Rocznicowa schizofrenia

  • 2.03.2018, 11:49
  • eki
Rocznicowa schizofrenia

 To były najdziwniejsze obchody dni wyzwolenia miast i wsi naszego regionu w całej powojennej historii. Z jednej strony za sprawą IPN i po (najczęściej) awanturach w radach zapadała decyzja o zdekomunizowaniu nazw ulic związanych z wydarzeniami z przełomu stycznia i lutego 1945 roku. Z drugiej strony władze i społeczeństwo - jak co roku - z powagą i godnością obchodziły święto wyzwolenia.  

     Daty wyzwolenia, nazwiska żołnierzy, dowódców i formacji wojskowych itp. zniknęły z map miast i wsi, ale pozostały w historycznej świadomości Polaków dlatego, że w naszym regionie zawsze miały one nieco inny charakter niż w pozostałych częściach kraju. Oto bowiem znaczna część ziem dawnego województwa pilskiego dzięki zbrojnemu wysiłkowi Armii Czerwonej i 1 Armii Wojska Polskiego powróciła w granice Rzeczypospolitej po blisko dwustuletniej niewoli. Stąd daty 12 lutego w Wałczu czy 14 lutego w Pile (z wyjątkiem paru politycznych oszołomów) nie kojarzą się z "zamianą jednej okupacji na drugą", jak chcą tego apologeci obecnej władzy, ale "powrotem prastarych ziem piastowskich do macierzy".  

*

      Dziś mówienie o dekomunizacji w 30 lat bez mała po zmianie ustrojowej jest bez sensu. W Polsce de facto rozpoczęła się ona w 1956 roku i powoli acz systematycznie odbywała się jako odchodzenie od totalitaryzmu stalinowskiego w kierunku państwa autorytarnego takiego, jakim była II RP po zamachu majowym i jakie chce dziś zbudować Polakom PiS.

Walka z tzw. komunizmem, którego w Polsce nie było jest w rzeczywistości depeerelizacją czyli walką z ludźmi zaangażowanymi w tamten ustrój i funkcjonowanie tamtego państwa polskiego.

     Dlaczego więc mówi się o dekomunizacji, a nie o depeerelizacji? Świadomie - moim zdaniem - dokonuje się tego oszustwa intelektualnego. Walka z mitycznym komunizmem jest łatwiejsza do zaakceptowania przez elektorat prawicowy niźli otwarte zanegowanie Polski Ludowej. Skanalizowanie wrogości na "komunie", to stara metoda wyszukiwania i składania ofiary z „kozła ofiarnego”. Dzieląc naród, łatwiej nim rządzić. Wróg - nawet wydumany - mobilizuje. Taka polityka daje szansę na drugą a nawet trzecią kadencję. Pomaga tworzyć mit nieomylnego wodza. I temu między innymi służy tzw. dekomunizacja.  

     Historia to nie brulion, z którego bezkarnie można wyrwać dowolną kartkę. Zakłamywanie historii i własna jej interpretacja nie zmieni faktów. To Armia Czerwona i Ludowe Wojsko Polskie wyzwoliła Polskę, a nie Amerykanie i Anglicy.

     Dekomunizacja prowadzona przez PiS dotyka ludzi którzy nie mieli wpływu na wydarzenia wojenne i powojenne. Oni się urodzili, uczyli, pracowali, odbudowywali kraj dla siebie, dla Polski nie dla systemu który został Polakom narzucony w Jałcie. Burzenie pomników przeszłości, nawet tych politycznie niezgodnych z własnymi poglądami, to nie wyrównanie krzywd, ale barbarzyństwo.  

*

     Na fali dekomunizacji ulic działy się rzeczy czasem nawet zabawne. Ślizgali się po tej fali samorządowcy, którzy główkowali, jak ów IPN wykiwać i zmienić tak, żeby niewiele zmienić. Tak postąpili między innymi (i chwała im za to) radni Piły. Majora Siemiradzkiego zamienili na malarza Henryka Siemiradzkiego, Plac 9 Maja na 8 Maja.. Po zmianach ulica 14 Lutego (upamiętniająca dzień wyzwolenia) nadal nazywa się 14 Lutego, ale nowym patronem został  Święty Walenty. Kolejna podobna zmiana dotyczyła ulicy Czwartaków, która nazwę zachowała, ale ma teraz innego patrona  - żołnierzy Królestwa Polskiego z czasów Powstania Listopadowego.

     Przyznać trzeba, że dekomunizacja i dewastacja nazw ulic była niekiedy zajęciem przypominającym kabaret.

     Nie dla wszystkich. Obawiam się, że obecna władza potrafi zastosować manewr dyscyplinujący opornych, znany doskonale sprzed lat. W marcu 1953 roku, tamta władza – mentalnie bliska współczesnej, zdecydowała o zmianie nazwy miasta. By uczcić (tak jak i teraz czcimy) zmarłego kilka dni wcześniej „wybitnego przywódcę" zrobiła z Katowic Stalinogród. Nie wiem, czy Kaczogród to spełnienie marzeń PiS, ale powinniśmy mieć tę okoliczność na uwadze.

*

     W Polsce rządzonej przez PiS dochodzi do wspomnianej w tytule schizofrenii rocznicowej, ponieważ cały panujący dziś system dotknięty jest tą chorobą. Na koniec tylko jeden przykład.  Władza z jednej strony hołubi Piłsudskiego, a z drugiej działa przeciwko jego postrzeganiu świata zawartemu w słowach: "Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości."

Zbigniew Noska

 

 

    

 

eki
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Brian z Nazaretu
Brian z Nazaretu 13.03.2018, 19:29
Proces tzw dekomunizacji przybrał w Polsce kształt kolejnego szaleństwa PiSu. Na dodatek dawnych patronów ulic zamienia się najchętniej na Lecha Kaczyńskiego. Parę lat temu mieliśmy szał na nazywanie wszystkiego imieniem JPII. Szał ten jakby minął. A kult „pokolenia JPII”, który miał odnowić „oblicze Ziemi, Tej Ziemi” nawet dobrze nie zaświecił promieniście, a przecież miał. Dziś nastał nowy. Na podlizywanie się obecnie panującemu „Dyktatorkowi”. Czekam tylko na apogeum dekomunizacji, kiedy np. w jakimś mieście w Polsce zmienią patrona, np. jakiegoś ronda imienia Karola Marksa i dobiegającej do tego ronda Alei imienia Generała Berlinga na odpowiednio – rondo Rotmistrza Pileckiego, co byłoby ok i aleja Rajmunda Rajsa, ps Bury. A być może są już w Polsce takie przykłady odkomunizowania?

Do tego dochodzi ustawa degradacyjna. I tu nie skończy się jedynie na Generałach Jaruzelskim i Kiszczaku. Sędziwi już dziś dawni żołnierze LWP będący na emeryturach, weterani II Wojny Światowej, siedzą sobie nieświadomi w kapciach i ciepłych pieleszach swoich domów, zacisznych pokoików przy fajce, herbatce wspominając dawne czasy. Nie spodziewają się, że nasz polski rząd wprowadził politykę historyczną i wprowadza w życie sprawiedliwość dziejową. Wiele z tych starszych osób, którzy swoje epolety czyszci codziennie rano, pewnego ranka otrzyma informacje, że z generała, pułkownika, majora, kapitana, stali się zwykłymi szeregowcami, bo tego właśnie, podobno wymaga społeczeństwo. Co jest kolejną obłudą PiSu. Można już stracić rachubę którą z kolei.

Autor opisuje w felietonie do jakich zabawnych sytuacji dochodzi w związku ze zmianami nazw ulic. Na fali zmian w stalinizmie Katowicom zmieniono nazwę na Stalinogród. Tak było.

Pożartujmy sobie zatem. Stalin - to jeden z pseudonimów rewolucyjnych tow. Josifa Wissarionowicza Dżugaszwili. Ten pseudonim przywarł do Dżugaszwili, Wissarionowicza jak prawdziwe nazwisko. Od tego naturalnie mamy Stalinogród w PRLu i w ZSRR Stalingrad. Nasz Kaczyński Jarosław nie posiadał żadnego pseudonimu, bo nie był „rewolucjonistą” jak Stalin. Wiemy co robił gdy inni jego koledzy brali udział w opozycji do PRLu. Źródła mówią, że pisał pracę doktorską, której inspiracją był między innymi Lenin. Stalinogród – brzmi dumnie. Coś jak miasto ze stali, forteca nie do zdobycia. Jaką nazwę miasta Katowice udałoby się skonstruować stosując nazwiska rodowe Stalina? Pewnie coś by się udało ale chyba nie do wymówienia. I nie brzmiałoby dumnie. Tak więc Dżugaszwili wiedział co robi. Kaczygród? Tu mamy jasność. Brzmi śmiesznie jakąkolwiek konfigurację byśmy nie zastosowali.

Pozostałe