzisiejsza młodzież, po tej kato - prawicowej indoktrynacji, będzie co najwyżej mogła pisać takie hity, jak to robią Masłowska, Grochola czy Gretkowska. No, ewentualnie będzie jeszcze ta młodzież potrafiła zrobić gazetkę ścienną w swojej mądrej szkole. A po skończeniu takiej edukacji pozostanie już tylko oglądanie telenowel i czytanie bulwarowej prasy. Czasami cieszę się, że już mam to wszystko (czyt. edukację) za sobą. Poziom dzisiejszych szkół jest dla mnie zbyt wysoki.
Dodał AS dnia 2010-09-09 07:48:52
As na pewno oglądałeś film pt. ?Zezowate szczęście? ze znakomita rolą Bogumiła Kobieli. Taki klimat wkrótce zapanuje w naszej ukochanej ojczyźnie -klimat tego filmu. Już wyczuwam ten smrodek. Klimat "szujostwa", manipulacji i gazetek ściennych. Tylko role się zmienią. My trafimy, czyli tacy ludzie jak ja i Ty na margines społeczny, albo jeszcze lepiej, bo na marginesie w zeszycie można jeszcze zrobić notatkę, a esencja narodu to wszech-katolicy. Jest coś w powiedzeniu, że "historia lubi się powtarzać". Nastąpi zamiana z betonu komuszego na beton katolski. Tylko beton komuszy był o tyle reformowalny, że od czasu do czasu usuwał się w niebyt ze względu na stan zdrowia. katolski będzie trwał w "imie boze".
Dodał Obuz dnia 2010-09-10 11:11:24