Wójt: - Nie było zagrożenia! Spodziewaliśmy się takiego scenariusza…

  • 13.03.2018, 09:20
  • eki
Wójt: - Nie było zagrożenia! Spodziewaliśmy się takiego scenariusza…
LUBASZ Rodzice zarzucają wójtowi narażenie zdrowia dzieci podczas demontażu eternitowego dachu w sąsiedztwie szkoły i przedszkola. Czy było coś na rzeczy, czy nagłośnienie sprawy to wyłącznie nagonka na wójta?

 

W Lubaszu znowu gorąco. Zdaniem części rodziców obserwujących czwartkową rozbiórkę, prace te stanowiły dla dzieci ewidentne zagrożenie. Sprawę niemal natychmiast zgłoszono do właściwych organów i instytucji. Na budowie pojawił się Sanepid.

 

Trzeba przyznać, że wójt gminy Lubasz Marcin Filoda nie ma łatwego życia. Po pamiętnym konflikcie o drogę utwardzaną starym eternitem (równy rok temu) i zarzutach o wycinkę drzew, doszedł kolejny również ekologiczny. Ciekawe, że do dziś na stronie gminy jednym z haseł opisujących zainteresowania włodarza jest właśnie ekologia i ochrona środowiska. Było, nie było adwersarze  zyskali kolejny pretekst.

      Tym razem poszło o niewielki stary budynek gospodarczy należący do zasobów gminy, co ważne sąsiadujący bezpośrednio ze szkołą i przedszkolem. Według koncepcji Marcina Filody z pomocą unijnego dofinansowania ma tu powstać centrum rehabilitacji dla niepełnosprawnych. Jego powierzchnia z ponad 50 m2 w wyniku rozbudowy wzrośnie do 110 m2 powierzchni użytkowej. Ogłoszony na remont przetarg wygrała firma, jak podkreśla wójt Filoda, z uprawnieniami do demontażu eternitu. Właśnie w ostatni czwartek pracownicy firmy wzięli się za usuwanie zmurszałego dachu.

      Ktoś jednak dostrzegł rozbiórkę i podniósł larum. Rodzice uważają, że wójt wiedział o tej akcji. Wiedział i nic nie zrobił by ją przerwać. - Domagam się pilnej interwencji w tej sprawie i informuję, że równolegle zawiadomię inne instytucje, które winny podjąć natychmiastowe działania w tej bulwersującej sprawie - czyli Państwową Inspekcję Pracy, Sanepid, Nadzór Budowlany - informuje naszą redakcje któryś ze świadków. - Tym bardziej, że kilka metrów od miejsca tych prac znajdują się budynki przedszkola i Szkoły Podstawowej, gdzie odbywają się zajęcia z dziećmi. Tak prowadzony remont zagraża ich zdrowiu i życiu.

      - Eternit zrzucano z dachu bezpośrednio na ziemię, wcześniej nie było żadnej informacji, że są planowane tego typu czynności… Według rodziców naruszono wszystkie z tym związane procedury. Bowiem zgodnie z obowiązującymi przepisami inwestor nie może sam dokonywać demontażu materiałów zawierających azbest, lecz musi zlecić prace koncesjonowanemu wykonawcy. Nie może to być firma dekarska bez uprawnień… Dalej wymieniona jest długa lista procedur i czynności, które powinien dopełnić inwestor, jak i wynajęta w tym celu firma.

      Tymczasem według Wioletty Zarzecznej dyrektor szkoły podstawowej w Lubaszu sprawa ma się zgoła inaczej. Wszystkie normy zostały zachowane. - Bezpieczeństwo i zdrowie dzieci są dla nas najważniejsze. Kiedy ściągano eternit z azbestem uczniowie przebywali na wycieczce w Poznaniu. Wiedzieliśmy, że uczniowie mogliby ucierpieć. Dopytywana o ten zbieg okoliczności dodaje - Prace po sąsiedzku trwają już jakiś czas, być może któryś z nauczycieli wiedział o demontażu dachu i tak właśnie zaplanował termin wyjazdu. Spodziewaliśmy się tej nagonki…

      W podobnym tonie wypowiada się wójt Filoda. Według niego ktoś specjalnie psuje atmosferę. - Jest taka osoba… Tymczasem my robimy swoje i budujemy centrum rehabilitacji na potrzeby naszej społeczności. Dostaliśmy też 1 mln dotacji na rozbudowę przedszkola. Podczas zdejmowania dachu dzieci szkolnych nie było na miejscu, bo wyjechały na wycieczkę. Z przedszkola też żadne dziecko nie wychodziło na plac zabaw. Zresztą od budowy oddziela nas wysoki płot. Przedszkole jest nieco dalej i dodatkowo chroni je szpaler drzew iglastych zamykających przestrzeń.  

      - Chcę dodać, że mieliśmy kontrolę Sanepidu.  Jeszcze raz podkreślam - dzieci w tym czasie nie było w placówce. A firma ma uprawnienia do demontażu eternitu. Były jakieś zastrzeżenia do ubioru pracowników,  ale to leży po stronie wykonawcy, nie naszej. Cała akcja trwała ok. 1 godziny. Zagrożenia nie było i nie ma - akcentuje z całą mocą wójt Filoda.

P. Kujawa

 

 

 

 

 

eki

Zdjęcia (2)

Podziel się:
Oceń:
 

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Wiechu
Wiechu 13.03.2018, 13:48
Szlam z osadników z oczyszczalni wylewany na pola nocami bez pozwoleń. Tydzień trwało, jak się Jaśnie Pan ogarnął i poinformował dwa tysiące ludzi, że piją zatrutą wodę. Azbest na drogach jest faktem przeciez to ochrona środowiska mu udowodniła i ukarała mandatem imiennym! A brednie o tym, że jest jakiś ktoś, taki jeden niedobry i zły mieszkaniec, który mu wiecznie coś zarzuca to czysty śmiech. Filoda już jedna sprawe w sądzie przegrał za pomawianie ludzi. Zakręcił się chłopak oj mocno.
Wojciech
Wojciech 13.03.2018, 09:43
Oczywiście, jak zwykle zdaniem wójta Filody nie było żadnego zagrożenia! Nigdy nie ma, co powinno mieszkańców napawać bezbrzeżnym zaufaniem do tego urzędnika, a jednak jest inaczej! Przypomnę jeszcze zatrucie wody pitnej w gminie bakterią E.coli w sierpniu 2017, o którym przerażeni mieszkańcy dowiedzieli się praktycznie po fakcie. Wójta, niestety, nie było we wsi i nie miał kto ludzi zawiadomić, a dodatkowo system monitorujący był - o wielki boże - w rozsypce!
Jak dla mnie pan Filoda nie przywiązuje wagi do takich problemów, więc wyborco nie czekaj! To cała seria zaniedbań i powinna zawczasu dać do myślenia mieszkańcom, zanim zdarzy się prawdziwa tragedia!

Pozostałe