KOTY naszych przyjaciół

  • 21.02.2018, 09:58 (aktualizacja 21.02.2018 10:20)
  • eki
KOTY naszych przyjaciół
17 LUTEGO - MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ KOTA: „Mam kota na punkcie kota!”

O kotach, kotkach i kocurach, które zadomowiły się u artystów z naszego regionu pisaliśmy po raz pierwszy rok temu z okazji Międzynarodowego Dnia Kota. Minął rok, opowieści przybyło, nasi czworonożni bohaterowie nieco się zmienili, bo też rok w życiu futrzaka to całkiem sporo… Tymczasem do grona już nam znajomych Kiciów, Pusiów, Edich, Ramek, Loret, Bąbli dołączyły kolejne kocie gwiazdy: jest wśród nich Filek, Misza, Figa, Król Adaś, Mefistofeles, Zuzia, Kofik, Kuna, Fredek…    

 

Filek to rodzina!

JOANNA NARANOWICZ, wokalistka pilskiego zespołu „Qulturka”, Klub Rockowy BARKA: - Sześć lat temu nasz pięciolatek Antek, stwierdził, że marzy o starszym bracie i kocie. Temat starszego brata przemilczeliśmy, ale kot… Hm, dlaczego nie. Choć ani ja, ani mój mąż Leszek nigdy nie mieszkaliśmy z kotem. Zawsze były przy nas pieski. Te sześć lat temu częścią naszej rodziny był pies Kajtuś, mały kundelek, którego przygarnęliśmy z poznańskiego schroniska dla zwierząt. (Dzisiaj, Kajtek na co dzień mieszka z moją mamą, ale gości w naszym domu praktycznie codziennie). Wracając do kota… Nie mieliśmy pojęcia jak będzie wyglądało nasze życie z kotem i jak na niego zareaguje Kajtek. Mamy wielu znajomych, z którymi mieszkają psy i koty. Popytaliśmy i zdecydowaliśmy. Kotka wzięliśmy z Pilskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami. Kociak miał trzy miesiące, był odrobaczony, potrafił załatwiać się do kuwety. W tym czasie pod opieką Towarzystwa znajdowały się trzy kotki, nasz syn Antoś wybrał prześlicznego, szarego  pręgowanego kocurka i nazwał go Filemon, co nie było dziwne ponieważ uwielbiła bajkę o kocie Filemonie.

Na przyjęcie Filka byliśmy przygotowani: w domu czekała kuweta, zapas jedzenia, drapak, a po Filemona pojechaliśmy całą rodziną z odpowiednim pojemnikiem do przewożenia kotów. W domu czekał też Kajtek. Kiedy weszliśmy do domu postawiliśmy pojemnik na podłodze i otworzyliśmy. Filemonek wyszedł powoli i usiadł przy pojemniku. Kajtuś ostrożnie do niego podszedł, obwąchał bardzo szczegółowo, a potem zaczął lizać po głowie. Od tej chwili są braciszkami. Piją z jednej miski, a nawet podbierają sobie jedzenie i zabawki. Śpią razem.

Okazało się, że nie mieliśmy pojęcia o kotach. Myśleliśmy, że stronią od ludzi i generalnie są mało kontaktowe. A jest inaczej. Nasz Filemon od początku bardzo czynnie uczestniczy we wszystkim co robimy. Zmywał już z nami naczynia, odrabiał lekcje. Ale i przesadza kwiatki czy pracuje przy komputerze. Wszędzie jest go pełno. Przez to, że jest to kot typowo domowy i nie wychodzi w ogóle na dwór, a jedynym zwierzęciem z jakim ma kontakt jest pies, sam wychowuje się jak pies - aportuje zabawki, podaje łapię i czeka pod drzwiami na powrót domowników. Uwielbia się przytulać. Strasznie dużo gada, tak koty potrafią mówić… A czasem jest bardzo złośliwy i strzela gigantycznego focha, szczególnie kiedy wracamy z wakacji podczas których on zostaje z którąś z naszych mam. Jego ulubionym miejscem jest pieniek na balkonie, na którym spędza masę czasu kiedy jest ciepło. Siedzi na nim i wygląda przez balustradę. Wygląda wtedy przezabawnie, a jeszcze rozkoszniej kiedy ucieka do domu przed ptakami, które latają obok naszego balkonu.

Nie wyobrażamy sobie życia bez niego. Wiemy, że on nas też bardzo kocha. Pokazuje nam to. Człowiek powinien mieszkać z kotem lub psem, a najlepiej z oboma naraz. Życie jest wtedy dużo weselsze i pełniejsze.

 

Koty wybrały mnie do służenia

ALEKSANDRA SCHOEN-KAMIŃSKA, Wielkopolska Nauczycielka Roku: - Zawsze marzyłam o psie, jednak to koty wybrały mnie do służenia. Jestem „saszetkopodawcą” i „balkonootwierającą” na pełnym etacie dwóch kotek – Miszy i Figi. Pierwsza czarna (żartobliwie nazywana Batmanichą) przyniesiona 12 lat temu przez zapłakaną córkę, bo dzieciaki nią rzucały na podwórku jak piłkę. Do dziś ma uraz. Jest bardzo strachliwa, nie siada na kolanach. Kiedy została z nami w domu okazało się, że jest w ciąży. Na świat przyszło pięć cudownych kociaczków.

Razem z Miszą i starym kocurem Beniem mieszkało u nas 7 zwierzaków. Pamiętam do dziś siedem talerzyków w kuchni, kiedy przychodził czas karmienia. Wszystkim małym znalazłam nowy dom. Mała pręgowata kotka o krótkim ogonku to Figa. Też znajda. Niezwykle towarzyska, ciekawa wszystkiego i wszędobylska. Najpierw karmiona koło mojego bloku, jednak szybko zapadła decyzja o adopcji. Ma silne poczucie wolności i duży rejon do „obchodu”. Jest już moją rodziną 7 lat.

Dwa lata temu wprowadził się zimową porą na balkon Niuniuś. Ma swoją budę i miseczki. Taki dochodzący kocur, który wie gdzie jego „dom” jak jest zimno…

Uwielbiam moje kotki i nie wyobrażam sobie domu bez nich!

 

Kot mądrala

Od jakichś pięciu lat, jak nie dłużej, zamiejscowy ośrodek UAM w Pile zamieszkuje kot zwany Królem Adasiem. Dbają o niego studenci i pracownicy uczelni, bo wierzą, że czarny kot – wbrew obiegowej opinii i stereotypom – jak przebiegnie drogę to przynosi szczęście, najczęściej studentom na tuż przed egzaminem.

Kot Adaś ma swoje legowisko, smakołyki i chętnych, którzy podrapią go za uszkiem. Z chęcią chodzi na wykłady i do biblioteki. Ma nawet swój profil na Facebooku, a w 2012 roku przyjechała do niego telewizja i pokazano go w Teleexpresie. Nie raz Adaś czuje zew wolności wówczas wybywa z uczelni na kilka dni. Nie przechodzi to bez echa, bowiem zaraz pracownicy uczelni szukają go, wywieszają ogłoszenia, dają wpisy w Internecie. Ostatnia taka sytuacja miała miejsce na początku stycznia. Ale na szczęście Adaś - choć pokiereszowany - wrócił na uczelnię. - Został odnaleziony przez pracowników Instytutu. Być może tegoroczna zima (a raczej jej brak) rozregulowała kalendarz kocich godów i kocur wybrał się „na miasto” – komentowali pracownicy UAM w Pile na Faceboboku kota Adasia.

Na dzień dzisiejszy Adaś ma się dobrze. Chodzi korytarzami uczelnii i wita studentów…

fot Króla Adasia: Nadnotecki Instytut UAM w Pile

 

 

Futrzaki z… odzysku!

PIOTR SOBCZUK, weterynarz (Skórka, Złotów): - Mamy 5 kotów; wszystkie są z… tak zwanego odzysku! Jest czarny Mefistofeles, czyli Melek, czarno-biała Zuzia - zwykły dachowiec, która trochę mieszka w domu, trochę na dworze. Jak jeszcze mieszkaliśmy w Pile, okociła się gdzieś na podwórku. Nie radziła sobie z kociakami. Znajdywaliśmy te kotki po jednym… Pomogliśmy jej wykarmić je, odchowaliśmy maluchy, potem wysterylizowaliśmy i każdemu znaleźliśmy dom. A Zuzię przy przeprowadzce zabraliśmy z sobą do Skórki. Są u nas też 3 koty rasowe: Jest Fredek, złoty kot syberyjski, który ma padaczkę i który trafił do gabinetu, bo miał być uśpiony. Zamiast go uśpić, przygarnęliśmy go. I go mamy. Następny to 6-latek Kofik, rasy devon rex: państwo go oddali... W ub. roku trafiła do nas Kuna - także rasowa kotka – srebrzysty maine coon. Rasowe koty nie mają lekko w życiu, jak się okazuje. Mają gorzej. Są kupowane za duże pieniądze, często z dobrych hodowli, bo taka jest moda, taki kaprys, a potem przechodzą z rąk do rąk. Są oddawane, bo alergia, bo dziecko się rodzi, bo przeprowadzka, nowy dom. Albo się znudzą. To smutne. Traktuje się je jak zabawkę na chwilę, która szybko staje się niechciana. My te koty przygarniamy, leczymy i szukamy im nowych, dobrych domów. Dom u Asi i Tomka Perlicjanów znalazła np. Lori, pers, która, porzucona, także najpierw do nas trafiła.

Ale część tych kociaków zostaje u nas i stąd ta nasza piątka. Nasze koty, choć są tak różne, całkiem dobrze się dogadują. Jest hierarchia. Mefistofeles – czyli Melek - jest najstarszy i on rządzi. Samce się zgadzają, a Kuna i Zuzia są bardziej zaborcze. Fredek, ten, który choruje na padaczkę, to szczególny przypadek: mógłby być terapeutą dla dzieci albo „przekonywaczem” dla tych, co kotów nie lubią. Przychodzi, łasi się, mruczy, jest bardzo wrażliwy na krzywdę, zwłaszcza dzieci. Jak nasze dzieci były małe, to ledwie zapłakały, a Fredek już łapał za klamkę i robił wszystko informując: „dziecko płacze! zróbcie coś”. Zresztą jak tylko żona wróciła z dziećmi ze szpitala po porodzie, on położył się przy nich i tak już mu zostało! Zresztą wszystkie nasze koty do dzisiaj lubią spać w łóżeczkach chłopaków! Wszystkie także wychodzą na zewnątrz, czy to zima, czy lato. Stają przy drzwiach tarasowych i domagają się, by je wypuścić. W sobotę, z okazji Dnia Kota, dostały więcej jedzenia - bo one mogłyby jeść i jeść! I mogłyby być testerami żywności. Zwłaszcza  Mefistofeles. Jak mięso jest stare albo zawiera chemię – nie ruszy!  

 

Tomasz PERLICJAN, artysta malarz, performer: - Mamy dwa koty. Jest Ramka i Lori. Jakimś trafem trafiają do nas przeważnie koty po przejściach. Ktoś wyjeżdżał do Anglii, nie wiedział co z Ramką zrobić. Mieszkała na 7 piętrze w wieżowcu, nie wychodziła na dwór. U nas dostała nowe życie. Mamy ją od 6 lat, 2,5 roku wychodzi sama za zewnątrz. Wie, gdzie jest jej dom, sama wraca. Już znajomi i sąsiedzi mówią o niej „królowa osiedla”. Rama nie boi się ani psów, ani innych kotów – prawdziwa osiedlowa królowa! Zawsze zagląda do mnie przez okienko do pracowni, która jest w piwnicy. Wychodzi z domu rano o 5.00, musi zrobić obchód terenu. Gdy wraca, często ma drzwi zamknięte, ale wpuszczają ją sąsiedzi – nauczyła się nawet prosić, by ją wpuścić. Na podwórku zaprzyjaźniła się z psami, z dziećmi. Jestem w szoku jak traktuje wielkiego mastiffa – ten mógłby ją chapnąć i by jej nie było! A to jest jej kumpel! Ona ma wielką duszę i wielki charakter. To indywidualistka.  

- Lorelay Loretta, Lora – to pers, którego przygarnęliśmy ponad rok temu. Też po przejściach. Żył najpierw w mieście, potem komuś się znudził, ktoś go nie chciał i oddał na wieś. Tam kotek trafił do kurnika i żył z kurami – kot perski! Taki kotek nienauczony życia, który nigdy nic nie upolował, nie potrafił radzić sobie tak jak wiejskie cwaniaczki… Na tej wsi został strasznie zaniedbany. Jak go dostaliśmy od naszego przyjaciela weterynarza, który go uratował, wyglądał jak jakiś kosmita! – miał piękny perski ogon, długi puszysty jak szczotka do czyszczenia kurzu, pyszczek i łepek zarośnięty, a reszta - łącznie z kryzą którą mają persy – była wygolona do skóry. Sierść już mu pięknie odrosła i Lori ma się świetnie. To typowy kot rasowy, typowy pers! Całe dnie spędza na poduszkach na łóżku! W przeciwieństwie do Ramki - nawet nosa nie wystawi za drzwi domu!

oprac. es, eki

 

Koty kochają także: 

Edward KREFT, artysta malarz, rysownik, rzeźbiarz. Przez wiele lat towarzyszył mu jego kumpel Kiciu:  - Czasem człowiek wie, że coś robił nie tak jak trzeba i uchwyci taki moment, gdy kot na niego patrzy… Tylko patrzy, nie krzyczy. To jest gorsze niż jakiś wyrzut… - mówi pan Edward. 

- Maleńkiego kota przyniósł mój syn żonie z okazji dnia kobiet – był to najtańszy i najbardziej atrakcyjny podarunek jaki syn wymyślił. Wołałem do niego Kiciu. Miał swój charakter i własne ścieżki, ale później skumplował się ze mną. Tylko ze mną. Przychodził wieczorem, kładł się koło mnie na godzinkę, dwie i odchodził. Później rano budził mnie łapką, dając do zrozumienia, że przyszedł czas na głaskanie. I musiałem go głaskać! Była godzina szósta, w pół do siódmej. Posiedział trochę i znów odchodził. Był dobrym słuchaczem -  jak do niego coś się mówiło słuchał uważnie! Jak student! I oglądał telewizję. Nie wiem, czy miał ulubione programy, co go tam interesowało, ale niektóre programy potrafił oglądać i po 15 minut nie odrywając wzroku od ekranu. Był z nami wiele lat. Kiedyś dawno dostał padaczki. Cierpiał bardzo, ale to minęło. Po 10 latach nastąpił jednak nawrót choroby. Chodziłem z nim do weterynarza, lekarze go leczyli. Miał jednak bardzo silne bóle, drgawki, nie dało się nic zrobić… – mówi pan Edward. Po odejściu Kicia nie chciał mieć już kotów. Ale jak to z kociarzami... minęło trochę czasu, dzisiaj ma kolejnego futrzaka...

- Myślę, że tylko religia i zwierzę uczy człowieka jakiejś uczciwości i kultury bycia – dodaje pan Edward.

Mirosław NALEPA – gitarzysta, kompozytor, lider i wokalista zespołów Nalepa Band oraz Sloviansky: - Mój kot  wabi się Edi. To na cześć Eddiego Veddera z Pearl Jam-u!

- Jak przystało na spadkobiercę imienia po tak charyzmatycznym wokaliście, Edi także jest mężny, odważny i nieustraszony, ... - Edi to ON oczywiście! Bardzo bojowy kot, który nie oddaje nawet centymetra swojego terytorium! Nie dalej jak dzisiaj rano wyszedł „w teren” i przegonił innego kocura... Ot, Edi Waleczny :-)  - opowiada o nim M. Nalepa.

Elżbieta WASYŁYK – dr hab., profesor Akademii Sztuki w Szczecinie, zajmuje się malarstwem sztalugowym, ściennym, projektowaniem witraży, krytyką sztuki i poezją. I…kotem Transem.

Trans ma 10 lat. Od razu, gdy kot zawitał w jej progi ustalili zasady tzw. współżycia. Kotu postawione zostały pewne warunki, konieczne do tego, by kot mógł w domu zostać. Tymczasem znawcy kotów to wiedzą… z tymi czworonogami trudno negocjować! Trudno też od nich czegokolwiek wymagać! A jednak… - Transa do domu przyniosła córka i ja od razu powiedziałam mu, że w domu nie będzie kuwety i ma być czysto. Zrozumiał! – mówi Elżbieta Wasyłyk. Od tej pierwszej rozmowy rozumieją się bardzo dobrze. I nie tylko Trans rozumie co pani Ela do niego mówi. - Ja rozpoznaję różne rodzaje miauczenia. I wiem, co Trans w danej chwali ma do zakomunikowania – przekonuje.

Leszek KOŹMIŃSKI – współorganizator festiwalu „Kryminalna Piła”, autor literackiego bloga pod tym samym tytułem. Przygarnął swojego Igorka prosto ze szpitalika dla chorych kotków. 

Mój kot, a właściwie nasz rodzinny kot, nigdy nie miał być. No bo jakoś tak przez lata zwłaszcza ja nie pałałem tęsknotą za tymi zwierzakami. Wszystko przyszło za namową i miłością pozostałych członków rodziny. I mały Igorek ze szpitalika dla kotów trafił pod nasz dach. Dziś w międzynarodowe święto kotów, jako twórca Kryminalnej Piły i miłośnik kryminałów, zastanawiam się jak to jest z kotami w tym gatunku literackim. Oj są, najpierw w samych tytułach, począwszy od znanej powieści matki kryminału Agaty Christie „Kot wśród gołębi”, poprzez jak zawsze u Edgara Allana Poe niepokojącą historię w „Czarnym kocie”, po współczesny udany kryminał HakanaNessera zatytułowany „Jaskółka, kot, róża, śmierć”. Także bohaterowie kryminałów, niezależnie czy są twardzielami policyjnymi czy bardziej mistrzami intelektu i intuicji, nierzadko kochają koty. Nie mówiąc już o samych autorach. Tutaj śmiało mogę powiedzieć, że jednak „kociarze” wygrywają z miłośnikami psów. I tak sobie myślę, opierając się na własnych doświadczeniach, że kot idealnie pasuje do kryminału jako bohater, ale alter ego autora. Chadza własnymi ścieżkami, ma mocny, niezależny charakter, nigdy nie daje przewidzieć swoich kolejnych ruchów. Kot jest kryminałem? Czy kryminał jest kotem? Coś w tym jest. Aha, dziś nie wyobrażam sobie naszego domu bez psotnego Igora, więc niech żyją koty!

 

 

 

 

 

 

 

eki
Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe