Pamiętacie ten wypadek? W zmiażdżonym aucie była Julia…

  • 18.02.2019, 11:44 (aktualizacja 18.02.2019 11:50)
  • bek
Pamiętacie ten wypadek?  W zmiażdżonym aucie była Julia…
„Jeśli wasza córka przeżyje operację, będzie to cud”.  Przeżyła… Rodzina 18-latki z Wyrzyska zbiera na jej pilną rehabilitację i pobyt w zakładzie opiekuńczym. Mama nastolatki ma już pod opieką niepełnosprawnego syna

Julia Jasiorowska ma 18 lat. Mieszka w Wyrzysku. Ze zmiażdżonego auta, które dosłownie oplotło drzewo, wyciągnęli ją ratownicy. Do bydgoskiego szpitala transportowali ją helikopterem. - Serce krwawiło i krwawi do dziś. Oderwana od walki o jedno dziecko, w każdej chwili mogłam stracić drugie… - mówi mama Julii.

- Mówi się, że nie można umrzeć na próbę. Julia była już po tamtej stronie. Ratownicy ze śmigłowca przecierali oczy ze zdumienia, widząc wrak auta, które niemal oplotło przydrożne drzewo. Tego wypadku nikt nie miał prawa przeżyć… Szczęście w nieszczęściu? Dla dwóch uczestników tak, dla Julii od tamtej chwili nic już nie miało być takie, jak przedtem.

Tak wspomina tamten dzień mama Julii – było ciepło, wieczorem córka pojechała z kolegą nad pobliskie jezioro. Spędzała tak już czas setki razy, więc nie było w tym nic niepokojącego… Tamtego dnia wsiadła do auta, by w drodze powrotnej pokazać koledze drogę do sklepu. Ten błąd kosztował ją bardzo dużo.

- Zadzwonił telefon, w słuchawce usłyszałam głos zdenerwowanego kolegi, który powiedział nam, co się stało. Dowiedzieliśmy się, że ratownicy, którym udało się wyciągnąć Julię z wraku, byli pewni, że nie żyje. Pytałam tylko, czy śmigłowiec zabrał ją do Bydgoszczy, czy do Poznania, drogi nie pamiętam. Na miejscu w szpitalu lekarka powiedziała tylko jedno zdanie. ”Jeśli wasza córka przeżyje operację, będzie to cud…". Przeżyła.

Karta informacyjna, którą sporządzono w szpitalu, wyglądała koszmarnie. Uszkodzenia żuchwy i twarzoczaszki, obrzęk mózgu, połamane żebra, przebite płuca, obojczyk złamany z przemieszczeniem, uszkodzony kręgosłup, obrażenia wielonarządowe…

- To tylko kilka pierwszych zdań. Nie mogłam uwierzyć, że jeszcze kilka godzin wcześniej rozmawiałyśmy, a teraz ona walczy o życie. Nie docierało do mnie to, co się dzieje… Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Julię po operacji, nie mogłam powstrzymać łez. Serce biło mi jak młot. Leżała niemal cała zawinięta w opatrunki. Wokół pracowały maszyny – to one utrzymywały ją wtedy przy życiu, to od lekarzy i techniki zależały kolejne godziny. Nic nie mogłam zrobić, kazali mi czekać w chwili, kiedy nie mogłam opanować rozpaczy. Nie wiem, jak przetrwałam tamte chwile…

Nie wydarzył się cud, Julia nie otworzyła oczu i nie powiedziała – mamo. Nie skończyło się na strachu – koszmar trwał.

- Moją córeczkę wypisano ze szpitala bez świadomości. Leki przestały działać, ale mózg się nie obudził. Serce krwawiło i krwawi do dziś. Oderwana od walki o jedno dziecko, w każdej chwili mogłam stracić drugie… - mówi mama Julii.

Bo to nie pierwsza tragedia w ich życiu. Brat Julii od urodzenia cierpi na dziecięce porażenie mózgowe.

- Wiele godzin spędziłam w rozpaczy przy jego łóżku, myśląc, że nie da się nic zrobić. Teraz siedziałam koło Julii, która przecież zawsze była oparciem. Nie mogłam tego pojąć, dlaczego los obchodzi się z nami w sposób tak okrutny i niesprawiedliwy.

Ze szpitala Julia trafiła do Kliniki Budzik, w której przebywa do dzisiaj. Jej mama nie traci wiary, życie nauczyło ją, żeby nigdy nie wątpić. Wiele lat walczyła o sprawność brata Julki i wie, że dzięki determinacji i rehabilitacji można osiągnąć bardzo dużo.

- Nikt nie powie mi prosto w twarz, że nie ma dla mojej córki szans. Wiem, że małymi kroczkami uda mi się ją odzyskać. Do tej pory leżała bez życia na łóżku, a teraz czuję, jak chwyta mnie za rękę, unosi powieki, reaguje na słowa… Rehabilitacja przynosi rewelacyjne efekty.

Ale to długi i mozolny proces. Tymczasem wieloletnia walka o zdrowie syna sprawiła, że rodzice Julii nigdy nie zgromadzili oszczędności. Tata Julii, choć jest człowiekiem schorowanym, znalazł pracę, by walczyć o swoje dzieci. Teraz każda złotówka jest na wagę ich zdrowia i życia. Sekunda zniszczyła życie Julii – teraz potrzeba wiele lat, by je odbudować, dlatego rodzice dziewczynki bardzo proszą o pomoc.

Zbiórka na rzecz Julii prowadzona jest na stronie https://www.siepomaga.pl/wypadek-julii. Dotąd udało się zebrać 33 tys. 200 zł. Potrzeba jeszcze ok. 15 tys. zł. Akcja rozpoczęła się 1 lutego i potrwa do 1 maja br.

bek

 

 

bek

Zdjęcia (3)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Ja
Ja 21.02.2019, 12:44
Szok jak wielkie nieszczęścia dotykają ludzi
Łukasz Mastalerek
Łukasz Mastalerek 18.02.2019, 17:59
Julko trzymaj się,wszystko idzie wzorowo,będzie świetnie,wszyscy o Ciebie zadbamy i będzie jak dawniej,wszyscy Cię kochamy i uwielbiamy,całuski

Pozostałe