Tabliczka w Alei Bluesa dla Mariusza Szalbierza

  • 02.10.2019, 11:26
  • J W
Tabliczka w Alei Bluesa dla Mariusza Szalbierza
Od 15 września Mariusz Szalbierz, były redaktor naczelny "Tygodnika Nowego", ma swoją tabliczkę w Alei Bluesa w Białymstoku - mieście najstarszego festiwalu bluesowego w Polsce.

Otwarta w 2008 roku w centrum miasta Aleja Bluesa ma kształt fortepianowych klawiszy. Autorem koncepcji jej wyglądu jest Konrad SikorazFundacji M.I.A.S.T.O. Białystok. Ideą pomysłu jestaleja ludzi, którzy bluesa kochali i kochają, która jest ich swoistym pomnikiem, a nie tylko zwykłym turystycznym deptakiem. Dzisiaj spacer po gigantycznej fortepianowej klawiaturze to wyjątkowe przeżycie związane z obcowaniem z nazwiskami nieżyjących już, ale też i tych wciąż czynnych, muzyków i orędowników bluesa.

Koncerty i odsłonięcie tablic w Alei Bluesa to elementy białostockich obchodów Polskiego Dnia Bluesa i niejako przedbieg do "Jesieni z Bluesem", najstarszego festiwalu bluesowego w kraju. Co roku w alei przybywa kilka tabliczek, w sumie jest ich już ponad siedemdziesiąt. Upamiętniają m.in. Tadeusza Nalepę, Mirę Kubasińską, Ryszarda Riedla, Ryszarda "Skibę" Skibińskiego, Ireneusza Dudka, Jana "Kyksa" Skrzeka, Leszka Windera czy Sławka Wierzcholskiego.

W tym roku na klawiaturze alei wśród czterech nowych przybyła m.in. tabliczka z nazwiskiem "Mariusz Szalbierz".

- Wszyscy wyróżnieni są zasłużeni dla polskiego bluesa. Gdyby nie Mariusz Szalbierz, nie byłoby prawdopodobnie słynnej serii wydawniczej "Antologia polskiego bluesa". Krzysiek Murawski, znany w środowisku białostockim, jest muzykiem, ale też realizatorem wielu płyt bluesowych. Andrzej Malcherek to weteran bluesowej sceny, lider działającego od 40 lat zespołu Free Blues Band. Paweł Mikosz to basista, którego cenią sobie wszyscy na bluesowej scenie w Polsce – mówił organizator wydarzenia Konrad Sikora.

Redaktor naczelny Faktów Pilskich – a wcześniej redaktor naczelny i długoletni dziennikarz Tygodnika Nowego – to od ponad trzydziestu lat propagator polskiego bluesa. Recenzent, juror kilku festiwali bluesowych, przez kilka lat członek rady artystycznej festiwalu Rawa Blues w Katowicach. Jako animator ruchu bluesowego w regionie pilskim wspomagał organizację festiwali Blues nad Piławą i pierwszych edycji Blues Expressu, później Piła Blues Party, a obecnie Piła Czuje Bluesa.

W latach 1987-1988 wydał własnym sumptem cykl zeszytów "Blues po polsku", poświęconych zespołom Breakout, Dżem, Kasa Chorych oraz Martynie Jakubowicz i Wojciechowi Skowrońskiemu.

W okresie jego pracy w Tygodniku Nowym wydana została (we współautorstwie z Markiem Jakubowskim) encyklopedia "Blues w Polsce", nagrodzona w 1997 roku statuetką "Majka" Programu III Polskiego Radia, oraz (z Janem Skaradzińskim) książka "Chory na bluesa", poświęcona 20-leciu zespołu Nocna Zmiana Bluesa (2002).

Pod redakcją Mariusza w latach 2008-2010 ukazały się trzy 5-płytowe "Antologie Polskiego Bluesa", sprawował także redaktorską pieczę nad promocyjnym albumem "Blues Made in Poland 2009" oraz płytą "Rhythm'n'blues & Live" zespołu Fire Band (2011). Od początku jest członkiem zespołu redakcyjnego kwartalnika "Twój Blues". Czytelnicy tego jedynego w Polsce czasopisma o tematyce bluesowej trzykrotnie nagradzali go pierwszym miejscem za najlepszy tekst bluesowy roku (2004, 2005, 2015). Dwukrotnie najlepszymi wydawnictwami płytowymi roku stały się też "Antologie Polskiego Bluesa". Okazjonalnie współpracuje m.in. z "Jazz Forum".

W 2018 roku, w uznaniu działań na niwie bluesa, na mocy uchwały Zarządu Województwa Wielkopolskiego Mariusz Szalbierz został odznaczony odznaką honorową "Za zasługi dla województwawielkopolskiego".

(red)

fot. M. Kalicka

J W

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (711)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
.
. 14.04.2021, 15:49
Cytat: "Teczek przeciwko Stokłosie miało być tak dużo, że niektóre walały się nawet w toalecie. Nie wiadomo tylko, czy ich lektura w tak intymnym miejscu miała ułatwić gospodarzom wypróżnienie, czy też zebrane materiały nadawały się jedynie do podtarcia wydatnych eko-zadów. Mariusz Szalbierz"

I tu się Mariusz wyłożył w funkcji podglądacza kiblowego. Chętnie by się schował gdzieś w kącie kibla żeby podejrzeć in flagranti wypróżnienia lokatorów. Ale nie ma tak wielkich kibli, żeby zmieścił się wydatny eko-zad i przestronna, nieekologiczna sempiterna Mariusza, pełna produktów przemiany, szczególnie wysokoenergetycznych związków organicznych..
pisuardessa i lejboy z burdelu
pisuardessa i lejboy z burdelu 15.04.2021, 10:08
Szalbierz zawsze musi zatrącić, jak nie o wiatrak odbytniczy z wałem osadczym, to chociaż o kawałek góvna w domu Lemana.
tabliczka bólu i wołania
tabliczka bólu i wołania 13.04.2021, 20:17
Nieznośne jest tkwienie w trzeźwości, gdy trzewia wołają o wódkę a umysł nie potrafi wygasić tego krzyku o wódkę. To jest stan, jak murzyn na polu bawełny dla uciszenia tęsknoty brzęczy sobie pod nosem jakiegoś prymitywnego bluesa.
ekologia praktyczna
ekologia praktyczna 14.04.2021, 09:44
Dostępność wódki jest praktycznie nieograniczona, nie ma reglamentacji jaruzelskiej, kupić można wszystkie odmiany od siwuchy, przez koniaki, winiaki, whisky, wina, piwo, aperitify. Można też w trybie "Grunwald 1410" wytworzyć własnym sumptem bimber. Dlatego jest poza sporem, że ochlapusy mogą realizować swoje posłannictwo do ubogacania panety w ślad węglowy, bo nic więcej nie można się po nich spodziewać prócz gazów trawiennych, dwutlenku węgla i wody pochodzących z utlenienia wódki i przerobu zagrychy w gnuśne piardy.
Mnemozyna
Mnemozyna 21.03.2021, 22:48
FP 2012-10-06 09:13:37
Rozporek w eko-kamerze
Czwartek, 04 Październik 2012 18:05
W ramach działalności "pro publico bono", oko kamery pilskich "ekologów" sfilmowało okolice rozporka ministra Szyszki. Oczywiście z ukrycia, a więc bez wiedzy filmowanego.

Ten niezwykle ważki dokument spoczął wraz z setkami innych w archiwum filmowym przy ulicy Wawelskiej w Pile, gromadzącym od lat dowody na "przestępczą" działalność Henryka Stokłosy.

Ci, którzy mieli okazję odwiedzić mieszkanie małżeństwa pilskich "filmowców", opowiadają o pokoju gościnnym, którego cała ściana zastawiona była skoroszytami i teczkami (efekt licznych wyjazdów rekonesansowych szpicy Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej oraz kilkuletniego wycierania sądowych ław i korytarzy) a także bogatym dorobkiem audio-video, zrealizowanym zarówno w terenie, jak i stacjonarnie, czyli na miejscu gościny. Bo - przypomnę - wyjątkowość gościny u Lemanowiczów (w tym u pani domu, na której biuście w zeszłym roku spoczął Złoty Krzyż Zasługi za "popularyzowanie idei państwa prawa") polegała na poczęstunku kawą, plackiem i ukrytą kamerą.

Teczek przeciwko Stokłosie miało być tak dużo, że niektóre walały się nawet w toalecie. Nie wiadomo tylko, czy ich lektura w tak intymnym miejscu miała ułatwić gospodarzom wypróżnienie, czy też zebrane materiały nadawały się jedynie do podtarcia wydatnych eko-zadów.
Mariusz Szalbierz

============================================
To wypracowanie dowodzi, że autor wypocino-wypierdziny był i widział, co jest gdzie w mieszkaniu Lemanowiczów. Bo przypomnę - wyjątkowość roboty Szalbierza polega na ciągłym szwendaniu się za Lemanowiczami. Poza tym, duupą do góry.
tramwaj z napisem конец
tramwaj z napisem конец 30.03.2021, 17:26
W takim razie jest to redaktor wydawca górnozaworowy, jak nowszy model auta "Pobieda" - Warszawa M-20.
ciekawska podfruwajka
ciekawska podfruwajka 30.03.2021, 17:28
Dlaczego M -20?
monter
monter 30.03.2021, 17:30
Podobno dlatego, że zmieściło się w tej bryce 20 osób na raz.
em20.
em20. 30.03.2021, 17:32
Dzięki. W takim razie można powiedzieć, że to mieszkanie na 20 lokatorów.
czas się zaczymał
czas się zaczymał 30.03.2021, 17:34
W przypadku Ceranowskiego trzeba uważać na żonę w ciąży.
toyota w lizingu
toyota w lizingu 31.03.2021, 15:58
Gdyby żona uważała, nie byłoby problemów z ciążą, w dodatku zagrożoną. A mąż spuścić litr żyjątek musi.
i tak od 2004 roku
i tak od 2004 roku 21.03.2021, 23:00
W lipcu i sierpniu 2013 Szalbierz z Utkinem szpiegowali w tucznie na kąpielisku "Plaża Ty i Ja". 18 sierpnia wychlali po piwie z sokiem (co jest profanacją piwa) na tej plaży w barku. Dostali paragony. To był najważniejszy akt ich roboty, żeby mogli wykazać swojemu demiurgowi, że byli tam, dokąd ich posłał.
o czym marzy dziewczyna
o czym marzy dziewczyna 24.03.2021, 16:51
Zaglądali sobie do rozporków, a tu dżdżownica przecięta szpadlem albo haczką na pół. A tyla czasu szukali i szukali, nawet po maxigra go. I nic, pani, nic!
tak, to ja
tak, to ja 21.03.2021, 11:19
Mariusz Szalbierz
2013-07-18 22:19:15
Przychodzi policjant do najpaskudniejszego internetowego opluwacza w naszym regionie z pytaniem o użytkownika komputera o takim i takim numerze IP, a opluwacz powiada na to, że nic na ten temat nie może powiedzieć, albowiem w mieszkaniu poza sprzętem komputerowym przebywa on, żona, syn i - uwaga! - dużo innych ludzi.

I żeby było jeszcze śmieszniej dodaje, że nie wie o co chodzi, bo nie zna się na sprawach technicznych.
A mogło się wydawać, że taki gość z "filmowej" rodziny to technikę ma w małym palcu, a nie w *** (duupie).
http://dzienniknowy.pl/fora/te…

A ten wciąż o duupie, palcu zapewne w duupie, żeby wydłubać niestrawiony groszek lub marchewkę. Nie wyklucza się palca jako mini wału osadczego do wiatraka odbytniczego. To marzenia wała wiejskiego z wiochy na peryferiach. On tu kwalifikuje kogoś jako opluwacza, a sam jest ***zem z duupą do góry.
Na marginesie* - nomen omen - dodaje się, że komunikat Szalbierza w części, którą można określić jako meritum jest przestępstwem ujawnienia danych z niezakończonego postępowania przygotowawczego.
* na marginesie - stała rubryka Mariusza Szalbierza w Tygodniku Nowym w czasie, gdy plugawił posłannictwo dziennikarza jako redaktor naczelny.

A ten wciąż o duupie...
A ten wciąż o duupie... 21.03.2021, 11:21
***zem; *** oznacza
ob
sr
yw
ac
ciekawska podfruwajka
ciekawska podfruwajka 17.03.2021, 21:34
Skąd on ma spodnie szare w kolorze szarym (Gray) a nie brown?
stary cheniek
stary cheniek 12.03.2021, 10:35
Mariusz, weź pójdź do Marka na Roswelta, ugadajcie się żeby zabanować jednocześnie Lemana, lemana, lemanowcza, lemanwoicza, lemanocza, itp, itd. Skaptujcie do tego Kamila z firmy KonArt (konfident artysta). Będziecie mieli spokój święty, jak w trumnie, w piramidzie faraona.
śmiech na pustej sali
śmiech na pustej sali 09.02.2021, 14:01
Mariusz jest chory na bluesa. To choroba przenoszona drogą płciową w krzakach i zaroślach przez murzynów zbierających bawełnę. Coś w rodzaju syfilisa i rzeżączki.
. nad j
. nad j 25.03.2021, 16:20
Dodatkowo należy dodać, że dodatnie opinie o bluesie uwiecznił Mariusz Szalbierz na swoim portaliku faktypilskie.pl manifestem: blues, to korzenie, reszta muzyki, to owoce. Coś tak nędznego może się zagnieździć tylko w umyśle kogoś bez pamięci i pełną niewiedzą. To gdzie jest Beethoven, Bach, Moniuszko, Strauss, Mozart, Grieg, Ravel, Chopin, Czajkowski, Haydn, Mendelssohn, Schubert, Wagner, Rachmaninow? Oni według Szalbierza są za Murzynami.
nieznany
nieznany 26.03.2021, 13:04
Za murzynami, fajne.

Raz Murzyni na pustyni...
o dópach
o dópach 15.02.2021, 18:44
Dzisiaj to już 520 dób (dóp) od chwili udekorowania ziemi białostockiej Szalbierzem.
Felek Zdankiewicz
Felek Zdankiewicz 08.02.2021, 18:02
Widzisz redaktorze, nie trzeba było przypiredalać się do Lemanowicza, kpić w redakcji z jasia hejterka, pisać o jego matce, że była kurvą. Masz przesrane, przejeebane, Umrzesz w hańbie jako śmieć mediów.
taki wpis wywalił naczelny wydawca ze swojego portaliku faktypilskie.pl
taki wpis wywalił naczelny wydawca ze swojego portaliku faktypilskie.pl 08.02.2021, 16:34
Kiedy u Mariusza pęknie żyłka, biegnie on do kuchni i wylewa posokę do gara. Przynosi z piwnicy kaszę gryczaną i cebulkę, z półki zagarnia smalec ze skwarkami. Pyta żonę, czy może ma okres, to by się przydało. Miesza wszystko, na patelnię i część od razu do paszczy a część do słoika po majonezie. Chociaż nie lubi kaszanki, wolałby karkówkę, z czegoś trzeba żyć: żona, córka, syn, wnuki, przyszywana z pierwszego miotu, mama, pies.
doktor Doktór
doktor Doktór 03.03.2021, 12:19
Baby z rocznika 1963 już nie miesiączkują.Może być jakaś patologia typu nowotwór szyjki macicy. Wtedy są krwawienia.
hehehe, hihihi, hahaha.
hehehe, hihihi, hahaha. 08.02.2021, 23:12
W temacie o pękniętej żyłce pojawił się wpis, który pewnie administrator skasuje. A brzmi on tak:"Posługa pogrzebowa płaczki - 75 zł plus 💩
Niesienie symbolu sacrum: krzyż - 75 zł, półksiężyc z zieloną książeczką 75 zł + 💩, swastyka od Maleńczuka - 75 zł + 💩💩💩💩💩, gwiazda Davida - 750 zł + 💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩, łopata grabarza - 75 zł + 💩, napis: "Mariusz......., żył 1962 - 2021 - za darmo + 💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩👍💩💩💩💩💩💩💩, trumna - worek plastikowy 7,5 zł + 💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩💩".
pilny obserwator
pilny obserwator 09.02.2021, 12:22
Razem 1132,50, taniocha odpowiadająca jakości trupa. Ale za to żałobnicy ponasrywali 87 kup i jedna rączka do wydłubywania zatwardziałych zatwardzeń.
ciekawska podfruwajka
ciekawska podfruwajka 08.02.2021, 23:15
Czy roschodzi się o felieton Szalbierza na portalu faktypilskie pod tytułem "Kiedy pęka żyłka w głowie…08:43, 25.01.2021"?
rozwianie wątpliwościciekawskiej podfruwajki
rozwianie wątpliwościciekawskiej podfruwajki 15.02.2021, 18:57
O to właśnie się roschodzi. Szalbierz by chciał, żeby Lemanowiczu jebnuła żyłka albo tętniczka we łbie.
Pijaki i opoje liczą na to, że człowiek nie zachlewający się, nie palący, nie szwendający się po burdelach zejdzie statystycznie szybciej, niż ochlapus kochający bzykać kurevki w burdelu, które roznoszą wszelką zarazę. Nie to co urzędniczka wracająca później z pracy. Statystyka poucza, o wiele szybciej schodzą opoje. A jak się doda nerwy że nie ma piwa na kaca, to jest prawie katastrofa w Czarnobylu.
Checkpoint Charlie
Checkpoint Charlie 08.02.2021, 17:59
Skąd ten archiwizator niewiedzy i zapomnienia wie, że "balonik - kondonik" oświadczył coś a nawet z dumą zameldował?
Stwierdzenie takiego zdarzenia nie jest niczym szczególnym w historii świata. Ale jak komu wychodzi, że 20/80 = 0,2, to prawidłowe odczytanie i zrozumienie słowa "tysiączek" należy ocenić jak postęp w tępym istnieniu totumfackiego pana Henryka.
ciekawska podfruwajka
ciekawska podfruwajka 08.02.2021, 16:36
Ale sam naczelny obrzucił lemana tym, co ma najlepszego w swojej miłosnej twórczości, czyli góvnem.
rower
rower 12.03.2021, 00:03
prawdopodobnie jest tak, że w kuchni koło pieca węglowego ma wiadro na defekacje i wykruchy kupy spod napletka tłoka czekoladowego. Dlatego ubogaca kogo się da, żeby się rozeszło po ludziach.Bardzo chętnie obrzuca góvnem przeróżnych onanistów, nielubianych dziennikarzy. Jest to właśnie miłość inaczej.
ratunku!!!!!
ratunku!!!!! 04.02.2021, 17:33
Chyba by było najlepiej wykasować cały ten portal i na nowo zrobić. Już raz tak Barabasz zrobił. Ocali w ten sposób swojego koryfeusza od szaleństwa. A przecież są wnuki, żona wracająca później z pracy,
bo zupa była za słona
bo zupa była za słona 12.03.2021, 00:04
Każdy powrót z pracy jest dobry, żeby zbluzgaćstarą przy obiedzie.
Pompka
Pompka 04.02.2021, 17:26
Pękła diabelska liczba 666.
Mały diabełek z wielkim organem
Mały diabełek z wielkim organem 04.02.2021, 17:29
O kurva, Mariusz wyrwie sobie teraz włosy łonowe z głowy. Według jego publikacji z kwietnia 2011 jest on organem kopulacyjnym na kaczych łapach.
a wszystko wychlali miejscowi opoje w pół drogi.
a wszystko wychlali miejscowi opoje w pół drogi. 04.02.2021, 14:15
Mariusz musi przeprosić za nazwanie matki Lemanowicza (Bakutilek na forum i-pila) kurvą (job twoja mać, w oryginale po rosyjsku: ëб твоя мать). I może umierać w pokoju (bez klamek). Bo jak nie, to i tak odejdzie na wieczną wachtę kolejkową po piwo na kaca.
nowoczesność w chawirze i oborze
nowoczesność w chawirze i oborze 12.03.2021, 00:07
Jest nowy styl istnienia ochlapusów - pijaków, żeby nie dopuszczać do kaca i ciągle być na haju, z flaszką za pan brat.
lm
lm 04.02.2021, 13:58
Mariusz Szalbierz oceniając swoje dzieła w związku z elukubracjami, wypocino-wypierdzinami zauważył publikowanymi w Tygodniku Nowym, ulotce Faktypilskie oraz na portalach dzienniknowy i faktypilskie ustalił, że Lemanowicz ma jakiś psychiczny feler, bo pamięta na przykład plugawe wpisy Szalbierza i je krytykuje. Kiedy przed sądem Szalbierz zeznaje lub wyjaśnia, że on nie pamięta i nie wie, co najprawdopodobniej uważa on za normę intelektu, to gość, który wie i pamięta jest walnięty.
poprawka
poprawka 04.02.2021, 14:01
Mariusz Szalbierz oceniając swoje dzieła w związku z elukubracjami, wypocino-wypierdzinami publikowanymi w Tygodniku Nowym, ulotce Faktypilskie oraz na portalach dzienniknowy i faktypilskie ustalił, że Lemanowicz ma jakiś psychiczny feler, bo pamięta na przykład plugawe wpisy Szalbierza i je krytykuje. Kiedy przed sądem Szalbierz zeznaje lub wyjaśnia, że on nie pamięta i nie wie, co najprawdopodobniej uważa on za normę intelektu, to gość, który wie i pamięta jest walnięty.
lm
lm 04.02.2021, 17:20
Faktycznie, kto odstaje od powszechności zapomnienia i niewiedzy roboli-żurnalistów, pieszczochów miejscowych mediów, jest jak ten malowany ptak Kosińskiego (Lewinkopf). Nie pasuje. Trzeba go zachlastać, zarąbać, uznać za świnię, góvno, łajno, chama, prostaka, kameleona. Kto jest tym klasyfikatorem? A Szalbierz z kumplami od Kolegium Redakcyjnego, Ciechanowski nieświętej pamięci, Barabasz fałszerz danych do spółki z Zdunkiem, Utkin szpieg na plaży ty i ja, Noska wraży zombi komuny, kłamczuch medialny.
inteligent
inteligent 02.02.2021, 19:11
Czytam, i oczom nie wierzę: „Od 15 września Mariusz Szalbierz, były redaktor naczelny "Tygodnika Nowego". Jest bowiem rok 2019. Szalbierz był naczelnym Tygodnika Nowego w latach XI 2004 – IX 2007. Jak w głowie tego tytana niewiedzy i niepamięci mogła przetrwać informacja tak błaha, nieważna, bez znaczenia dla świata?
Eros i Psyche
Eros i Psyche 04.02.2021, 14:07
No, to kurde jest dwanaście (12) lat. Może to być nieodnotowana w nauce wybiórcza dewiacja pamięci.
Są rzeczy, które nie śniły się filozofom i terapeutom alkoholowym.
widz
widz 01.02.2021, 10:47
Jak widzę, żeś się zabrał za dalsze raszplowanie Mariusza nie na Szydercach ale w jego norze chwały blusowej.
jest o czym pisać
jest o czym pisać 01.02.2021, 11:22
Raszplowanie Mariusza, to coś w rodzaju sado-maso. W redakcjach i konwentyklach muzykantów różne rzeczy dzieją się. Chlanie flaszek, koniaków, żarcie ciasteczek, bliskie kontakty trzeciego stopnia z przechodzonymi redaktoryniami. Czasen trafi się jaki tw Wiktor lub tw Aleksandra.
Ogólnie, ekscesy bara-bunga w pijanym widzie jako stały fragment gry integrującej zespół są czymś zbliżonym do raszplowania a stare rury ciągle na gigancie iprzymusie ruchania nazywane są często raszplami.
o odbytniczym wale osadczym
o odbytniczym wale osadczym 26.01.2021, 13:30
Mimo, że to kawał wała
Mariuszowi cześć i chwała.
limeryk
limeryk 31.01.2021, 22:36
W Białośliwiu całkiem nowy
Mają tłok czekoladowy.
On z wiatrakiem w cyklu działa
Zbędna jest Mariusza pała.
A synuś zawsze gotowy.
nieznany
nieznany 26.01.2021, 13:31
Dobre....
Maciej i jego pedał
Maciej i jego pedał 10.01.2021, 19:41
Czy to internetowa menda?
https://www.youtube.com/watch?…
03-03-2019 15:13:00

arch 131
facebookFACEBOOKtwitterTWITTERwykopWYKOPkomentarzeKOMENTARZE
KOMENTARZ (211)
Dodaj komentarz
wywiadwywiad20:41, 03.03.2019

3 1


NY: Panie Łukaszu, rozmawiamy dzisiaj w Stanach, powiedzmy, że w Nowym Yorku, o sytuacji w Waszej rodzinnej firmie Muraflit. Szczególny nacisk chciałabym położyć na zagadnienie bezpieczeństwa i organizacji służb odpowiedzialnych za właściwy stosunek pracowników do własności. To tak na początek. Kto rządzi w tym ważnym sektorze?
ŁB: Do własności przywiązujemy wielką wagę. To podstawa. Mój ojciec ufundował, dla podkreślenia znaczenia własności w rozwoju cywilizacji łacińskiej, kamień chwały po wydarzeniach roku 2004, kiedy to ekipa dziennikarzy wrogich naszej firmie rodzinnej naruszyła nasz mir domowy. Ufundował, to za duże słowo. Ustawił i kazał przykręcić tabliczkę z napisem. Wydobyli go z ziemi ludzie przy kopaniu dołów na zdechliznę. To jeden z podsystemów utylizacji naturalnej. Do zapewnienia integralności terenu będącego w naszym władaniu stworzyliśmy system ochrony o strukturze, której całość zna na razie tylko ojciec. Ona, ta struktura, jest oparta na sposobie funkcjonowania rzymskich legionów. Są jakby trzy szeregi tego systemu zabezpieczeń. Piołuniak był szefem Stoneckiego, czyli Stonecki był zastępcą odnośnie całego Muraflitu. Oni też muszą być kontrolowani. Człowiek słaby jest. Targają nim różne emocje i porywy, pazerność ma swój udział w tym, że trzeba mieć na oku wszystko, każdy szczegół. A jeszcze sprawy damsko- męskie, majtkowe. Tam była taka scysja: Piołuniak podobno się księgową Bromczy - mego starego - dosyć blisko opiekował. Prezes Bromcza - tak go nazwę rodzinnie - wywalił go z zakładu pracy. Ale ten miał jakieś naciski na ojca, bo dostał pracę w Baraniorogach, czyli oni się podzielili. Stonecki został tutaj jako ochrona, a Piołuniak poszedł do Baraniorogów, czyli za Poznań. I prócz tych dwóch firm, czy raczej dwóch struktur bezpieczeństwa, które są obecnie, jest trzecia grupa. To pewniaki, najwyższa skala wtajemniczenia, trzeci szereg, ale tylko na telefon prezesa Tadeusza Bromczy. I ona przyjeżdża i może kontrolować ich, te dwie grupy i robić tego typu rzeczy z ludźmi, a więc bić, nie bić, stosować psychoanalizę według norm radzieckich. Normalnie oni robią wszystko to, co on sobie wymyśli. Na granicach prawa - ojciec tak mówi - ale to jest jeszcze gorzej, to nigdy nie jest na granicy prawa. Prawo, to on, król słońce, absolutna władza. Dziś bez immunitetu, ale przyzwyczajenie robi swoje. Piołuniak wrócił po jakimś czasie, bo on ma jednak jakąś tam bazę, ma firmę patrolową Rota, czy Czujka, coś takiego. Ma chyba na niego jakieś haki, ale też podobno jest szczerze przywiązany do taty, po prostu go kocha, jak pana. Wrócił, bo Stonecki ostatnio osłabł, jest mało wydajny. Może go tatuńcio wykopać, tak myślę, że już niedługo. Oni są pewni, bo nigdy nie są pewni, dnia ani godziny. Taki system jest, dobry.
NY: Czy w tych grupach są jakieś kobiety, bo ludzie mówią o kobietach?
ŁB: U Piołuniaka i Stoneckiego mogą być kobiety, natomiast w tej specjalnej grupie, tam są sami faceci. To są kaprale i inne szarże, przeważnie wysoko ponad podoficera, zdaje się, którzy gdzieś skądś z pracy wylecieli.
NY: Czy wiesz o tym, że oni używali przemocy?
ŁB: Przemocy używali, bo od tego są. Na pewno robili łomot dla Marka Laurowskiego. Zbili tak strasznie, że nie masz pojęcia. Jeszcze chcieli z niego zrobić ?gumowe ucho?. Stary był pewien, że się przyzna do tego, czego nie zrobił. Takie cuda się tu dzieją, w naszym zakładzie pracy. Nazwisk dwóch innych osób nie pamiętam. Był również taki Piwski, marynarz. Mówił, że ma dość morza, chciał się zaczepić na lądzie. Żona, dzieciaki, wiadomo. Był kierowcą. Kiedyś wiózł indyki. Nie zmieścił się pod wiaduktem i przyczepa się wypięła. Wzięli go na rozmówki. Przez dwa dni go lali i podtapiali w Smokowcu, gdzie tatuś Bromcza i jego brat rodzony Stefan mają stawy rybne. Na takim stawku można popływać, jak na Pacyfiku. Chłop był tak zbity, jak Chrystus na Golgocie. Odpuścił sobie. Wrócił na morze.
NY: Porozmawiajmy jeszcze na temat pobić i wymuszeń. Słyszałam, że są w Kadawrzewie takie sytuacje, że ktoś kupi samochód nowy czy używany, od razu jest podejrzewany, że kradnie i ma robioną rewizję.
ŁB: A jakże. To oczywiste. W naszym terenie działania nikt nie może sobie robić, co chce. Musi być porządek. Jak ktoś wyłazi ponad stan, to jest podejrzany.
NY: Wiesz coś o takich sytuacjach, że rewidowali komuś gospodarstwa?
ŁB: Wpadali, grupa Stoneckiego, czy Piołuniaka, albo razem i sprawdzali paliwa do ciągników rolniczych, czy na czerwonym paliwie jeżdżą, paszy czy nie mają za dużo, albo warchlaków. Przedtem byli bici, jak nie chcieli na teren swojego gospodarstwa wpuścić. Grupy zabezpieczenia zakładu, tak to nazwijmy, wchodziły ?na żywca?. Bo chłopcy czuli się bezkarnie odnośnie tych rzeczy, tych wizyt gospodarskich, niezapowiedzianych. Oni jak sobie kogoś tam wymyślili, jechali z nim ?na wydrę?. Tatuś, jeśli kogoś przyjmuje, to już z założenia ma go za złodzieja.
NY: Jak on traktuje ludzi w pracy?
ŁB: On jest teraz mało dostępny dla ludzi tych od obsługi bezpośredniej w zakładzie, kiedyś była garstka osób, jak ja byłem zielony i młody, to było jeszcze w miarę. A na dzień dzisiejszy on tylko dyryguje. Czyli naciski robi na kierowników, kierownicy na ludzi, to jest po prostu obóz. Obóz pracy. Ludzi się wyrzuca, nie patrzy się czy jest jedynym żywicielem rodziny, czy dzieci będą płakać, jak rzecz.. Na to nikt nie patrzy. Miałem tego dość, ale go rozumiem, a jak się zastanowić, to trzeba trzymać to wszystko za ryj, *%#)!&
NY: Czy przestrzegane są przepisy prawa pracy?
ŁB: No, co Ty? ?Przepisy prawa pracy, które to nasze państwo, nasz rząd ustalił, to ustalił dla kraju i dla niektórych ludzi, a ja w swoim zakładzie pracy ustalam własne przepisy? ? tak powiedział ojciec, było to dawno powiedziane, po senatorsku. I według swoich przepisów postępował. Jeśli ktoś się postawił, od razu został zwolniony. Reszta jest cicho. Na zasadzie, że nie daj Boże się wychylić, bo od razu do księgowości po świadectwo pracy i zwolniony.
NY: Zwykle człowiek pracuje osiem godzin, a jak jest u niego?
ŁB: Powinien, Powinien. U niego, starego: piętnaście, szesnaście. Niektórzy kierowcy nie wracają do domu po tygodniu, po półtora tygodnia. Przyjeżdżają, robią rozliczenia, rozładunek. Rozliczali się z pieniędzy, bo kiedyś dostawali pieniądze, ale teraz jest inaczej z kasą. Trzy, cztery godziny pośpią na terenie zakładu, byle jak w kącie. W tym czasie księgowa robi rozliczenia, zapisuje. Tankowanie i z powrotem w trasę. U starego nigdy nie były przestrzegane godziny pracy. A kierowcy śpią i jadą.
NY: Ile kierowca pracuje godzin miesięcznie?
ŁB: Ponad 300, 320.
NY: Czy byliście kontrolowani przez policję?
ŁB: No jasne, że tak. Tato za wszystko płacił. Kierowcy tylko zbierali punkty. Punkty karne, nic więcej. Na głównych trasach, na gigantycznych rzeźniach jest wszystko opłacone. Nawet służby Kontroli Ruchu Kołowego w ogóle nas nie kontrolują. Wszystko jest opłacone z góry. Jeżdżą kierowcy, przecież oni wiedzą, że jadą z materiałem niebezpiecznym, powinno być na wozie przynajmniej dwóch kierowców, takie są przepisy, żeby można było pracować non stop. Nikt tego nie przestrzega. Wszyscy są opłaceni. Tylko jest napisane Muraflit wszyscy przejeżdżają. Ładunki bardzo często przekraczają dopuszczalną masę całkowitą pojazdu z przyczepą, z kierowcą włącznie. Po osiem, dziewięć ton jest przekroczony ładunek, od zawsze. Tam tego nikt nie przestrzega. To jest inny świat. On wszystko załatwia. Firma, to on. Przyjrzyj się, wszystkie samochody, autobusy, cysterny, nawet kontenery na śmieci są opisane wielkimi literami: Tadeusz Bromcza. A logo firmy? Takie zakręcone, nieczytelne, blade. Jak kto nie ma wprawy w czytaniu, a takich jest większość w naszym kraju, to nie rozszyfruje, co się kryje pod tymi splątanymi literkami. Natomiast Tadeusz Bromcza wyraźne do bólu. To się wcina w te biedne głowy na amen. Tadeusz Bromcza, koniec świata.
NY: No dobrze, ale kiedy jest tak, że on wszędzie się opłaca, to czy jemu się to opłaca? To opłacanie też ma jakieś granice, bariery zdroworozsądkowe?
ŁB: Ekonomia jest taka, że jak wieziesz ładunek, którego koszt transportu, gdyby te ścierwo wieźć zgodnie z ładownością, jest dodatkowo tysiąc, a ty dajesz łapówkę dychę, to się opłaca. Tu nie ma nic za darmo. Kasa rządzi.
NY: Czy prawdą jest to, że szef, jak jest, wpada do zakładu po południu i zwalnia ludzi po pijanemu?
ŁB: On nawet nie musi być pijany, po prostu ma kaprys i ktoś mu się nie podoba, bo w danym czasie czegoś nie wykonuje, to on go wywala. On się go pyta:, ?Co pan robi? Na jakim stanowisku pan jest?? Na takim i takim. ?Co pan tu robi?? I jak mu się źle wytłumaczy, to po prostu mówi: ?Pan pójdzie do księgowości i pan już nie pracuje?. Jak to słyszy reszta no, to wszyscy się trzęsą i mocz trzymają albo leją po nogach, bo się boją wyjść, jak on jest na obiekcie produkcyjnym. W firmie są robione polowania na ludzi, na wyrywkowo, jak w totku: Padły dzisiaj następujące numery: taki i taki. Ojciec wchodzi i tego, i tego należy wyrzucić, pokaże palcem! Albo rozstawia, przestawia: Taki ten tu za długo pracuje, już jest za mądry. Na inne stanowisko są przerzucani, żeby nie wiedzieli, jaka jest sytuacja. Rzeźnia, to w ogóle jest historia, tam to się różne rzeczy dzieją. Nie wiem, czy są jeszcze deputaty, po tym, jak przegrał senatora? Co się ludziom daje? Są kurczaki, zielone ze spadów, płuka się w jakimś roztworze i to ma iść do ludzi naszych zakładowych, czyli na deputat. Najgorsze ścierwo zawsze jest wydawane na deputat dla ludzi. Była taka pani, dość dawno, która powiedziała: Szefie nie można tego dawać. Była kierowniczką tego działu, który deputaty wydawał, Magdalena, niziutka, jak się wjeżdża do Brodzianki, to willa zaraz po lewej stronie. Ona teraz w Tartacznie pracuje. Ona też dużo przeżyła przez to, że się postawiła. O ten deputat ją Bromcza wyrzucił. Bo ona biorąc towar na deputat brała wszystko bardzo dobre i on swego czasu wpadł i ?Co to jest? Co to jest? Co to jest? ? ma taki nawyk w wypowiedzi, że zawsze trzy razy powtarza - to ma iść do sklepu, a te pozostałości z poniedziałku - czyli te wszystkie zrzuty, które przywożą samochodami - to ma iść do ludzi na deputat?. A ona mówi ?Ja tego nie dam, bo to jest zepsute? On: ?Proszę tak zrobić, żeby to wszystko było umyte i to ma iść do ludzi, do ludzi, do ludzi?. A ona powiedziała, że nie będzie tego robiła w życiu, to jej powiedział: ?Proszę iść do kadr i się zwolnić?. Tak ją załatwił. Tu jest wiele machlojek. On jest jak Dyzma. Ja myślę, że tak robiąc osłabia ducha i siły ludzi. Przecież oni to muszą przerobić w swoich brzuchach, te toksyny i syf. *%#)!& jak konie po świeżej koniczynie.
NY: Pan prezes Bromcza trzyma zwierzynę płową. Czy tam się odbywały polowania?
ŁB: Jak sobie popiją, strzelają do dzików, do wszystkiego strzelają. Swojego czasu kupił jelenia Kubę z zoologu. Kuba zaatakował Cecylię drugą żonę, moją macochę. Poszedł do domu po pistolet i zabił, tego Kubę, na jej oczach. Kórtka go trzymał za rogi i się z nim mocował. Kórtka to jest prawa ręka tatusia, ten z Oświęcimia. Jest nadzorcą, nie wiem, czy bywa, czy nie bywa, czy żyje. On między innymi rzeźnie załatwiał w Oświęcimiu. Kilkanaście samochodów było danych do roboty na tym terenie Oświęcimia. Nie wiem, czy mu wyszło, ale on, ten Kórtka chciał coś też ukręcić dla siebie. Takie mam doniesienia od moich zaufanych. Jeszcze ma syna stamtąd w naszej firmie. Samochody zwoziły stamtąd padlinę na jedno miejsce, pewnie gdzieś na polu. I tam przyjeżdżają dwa duże, nasze samochody- kontenery. Kiedyś wszystko leżało na polu, przyjeżdżał dźwig i ładował to ścierwo cuchnące, buzujące, jak świeże wino, czy wstrząśnięty browar, kapiące i kipiące zdechliną. NY:Głośno jest w tym okresie o zadołowaniu jakichś zwierząt, które popadały w czerwcu, lipcu. Jak to jest, tak naprawdę?
ŁB: To, co opisujecie i macie zamiar opisać odnośnie padliny, to jest fakt. W lipcu ojciec sam pokazywał, gdzie mają zakopywać, na tym polu koło drogi, tego nie ukryje. Wszędzie leży tego ścierwa. Od lat ziemia jest struta i chora. Tymi szambami, nie szambami, padliną, sadzą ze starej kotłowni. Mimo, że jest utylizacja, szamba wylewa się na ziemię. Te wszystkie wirówki, które przyjechały ze Szwecji, Szwajcarii, czy skądś tam, wszystkie się one tutaj zapychają, a koszty tych filtrów i innych są znaczne. Jak się na wszystkim oszczędza? Na przykład; przy za niskiej temperaturze rośnie lepkość, wypadają z roztworów substancje stałe, rwą się sita i *%#)!& zimna. Prezes Bromcza ? *%#)!& sknerus nie rozumie tego, przecież inżynier, a nie potrafi liczyć dalej niż do końca nosa. Taką ma perspektywę. Mimo, że są dotacje. On dotacje dostaje, tam są pewne sytuacje ukrywane, przychodzi żywa gotówka, a ścieki i tak są wylewane w pole! To jest interes!
NY: Dlaczego tak śmierdzi w okolicy zakladu?
ŁB: Kiedyś był zbiornik z tyłu zakładu, za utylizacją. Miał ok. 60 tys. litrów pojemności. W mieszadłach jest podawana sucha para przegrzana do napędu ślimaka. W zbiorniku, tam gdzie się przeprowadza utylizację w środku chodziło to mieszadło - podajnik, napędzane suchą parą, od 180-220 stopni. Ta para oddaje energię i się skrapla, idzie rurkami do tego zbiornika. Wracam do tego mieszadła, jest tam taki autoklaw, tam też są rurowe wymienniki ciepła. Te rurki przechodzą przez skraplacze i w tym zbiorniku dużym 60 tys. litrowym gromadzi się woda. Woda jest gorąca, prawie, że wrzątek. Tą wodą gorącą zmywa się samochody wożące padlinę. Ta woda idzie w kanał, ona na pewno nie trafia na oczyszczalnię ścieków. Lecą te trupie jady prosto do rzeczki, do kanału z pominięciem oczyszczalni. Jest też dodatkowe zanieczyszczenie środowiska. Ta woda ma podwyższoną temperaturę. Wlatując do małego strumyka zmienia znacznie środowisko, bo dyssypacja ciepła jest utrudniona w małych zbiornikach. Wracam do tego, dlaczego to śmierdzi. Swego czasu przed tym skraplaczem był jeszcze jeden zbiornik, o grubości blachy 30-40 mm i to rozwaliło z jakiegoś powodu. Czy gdzieś po drodze rurki się przytkały, ciśnienie wzrosło w tym zbiorniku, może był gdzieś wadliwy spaw? Wypadki i katastrofy zawsze są skutkiem złożenia się kilku niekorzystnych czynników. Tak musiało być i tym razem. Dość, że *%#)!& i szczęście, że tam nie było kierowców, bo byłyby ofiary śmiertelne. To było gdzieś w 1993-94 roku. Ja byłem szczaw, ale dobrze to pamiętam. I wtedy nie śmierdziało, nie aż tak. Ten zbiornik spełniał jakąś dodatkową funkcję, coś istotnego, jakiś separator to był, czy co? Stary Bromcza stwierdził, że koszt naprawy byłby ogromny i po prostu omija ten problem. Idzie to w nocy, ten zapach - odór, który smrodzi w Tartacznie, jak wiatry są nieprzychylne, ze wschodu na zachód. Tylko, że sprawa wraca. Ci tak zwani ekolodzy, chociaż według mnie to zbiorowisko patałachów, jednak wymusili, że musimy instalować urządzenia, co da pewien efekt pozytywny dla środowiska, szczególnie powietrza. To kosztuje. Wtedy też kosztowało, ale świat idzie po cienkiej linii ekonomii, zysku, a z drugiej strony świat jest jeden. To stary musi zrozumieć. Ja go namawiałem na to, że należy nowy zakład tak przygotować, żeby nikt się nie mógł przyczepić. Ale on ciągle jeszcze liczy na stare układy. I one są. To się łatwo nie rozpadnie.
NY: On wyłącza te filtry?
ŁB: No właśnie, *%#)!& tatunio wyłącza wszystko, żeby oszczędzać, bo porządek jest zbyt drogi. Non stop jest to robione. Rozłącza filtry i wirówki na utylizacji i przy ściekach, koszt obsługi filtrów jest zbyt duży dla niego. To idzie tylko na pokaz, kiedy wie, że jest inspekcja i jest to włączane, a inspektorzy widzą, że wszystko jest w porządku. A jak odejdą, to idzie telefon: ?Wyłączyć wszystko?! Taka jest zasada, ale ta zasada jest z głębokiej komuny i przestaje być. Nie ma już 20 -tego stopnia zasilania.
NY: Czytałeś artykuły. Czy Cię to dziwi, to bicie, obcinanie palców?
ŁB: Bicie pasami i kopanie, wspomniałem Ci o tym Marku Laurowskim. To mnie w ogóle nie dziwi, bo to było i jest na porządku dziennym. Ale ludzie się bali o tym mówić. Natomiast Laurowski powiedział o tym innym, że ta sytuacja go spotkała. Jeszcze wstawiał się za paru kolegów. Czyli oni się zebrali i zaczęli sobie opowiadać. To niebezpieczne jest dla firmy, bo wygląda na związki zawodowe. Tak one się tworzyły kiedyś tam. Historia się powtarza. Nie można sfolgować, bo chwila nieuwagi i jesteś za burtą. Ta spec grupa, ten trzeci szereg, czy odwód, jak ich tam zwał, tych robotników w taki, a nie inny sposób traktowała. Taka funkcja konieczna jest i dlatego się płaci i się opłaci. Z tym chłopakiem, co mu odleciał palec, to było niepotrzebne. On nie był od nas z zakładu, tylko mieszka na terenie oddziaływania naszej firmy. Mogli tam być za pierwszym razem na rozpoznaniu Piołuniak ze Sławkiem Hinduskiem ? moim przyszywanym niby bratem, który rządzi w tym miejscu. Na egzekucję pojechał sam Piołuniak, zabrał wykonawcę z Poznania,i puścił go samego z zadaniem. To gość z trzeciego szeregu, specsłużba po weryfikacji. Dwóch, to za dużo do takiej roboty. Dyskrecja to podstawa, a wtedy rozeznanie było już pełne, że chłopak jest. Ja się nie podpisuję pod tymi metodami i u mnie Piołuniak by wyleciał pierwszy. A stary to uwielbia. Lać i pytać, pytać i lać! Teraz w Baśkach chyba nikt nie pójdzie kraść do gorzelni. Ta sprawa opisana w prasie o biciu złodziejaszków węgla z Chudoby, to jest stała metoda. To jest przesłuchanie trzeciego stopnia, dojrzewalnia w garażu.
NY: Wracając do Marka Laurowskiego, czy było widać, że Laurowski był pobity?
ŁB: Było widać? Ja osobiście nie widziałem, bo dawno to było, ale mam swoje wtyki też i oni mi donosili także o starych zdarzeniach. Mam raporty pisemne, co podają, że był pobity, wystraszony, opuchnięty, sińce na nogach, skopaną dupę. Swego czasu była jeszcze inna historia, której nie zapomnę, ktoś doniósł staremu Bromczy, że kradną paszę. Ojciec zrobił samosąd, pozamykał ich w magazynie, tam mieli dotąd siedzieć, dopóki się nie przyznają i nie wskażą prowodyra. Nie zadzwonił na policję, jak powinien, on ma swoje po prostu założenia zakładowe. Dyktuje, co mają pisać, do czego się przyznać, albo Piołuniak każe, co ma być w oświadczeniu o przyznaniu się. On nie chce, żeby coś wyszło na zewnątrz, poza zakład, bo obawia się dziennikarzy i rozgłosu. Ma być po cichu. Ale robi błędy i niektórzy mu zrobią koło pióra. W dzisiejszych czasach nie trzeba zamykać, dołować gdzieś podejrzanych, bo cię oskarżą o uwięzienie. Wystarczyłoby posadzić na korytarzu. Drzwi otwarte, ale brama zamknięta. Takie przepisy. Ja cię nie zamykam, a i tak nie wyjdziesz. Przegina stary, bo stary. Człowiek, który dostanie, a się nie przyzna, to natychmiast się bierze go i przestawia na swoje tory, proponuje mu się wypłatę na lewo miesięcznie do ręki pieniądze, bo on więcej widzi niż właściciel firmy tatuś prezes Bromcza. I go próbują jego psy przerobić na donosiciela. Takich ludzi jest wielu. Takich, którzy zostali zbici, nie przyznali się, ale w domu jest bieda i poszli na taki układ, bo się ich wtedy straszy, że będzie zwolniony i nie będzie miał nic. A niektórzy, tak jak ten Marek Laurowski, nigdy w życiu nic nie ukradł. To służby dały ciała, z rutyny i w ciągłej pogoni za wynikiem. Po prostu jak się nie ma wyników, to taka służba detektywistyczna, jak się to szumnie nazywa, musi się do prowokacji posuwać, żeby coś było, żeby stary sknerus widział, że się pracuje. Tak, to jest oparte na przemocy, strachu, jeden drugiego naciska, a ludzie na tym niesamowicie tracą.
NY: Znaczy firma jest oparta na strachu?
ŁB:. Na bardzo dużym strachu. To podstawa działania. Stary steruje rynkiem pracy w tym regionie. Każda oferta inwestycji zwiększającej poważnie zapotrzebowanie na pracowników idzie najpierw do senatora. On wyznacza, kto ma być. A ma być Muraflit i długo, długo nic.
NY: Gdyby grupa detektywistyczna nie miała wyników, to też byłaby zwolniona?
ŁB: Hipotetycznie taka sytuacja jest do wyobrażenia. Ale się starają, żeby byli złodzieje. Na pewno parę osób zostało by wtedy zwolnionych. Bo oni są w tym momencie niepotrzebni. Jeśli nie ma złodziei i nikt nie kradnie, to po co taka grupa? I Bromcza ? sknerus wymienia ich od razu. Tacy ludzie nie pracują po 300 godzin. Oni są non stop w odwodzie, tylko czekają, żeby się coś udało. Niektórzy chcą się jeszcze dorobić na boku, sami kradną. Tak przynajmniej twierdzi ojciec, że nie można popuszczać. Dlatego jest ten trzeci odwód, tych do specjalnych zadań, na telefon od taty.
U nas trzeba iść innym krokiem do pracy, jak junak. Jak idziesz za wolno, to już nie masz chęci do pracy. Tak myślą te psy od Piołuniaka i Stoneckiego. Oni jak cię poklepią po plecach, to dlatego, żeby zobaczyć, czy jesteś spocony. Stara amerykańska szkoła od Forda. Pracownik suchy, to leń. Od razu jest naciskany. Tutaj jest wszystko na zegarek obliczane. Nie ma czasu. Człowiek, kiedy jest na linii, musi mieć zastępstwo kogoś, kto wskoczy na miejsce jak trzeba się załatwić. Nie daj Boże jakby prezes tatunio zobaczył, że idziesz, pyta: ile razy pan już był się załatwić, proszę pokazać kieszenie? Byłeś w nieodpowiednim momencie w nieodpowiednim czasie? Jesteś zwolniony! Taki reżim.
NY: A choroba?
ŁB: Choroba nie wchodzi w rachubę. U nas jak człowiek choruje, to jest od razu wykreślany, kasowany automatycznie. Chory pracownik, to dla nas duży kłopot, a jeszcze chory na jakieś choroby grożące długim zwolnieniem, jakieś zasłabnięcia, złamania, upadki z uszkodzeniem, wypadki przy pracy, skaleczenia. Skaleczenia w naszej specyficznej branży bardzo łatwo ulegają infekcji. Potem skutki bywają bardzo ciężkie. Taki pracownik jest prowadzony w ten sposób, by wyeliminować go i wymigać się od odszkodowań itp. Wywozi się takiego za zakład, żeby nie w zakładzie, żeby w domu, na ulicy, ale nie w zakładzie! Tak się robi, bo... Chyba, że jesteś pracownikiem z długim stażem i jesteś na takim stanowisku, że mógłbyś po zwolnieniu ojcu nabroić, to wtedy zostaniesz. Ale jeśli jesteś zwykłym pracownikiem, to jesteś wyrzucany. Żeby zastraszyć innych ludzi. To jest taki bat. Bo jeśli zwolniono kogoś, kto nic nie zrobił, a tylko źle się poczuł, to reszta ma się pilnować. Porządek musi być. Koszty zawyżają. Przecież firma, to nie ochronka.
NY: Tam jest lekarz zakładowy i pielęgniarka..
ŁB: Pielęgniarka jest opłacona i tak jakby badała szczura za ogon, rusza się, znaczy żyje, oddycha i następny, jesteś zdrowy, czasem nawet stetoskopu używa, ale zawsze zdrowy. Tam jest hurt zdrowotny.
NY: A doktor Lew Kagańczuk?
ŁB: On jest kupiony przez mojego ojca, Tadeusza Bromczę. Dla niego każdy jest zdrowy, a jak jesteś chory to musisz być zwolniony. Właściwie, to on nie leczy, tylko uznaje, że jesteś zdolny do pracy. Anemików u nas nie ma. Wybieraj. Albo choroba, albo praca.
NY: A z tą padliną? To się często zdarzało, że ją dołowali?
ŁB: Przecież moc przerobowa była taka a nie inna, a padlinę zwożono setkami, tysiącami ton. Jak burze były, to nie szło tego przerobić. Te zwierzęta puchły. Procesy gnilne jak się zaczną, to dodatnie sprzężenie zwrotne, to się samo napędza, nie można tego stłamsić, przyhamować. Te mokre zwierzęta, nadymane gazami rozkładowymi były zakopywane pod ziemią. I wodami gruntowymi to wychodziło i dalej będzie truło i wyłaziło. One nawet czasem same się wyflotowują spod ziemi i jak były zakopane na metr, po jakimś czasie są pod samą powierzchnią, jak nie pękną. Tylko oczywiście weterynaria państwowa, brała pieniądze i przymykała oczy. Można sprawdzić, chyba, że jest to ukryte. We wsi Fordzianka poszły ścieki z pól wokół jeziora. Jakiś gość miał agroturystykę, wszystko umarło, wskaźniki zanieczyszczenia wody ponad sto razy przekraczały normy polskie. Facet padł, jak kawka. Procesuje się o odszkodowanie, ale prędzej wyschnie Wisła, niż sprawa się zakończy. To ciągną nasi ludzie, chyba z sześć lat. Drugi raz to samo jezioro zatruliśmy dwa lata później. Wyginęły wszystkie ryby, szczególnie różanki. One są pod ścisłą ochroną gatunkową i tu może być kłopot. Wylaliśmy świeże ścieki na pole w takiej ilości, że nie zdążyły wsiąknąć i zalały całe podwórko u jednych ludzi we wsi Porodowo. Musieliśmy im wozić wodę do picia, bo studnia też była struta. Na Równołące, tam gdzie sobie wędkarze zrobili jezioro, wodami gruntowymi ten syf wypływał i zatruliśmy jezioro. Można to sprawdzić u wędkarzy. Ja nie wspominam już o jeziorze Snopcze, bo nawet mi jest żal. Ruina, gnój. Tam kiedyś sam się kąpałem. Teraz strach zanurzyć but. Do dnia dzisiejszego, rurociągi są tak skonstruowane, że wiele rzeczy, urządzeń tworzących koszty jest omijanych, co czyściejsza woda idzie bezpośrednio do strumieni. Sanepid ją bada wtedy, kiedy stary ma na to ochotę. Bo na 100% wtedy jest czysta. Wtedy wkłada do strumienia karpie, od lat tak robi i od lat ci, którzy chcą się nabrać, nabierają się. Żeby jego ludzie robili zdjęcia, że to jest czyste i prawdziwe. Ten hipokryta to tak nazywa, naturalny barometr. Jak pływają karpie, to jest woda zdrowa. Te karpie były wrzucane tylko na pokaz, jak jest wszystko pozakręcane, dla sanepidu i innych ludzi. Karp jest tani, a porządek drogi. To jest fałsz niesamowity, ciągle skuteczny.
NY: Dlaczego tak jest? Jest policja, Sanepid, inne służby..
ŁB: Policja jest skorumpowana, ludzie na najwyższych stołkach, nie zwykli policjanci, sama góra. Nawet wiemy, kto jest z agentury i go obrabiamy, wpuszczamy maliny.
NY: Brali udział w jakiś przyjęciach?
ŁB: Gumowe ucha nie. Góra bywa często zapraszana na przyjęcia i polowania do jaśnie wielmożnego senatora Tadeusza Bromczy, mojego tatusia. Dokoła Kwakowa po lasach, zagajnikach można bardzo często ich zobaczyć jak leżą głową w sałatce, bo już nie dają rady więcej wypić. Wiesz, jak facet jest dla przykładu nieprzekupny, taki twardziel Chuck Norris z przeceny, bierze się go na początku na jakąś imprezę i zaczyna temperować. Żarełko, wlewamy wódeczność, a jeśli sobie nie radzi z alkoholem, to można mu zrobić ciekawe zdjęcia i wtedy przechodzi na naszą stronę. I jest taniej, bo *%#)!& w portki ze strachu.
NY: Skąd można wiedzieć, że on tę padlinę tak długo zakopuje? Widziałeś to?
ŁB: Tak oczywiście i wiem jaka jest procedura. Swojego czasu było tyle i tyle kotłów, bo to się nazywa kocioł, tam gdzie przechodzi ten proces utylizacji, odtłuszczania, wyciskania, suszenia itd., i tam nie można więcej zutylizować niż, jak aparaty dadzą radę. Przywoziło się jakieś 30-40% więcej padliny niż była możliwość przerobu kotłów. Zimą to wszystko jeszcze wytrzymywało. Mróz zamroził, ale też jest koszt z odgrzewaniem mrożonek. Technologia jest opracowywana bardzo szczegółowo i muszą być utrzymywane ścisłe parametry procesu. Inaczej zawsze coś się zatka, wysiądzie, pęknie, podajnik się zatrze. Jest wiele możliwości. Odgrzewanie, to koszty, dodatkowe koszty. Nic nie ma za darmo, cholera. Część tej padliny dociągała do wiosny, kiedy słońce samo rozmroziło. Ale lato, było na ogół tragiczne dla Muraflitu. Jak stary widział te kupy, zwały padliny, resztek, to było hasło, grupa ludzi przychodziła i tak jak Ci mówiłem, pod lasami wszędzie dziury wykopywali i wrzucali padlinę, resztki z ubojni trzody, kurczaków i inne ścierwo.
NY: Czyli zakopywali zaufani?
ŁB: Przecież nie weźmie się żółtodzioba z placu. Oni trochę więcej dostają pieniędzy. Jeżeli coś by było nie tak, to Mikołaj Ambrożewicz mówił swoją przestrogę - przepowiednię: ?Do siódmego pokolenia będziecie prześladowani! Nikt nie będzie przyjęty na terenie zakładu i nie wiadomo czy jeszcze w obrębie Tartaczna?. Mikołaj Ambrożewicz cytuje pewnie manifest ukochanego szefa. Sam za *%#)!& aby coś wymyślić biblijnego. Wiem, że mój stary ukochany też nie jest za mocny w literaturze. On mi opowiadał, że jego mistrz Kowalski, szef partii, który rządził na początku województw, tych małych, jak mu ktoś podpadł, darł się na takiego: wykopię cię *%#)!& za granicę mojego województwa i nigdzie roboty nie znajdziesz. A bezrobocie działa. To się nazywa solidarność strachu. Wszystko tu jest na strachu.
NY: On ma takie układy, że może zadzwonić do niezależnego od siebie zakładu i poprosić o zwolnienie, albo, żeby kogoś nie przyjąć?
ŁB: Pewnie. Jest tam grupa w personalnym, czy w księgowości, to są jakieś trzy, cztery osoby. Kiedy wydawane jest świadectwo pracy, ktoś delikatnie wypytuje, a on sobie nie zdaje sprawy: Gdzie pan idzie do pracy? Dla niego nie jest to istotne, jest zdenerwowany, panika w oczach, a one wypytują takim słodko***m głosikiem, że niby takie współczujące. To przeważnie baby są. I mają gościa na widelcu. Jak tato pomyśli, żeby komuś uprzykrzyć, to zadzwoni tu i tam, i basta.
NY: Dlaczego fotografują ludzi, którzy protestują przeciwko niemu?
ŁB: Te fotografie, teraz na cyfrówce wkleja się na komputery, do bazy. Kiedyś w momencie te zdjęcia były rzucane na stół. Jest grupa bardzo starych pracowników, którzy rozpoznają protestujących, jest weryfikacja. Jeśli dana osoba pracuje, to jest do zwolnienia. I na tej zasadzie eliminuje się ludzi, którzy są niewygodni, czy to politycznie, czy ogólnie za całość.
NY:. Czy ludzie prezesa Tadeusza Bromczy muszą na niego głosować?
ŁB: Nie zadaje się takich pytań. Nie daj Boże, jakby nie głosował taki pracownik. Ci z biur, głosują bez dozoru. Kasa rządzi. Jak się dowie czegoś nieodpowiedniego o kimś, jest wtedy mowa:?W tym momencie współpracować nie możemy, nie możemy, nie możemy?. To są jego słowa. Jest lista wewnątrz zakładu, leży na dyżurkach. Kierownicy działów roznoszą i każdego po kolei wołają z dowodem osobistym i muszą się wpisywać i podpisywać własnoręcznie. Te listy są pożyteczne w różnych konfiguracjach. Można tym manipulować, jakieś poparcia, albo protesty. Wpisują też osoby pełnoletnie z rodziny. Tak to u nas jest zorganizowane. Służby wewnętrzne analizują gdzie ile było oddane na tatę, jaki odsetek i wnioski, czy przypadkowo nie za mało. Dobrze jest. Myślałem, że sam będę z tego brał przykład dalej, bo też uczestniczę we władzy gminnej. Stary Bromcza jest już stary. Ale na razie jestem tu.
NY: No, ale samo głosowanie jest tajne.
ŁB: Ale większość tych ludzi w komisjach wyborczych to ludzie nasi, oddani pełni wiary i nadziei. Oni tam pilnują. A ci wyborcy nie wiedzą, że nikt ich nie widzi. Myślą, że widzi.
NY: Czy to jest możliwe, że ma dostęp do spisów wyborczych w danej gminie, czy miejscowości i jeśli nie uzyska wymaganego procentu głosów, który wynika z tego spisu to zapowiada, że nie będzie skupował świń od rolników w tym miejscu?
ŁB: Świnie to sprawa drugoplanowa, bo świnie zawsze jednak ktoś kupi. Może być taka sytuacja, że będzie wymiana sołtysa, to popycha swojaka. Jak on nie ma żadnego wpływu na ludzi, grozi, że przestanie dotować szkoły. Bo to jest takie mydlenie oczu z tymi dotacjami, koloniami w Kadawrzewie dla dzieci z ubogich rodzin. Ja osobiście tych ludzi widziałem, te biedne dzieci. Woziliśmy je naszym autobusem i wiem jak to jest. Oni się cieszą. Dzieciaki na luzie. A kasa z agencji do kasy. Czysty szmal.
NY: To znaczy jak?
ŁB: Bierze się te dzieci, z tych domów biednych. Kolonie dla tych dzieciaków to jest luksus, a dla starego, żeby to ładnie było opisywane w gazecie, ładnie wyglądało z pozycji czytelnika jest ważne. Jak się kolonie kończą, to dziecko dostaje dobrą paczkę i co taka rodzina może o panu Tadeuszu Bromczy powiedzieć? Wziął dziecko i się zaopiekował, i dał paczkę. Tak ludzie są kupowani. Tak kupowane są głosy. I to na wioskach robi wrażenie. To jest mydlenie oczu, bo w naszym zakładzie nie ma nic za darmo, a pieniądze z agencji dostawał cały czas.
NY: Nikt z Muraflitu nie chodzi już od dawna do baru Dolores.
ŁB: Tak, bo ukochany tatunio powiedział swego czasu, że jak kogoś zobaczy, że z tego baru wychodzi, to jest zwolniony. To było już od dawien dawna. Celowo to robi, żeby zniszczyć tę Dolores. Zbił tak ceny w naszym barze na rogu, do absurdu. Przecież tam piwo za grosze można kupić. Ona musi wszystkie podatki, opłaty robić, za ziemię i inne. A my gdzie mamy niesamowitą liczbę obiektów u siebie postawionych, nie płacimy podatków. Stary lis nie płaci nic. Tak wystraszył tutaj wszystkich ludzi w Kwakowie, w gminie. Ze wszystkiego zwalniają go, bo jak nie, to: ? 500 ludzi wyślę na Kuronia, na Kuronia, na Kuronia?. Tak im powiedział i to działa teraz i zawsze i na wieki wieków. Proste rozwiązania są najlepsze, a bezrobocie jest proste. I czemu ona płaci, a Bromcza nie? Też by się mogła rozwinąć. Tej Dolores podkłada kłody ze złości. Zawzięty jest, jak rosomak.
NY: Powiedz, dlaczego ludzie, których Pan prezes Bromcza przywozi, kiedy protestują inni, są w stosunku do nich agresywni?
ŁB: Jest pewna grupa ludzi, jak w Kwakowie w sierpniu, z grupy detektywistycznej, przebrani za robotników. Aktyw robotniczy ha, ha, ha! Przeważnie przyjeżdżają na bombce i drobnej zagryzce. Są rozdrażnieni, jak to chłopy po za małej wódce, zawsze jeden krok od mordobicia i są niekulturalni, chamy po prostu. Tak też było i z tymi dziennikarzami. To mogli też być ci, co montowali naprędce te znaki zakazu, szlaban. Bo tam żadnych znaków nie było. Nie było, bo teren nie jest nasz, prywatny. Faktycznie reporterzy mogli tam wejść, bo nie było żadnych zakazów, tablic. Montowali płotek i znaki, jak już dziennikarze byli na tym terenie. Wyrabiali się na drugą bombkę, na drugą nóżkę. Tu często jest tak, że wódka rządzi. Ale cwaniak nie przewidział, zadarł z pisarczykami, i przerżnął, i narobił sobie do butów. Nie chciał ich wypuścić, bo niby musi dezynfekcję przeprowadzić. To był błąd, bzdura. To zmierzch starego Bromczy. Sytuacja go przerosła, zdurniał w tym Senacie. Zagubił miarę. Taka jest moja ocena, ale on nikogo nie słucha. Trzeba go spacyfikować. Dlatego tu jestem z daleka i myślę.
NY: A takie dezynfekcje są rzeczywiście przeprowadzane?
ŁB: Nigdy w życiu tam żadnej dezynfekcji nie było. Ja miałem dezynfekcję ostatnio, jak mi zakraplali azotan srebra do oczu po urodzeniu. Dość dawno to było i nie w Muraflicie, ha, ha. Jest to tylko robione jak przyjeżdżają służby sanitarne. Sanepid wie o wszystkim, bo tam spływa tysiące skarg, dzwonią kierowcy, pracownicy. Ale Sanepid jest kupiony przez niego.
NY: Czy widziałeś ważne osoby na polowaniach i przyjęciach?
ŁB: Oczywiście. Był zastępca komendanta i sam komendant. Polowali w kole z Kwakowa, pili i omawiali swoje sprawy, które ojciec może przeskoczyć, które nie. Tadziu nie rób tego, rób to. Byłem na tych polowaniach i wiem.
NY: Czyli mu doradzają?
ŁB: Oczywiście. Doradzają mu, co ma robić, czego nie, bo pewnych rzeczy nawet my nie przeskoczymy. Ba, zaczynają się nami interesować. To jest wąska grupa osób. Widziałem.
NY: Czyli to, że policja tak łagodnie postępuje, to nie jest przypadek?
ŁB:To nie jest przypadek, jasne, że nie, do Sanepidu włącznie. Oni się naradzają jak zrobić żeby było dobrze. Stary się nawet nie interesuje. Oni się starają, bo inaczej nie dostaną pieniędzy. Tato sobie poradzi, a oni nie. On z takiego założenia wychodzi. Takie są zasady.
NY: Człowiek zajmujący poważne stanowisko w służbach powiedział mi żebym nie wierzyła, że jakikolwiek urzędnik z terenu Wielkopolski stanie przeciwko Tadeuszowi Bromczy.
ŁB: To prawda. Może powiedzieć wszystko incognito, ale nie przed kamerami, bo się będzie bał, bo straci wszystko, do siódmego pokolenia nikt nie dostanie dobrego stanowiska w obrębie jego wpływów. A i tak my się dowiemy, kto: po relacji, z jakiego poziomu i z którego działu, czy z urzędu. Nasi też działają. To jest taki zespół windykacji, który prowadzi tych ludzi na liście, oni są już zawieszeni w próżni, będzie się ich eliminować. Urzędnik jest złożony w największym odsetku z pychy, plus strach, plus leń. Te trzy wektory w przestrzeni dają wypadkową, konformizm. Jak dostanie jeszcze w łapę pieniądze, nie wychyli się. To mi uzmysłowił ojciec. Zobacz, starosta Tartaczna wszystko miał na widłach w sprawie kopalni żwiru w Porodowie. Nie ruszył suchym dupskiem. O czym tu mowa?
NY: Czy w tych jego służbach byli funkcjonariusze byłej SB?
ŁB: Tak i najprawdopodobniej są do dzisiaj. Wysokiej klasy specjaliści od mieszania w szambie ludzkich przywar i błędów. Jak nie mają wyników to się do prowokacji posuwają. Moje gumisie składają raporty na mój użytek. Nie jestem naiwny. Od początku firmy robi się przecieki kontrolowane, prowokacje i podpuchy. Wrzucić kierowcy na pakę 20 litrów paliwa i go skontrolować, wiązkę parówek pod siedzenie i kipisz. To ojciec kocha widzieć. Czasem myślę, że to jakiś obłęd jest z tymi zagrywkami. Wyobrażasz sobie, co taki kierowca ma zrobić, jak on nawet nie wie gdzie jest, zalatany, nie wie czy odebrał kartę, czy już wraca z pracy, czy już właśnie wyjeżdża na trasę? I jedzie, bo chce dotrzeć, chce zarobić i się utrzymać w robocie. Bo wisi bicz i co chwilę dyspozytor dzwoni: Gdzie jesteś?
NY: Miałeś takie sytuacje?
ŁB: No jasne. Ja przechodziłem wszystkie działy w naszej firmie. Gdzie jesteś? To było podstawowe pytanie do kierowców. Krótki oddech, nie dać wytchnąć. Przecież wiemy, o której wyjechał, można to sprawdzić w karcie, na komputerze, ale on musi czuć troskę szefa na całej trasie.
NY: Te wrabiania w jakąś kradzież, to wyjątek, czy standard?
ŁB: Takie rzeczy są na porządku dziennym. Służby próbują zatrzymywać, straszyć, nawet na drodze gdzieś w kraju, wrabiać kierowcę, tylko żeby przeciągnąć na swoją stronę. Kierowca dużo wie, bo to są ludzie w wąskim gronie i się przed tymi pitbullami chcą bronić. A i w samej załodze są oddane krety, albo jawne szuje, jak Mariusz Krypa, patologiczni kłamcy, jak Salomon Karabasz od kontaktów z mediami. Pełna kontrola.
NY: Czy zdarzają się sytuacje, gdy pracownicy Muraflitu na wysokich stanowiskach mają kogoś z rodziny w instytucjach publicznych?
ŁB: Jakby się tak przyjrzeć pracownikom wyższym rangą, to jest wśród nich wielu takich, którzy są powiązani rodzinnie. Szczególnie synowie sołtysa ze Kadawrzewa, córka też pracuje u nas w Muraflicie. Ojciec gwarantuje im pracę a oni mu robią ochronę. Kierownictwo o tym wie. On też wie, że my wiemy. I to są dziedziczne stanowiska, bo to są rodziny pewne, nie zdradzą nas. I zatrudniamy ludzi z ?Narewki?, Mikołaj Ambrożewicz, Henryk Rom, Bardak, Małgosia, osobista sekretarka, Rządna. Wszystko to są klany. Zwykły śmiertelnik, jakiś przechodzień nie ma prawa się dostać do nas, do strefy, gdzie podejmowane są jakiekolwiek decyzje, już od niskiego szczebla. Ludzie od decyzji są sprawdzeni, przede wszystkim pod względem lojalności, wierności wobec prezesa i naszej rodziny. Jest tak, że jakby Cecylii stanął samochód, to by go pchali ze dwadzieścia kilometrów. Tacy są u nas ludzie. Uważamy, szczególnie teraz, po tych artykułach i zadymach w Kwakowie, na stadionie. Każdy, jak się przyjmował, to swoje dane musiał zostawić i stary, a też i ja sprawdzałem na policji, a teraz jest jeszcze dokładniej. Kto to jest, kim byli jego rodzice, do takich pytań już dochodzimy. Raz kiedyś mój ojciec po dobrym drinku nadał mi taką poufną informację - marzenie, że widzi mu się ankieta, jakie były na paszport, kiedyś, za dawnej komuny. Rodzeństwo, gdzie pracują, wykształcenie, karalność, kiedy się przeprowadzili, gdzie robili, jak mają męża, żonę, to też z tej strony, skąd są, czy chodzą do kościoła? Mi się wydaje, że to jest już gruba przesada. Szkoda czasu. Ale jemu nie przemówisz. *%#)!& się i *%#)!& Jakuza.
NY: A zwykli, szeregowi pracownicy?
ŁB: Ojciec uważa, że dla niego najkorzystniej jest zatrudniać byłych mieszkańców wsi po PGRach. Z miasta się niewiele osób bierze, bo są niebezpieczni. Natomiast z wiosek, to jest w 70-80 % pewny, że to są odpowiedni ludzie, łatwi do sprawdzenia, będą pracować za przysłowiową kromkę chleba, bo tam ludzie są biedni. Pracują za jakieś 600 zł i deputat, ten, co wiesz, a deputat to są jego pieniądze, bo nie trzeba tego utylizować.
Chwała mu za to, że zatrudnia, ale, za jakie pieniądze. Pracują za niegodne pieniądze, często po 12-14 godzin. I dostają po 650-700 na rekę, są takie zespoły co tyle zarabiają, bazują też na tych z OHP. Firma ich zatrudnia, tych z OHP, płaci im najniższe stawki, a za to jeszcze dostaje pieniądze urzędu pracy. Oni są prości ludzie, nie mogą się obronić.
U ojca w biurze, pamiętam, za komuny była cała trójka, wisiały portrety, Lenin, Marks, Engels. Czytał ich książki, te kapitały, manifesty, państwo a rewolucja, dzieła wybrane, czy zebrane. Ja teraz wiem jak jego mózg pracuje, żeby złapać tych ludzi i przekonać do roboty za kromkę chleba. Tak jak Stalin i Lenin, a raczej Stalin z Berią. I on taką parę chciał stworzyć ? Mikołaj Ambrożewicz - kapo i Henryk Kórtka - nadzorca. Tylko, że Mikołaj jest za bardzo wystraszony, cykor.
NY: Jak to wygląda w praktyce, to zagospodarowanie zwrotów?
ŁS: U nas się żadnych zwrotów ze sklepów nie utylizuje, tylko się je myje wyciera, ściąga flaki czasami, jak już jest bardzo zepsute, wrzuca to kutrów, miele i wrzuca do kiełbas mniej gatunkowych. To jest procedura non stop wykonywana do dnia dzisiejszego. Jest grupa ludzi, bardzo zaufanych, którzy zarabiają ok. 3000- 3500 zł miesięcznie. 12-13 osób i te zrzuty się wrzuca w inne drzwi. Oni przyjeżdżają na określoną godzinę, w zależności od potrzeb. Umawiają się na zrzuty. Zrzuty z piątku na poniedziałek wchodzą z samego rana, bo ze sklepów trzeba zebrać, a otwierają o 9, wstawiane są do chłodni, grupa przyjeżdża ok. 14-15. Te krakowskie kiełbasy są wycierane, natłuszczane olejami, z powrotem do wędzarni wrzucane na krótko, do solanki i z solanki wychodzą cacy cudeńka. Ale są też tanie, co jak przekroisz to są zielone, wewnątrz, to po prostu są wrzucane do kutrów, tak się robi. ?Nic tu się nie może zmarnować, drodzy Państwo!? ? to są senatorskie słowa, ważne, państwowe. Ja tego nie pochwalam, ale nie ma jak się oprzeć tatuśkowi. Oszczędny jest. To nawyk. Są grupy zaufane, nie można tam wejść. Byle kto nawet nie zamarzy o przejściu obok tajnego miejsca, choćby z zawiązanymi oczami. Jak zakazane miasto u chinoli w Nowym Yorku, Chinatown! Tak samo jest z grupami do kopania padliny na utylizację naturalną. Jest ścisła kadra do tych spraw.
NY: Jak myślisz czy ci ludzie, którzy zaprotestowali z tego stowarzyszenia ekologicznego powinni się obawiać?
ŁB: Najprawdopodobniej tak. On teraz się próbuje wyciszyć, ale z podwójną siłą wybuchnie za rok, półtora jak się im będzie wydawało, że już po wszystkim, że to wszystko minęło. Ale to nieprawda. On już tam nad nimi pracuje. Już jest specjalna grupa ludzi wydzielonych, do białego wywiadu, a może i gier operacyjnych, policyjnych. Taki przykład, to te dwie baby. Pojechały do jednego naszego człowieka w Heńkowie, koło wsi Baśki. Agent je nagrał i poszło w świat. Efekt w sumie był marny. Ale się pracuje. Oni sobie nie zdają sprawy, że są inwigilowani już. To na sto procent. No i jego ekipa prasowa z naczelnym na czele. Mariusz Szubrawiec dla szefa nos by sobie odgryzł, osobiście. On wszystko, co mu stary zada napisze, podpisze, taki jest. Przerasta Zbigniewa Uszko ? byłego naczelnego o cały stadion. Już są przygotowane procesy o pomówienia, zniesławienia, mordobicia, podrzucanie fałszywek. Tego będzie pełny wypas. Tylko mam tu też problem z tym, że stary naobrażał ludzi z tego stowarzyszenia, a nawet pomówił całe stowarzyszenie. Jeśli mu zrobią jakiś zbiorowy akt oskarżenia, nie będzie miał czasu na pracę. Stary chyba się może zapętlić i nie wyrobić na rozprawy, tyle tego jest.
NY: Miałeś do czynienia z ważnymi gośćmi?
ŁB: Od czasu do czasu na polowaniu tak.
NY: Kogo?
ŁB: Nazwisk nie znam, a jak znam, nie powiem, ale wiem, że to byli policjanci, ludzie z ministerstwa, pani Gryczka z magistratu z mężem na przykład była parę razy zapraszana. Prezydent naszej metropolii Gładyszek to nie, bo on się w pewne rzeczy nie bawi. Nie wiem czy jest mniej przekupny, czy nie? Stary Bromcza jest w jego opinii osobą nieczystą, od której w każdym momencie śmierdzi jakimś fałszem. Tym razem to metafora. Takie mamy informacje z jego otoczenia. Wszędzie mamy ludzi. Dlatego się nie dostawia do konfidencji.
NY: Działalność na taką skalę wymaga wsparcia kredytowego, jakichś pożyczek, szybkich pieniędzy obrotowych, na krótkie terminy?...
ŁB: Stary, kiedy załatwia kredyty z banku, ma wsparcie w układzie. Na przykład kiedyś pracował u nas Oparski, były wojewoda tartaczyński, był dyrektorem ekonomicznym Muraflitu, miał układy w banku przy Ostrowitej i on naciski robił na dyrektorów banku, to byli jego ludzie. Gdy nasz zakład tracił płynność finansową, ten załatwiał pożyczki, kredyty, różnymi drogami. Bank wiedział, że pan prezes Bromcza jest zrujnowany w danym momencie? i bank wiedział, że pęknie, bo jak dyrektor się stawiał, to był kasowany, z góry. Taki walczyk trwał 2-3 tygodnie: z odprawami, świadczeniami. Oczywiście, ale on nie znajdzie pracy nigdzie. Eliminacja. Temu Oparskiemu, to tato Bromcza uratował tyłek, bo za nim komornicy chodzili, tak mówią. Zawsze coś za coś. A taka pani Madzia Koralewska, co teraz w hotelu pracuje. Była osobistą sekretaraką i trzeba było ją gdzieś ulokować. Ciepła posadka, i tam Oparski ma wejścia. Ale też jest pożyteczna. Tam się dzieją ważne rzeczy.
NY: On molestuje te kobiety?
ŁB: Nie wiem. One chyba same muszą chcieć. Ja z oczywistych powodów byłem omijany w tych sprawach majtkowych, że się tak wyrażę obrazowo. Widziałem czasem o niezwykłych porach znane mi panie o wysokim udziale atrakcyjności w ogólnym rozliczeniu, kobiety jego, ale byłe, byłe sekretarki, czy przyjaciółki. Ja nie przywiązywałem wtedy wagi damsko - męskiej do tych wizyt. Ale teraz jestem już ?duży? i kojarzę w przeszłość. Kiedyś się natknąłem na scenkę, jak wysyłał kierowcę: ?Jest taka sytuacja ? mówił - przywieź mi Madzię o 1szej w nocy, bo muszę dokumenty sprawdzić.? Dokumenty! Stary Bromcza i dokumenty o pierwszej w nocy, chyba naklejki od flaszek z wódką i pudełka po kondomach. Tam jest nakaz, proszę mi przywieźć tą i tą osobę. Są osobiści kierowcy, zawsze na dyżurze. Kierowca siedział obok detektywistycznych na portierni, jakby się tam jakiś wypadek zdarzył na terenie zakładu, żeby zawieźć do szpitala. Zawsze był taki dyżur i chyba jest i teraz
To są pryszcze, obyczajówka. Wracajmy do spraw zasadniczych. Była stara kotłownia, która miała specjalne zbiorniki, które zbierają sadzę, żeby nie szła w środowisko. To te wszystkie worki, to jest specjalna utylizacja tych wszystkich odpadów, tam są siarczki i inne związki. To wszystko wysypywano na pola. Ziemia jest skażona jak po bombie atomowej. Dziś kotłownia jest na gaz.
NY: Dlaczego wysypujecie tę mączkę na pola?
ŁB: No, bo koszt prawidłowej utylizacji tej mączki jest bardzo drogi. Tak naprawdę, trzeba by było wchodzić w porozumienia z chłopami, żeby u nich wysiać i zaorać, jako polepszacz. To by było po sprawiedliwości i z pożytkiem dla gospodarki, rolnictwa. Można sobie wyobrazić poprawianie struktury gleby na dużo większym obszarze, jak mówię z pożytkiem dla kraju. Ale stary nie będzie się ugadywał z chachmętami na trzech, czterech hektarach. Będą się z nim bratać, rękę podać. To według starego jest chłam gospodarczy w rolnictwie. Przyszłość jest po jego stronie, wielkie obszary, wielki rozmach, gdzie okiem sięgniesz: wszystko moje, wszystko moje, wszystko moje. Bez tego proszenia chłopów, co by zaraz stawiali warunki, są czyste pieniądze, które pozostają w sakiewce, a bakterie i robaczki i tak to *%#)!& ? mówi stary Bromcza ? mój stary.
NY: Czy to jest możliwe, że jest rozsypana dlatego, żeby ukryć fakt zakopywania tych odpadów poubojowych, bo tak się mówi. Jest wiarygodna teoria, polegająca na tym, że poprzez rozsypywanie mączki pan Bromcza ukrywa fakt zakopywania odpadów, bo można wyliczyć ile mączki produkuje się z kontenera odpadów i ta mączka powinna być. A można ją rozsypać jako polepszacz i wtedy już nikt nie sprawdzi, czy ona faktycznie została wyprodukowana czy nie.
ŁB: Oczywiście, że tak. Odpady z produkcji w zakładzie są raczej rozliczane. Natomiast te zwożone z małych ubojni są minimalizowane, aby obniżyć koszty produkcji. Starego nie interesuje ile dana rzeźnia bije. Bo mógł sprzedać kopyta na żelatynę komuś i tę wagę się obniża, bo załóżmy 10 kg odpadów poubojowych, dany procent idzie na wodę dany na coś innego i to idzie na śmieci. Tego nie ma. Z dziesięciu ton robi się sześć ton do produkcji. Te cztery tony są rzeczywiście, ale są rozliczane jako zanieczyszczenia. Wszystko jest zaniżane. Te cztery tony nie są utylizowane, ale oficjalnie tego nie ma i to można wyrzucać np. na pola.
W skali miesiąca wychodzą tysiące ton. I to już nie jest przerabiane, utylizowane tylko wyrzucane, a w papierach jest i tatko dostaje na to pieniądze. Za to, co nie zostało zrobione. Wszystko można sprawdzić. Tylko trzeba wiedzieć gdzie kopać. Nad wieloma dziurami są wybudowane obiekty. Na padlinie są wybudowane obiekty naszej rodzinnej firmy Muraflit.
NY: Czy jest w okolicy jakieś ?źródełko szczęścia??
ŁB: To szydera. Źródełko szczęścia, ha, ha! Była swego czasu padlina składowana po lewej stronie, wielka góra padliny! Sanepid przyjechał i kazał to zlikwidować. Dali nam na to 2-3 tygodnie. Pomyśl dziewczyno: trzy tygodnie wożenia! To jest miejsce w głębi Muraflitu, w pobliżu placów manewrowych. To jest obecnie dużo większe. Musieliśmy wszystko wybrać i to zostało wywiezione na Równołąki. Wtedy tam jeszcze nie było jeziora. To było wysypisko i tam to wywozili nasi transportowcy, tą padlinę, spychaczem rozgarniali i przesypywali żółtym piaskiem. I podejrzewam, że tak jest do dnia dzisiejszego. Przez te dwa tygodnie nie zdążyliśmy wybrać. Stary zadzwonił i przyjechali za miesiąc na sprawdzenie. Kazał zrobić staw i fontannę ? źródełko szczęścia. Ludzie dla zadymy wpuścili karpie. One tam pływały jak przyjechali kontrolerzy. A po dwóch dniach już pływały do góry brzuchem. Sanepidowi się podobało, wszystko było w porządku. Tak zawsze jest. Ja Ci powiem jedną rzecz, zwróć uwagę gdzie mieszkają, czym jeżdżą i co mają ludzie z sanepidu, ci ze średniej półki, którzy niby mało zarabiają.
NY: A ścieki?
ŁB: Swego czasu dozorowałem wywóz ścieków, także na Równołąki. Byłem zły. Nie podobało mi się to. Ale stary naciskał i nie chciał słyszeć o innych propozycjach.
NY: Tylko na Równołąki?
ŁB: Swego czasu na Równołąki i też tatrą do Longowej, do oczyszczalni ścieków. Nie wszystko oczywiście, bo oczyszczalnia by tego nie przerobiła. Wiele rzeczy wyrzucało się na wysypiska. Jest takie wysypisko, po prawej stronie jak się wjeżdża do Kadawrzewa od strony zachodniej. To jest prywatne wysypisko, osobiste, tam nic niby nie wolno rzucać. A jest grupa ludzi, która tam wszystko wyrzuca. Tam jest szczecina, pióra, prawdopodobnie jakieś beczki z przeterminowanymi herbicydami, czy pestycydami, już teraz nie pamiętam.. To jest ogrodzone płotem. Tam jest to wyrzucane, nie utylizowane. A za to wszystko Muraflit pobiera pieniądze.
NY: Czy myślisz, że ta aktualna sprawa zakopywania padliny będzie zatuszowana?
ŁB: Mnie to nie dziwi, że tej sprawie pewnie będzie ukręcony łeb, bo ten stan zagraża wiarygodności naszego kraju w handlu międzynarodowym. Jest możliwe, że jednak się w rządzie tak ustawią, że wskażą: to tylko Bromcza jest zapowietrzony. To jest dla nas groźne i może nas położyć. Dlatego musimy atakować. Nie będzie łatwo. Jeśli się dopatrzą, a są takie trendy, przez tych ekologów nagłośnione, o niezgodnościach w projekcie i pozwoleniach na nowy zakład, to na mur, zamkną nam firmę. W kraju teraz jest, jak w Stanach siedemdziesiąt lat temu. Wszystko już było. Pracowałem tam tyle czasu i widziałem różne rzeczy. Wiem, co było za komuny już zmierzchowej, i co jest teraz. Mi się zdaje jednak, że stary przegiął. Przegiął z telewizją i teraz zbiera kości własnej głupoty. To będzie bój i stary może pęknąć, ma chorą wątrobę, dostaje na łeb. W ogóle, to wrak, pijak i brutal. Nie mogę mu zapomnieć. Jestem już gość. A ten mnie leje czasem, jak pętaka jakiegoś.
NY: Jak to było możliwe, że prywatny przedsiębiorca załatwiał sobie dostawę samochodów ciężarowych?
ŁB: Przez ministra Pieska. Stare czasy, nie mam pełnej wiedzy. Ojciec sam mi opowiadał. Jeździł, kupował auta, kombajny i inne urządzenia. Wszystko było kupowane przy poparciu ministra Pieska. Pieniądze miał, ale wtedy nie można było nic kupić, więc ?załatwiał? wszystkie urządzenia. I tak się kupuje do dziś. Dziś jak się pieniądze posiada to można kupić wszystko, ale stary Bromcza ma taką zasadę, że na raty. Bierze większą partię i pozostawia zakłady Muraflit na takim wyhamowaniu, obciążeniu. Nie przetłumaczysz, że można inaczej.
NY: Czy znasz takie przypadki, że prezes Bromcza podpisuje umowę na dostawę czegoś, potem bierze towar jakikolwiek i nie płaci, a firma pada?
ŁB: To należy do normalnych zajęć, to jasne, że takie sytuacje miały miejsce. Firmy, które sobie ojciec upatrzył, przygotowywał do upadku. Spec grupa pracowała, wyznaczeni byli likwidatorzy, jeden tu w Tartacznie, na Brusa mieszka. Celowe zagrywki były robione. Żeby kombinator Bromcza kupił jakiś zakład i jeśli produkcja w tym zakładzie nam się opłacała, to ten zakład zostawiał przy sobie, jeśli nie, to do piachu. Masz przykład Tłuste, Prądek, Kacuń i inne ościenne PGRy, te firmy wziął, że niby będziemy inwestowali, a z chwilą gdy się produkcja nie opłacała, to przeprowadzało się likwidację firmy. I braliśmy sprzęt, nawet rury, jakieś złomy, cegły, kratownice, nic nie zostawało po takiej firmie, wszystko zabrane było, wzięliśmy to, co było możliwe do zdemontowania. Tak było też w Michałowicach, gdzie zniknął Zakład Usług Technicznych. Wszystko wywieźliśmy, także trylinkę kazał ojciec, żeby likwidator zerwał. Tylko komin został. Stary często nie płacił firmom za kupiony towar. Na przykład w Chudobie Muraflit kupił węgiel od spółki Mitel i nie zapłacił. Dopiero komornik wyrwał staremu kasę spod ***. Firma, mała firma i tak padła. Ile ci ludzie musieli mieć zgryzoty, pretensji. A kopalnia: oddawajcie forsę! Tak robi pan prezes Bromcza.
NY: Czyli, jeżeli prezes ma ochotę na jakiś zakład, to podpisuje z nim umowę na dostawę czegoś i..
ŁB:... i nie płaci. Zakład traci płynność finansową i jest po zakładzie. To jest normalna procedura, która trwa od dłuższego czasu. Ale tego nie znajdziesz w dokumentach, bo jest dobrze rozpisane.
NY: Czy możliwe jest, że Sławomir Hindusek dowodzi tą grupą detektywistyczną?
ŁB: Nie wiem, to możliwe, bo to jest cham. Ja go nie cierpię. Ani mi on brat, ani swat, tak się wypowiem górnolotnie. On traktuje ludzi przedmiotowo, on nic nie umie. Ja mam chyba coś po matce, która jest inteligentna. Jest lekarzem. Jest *%#)!& ciężki układ. Są synowie pierwszej rodziny, prawdziwi. Stary Bromcza ich wszystkiego uczył, jak się pracuje na każdym stanowisku. Ale jest też synek Hindusek, doktor od spraw niepotrzebnych, burak i cham. On nic wie, nie rozumie. Jest gwałtowny i nieodpowiedzialny. Zabiłby gościa bez mrugnięcia okiem. Jego matka, Cecylia mu kupiła ziemię za Chułczowem, stadninę koni i dużo ziemi. A Tomek jest cienki.
NY: Można powiedzieć ze prezes Tadeusz Bromcza wyciągnie pieniądze z kamienia?
ŁB: Dokładnie tak. On się nie liczy z niczym, jeśli zwącha pieniądze, ma być załatwione, idzie po trupach, żeby załatwić. To go napędza, nie rajcuje, napędza. Potrafi wjechać do firmy razem z bramą, jeśli uważa, że może zarobić. Czasem mu nie wychodzi. Obrywa też po ryju, jak to się odbyło w Nafcinie. Tato ładnie wygląda na zdjęciach, wewnątrz drzemie w nim diabełek, duży diabełek. To nie jest człowiek.
NY: Czy to jest Tadeusz Bromcza, czy ludzie, którzy go otaczają, podpuszczają, sterują?
ŁB: Ależ. Gdzie on by się dał sterować? To jest Tadeusz Bromcza, nie ma innej możliwości.
Ojciec już nie ogarnia wszystkiego. Jest bardzo agresywny w stosunku do dyrektorów, do wszystkich. To typowe dla satrapów. Chce wszystko kontrolować, nie daje rady, się *%#)!& Świat go przegonił.
NY: Czyli on na nich wywiera presję?
ŁB:Tak. Oni są odzwierciedleniem jego, kopią, kalką, odbiciem w lustrze. On od nich tego oczekuje. Od dyrektorów do kierowników, to jest jeden organizm. On wszystko napędza, a jego napędzają pieniądze. Jeśli nie chodzisz w zaprzęgu, jesteś wyrzucony i wszystko, następni już się będą pilnować. Na przykład, był taki zastępca dyrektora ds technicznych pan Hilary Stróżkowski, swego czasu był prezesem w Hortensji Małej (PGR). Znają się z ojcem ze szkoły. On też tak pracował, zwalniał ludzi bez pardonu. Ja mu posyłałem moich ludzi, doradzałem przez nich, mówiłem, żeby był rozsądniejszy, ale nic. Utożsamiał się z szefem. Ale ojciec i tak go wyrzucił. Musieli go nasi odbierać z przystanku, bo nie miał czym wrócić do domu. Tak go kochali za jego serce. Z tym sercem, też śmiech. Ojciec się wygłupił z tym hasłem na wybory. Senator z sercem, w tyłku chyba.
NY: Wisiały portrety, zdjęcia twórców komunizmu, a prezesa Bromczy na terenie zakładu?
ŁB: Oczywiście, to jest tak, jak w Iraku Husajn był, na każdym kroku. I wszystko bardzo ładne. Jak tatusiek dzieci prowadzi. Przekaz niesamowity dla odbiorcy. Podłącza się pod siatkarzami. Bóg, który daje pracę, jest bardzo dobry dla dzieci. Jak Bierut z sarenką wśród dzieci i ptactwa. Niektórym stypendia funduje. W biurach ma wisieć on.
NY: Podobno zamyka sklepy. Ten pierwszy dom handlowy Bromczy jest już zamknięty. Tam ma ponoć powstać centrum fitness.
ŁB: Tartaczno, to jest za mała miejscowość na coś takiego jak fitness, w takich rozmiarach oczywiście. To bardzo duży obiekt. Nawet na Poznań za duży. Ale to może być pralnia.
NY: On pierze pieniądze?
ŁB: Nie zadaje się takich pytań. A co ma z nadwyżkami na boku robić? Gdzieś trzeba to wyprać, bo to są miliony.
NY: Czy miałeś kontakt z jego mediami?
ŁB: Z paroma osobami, co mu robiły wybory, ostatnio w 2001. Nie znoszę Salomona, to ***k, wykwit propagandy, ględzi, kłamie. Nawet w sytuacjach towarzyskich nie może się obejść bez manipulacji. A już Malinowski, to dno. Dla mnie oni nie pasują. Unikam ich.
NY: Pracowałeś przy wyborach?
ŁB: Daj spokój! Co, miałbym wozić klej i plakaty? Od tego jest masa pracownicza. Oni wszystko by okleili, za friko. Taki ?Społeczny Komitet Poparcia dla prezesa, senatora z sercem, pracodawcy - Tadeusza Henryka Bromczy?. Ludzie wracali z trasy, jechali do domu zjeść coś, dawał samochody osobowe, pickupy, plakaty, klej, drabiny i naród rozwoził je po wioskach i miejscowościach. Jest taki preparat, którym przylepiali plakaty do szyb, on jest trudnozmywalny, mocno trzyma. Aktyw wieszał na szybach sklepów najczęściej, bo na wioskach sklep, to ośrodek wymiany myśli, czy się sklepikarz zgadzał czy nie, to było nocą. Ludzie jak wstali, to byli zasypani jego twarzą i serduchem: w obwodzie biało, w środku czerwono. Barwy narodowe. Tak macie głosować, wszystko było napisane. Ale po nocce do pracy normalnie żądał prezes. Oczywiście, żadnego odpoczynku. Prezes płacił za tę robotę, to były wyjątki od reguły, kiedy płacił bardzo dużo, bo wiedział, o co walczy. A ponadto musiał wydać pieniądze na wybory. Komisja wyborcza też może swojego żurawia zapuścić w finanse. Ten wydatek do ostatnich wyborów się zwracał.
NY: Co się stanie teraz, gdy nie został wybrany do Senatu?
ŁB: To wiele rzeczy wyjdzie na jaw.
NY: Pójdzie do więzienia?
ŁB: Kto wie. Jest parę osób, które gdyby zaczęły mówić, to by poszedł do więzienia. Ale się boją, nawet jak nie jest, to pewnie pękają, bo znają jego siłę.
NY: Ta siła to jest mit czy rzeczywistość?
ŁB: Mnie się wydaje, że to jest rzeczywistość. Obstawił się wieloma ludźmi i tych ludzi tak oplótł, że po prostu są bez wyjścia. On w naszym województwie stoi ponad prawem.
NY: Czy wiesz coś o wożeniu w aktówkach pieniędzy dla określonych ludzi?
ŁB: Nie woziłem. Ja nie byłem od takich zajęć prymitywnych, księgowych. Ale wiem, że do Warszawy jeździły, osoby, że chłopcy ściskali między nogami teczkę, którą należało dostarczyć do odpowiedniego środowiska. Wiem, że stary był strasznie zły, kiedy się okazało, że ktoś odplombował, albo coś się otworzyło i widzieli, co tam jest. Pełno banknotów było. Wiem też od mojego starego, doświadczonego biznesmena, że najbezpieczniej robić przekaz na ulicy w tłumie. Jeden człowiek wchodził w tłum i ktoś odbierał teczkę. No i obstawa też była. Nic na wiarę.
NY: W Muraflicie bywały imprezy integracyjne, nawet imieniny Cecylii Bromczy, uczestniczyła część pracowników Muraflitu ale i zaproszeni goście. Brałeś oczywiście w tym udział? Jak to było?
ŁB: A jakże, imprezy przednie. Niesamowite. Przyjeżdżali ważni ludzie z Tartaczna i okolic, oczywiście część z policji, szefowie. Imprezy bardzo zakrapiane. Gorzałę taczkami wozili. Moja macocha uwielbia taczki. Ma chyba do nich jakiś erotyczny stosunek. Nawet 5-cio litrowe butelki sama woziła. Cecylia Hindusek - Bromcza osobiście im nalewała. Ona wie, komu nalać i ile. Kto więcej wytrzyma, dostaje dolewkę i brudzia, i dolewkę. Ona wie dużo więcej nawet niż przypuszcza Tadeusz Bromcza, mój ojciec i robi na swój azymut. To jest niebezpieczne dla starego. Dlatego ja tu robię rozeznania i wymoszczam gniazdka na wszelki wypadek. Cecylia, to kukułka w naszej rodzinie, może nas chcieć wypchnąć z gniazda. A ma czym, panoramiczna jest. Ale to tak, na marginesie. Służba odwoziła, oczywiście już pijanych w trupa. Nie mieli umiaru. Wódkę i prowiant dostawali jeszcze w prezencie, żeby się dopili i żeby zapomnieli. To jest cały schemat działania, wielka ściema. Jak taki człowiek wychodzi to jest bardzo zgodliwy, nie wie jak się skończyło. Automatyczny pilot. Katastrofa, tłumi agresję. Jest ugotowany, wie o tym, że prezes go udupił. Po takiej imprezie idą na polowanie, na rancho i tam się chwalą, kto ma jaką broń i zabijają z balkonu. Spoglądają na siebie ukradkiem, jakby się chcieli obwąchać, upewnić, że gra, a tylko stary wie, co jest grane, on ma ich w sieci, to jest gra. Kukurydzę się zadaje, zwierzęta są przegłodzone. Mówi się do człowieka, który pracuje na obiekcie w lesie, żeby ich 3 dni nie karmił, albo karmił w jednym tylko miejscu ? przed oknem i z okna się strzela do zwierząt. Takie zabawy, tak było, tak jest i będzie. Inny świat. Na wycinki z lasów też niby trzeba mieć dokumenty, a robi się, jak robi i wszystko się zgadza. Trofea
Macierzanka
Macierzanka 10.01.2021, 00:11
Mój rachunek macierzowy
Środa, 21 Listopad 2012 08:13

Z okazji przypadającego 21 listopada Światowego Dnia Życzliwości i Pozdrowień, gorąco pozdrawiam internautów, którym moje fizyczne istnienie zapewniło ich istnienie wirtualne.

Pozdrawiam internautę o wielce obiecującym nicku „Wielka Faja Dzwoniące Naczynia”, wedle którego „w opinii wielu znamienitych umysłów” jestem „zakałą dziennikarstwa, ciemną stroną zmarnowanego DNA”.

Pozdrawiam internautę „on”, dla którego jestem „zwykłym oszustem i kłamcą” i który odgraża się, że jeszcze się ze mną spotka.

Pozdrawiam internautę „czekam!”, który napisał, że „Szalbierz jest człowiekiem wynajętym. Niech już myśli czym się zajmie jak Bugajski mu podziękuje”.

Osobno, ale nie mniej gorąco, pozdrawiam internautów, którzy zajęli się moją fizjonomią. Pozdrawiam internautę „Centymetr krawiecki”, który ocenił, że „Szalbierz przerasta Lemana łbem o rozmiarach brukwi pastewnej o średnim obwodzie 69 cm, warzywa ulubionego przez Niemców w czasie wojny”. Pozdrawiam internautę „Przegląd agrotechniczny”, który fakt ten potwierdził pisząc, że „ma ten były redaktor naczelny łeb jak brukiew pastewna w krzyżówce z dynią” oraz internautkę „Ciekawą Dziunię”, która wątek ten twórczo rozwinęła: „To znaczyłoby, że Szalbierz wskutek brukiewnych konotacji jest łbem nieprzydatnym do niczego, że jest masą bezkrytyczną, czymś zgoła pustym, mimo, że wypełnionym, jak na przykład próżnia, która jednak jest wypełniona jako tak zwany eter do rozchodzenia się drgań magnetycznych”.

Pozdrawiam internautę „życzliwego”, który napisał, że „niejeden rzygał po zetknięciu się ze smrodem Pasibrzucha usytuowanego w bezpośrednim sąsiedztwie Farmutilu. Jeden pluje, drugi rzyga. Szalbierz wszystko przyjmie”.

Pozdrawiam internautę o nicku „No!”, który stwierdził, że jestem „nadal stokłosowym rowkowym, wystarczy wejść na jego stronę faktypilskie.pl”.

Pozdrawiam internautę „Lejtana”, który zawyrokował, że „Szalbierz przebił dno i leci dalej”.

Pozdrawiam internautkę „Lejdigaga”, według której „styl, w jakim Szalbierz rozprawił się z uzębieniem JP II na portalu faktypilskie sugeruje albo odstąpienie cichych, albo że zatwardziałość redaktora jest większa, niż obstrukcja Tuska wobec rządu Marcinkiewicza”.

Ślę serdeczne pozdrowienia internaucie „Kameleon 2011”, który uznał mnie za „Ch... na kaczych łapach", oraz internaucie „Ucho słoniowe”, który napisał (cytat dosłowny): „Nieważne, czy cantry jest spokrewniony z blusem. Najważniejsze, żeby Szalbierz miał gdzie przytulić swoją zaryczaną facjatę podobną do ch... na kaczych łapach”. W tym miejscu dziękuję także anonimowemu komentatorowi, który pociągnąwszy ten temat wystukał, że przypominam „tęczowego gościa na kaczych łapach z bardzo długim nosem podobnym do wałka służącego do przekazywania informacji genetycznej”.

Wysyłam moc cieplutkich pozdrowień do internautki „Skrupulatnej”, w opinii której „Mariusz Szalbierz stał się według mojego rankingu czwartym antydziennikarzem po Piotrze Gembarowskim, Andrzeju Morozowskim, Tomaszu Sekielskim, a przed Tomaszem Lisem”.

Pozdrawiam internautę „Klucznik III”, który przypomina, że moje miejsce jest „w kontenerze ze śmieciami cywilizacji” oraz internautę „Checkpoint Charlie”, który uznaje mnie za „zapalczywego wielbiciela sektora około biodrowego”.

Z ogromną życzliwością odnoszę się do opinii internauty „Boris Polewoj”, piszącym, że „Szalbierz nie radzi sobie również z trudnymi problemami matematycznymi, jak na przykład rachunek macierzowy, teoria grup, topologia. Zapewne też nic nie odkryje, prócz oczywiście flaszki i jej zawartości”.

Na koniec ze szczególną serdecznością pozdrawiam internautę „JL”, który swego czasu w efekcie długotrwałego klawiszowego onanizmu począł rozpaczliwy wpis, że „powraca straszne signum temporis żurnalistyki grajdoła pilskiego - Mariusz Szalbierz, wytrwały w swojej robocie hańbiącej dziennikarstwo” oraz że jestem „wierny nawykom wpojonym w szkółce dla zapóźnionych gigantów donosu i podpuchy”.

Wszystkim Wam razem, moi drodzy miłośnicy, też życzę wszystkiego naj…
Mariusz Szalbierz
permutacja
permutacja 16.02.2021, 12:55
Trolle internetowe z GPS 100 zarządzani przez herszta z 4 Stycznia kochają zniekształcać nazwisko Lemanowicza przez przestawianie liter lub pomijanie. Mamy propozycję dla Mariusza: Srazezbil.
oj Mariusz, Mariusz...
oj Mariusz, Mariusz... 06.02.2021, 12:45
Mariusz Szalbierz o branzlowaniu: "...pozdrawiam internautę „JL”, który swego czasu w efekcie długotrwałego klawiszowego onanizmu począł rozpaczliwy wpis..,.".
Mariusz bez walenia konia na postoju nic nie potrafi począć.
FAS
FAS 20.03.2021, 12:23
Bywają sytuacje, szczególnie podlane wódką, że można począć na stojaka w szatni remizy w noc sylwestrową 1961-1962.
Nie jest to samogwałt ani gwałt. To szybki numerek, kiedy stary w kiblu właśnie oddaje to, co zjadł w trybie niedefekacyjnym. Później są pytania o pochodzenie nośnika kwasu deoksyrybonukleinowego, którego fuzja z drugą cząsteczką sprowadziła gościa z problemem fetal alcoholic syndrom.
o problemach onanistycznych w Białośliwiu
o problemach onanistycznych w Białośliwiu 07.02.2021, 20:12
W niektórych przypadkach osób niewiedzących i zapominalskich samo onanizowanie może stwarzać problemy. Nie wiadomo, w którą stronę trzeba posuwać, żeby napletek przesuwać i nie urwać czegoś. Ale jaja, ale jaja, ale jaja - Bieńkowska. Najprościej jest być żydem, wtedy napletka niet.
ja wójt wam to mówię...
ja wójt wam to mówię... 07.02.2021, 15:00
Podobno Andrzej Mleczko na satyrycznym rysunku - malunku przedstawiającym grupę panów zastanawiającą się nad przepełnionym kiblem, że zrobili już dużo a jeszcze wiele mają do zrobienia, miał na myśli Mariusza z częścią Kolegium Redakcyjnego po wychlaniu po półtorej flaszki na łba.
Jogurt
Jogurt 07.02.2021, 15:13
Zabawa bez alkoholu jest możliwa ale bardzo ryzykowna.
ot, co!
ot, co! 01.02.2021, 20:12
Głupku, 21 listopada są imieniny Janusza.
Kumpel z felietonu sprzed 169 miesięcy
Kumpel z felietonu sprzed 169 miesięcy 29.12.2020, 19:16
Nie ma błahych spraw w sprawach niebłahych. Muzyka łagodzi obyczaje. A mimo to Mariusz jaki jest, każdy widzi. Niby zrobi sobie kawę, ale zaraz wymienia na drugie piwo. Po piwach lepiej się kiwa przy bluesie.
perspektywiczna perspektywa
perspektywiczna perspektywa 11.01.2021, 10:54
Na koniec podłego życia zostanie mu do spożycia Vibovit dla sześciolatków. i słomka do wciągania wódki z flaszki 1,75 litra na łeb.
mózgowiec
mózgowiec 02.02.2021, 19:16
flaszka 1,75 litra na łeb nazywana była kiedyś krową. Kto dał radę walnąć krowę przy ognisku u kumpla na jednym przysiadzie w pół drogi, mocny jest w chlaniu.
Mariusz nie zapomnij o Jack Daniels 3 litry
Mariusz nie zapomnij o Jack Daniels 3 litry 11.01.2021, 18:30
Produkt Vibovit Junior, dla dzieci w wieku od 4 do 12 lat, smak pomarańczowy, 30 saszetek do kupienia w Aptece.
drugie pół drogi
drugie pół drogi 01.02.2021, 20:15
Dobrze, że obok jest markt i można tam spokojnie nabyć wódkę, cienki koniak, whiskacza, sześciopak piwa na kaca. I to jest półdrogi do zachlania.
licznik Geigera - Millera
licznik Geigera - Millera 25.12.2020, 13:55
Kto by się spodziewał że w tak banalnej, błahej, nic nie znaczącej sprawie zwanej obecnie eventem, będzie blisko 600 wpisów. Ztego 555 o lemanie.
A Szalbierz okradł Lemana z wolności w styczniu roku 2006.
A Szalbierz okradł Lemana z wolności w styczniu roku 2006. 02.02.2021, 19:20
Już poszło daleko dalej - jak zwykł był oznajmiać sekretarz i członek Biura Politycznego KC PZPR, Stefan Olszowski, który jednak wybrał wolność na Zachodzie i to w Ameryce.
\./
\./ 02.02.2021, 19:24
Blusmeni są prości jak ta muzyka murzyńska, dlatego nawet nie zorientują się, że popełnili zbrodnię ograbienia kogoś z wolności i tożsamości. Jeśli ktoś powiada, że blues, to korzenie muzyki, są one zbutwiałe w zaraniu.
3 : 37
3 : 37 25.12.2020, 20:09
Znaczy, leman bije na łeb Marjusza.
boli
boli 28.12.2020, 23:25
leman nigdy nikogo nie bił, a że musiał się lać z zomowcami, albo w Kaskadzie wyrwał jednemu nogę z biodra, to co to jest?

Pozostałe