Tabliczka w Alei Bluesa dla Mariusza Szalbierza

  • 02.10.2019, 11:26
  • J W
Tabliczka w Alei Bluesa dla Mariusza Szalbierza
Od 15 września Mariusz Szalbierz, były redaktor naczelny "Tygodnika Nowego", ma swoją tabliczkę w Alei Bluesa w Białymstoku - mieście najstarszego festiwalu bluesowego w Polsce.

Otwarta w 2008 roku w centrum miasta Aleja Bluesa ma kształt fortepianowych klawiszy. Autorem koncepcji jej wyglądu jest Konrad SikorazFundacji M.I.A.S.T.O. Białystok. Ideą pomysłu jestaleja ludzi, którzy bluesa kochali i kochają, która jest ich swoistym pomnikiem, a nie tylko zwykłym turystycznym deptakiem. Dzisiaj spacer po gigantycznej fortepianowej klawiaturze to wyjątkowe przeżycie związane z obcowaniem z nazwiskami nieżyjących już, ale też i tych wciąż czynnych, muzyków i orędowników bluesa.

Koncerty i odsłonięcie tablic w Alei Bluesa to elementy białostockich obchodów Polskiego Dnia Bluesa i niejako przedbieg do "Jesieni z Bluesem", najstarszego festiwalu bluesowego w kraju. Co roku w alei przybywa kilka tabliczek, w sumie jest ich już ponad siedemdziesiąt. Upamiętniają m.in. Tadeusza Nalepę, Mirę Kubasińską, Ryszarda Riedla, Ryszarda "Skibę" Skibińskiego, Ireneusza Dudka, Jana "Kyksa" Skrzeka, Leszka Windera czy Sławka Wierzcholskiego.

W tym roku na klawiaturze alei wśród czterech nowych przybyła m.in. tabliczka z nazwiskiem "Mariusz Szalbierz".

- Wszyscy wyróżnieni są zasłużeni dla polskiego bluesa. Gdyby nie Mariusz Szalbierz, nie byłoby prawdopodobnie słynnej serii wydawniczej "Antologia polskiego bluesa". Krzysiek Murawski, znany w środowisku białostockim, jest muzykiem, ale też realizatorem wielu płyt bluesowych. Andrzej Malcherek to weteran bluesowej sceny, lider działającego od 40 lat zespołu Free Blues Band. Paweł Mikosz to basista, którego cenią sobie wszyscy na bluesowej scenie w Polsce – mówił organizator wydarzenia Konrad Sikora.

Redaktor naczelny Faktów Pilskich – a wcześniej redaktor naczelny i długoletni dziennikarz Tygodnika Nowego – to od ponad trzydziestu lat propagator polskiego bluesa. Recenzent, juror kilku festiwali bluesowych, przez kilka lat członek rady artystycznej festiwalu Rawa Blues w Katowicach. Jako animator ruchu bluesowego w regionie pilskim wspomagał organizację festiwali Blues nad Piławą i pierwszych edycji Blues Expressu, później Piła Blues Party, a obecnie Piła Czuje Bluesa.

W latach 1987-1988 wydał własnym sumptem cykl zeszytów "Blues po polsku", poświęconych zespołom Breakout, Dżem, Kasa Chorych oraz Martynie Jakubowicz i Wojciechowi Skowrońskiemu.

W okresie jego pracy w Tygodniku Nowym wydana została (we współautorstwie z Markiem Jakubowskim) encyklopedia "Blues w Polsce", nagrodzona w 1997 roku statuetką "Majka" Programu III Polskiego Radia, oraz (z Janem Skaradzińskim) książka "Chory na bluesa", poświęcona 20-leciu zespołu Nocna Zmiana Bluesa (2002).

Pod redakcją Mariusza w latach 2008-2010 ukazały się trzy 5-płytowe "Antologie Polskiego Bluesa", sprawował także redaktorską pieczę nad promocyjnym albumem "Blues Made in Poland 2009" oraz płytą "Rhythm'n'blues & Live" zespołu Fire Band (2011). Od początku jest członkiem zespołu redakcyjnego kwartalnika "Twój Blues". Czytelnicy tego jedynego w Polsce czasopisma o tematyce bluesowej trzykrotnie nagradzali go pierwszym miejscem za najlepszy tekst bluesowy roku (2004, 2005, 2015). Dwukrotnie najlepszymi wydawnictwami płytowymi roku stały się też "Antologie Polskiego Bluesa". Okazjonalnie współpracuje m.in. z "Jazz Forum".

W 2018 roku, w uznaniu działań na niwie bluesa, na mocy uchwały Zarządu Województwa Wielkopolskiego Mariusz Szalbierz został odznaczony odznaką honorową "Za zasługi dla województwawielkopolskiego".

(red)

fot. M. Kalicka

J W

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (333)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Mnemozyna
Mnemozyna 25.03.2020, 16:16
No, za takie akty miłości przypomniane w poście "adios muchachos y virgens Dzisiaj (25.03.2020), 14:29", powinien pan Mariusz otrzymać kilka wielkich tablic żelbetonowych, bo jest on przedstawicielem moralnego inaczej betonu żurnalistyki lokalnego grajdoła, a nie jedną lichą tabliczkę z lastriko czy blaszki ze stali St5 lub taniego aluminium.
adios muchachos
adios muchachos 24.03.2020, 18:51
Portal dzienniknowy.pl można spokojnie zamknąć, bo wszystkie śmiecie i złomy cywilizacji wyczerpały swoje możliwości. Został jeden zwycięzca.
Dżek daniels 3 l.
Dżek daniels 3 l. 23.03.2020, 22:16
Uwaga, na portalu faktypilskie podno, że redaktor jest w grupie najwyższego ryzyka.
wódko, pozwól żyć!
wódko, pozwól żyć! 25.03.2020, 16:19
tak to jest z piciem flaszek w pracy!
rower
rower 25.03.2020, 16:44
ile czasu ty lemanie będziesz tłukł flaszki na biednej głowie Mariusza?
ratuj się kto może
ratuj się kto może Wczoraj, 16:29
Są doniesienia, że alkohol etylowy w dawkach niebagatelnych jest dobry do zwalczania wirusa. Dlatego braknie obecnie drożdży. Bo wódki i spirytusu w sklepach dość.
rower
rower 25.03.2020, 23:51
Na fp nie wpuszczają bo duupcą.
Duupcy ojciec, duupcy syn,
A chawira pełna bździn.
Bo jak kto zaduupcy w duupę
Smrody lecą na chałupę.
motorower Simson
motorower Simson 26.03.2020, 08:43
Przy lewicobusie powiedział Robby: najpiękniej pachnie bździna Krzycha. A jak jeszcze wysmyknie mi się mój mały zaganiacz, to roztacza aromaty na przestrzeń miłosnej chaty. I to jest continuum szczęścia, jak panna młoda w chwili zamęścia.
adios muchachos y virgens
adios muchachos y virgens 25.03.2020, 14:29
Przypomina się pełne miłości, spolegliwe utwory rymowane w wykonaniu GPS

Antymit - zbiorowa ksywa dla: Szalbierz- naczelny herszt GPS100; Ciechanowski- CiJa, Mister, fortop; Ożarowski- Fununited...)
Dołączył:16 Gru 2006 Wysłany: Sob Gru 16, 2006 1:41
Przeczytałem książkę pt. "Solidarność Pilska w podziemiu 1981-1989" i stwierdzam, że w tekście pt."Egzamin z patriotyzmu", który napisał Ciechanowski, nie ma nic z tego co twierdzi Bakutilek (login Lemanowicza Janusza z forum i-pila), w sobie właściwym stylu z piekła rodem. Paranoik chyba jakiś czy co?
Napiszę mu niebawem następny wierszyk - taki biogram. Niech ma.
A tymczasem jakże prawdziwe przypomnienie:
Ogr i Ogrzyca (na melodię "Chłop żywemu nie przepuści")
Genetyczne obciążenia Powodują zjawisk kilka I koszerne przekonania I odwagę nie od wilka

Nie potrafi zdzierżyć w niczym Więc obrzuca ludzi błotem Wysługując się kolesiom Za nie srebrne polskie złote

Rynsztokową wytwórczością Świni wszystkim i gdzie może Egzaltując się mrocznością Swych kloacznych dzieł humorze

W tejże sztuce wnet prześcignie Urbanowskie arcydzieła A czy skończy tego nie wiem Bo nienawiść go pożera

Wciąż więc pisze pod dyktando Belzebuba lub Rokity Wyjąc cienkie murmurando Pod kopytem swej kobity

Tej kobity co w chałupie Na wsiech ścianach wiszą prącie A do służby zaciągnęła Nawet miiotłę co jest w kącie

Ona każe to on musi Wiersze pisać z piekła rodem Wszystko dla swojej żonusi Która śmierdzi piekła smrodem

Kto to taki obskurancki? W łeb walnięty Obuchowicz? Nie! To prostak, cham i świnia! Co się zowie Lemanowicz.

Na forum internetowym "tygodnik nowy.pl", który niebawem przekształcił się w dzienniknowy.pl, po ukazaniu się tego utworu pojawiły się wpisy: jeden potępiający autora, 4 wychwalające.
Wszystkie informowały, iż autorem jest Mariusz Szalbierz. Mariusz Szalbierz przez 14 lat nie zaprzeczył tym doniesieniom.
Zakładam, że jest w tych wypowiedziach źródło prawdy. Mariusz Szalbierz niekoniecznie jest samodzielnym twórcą tego dzieła. Mogli brać udział w konstruowaniu tekstu: Jacek Ciechanowski, Tomasz Ożarowski. Grupa ta, o zmiennym składzie, przyjęła sobie nazwę-pseudo "Antymit". Faktycznie była to część GPS100.

Następny tekst jest wypracowany w środkowej fazie realizacji inicjatywy Szalbierza "Tęczowe flagi załopoczą nad Piłą" pod wiodącym hasłem "Lipcowe rżnięcie w Pile". Szalbierz postulował marsz homonormatywnych na 18 lipca 2014.
GPS (grupa pościgowo-szpiegująca) 2014-03-13 08:27:35
Nowojorski Korkmaz, gejek jeden
syna Krysi w dupę ***.
Słońce świeci wiatr powiewa
Pani Krysia na policji z *** strzela
to że system audio jest w ogrodzie
to że GPSa ma też w skodzie
Cały świat ją obserwuje
jak imieniny dziś świętuje.
Pani Krystyno mimo posiadania męża zjeba
świat docenić dzisiaj trzeba
Wszak to Pani imieniny
osiągnięcia docenimy
mimo wpadek bab szczerbatych
przełknij godnie swe plfociny
wszak to Twoje imieniny......
Chochoł: ala la la fi fi fuj 10 lat poszło w ch.uj

GPS, GPS100 jest to oznaczenie ciała powołanego przez Henryka Stokłosę 14 kwietnia 2006 roku. Celem tej grupy było i jest nękanie rodziny Lemanowiczów przez inwigilację, podsłuchiwanie, prowokacje, biały wywiad i szpiegowanie przez włamania do mieszkania.

Typ spod czerwonej gwiazdy Czyli Ballada o Januszku L
W Stalinowskiej ciemnej nocy
Z sowieckimi bagnetami
Przyszły hieny tu za nami
Ojciec Olka z ojcem Janka
Ganiał chłopców w Wałcza lasach
Z AK z Win-u i z Powstania
ENKaWuDe rozkazało
I dobijał Olka jary
A pilnował Janka stary
Dziś 50 lat przesłania
Niejednego z UB drania
W tych klimatach wychowany
Wchłaniał Janek stalinizmy
To z komuszej ojcowizny
To już własnej marks kariery
Lewych elyt miasta Wałcza
Jak kto woli syf zgnilizny
PyZyPyRy sekretarza
UB synka i przechery
Typ spod czerwonej gwiazdy Czyli Ballada o Januszku L
Część II
Żywot Janka sprzedawczyka
Dalej trzeba pisać szczerze
Czy on skończy świnić ludziom
Wielu wierzy ja nie wierzę
Pod tatusia kuratelą
I komuny namaszczeniem
Skończył szkoły wędrowniczek
Bez magistra oznaczeniem
Druh sprawdzony politycznie
Wnet do szkoły poszedł uczyć
Jakoś tak nie pragmatycznie
Bo blondynkę zbałamucił
Odesłali więc ze szkoły
Do kariery politycznej
Gdzie Jaś długo nie zabawił
Bo intrygant dialektyczny
Więc tatulek zasmucony
Zabrał syna na wyżyny
W Pile partia dała chatę
I robotę dla jedynej
Która chwacka w wszelkich sprawach
ZMPówką wnet została
Przyszedł rok osiemdziesiąty
Solidarność zakładała
Tato dbając o synalka
Kazał znowu coś zakuwać
By z ślepego ideowca
Zrobić w COBR-ze naukowca
Ten towarzysz zatwardziały
W Solidarność się przyodział
Jakie władze mu kazały
Tego nigdy nam nie podał
Kiep straszliwy, a sekretarz
Chamski wielce przemądrzały
Wnet się doktor na nim poznał
Władze z COBR-u go wylały
Przylgną szybko do konspiry
Polityczną zmienił stronę
By odnaleźć gdzieś Ciechana
Do Twarogów wysłał żonę
Odmawiali z nim współpracy
Mówił że nawrócił szczerze
Pędził bimber Lecha chwalił
Ale zwątpił w dwa pacierze
Inni trwali i działali
On do swoich ruszył wartko
Po rewizjach z destylarką
Władze lokal dały szparko
Salon gier na przydział dali
Forsa lała się potokiem
Z komuchami balowali
Pod bezpieki bacznym okiem
Dzięki twardej opozycji
Zmiany władza szykowała
Janek znów wysyła żonę
By Ciechana pozyskała
Cdn
Dodał Antymit dnia 2008-07-06 19:58:33

Ten utwór Mariusza Szalbierza powstał przy dużym udziale Jacka Ciechanowskiego, który wiedział nieco o realiach życia rodziny Lemanowiczów. Jacek Ciechanowski przez 8 miesięcy (I-IX 1982) ukrywał się w mieszkaniu Lemanowiczów. W tym czasie był stan wojenny. Jacek Ciechanowski uczestniczył w powołanej w moim mieszkaniu grupie oporu, wydawaniu pisma "Lech", organizowaniu grup w terenie. Z nieznanych mi powodów Jacek Ciechanowski zaprzedał się Stokłosie - o czym opowiadał sam Stokłosa w książce "W szponach władzy" - i wziął udział w rozpracowaniu operacyjnym mnie i mojej rodziny. Przejawiał też indywidualną aktywność w poniżaniu, obmawianiu, oczernianiu mojej rodziny.

Są to przykłady antyhejtu w rozumieniu tych czychś.
Mnemozyna
Mnemozyna 22.03.2020, 21:42
2015-11-14 15:13:19
"Idę sobie kiedyś z kumplem po ulicy w Pile i kumpel mówi: - Patrz to jest ten Leman - działacz antystokłosowy.
Patrzę na chłopa i szok. Gdzie mu tam do Stokłosy. Mały siwy pokraka, pięćdziesięciu metrów pewnie by nie przebiegł. Garderoba najprawdopodobniej z lumpeksu, a w najlepszym razie z outletu. Brzuch wydęty (jak kobieta w ósmym miesiącu) tak, że pewnie swojego c h u j a nawet we wzwodzie nie widzi. I to by wiele tłumaczyło. Do tego zupełny brak dokonań - niczego nie wybudował, kariera zawodowa - porażka, poprzegrywane wybory, popalone mosty, pozabierane zabawki, emeryturka cieniutka jak d u p a węża, niczego się chłop nie dorobił. No chyba, że chemoroidów od siedzenia przed kompem. Splot kompleksów, frustracji, zawiści, zapalczywości. Taki Adaś Miałczyński, z tym że z prowincji. Słowem bardzo niebezpieczny społecznie profil osobowości. Negatywne emocje to dla niego paliwo, to mu daje kopa, zastępuje red bulla i bzykanie. Jak komuś nie dosra to dzień stracony.".

Najprawdopodobniej był to mieszkający na rogu Łowieckiej i Wawelskiej Noska, mały siwy pokraka - karakan. Kumpel pomylił, bo był od małego nie d o j e b a n y w temacie wzroku.
zła dieta a koślawość
zła dieta a koślawość 23.03.2020, 19:19
Leman posiada zdjęcie z sądu rejonowego w Chodzieży, gdzie stoją: Stokłosa, Noska. Noska ma szczególnie koślawe nogi. Musiał za dziecka być gruby od kartofli.
Marchewka i tran
Marchewka i tran 24.03.2020, 09:23
Osobnicy trudnych czasów wojny i po wojnie często zapadali na krzywicę, jak te wierzby płaczące. Albo dostawali objawów szpotawości- skrzywienie w kostce albo byli koślawcami, czyli przegięciem w kolanie na zewnątrz, tak zwane iksy lub na zewnątrz co kpiąco określano jako "sika w nawiasach", co się przydarzyło Nosce. Były to skutki złej diety, braku witamin klasy D.
antystokłosowy
antystokłosowy 23.03.2020, 09:19
Z dokumentacji sportowca odnotowaliśmy kartę badań lekarskich Lemana. Są tam dane dotyczące wzrostu, wagi, pojemności płuc, uzębienia, testy wysiłkowe. Podano tam wzrost Lemana - 179 cm. Stokłosa ma tak jak Miller Leszek 168 cm. Wtóruje Stokłosie Noska z koślawymi girami chłopaka otyłego w dzieciństwie. Noska musiał wpierrdalać dużo kartofli i kapusty.
jestem, który jestem
jestem, który jestem 21.03.2020, 17:42
Portal dzienniknowy.pl można spokojnie zamknąć, bo wszystkie śmiecie i złomy cywilizacji wyczerpały swoje możliwości. Został jeden zwycięzca.
ból istnienia: wódko, pozwól zyć!
ból istnienia: wódko, pozwól zyć! 18.03.2020, 19:28
Kumpel pana Mariusza od podpuchy i obmowy, Jacek Ciechanowski. Podaje się dla przypomnienia relację "Młodego" z nieistniejącego już portalu i-pila :Młody
2008-07-01 21:36:19
Byłem młody i dałem się wpanipulować Ciechanowskiemu w obrzydliwy wystepek. Poprosił mnie swego czasu, abym o godz. 2.00 w nocy zadzwonił do p. Lemanowicz z prośbą o pomoc dla mojej mamy. Przyjechała. Ale, niestety podanego numeru mieszkania na tej ulicy nie było. Chodziła, sprawdzała i nic. Po kilkunastu minutach odjechała maluchem z napisem Poradnia Hospicyjna.
Zapytałem, po co to było?
Ciechanowski odpowiedział: Chcę sprawdzić, czy pracują tak, jak mówią.
Dzisiaj, przepraszam tą panią.
Takie działania, to chleb powszedni dla tego pana.
Rejestr  Złoczyńców
Rejestr Złoczyńców 22.03.2020, 10:14
"Młody", mógł to być Hubert Piotr (2 V 1980; Piła) lub jego kumpel Tomasz (2 II 1981;Rejestr Złoczyńców Grodzisk Wielkopolski ).
Pytacz
Pytacz 19.03.2020, 11:01
Czy w czasie opisanym we wpisie "ból istnienia: wódko, pozwól żyć! 18.03 2020; 19:28" Jacek Ciechanowski był Radnym Rady Powiatu w Pile, III Kadencja lata 2006-2010?
Szukacz
Szukacz 19.03.2020, 11:05
Był. Są dowody. Na przykład w Internecie można odszukać skład Rady Powiatu 2006 - 2010.
Kassandra
Kassandra 19.03.2020, 11:11
Wyobraźcie sobie narodzie chrześcijański, że Jacek Ciechanowski jest ministrem spraw wewnętrznych albo członkiem biura politycznego sekretarzem komitetu centralnego odpowiedzialnym za bezpiekę. Przy takim gościu Różański, Radkiewicz, Fejgin, Światło, Brystygierowa, Berman, Jeżow, Beria to byliby pikusie – dupolizy, łagodne jak baranki.
Konstantynopolitańczyk
Konstantynopolitańczyk 19.03.2020, 11:33
Jest pytanie: Czy radny powiatowy ma kompetencje formalne i moralne do sprawdzania, jak funkcjonuje organizacja pozarządowa, która nie pobiera dotacji, subwencji od samorządu lub administracji rządowej?
Co kierowało tym człowiekiem, żeby po nocy zrywać wolontariat stowarzyszenia i fałszywie wzywać do pomocy nieistniejącej chorej pod nieistniejącym adresem?
Aśka z Ujścia
Aśka z Ujścia 21.03.2020, 13:23
Byłam akurat w tym czasokresie pod telefonem dyżurnym. Zadzwoniła szefowa, żebym była gotowa za 15 minut na wyjazd do chorej kobiety. Mieszkałam wtedy na Grunwaldzkiej. Pojechałyśmy we dwie. Patrzymy najpierw z auta za numerem domu. W ogóle na takiej króciótkiej ulicy nie mogło być numeru takiego dużego. Szefowa wyszła, że może jest drugi rząd budynków, ale nie było. Nikogo ani widu ani słychu, bo jak ktoś oczekuje pomocy, to przeważnie można się spodziewać, że syn, corka, zięć wyjdzie na posesję i czeka na przybycie. A tu nic! Ile taki radny powinien zapłacić kary za fałszywe wezwanie karetki? Niech się zastanowi, co on zrobił?
Grażyna Bogusińska
Grażyna Bogusińska 22.03.2020, 21:31
O matko. Maluch to nie karetka pogotowia.
pogotowie wariactwa przewąchiwawczego
pogotowie wariactwa przewąchiwawczego 23.03.2020, 12:21
Za to można orzec, że Jacek - policmajster od wszystkich tajniaków. Kiedy pewna pani Dorota zapytała Jacka w 2002 roku: co teraz robisz Jacku w PiSie? On odpowiedział do Doroty L.: zbieram haki na wszystkich, na wszystkich.
Kapituła HH PRL.
Kapituła HH PRL. 23.03.2020, 12:30
A więc pan Jacek miał wmontowaną w mózgownicę determinantę do poszukiwania haków na wszystkich.
Można powiedzieć, że tytuł Honorowego Hakowego PRL należy mu się jak psu Bobiemu kop w żebro od Jacka.
oj tak, oj tam.
oj tak, oj tam. 21.03.2020, 17:40
...króciutkiej pisze się tak.
ciekawska podfruwajka
ciekawska podfruwajka 19.03.2020, 20:57
Czy takie prowokacje nie są karalne?
wspomnienie
wspomnienie 19.03.2020, 21:57
Teoretycznie tak ale jacek jest bez sumienia pustą torbą plastikową jednorazowego użytku, unoszącą się w powietrzu. A to było tak! Idzie sobie pan Jacek, a tu sumienie, bach, i wypadło na nierównej drodze do sławy. Przystanął pan Jacek, popatrzał: O, sumienie, o ***! Przywalił kopa. Wpadło do kratki kanalizacyjnej. Zajrzał do kanału. Jeszcze się trzymało na krawędzi rury. Ledwo, ledwo, ale jednak. Wody było ciut za mało. Doszczam, pomyślał Jacek, i doszczał. Popłynęło. I tak było zapaskudzone, to wiedział. Zrobiło mu się lekko bez sumienia i z pustym pęcherzem. Poszedł do domu, sprać Karolinę. To lubił najbardziej. Władzę absolutną.
precyzer
precyzer Wczoraj, 20:02
o ***! - powinno być: o kurva!
pracownia osmologii
pracownia osmologii 19.03.2020, 11:54
No, Ciechanowski! Dałeś czadu, jak po bigosie i brukselce z kalafiorem.
w
w 21.03.2020, 10:29
I popatrzcie, Ciechanowski i Szalbierz z jednego kotła się paśli. Kumple, towarzysze, żołnierze jednego plutonu.
słownik wszystkiego
słownik wszystkiego 23.03.2020, 12:42
Czy "pluton" pochodzi od słowa pluć na nielubianych ludzi? Bo to by do tych panów pasowało, do ich roboty plugawej.
Mralczyk i Biodek
Mralczyk i Biodek 23.03.2020, 12:44
W tym przypadku można orzec, że tak.
traktorzysta
traktorzysta 16.03.2020, 10:40
Zaorać!
agronom
agronom 21.03.2020, 13:38
I odchwaścić!
Tomek z Lubina
Tomek z Lubina 21.03.2020, 13:57
Randap i niech Jacek nasika.
Jestem, który jestem
Jestem, który jestem 15.03.2020, 23:58
Portal dzienniknowy.pl można spokojnie zamknąć, bo wszystkie śmiecie i złomy cywilizacji wyczerpały swoje możliwości. Został jeden zwycięzca.
licznik bije
licznik bije 14.03.2020, 23:11
To już 182 dni (26 tygodni) jak nasz Pan Mariusz posiada tabliczkę w miejscowości Białystok.
Kizi
Kizi 14.03.2020, 22:26
Tego kwiatka to by mógł zanieść do taty na cmentarz i zapodać: oto ja twój synuś. Dostałem tabliczkę a więc rozsadza mnie duma, tak, jakbym się unosił w rajską krainę ułudy, kędy zapał tworzy cudy, nowości potrząsa kwiatem i obleka w nadziei złote malowidła. Ale to tylko ułuda, blues pomroczny, pogrobowy dla Kunta Kintego. Wciąż słyszę wołanie: wódko, pozwól żyć.
Gdzie żeś ty bywał Czarny Baranie...
Gdzie żeś ty bywał Czarny Baranie... 14.03.2020, 22:55
Najlepsze było sprawozdanie z kibla u Lemana, co on tam ma. Jakeś się wynajął za psa, to musisz szczekać!
przypomnienie kurestwa
przypomnienie kurestwa 20.03.2020, 12:17
Konsekwencją zamieszczenia przez Mariusza Szalbierza na portalu faktypilskie.pl zdjęcia ukradzionego z prywatnych zbiorów komputerowych Lemanowicza, przedstawiającego dwóch panów reklamujących artykuły spożywcze znanych firm a wykorzystanego do promocji planowanego z inicjatywy Mariusza Szalbierza na 18 lipca 2014 roku przemarszu przez Piłę pederastów, lesbijek i innego badziewia pod hasłem "Lipcowe rżnięcie w Pile", była plugawa akcja telewizji kablowej Asta. Ta akcja została zauważona i opisana przez usera "Pawełek" forum dzienniknowy.pl, cytuję: "Pawełek; 2014-07-25 15:11:19. Lemanowiczu a widziałes materiał na asta o tęczowej paradzie? Było tam w materiale pokazane zdjęcie. Na zdjęciu rozpoznałem twojego starszego syna. Był w czerwonej koszulce na paradzie dla pedałów. Jest na tym zdjęciu z jakimś innym gejem. Mnie zastanawia co innego. Czy czasami asta nie obsługuje twojego internetu? ". Lemanowicz skierował zapytanie do Małdzińskiego i Ryczka, czy rzeczywiście cudze zdjęcie zostało pokazane jako swoje (bez winietki, skąd pochodzi). Urzędnicy kablówki odpowiedzieli, że na to pytanie nie będzie odpowiedzi. Dlaczego? Bo potwierdzenie mogłoby skutkować odpowiedzialności przed sądem cywilnym a gdyby skłamali, przed sądem karnym. Była to metoda ucieczki góvna do szamba, te potwory medialne usunęły zdjęcie i po zawodach.
Wielep
Wielep 09.03.2020, 13:57
W kolejną rocznicę wydarzeń marcowych przekazuję wam ludkowie treść wystąpienia redaktora Tadeusza Kura, o którym mówiono od tego momentu:kur-wie lepiej:

Wystąpienie redaktora Tadeusza Kura
na spotkaniu ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego
kwiecień 1968


Na temat błędów w encyklopedii otrzymałem list z PWN podpisany przez redaktora naczelnego Encyklopedii i Słowników dyr. Marszałka. Cytuje treść: „Redaktor naczelny Prawa i Życia Kazimierz Kąkol. Szanowny towarzyszu redaktorze. W nawiązaniu do listu z dnia 25 marca br. załączamy wstępne wyjaśnienie redakcji dotyczące zarzutów zawartych w artykule Tadeusza Kura pod tytułem „Encyklopedyści”, opublikowanym w nr 6 Waszego pisma. PWN informuje, że z inicjatywy kierownictwa i organizacji partyjnej przeprowadzany jest obecnie cykl narad poświęcony szczegółowej analizie błędów zawartych w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej oraz przyczyny ich powstania. O wyniku tych narad, które pogłębią i bardziej sprecyzują przesyłane wyjaśnienia powiadomimy niezwłocznie towarzysza redaktora i dopiero wtedy będziemy prosić o przekazanie pełnej informacji dla czytelników”.
czytelników poprzednim liście z dnia 27 marca 1968 PWN pisze: „W związku z artykułem pozwalam sobie przesłać wyjaśnienia z prośbą o ich zamieszczenie w najbliższym numerze Prawa i Życia:”. A więc, pierwszy list, który przeczytałem z datą 3 kwietnia praktycznie uchyla list z 25 marca, w którym proszono o zamieszczenie wyjaśnień. Teraz już proszą, aby się trochę wstrzymać. Niemniej jednak zapowiadają, że są braki i w tomie 13, który będzie zawierać suplement, oni to wyjaśnią. Punkt 2 listu z dnia 25 marca brzmi: „Z prawdziwym ubolewaniem przyznajemy, że część zarzutów jest słuszna i uczynimy wszystko, ażeby to naprawiono”. Dalej jest długi wywód, że wydawnictwo wyciągnęło organizacyjne i personalne wnioski, lecz wiemy, że jak do tej pory tylko dwie osoby zostały – nazwijmy to – ukarane: red. Lucyna Majster została przeniesiona na równorzędne stanowisko w PWN i red. Biernacki, który chyba była najmniej winien, przeniesiony na inne, ale też równorzędne stanowisko. Dla sprostowania błędów hasła „Obozy” postanowiono poszerzyć informację w haśle „Zbrodnie w Polsce”, zamieścić hasło „Obozy hitlerowskie” (w suplemencie) oraz opublikować pracę profesora Alfonsa Kafkowskiego „Obozy koncentracyjne jako zagadnienie prawa międzynarodowego”. Ponadto w tomie 10 znajduje się obszerny artykuł dotyczący ruchu oporu. Tu, muszę powiedzieć, że zostałem zdyskwalifikowany przez Wojskowy Instytut Historyczny. Poza tym, rzekomo niesłuszny jest zarzut, jakoby zespół encyklopedii lekceważył ludzi nauki – autorów poszczególnych haseł. Autorzy i konsultanci twierdzą jednak co innego i nie popełnię chyba niedyskrecji jeżeli powiem, że jeden z czołowych naukowców, który tam figurował na samym szczycie w Radzie Naukowej oświadczył:” Nie da się ukryć, że panowie profesorowie forsę brali a nie pracowali”. Natomiast lekceważenie było, my o tym wiemy. Sięgamy do protokołów tych narad i sprawdzamy, ile osób z 20 osobowego kolegium przychodziło na te kolegia, czytało, oglądało, itd. Wyniki opublikujemy. Dalej piszą o trybie zatwierdzania poszczególnych haseł, wyjaśniają, że nie istniał nigdy specjalny zespół do zatwierdzania poszczególnych haseł, natomiast najważniejsze hasła z historii i innych działów były opiniowane przez kolegium redakcyjne w składzie 20 osób pod przewodnictwem prof. dr. Suchodolskiego. Suchodolskiego skład tego kolegium wchodziły również osoby wymieniane w artykule Tadeusza Kura, a mianowicie: Stefan Staszewski, Tadeusz Zabłudowski, Jerzy Baumrichter, Lucyna Majsner i Maria Gacowa. W tej sprawie są cztery ekspertyzy, których kopie mam przy sobie, są to ekspertyzy prof. Madejczyka, prof. Klafkowskiego, prof. Pospieszalskiego i zbiorowa ekspertyza dokonana przez zespół naukowy Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, której ja jestem naukowym pracownikiem. Nie ma zastrzeżeń tylko do czterech haseł dotyczących wojny i okupacji w Polsce, mianowicie: Palmiry, Piaśnica, Pawiak, i do hasła Getto. Do wszystkich pozostałych mamy zastrzeżenia. Gdzie leży w moim przekonaniu wina – wina jest autorów. Powołam się na opinię profesora Wydziału Historii UW, którego darzę od lat niezmiennym i ogromnym szacunkiem, i szczycę się, że posiadam również jego szacunek, mianowicie prof. dr. Wolińskiego. Z okazji jego jubileuszu robiłem z nim wywiad. Profesor Woliński w tym wywiadzie analizując osobowość i kryteria, którym powinien odpowiadać historyk powołał się na Roberta Sorella i stwierdził: „Na historyka w całym tego słowa znaczeniu składają się trzy elementy: po pierwsze wiedza, po drugie charakter, po trzecie talent pisarski”. Bez wiedzy, wiadomo, co jest. Bez charakteru dziś pisze się tak, jutro inaczej. Bez talentu pisarskiego nie można przekazać społeczeństwu wyników swojej pracy. Wydaje mi się, że w przypadku encyklopedii zabrakło wszystkich trzech wymogów, które powinien posiadać historyk.
Druga kwestia, to rozbieżności w partii, czy istnieje linia podziału, jakie są te rozbieżności, są, czy ich nie ma, czy rzeczywiście odpowiadają prawdzie te tytuły w prasie, że cały naród skupia się wokół kierownictwa partii, czy też widzi w tym kierownictwie pewne osoby godne poparcia i zaufania, a innych nie. Ja nie jestem członkiem partii, nie bywam na posiedzeniach Biura Politycznego ani jako sprawozdawca, ani jako obserwator. Również nie byłem nigdy na posiedzeniu Plenum KC. Byłem dwa razy jako sprawozdawca na posiedzeniu Plenum Komitetu Warszawskiego i na konferencji warszawskie organizacji partyjnej jako pracownik tygodnika „Stolica”. Natomiast tam, wyżej, nie wiem, co się dzieje. Ale czytam gazety i sądzę, że uważny czytelnik tych gazet doczytał się, że towarzysz Wiesław powiedział, iż będą zmiany, sytuacja będzie badana, w odpowiednim czasie będą podawane informacje. Jeżeli czytam depeszę w Trybunie Ludu:” Wierność i poparcie dla partii. Wrogów ludowej ojczyzny odizolować od uczciwie pracującego społeczeństwa” (Warszawa 3. 4. 1968) ; uczestnicy spotkania partyjnego aktywu Lublina w liście do Gomułki piszą: ”Z całą mocą wyrażamy swą wierność i oddanie dla Polski Ludowej, dla jej przewodniej siły – PZPR. Potępiamy wrogą dla nas działalność syjonistów i reakcjonistów, domagamy się szybkiego usunięcia ich z partii i z kierowniczych stanowisk, odizolowania ich od uczciwie pracujących”. Zwykła dedukcja pozwala wyciągnąć wnioski, że jeżeli aktyw lubelski na czele z I sekretarzem towarzyszem Władysławem Kozdrą wysuwa postulat, żeby usunąć syjonistów z partii, a wrogów odsunąć od kierowniczych stanowisk, zaś naczelny organ partii to drukuje, to oznacza, że tacy wrogowie i tacy syjoniści tam są. Dalej, Warszawa 27. 3. 1968; Trybuna Ludu: „Narada pierwszych sekretarzy KW pod przewodnictwem tow. W. Gomułki. W KC PZPR odbyła się narada I sekretarzy KW PZPR. W naradzie udział wzięli członkowie Biura Politycznego, tow. Józef Cyrankiewicz, Edward Gierek, Zenon Kliszko, i Ryszard Strzelecki, sekretarze KC oraz kierownicy wydziałów KC”. Więcej nazwisk nie było, tylko te cztery. Mogę dedukować, że inne osoby albo nie chciały przyjść, albo nie zostały zaproszone.
Sprawę tę połączę z grupą pytań dotyczących prasy. Dlaczego, na przykład, pewna prasa pisze tak, a inna inaczej? Dlaczego prasa kłamie?
Zgadzam się, ze prasa kłamie – ta, która nie pisze prawdy i ta, która omija zagadnienia. Są takie gazety, które zadowalają się zamieszczeniem tylko depesz, krótkich komunikatów. Jakoś zaginęły –jak sami widzicie – gwiazdy dziennikarstwa polskiego, nawet dwaj laureaci nagrody państwowej zeszłego roku: Henryk Korotyński i Karol Małcużyński. Nie widzicie ich artykułów, nie widzicie ich działalności, tak samo jak działalności redaktorów naczelnych wielu pism, jak Stefana Arskiego ze Świata, Czasami w Expressie pisze on jakieś „Michałki”. Nie chcę wymieniać nazwisk innych kolegów, ale sami stwierdzicie, jak wyglądała publicystyka podpisywana dawniej imieniem i nazwiskiem, nazwiskiem jak dzisiaj.
Dzisiaj w niektórych gazetach zamieszczane są artykuły, z których widać, że robione są na tzw. „duś a mus” i podpisywane jakąś literką, lub bez żadnej literki. Właśnie dotyczyło to gazet 9, 10, 12 marca, kiedy ważne było dla was i dal całego narodu rzucenie na szalę artykułów pisanych przez zdolnych publicystów, żarliwych publicystów. Niektórych ja znam od dwudziestu lat jako pracujących w prasie ludowej. Potrafili oni płomiennym słowem okazać swój talent pisarski, oddawać go w usługi złej sprawie przed 1956 rokiem. Dzisiaj oni milczą. To oznacza, że podział, który jest na górze, którego źródeł musimy szukać w różnicach poglądów – prawdopodobnie nie na temat, czy storczyki mają zapach, czy nie – sięga przez wszystkie instancje i organizacje, aż do prasy i sięgał do was na wyższe uczelnie, wyciągając was na ulice. I tu jedno chcę powiedzieć.
Jeżeli dzisiaj, po tych wszystkich dniach, które upłynęły, będzie ktoś przychodził do was i będzie mówił o tak zwanej sprawie studenckiej, to nie powinniście go słuchać, a wziąć za frak i wyrzucić. To będzie prowokator, który będzie się starał rozdrapywać wasze zagojone i zabliźnione rany. Tak sprawa wygląda. Sądzę, że mi przyznacie rację, jak wam przedstawię następny materiał i kiedy wy się dowiecie, o co naprawdę chodziło, że wy, studenci mieliście być użyci jako zapalnik do machiny piekielnej, która miała rozsadzić nasz cały polski dom.
Jest taka kartka: „Czy zgadza się pan z twierdzeniem, że podczas wypadków marcowych mieliśmy do czynienia z próbą zamachu; jeśli tak, to kto próbował dokonać tego zamachu?” Zgadzam się z tym twierdzeniem, że istniała próba zamachu stanu, że były dwa ugrupowania, o czym wyraźnie mówił tow.Gomułka na spotkaniu z dziennikarzami w czasie naszego zjazdu, stwierdzając, że była próba obalenia obecnego kierownictwa partii, wprowadzenia nowego i przeorientowania Polski na zupełnie inne tory. W planach tych oczywiście mówiło się, że w przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, lecz już nie, jako Polska socjalistyczna. Ta próba zamachu rzeczywiście była, a manifestacja studencka miała tylko na celu wyciągnięcie nie tylko studentów, ale i ludzi wychodzących z biur, urzędów, fabryk i innych instytucji po godzinie 15;30 i 16:00 w rejon Krakowskiego Przedmieścia, pod pomnik Mickiewicza. Jest na to pokrycie również z toczącego się obecnie śledztwa.
Dzień 8 marca nie był dniem przypadkowo wybranym. Był dniem wyliczonym i wyrachowanym w różnych wariantach i okolicznościach. Liczono na to, że ludzie w dniu 8 marca są podpici, że w zakładach pracy z okazji „kwiatka dla Ewy” są poczęstunki, są wina i że ludzie będą trochę na rauszu i będzie w ogóle nieco rozluźniona atmosfera. Planowane było, a o tym wiecie, wyjście ogromnej masy studentów (nie tylko Uniwersytetu) pod pomnik Mickiewicza, tam składanie wieńców, wielka manifestacja i próba przyciągnięcia i obrośnięcia tej manifestacji w wielki tłum. Organizatorzy manifestacji byli pewni, że ściągną około 50 tys. Ludzi. Oczywiście, rozpędzenie tłumu 50-60 tysięcznego nie jest rzeczą łatwą i to się będzie musiało przerodzić w niezwykle silne zamieszki; przede wszystkim miało to za zadanie ściągnięcie wszystkich rezerw stojących do dyspozycji milicji i ORMO w tamten rejon. Mogę powiedzieć, że ściągnięcie w ten rejon było celowe; w innych rejonach miasta miało się dziać co innego. W tej chwili z uwagi na tajemnicę śledztwa nie mogę tego ujawniać, natomiast zapewniam was, że taka próba była, że był mechanizm przygotowany i że również były przygotowane do tego odpowiednie siły, już nie studenckie [głosy z sali: mówić wszystko]. Nie wiem, czy na Sali SA prawnicy, jeżeli SA, to wiedzą oni, że ujawnienie tajemnic śledztwa jest karalne. [głos z sali: prosimy o nazwiska, co to za grupa, czy byli to syjoniści].
Jest pytanie dotyczące ostatnich zmian w wojsku. Jeżeli chcecie wiedzieć, to popatrzcie, kto miał jakie jednostki ręku i kto poszedł na stanowiska, gdzie nie ma w ręku wojska i odpowiedzcie sobie sami na pytanie, trzeba dedukować z gazet, trzeba gazety dobrze czytać, nie tylko mówić, że prasa kłamie. Naprawdę nie zmuszajcie mnie domówienia nazwisk. Ja je znam, lecz nie mogę powiedzieć. Będzie śledztwo, będą procesy, będziecie wiedzieli o tym. To był ogromny mechanizm, skoordynowany z wydarzeniami międzynarodowymi. Skok Dajana – ten ostatni na Jordanię – też nie był obojętny, jak również nie było przypadkiem, że premiera nowej sztuki „Ciężkie czasy” została również wyznaczona na dzień 8 marca.
Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, lecz materiały, które wam teraz ujawnię pochodzą z Generalnej Prokuratury, z sądów, z instancji partyjnych, rozświetlają zagadnienia doskonale i będziecie więcej rozumieli. Otóż przechodzę do zagadnienia afer gospodarczych i odpowiedzialności za afery. Spotkałem się z zarzutem w SGPiS-ie – lecz nie ze strony studentów – że usiłuję robić sensację ujawniając rzeczywiście niesłychane skandale. Ale sami się zorientujecie, w jakim brudzie myśmy żyli. Naprawdę, przerażenie bierze, jeśli się pomyśli, co mogli ludzie wyprawiać, jak mogli nasz kraj grabić i okradać, pozostając bezkarnymi. I dlatego zagadnienia, o których mówię nie są epatowaniem publiczności. Mówię o smaczkach, jak kto i w jaki sposób potrafił wyciągnąć 800 tys. dolarów czy półtora miliona złotych, jak przeprowadzić 2 miliony funtów, czy więcej do swoich kieszeni, w jaki sposób oni mogli to zrobić.
Chodzi o to, że ci ludzie stali na bardzo wysokich stanowiskach, że powierzono im stanowiska nie tylko państwowe, ale i partyjne, i że kiedy zostały ujawnione te afery, to wyrzucano i karano nie tych ludzi, którzy byli winni przestępstw, ale wyrzucano ludzi, którzy domagali się ich ujawnienia. I to jest dramat, jeden z mechanizmów tej właśnie próby puczu, która się miała w Polsce dokonać. Mam przed sobą zbiór protokołów partyjnej narady środowiskowej w resorcie handlu zagranicznego z dnia 12 marca 1968. Materiał jest niezwykle interesujący – sensacyjny, będę go fragmentami cytował. Głównie przeciwko czemu protestują pracownicy central handlu zagranicznego, to jest, przeciwko podrzucaniu im ludzi bez żadnych kwalifikacji, czasami z 7 klasami szkoły podstawowej, nie znających się zupełnie na handlu zagranicznym. Pakowano ich do tego handlu tylko po to, ażeby uprawiać tam różne machlojki i brudne interesy. Dotyczy to zarówno resortu, jak i Polskiej Izby Handlu Zagranicznego, a także poszczególnych central. Będę cytował fragmenty protokołu i wystąpień przedstawicieli, przeważnie sekretarzy podstawowych organizacji partyjnych, względnie dyrektorów tych instytucji. Tow. Wieliczko – Metalexport: „ Centralny Zarząd Ruch”, w którym dyrektorem jest ob. Herbst (ja go znałem jako towarzysza, więc nie wiem, czy go już wyrzucono z partii). Od kilkunastu lat zaopatrywał redakcje Wolnej Europy w Monachium, redakcję „Kultury” w Paryżu oraz kilkanaście innych reakcyjnych redakcji zwalczających ustrój socjalistyczny, prowadzących stałą zażartą walkę z Polską Ludową – bezpłatnie, podkreślam, za darmo, pełny serwis prasowy wszystkich dzienników i czasopism, począwszy od Świerszczyka, poprzez Przekrój, Przyjaciółkę, Trybunę Ludu, roczniki, kwartalniki techniczno-naukowe, kończąc na Monitorze i Dzienniku Ustaw. Powtarzam, te wszystkie reakcyjne redakcje na zachodzie otrzymywały prasę polską za darmo. Płaciło za to polski społeczeństwo, polski robotnik. Zlecenia i zapłatę za prasę do zachodnich szczekaczek zwalczających nasz kraj, sączących jad nienawiści do Polski Ludowej, dokonywało przedsiębiorstwo RSW „Prasa” w Warszawie, a „Ruch” pospiesznymi przesyłkami lotniczymi przekazywał pełny serwis prasowy do tych wrogich elementów. Sprawa trafiła do NIK i została odłożona ad akta przez generalnego dyrektora NIK Andrzeja Trojnara. Trzeba podkreślić, że siły reakcyjne w Polsce postarały się tak zorganizować, ażeby ich działalność była bezkarna. Poszczególne ważne stanowiska w naszym życiu gospodarczym zostały obsadzone niejednokrotnie przez ludzi, którzy bądź sami działali na szkodę Polski Ludowej, bądź starali się ukryć i zatuszować działalność swoich sojuszników. Reakcja do swej działalności potrzebuje środków finansowych i tu dam przykład, jaką szkodą dla gospodarki Polski Ludowej poważna suma około 6 milionów dolarów znalazła się w ręku bankiera francuskiego Drajfusa. Z firmą szwajcarską „Gefa” stanowiącą własność banku Drajfusa „Centromor” zawarł kontrakt na dostawę trzech statków po 10 tys. DWT, ogólnej wartości około 10 mln dolarów. Statki te strona polska zobowiązała się dostarczyć firmie „Gefa” za 3 lata od daty podpisania kontraktu. W międzyczasie w około 8 miesięcy po podpisaniu kontraktu, za zgodą wiceministra Kutina podpisani „addendom”, w którym ustalono, że strona polska w wypadku niedostarczenia statków w terminie ustalonym w kontrakcie zapłaci firmie „Gefa” odszkodowanie w wysokości 40% wartości statków. Takich warunków dotyczących płatności ja nigdy dotychczas nie spotkałem. Statki nie zostały wykonane w terminie i trzeba było zapłacić firmie „Gefa” odszkodowanie w wysokości około 4 mln dolarów. W czasie pobytu w Paryżu, przedstawiciel „Centromor”, który ustalał z firmą „Gefa” warunki zapłaty odszkodowania, zwrócił się do wiceministra Kutina z pismem, w którym podał, że Drejfus proponuje spłatę odszkodowania przez zawarcie nowej umowy, a mianowicie: „Gefa” chce zakupić w Polsce 120 tys. ton cukru i chce sprzedać Polsce 100 tys. ton zboża ze Szwajcarii. W liście tym przedstawiciel „Centromor” stwierdził, że warunki firmy „Gefa” są skandaliczne i że nie można ich przyjąć. Wyobraźcie sobie towarzysze, że na skutek decyzji wiceministra Kutina kupiliśmy jednak zboże ze Szwajcarii, które okazało się, że jest reeksportem zboża ze Związku Radzieckiego i sprzedaliśmy tej firmie 120 tys. ton cukru po niebywale niskiej cenie. Biorąc pod uwagę rozliczenia przeprowadzone z tą firmą dotyczące eksportu statków do Szwajcarii, eksportu cukru i importu zboża, gdyż te transakcje były ze sobą ściśle powiązane, zamiast 4 mln dolarów odszkodowania za niedostarczone statki w terminie, do kasy kapitalistycznego banku wpłynęło 6 mln dolarów. Transakcje te badała NIK, wniosków personalnych za spowodowanie tak poważnych strat w stosunku do wiceministra Kutina nie było. Wicedyrektora zespołu Handlu zagranicznego NIK, który upierał się aby konsekwencje wyciągnąć, usunięto z NIK w trybie natychmiastowym i karnym. Decyzją dyrektora Generalnego NIK sprawa ta, jak i inne poszła pod sukno.
Innym przykładem strat dewizowych poniesionych na skutek decyzji Kutina jest import urządzeń z NRF do produkcji kształtek wymurówek w piecach konwertorowych Huty Lenina. Po prostu kazał kupić tam, gdzie drożej to jest w NRF, zamiast kupić w firmie kraju socjalistycznego, gdzie taniej i nie ma warunków dolarowych.
Tow. Barszcz – Centrala Minex. Tu będziecie mieli ciekawą historyjkę, która wam wyjaśni, dlaczego szereg ludzi zdolnych nie może się dostać na stanowiska i dlaczego ludzie bez żadnych talentów, bez żadnego wykształcenia, a jedynie z wrodzonym talentem do robienia geszefciarskich i szachrajskich interesów piastują wysokie stanowiska przez wiele lat. [głos z sali: -jak on się nazywa?] Towarzysz Barszcz – Centrala Handlu Zagranicznego Minex mówi o tej sprawie, cytuję zdanie tow. Barszcza. Na wstępie analizuje on konieczność stosowania w stosunku do ludzi w handlu zagranicznym kryteriów zarówno fachowych jak i ideologicznych i etyczno-moralnych, i później mówi: Ludzie ci nie wierzą w siłę partii, są cyniczni i bez skrupułów zdemaskowani szukają schronienia przeważnie poza granicami kraju na zachodzie. Chcę przedstawić byłego obywatela Polski Ludowej, człowieka urodzonego w niedzielę, który w ubiegłym roku w lipcu zbiegł za granice – Roman Bogusz. Otóż Roman Bogusz, który nie mógł się wylegitymować nawet 7 letnią szkoła podstawową zajmował w naszej administracji państwowej niepoślednie stanowisko – był trzykrotnie attache i radcą handlowym w Szwajcarii, Gwinei i Grecji, łącznie 11 lat. Był kilkakrotnie dyrektorem różnych Central handlu zagranicznego a ostatnio w grudniu 1965 otrzymał nominacje na dyrektora ekonomicznego naszej centrali Minex z jednoczesnym pełnieniem funkcji naczelnego dyrektora. Już po kilku miesiącach swej działalności w Minexie daje się poznać jako człowiek bezwzględny w ocenie postaw ludzi, w ocenie ich pracy, człowiek nietykalny i mocny, podkreślający przy każdej okazji swoje powiązania z ludźmi „przy dyszlach”, jak nazywał swoich przyjaciół i protektorów. Wiemy o interwencjach, kiedy Bogusz planował swój – już ostatni – urlop na Lazurowym Wybrzeżu, nie kto inny, a tow. Kutin interweniował w sprawie przyspieszenia wydania paszportu Boguszowi. Ta interwencja odniosła skutek. Bogusz z pełną premedytacją, z dorobkiem i dobytkiem, ale bez legitymacji partyjnej, którą rzucił pod nogi, uciekł pozostawiając swoich możnych przyjaciół w kraju. Mam tu jeszcze jedną wypowiedź byłego towarzysza Romana Bogusza. Po agresji Izraela na kraje arabskie powiedział: „Myśmy uznali wasze granice na Odrze i Nysie a wy zrywacie z nami stosunki dyplomatyczne”.
Tow. Nieboski – Motoimport. Pominę tu sprawę dyrektor Biura Ciągników, członka PZPR, która wyróżniała się osobliwym stosunkiem do współpracowników i tego, co nazywamy koniecznością ułożenia właściwych stosunków międzyludzkich. Był to gangster w spódnicy, bluzgający takimi słowami, że naprawdę, w obecności koleżanek krępuję się je przytaczać. [głos z Sali: kto to był”] – Żmijewska, z centrali Motoimport, Leonia Żmijewska, była dyrektor Biura Ciągników i Maszyn Rolniczych. Oto fragment dotyczący jej, a również jej poplecznika i protektora w KC PZPR, zastępcy kierownika wydziału przemysłu lekkiego i handlu, towarzysza Rydygiera. Kiedy była omawiana polityka handlu zagranicznego, Komitet Dzielnicowy PZPR Warszawa Śródmieście domagał się usunięcia jej. Zapytajcie się towarzysze – mówi Nieboski z Motoimport – zapytajcie się, gdzie była wówczas organizacja partyjna, dyrekcja i co robiliśmy w sprawie dyrektor Żmijewskiej? Odpowiadając na to pytanie stwierdzamy, że w związku z terrorem moralnym jaki wprowadziła Żmijewska, ludzie mieli zamknięte usta. Pomimo tego zarówno organizacja partyjna, jak i dyrekcja przedstawiały wnioski w tej sprawie, w wyniku czego przeprowadzono liczne kontrole NIK i Ministerstwa Finansów. Niektóre sprawy badała prokuratura, jednakże bez sprecyzowania wniosków. Po każdej kontroli, a nawet w czasie jej trwania, Żmijewska oświadczała, że załatwi sprawę z tow. Kutinem i NIK. Zresztą bardzo często powoływała się na Kutina i innych przedstawicieli.
Tow. Gorczyński – Uniwersal. Niektórych, jak mówi, dosięgła już ręka sprawiedliwości. Można przytoczyć tu Stroczana i Bermana z Uniwersalu, którzy przysporzyli stronie polskiej bliżej nie znane szerszemu ogółowi straty dewizowe i złotowe. Ja te straty znam i zaraz je przeczytam z innej kartki. Ciekawe, co władze zadecydują odnośnie osoby Góreckiego, wysokiego funkcjonariusz ministerstwa Finansów, który zalecając wejście w kontakty handlowe z firmą syjonistyczną naraził stronę polską na poważne straty handlowe i moralne. To nazwisko chyba wyjaśnia kolegom, że wnioski do niego, to nie przejaw jakiejś odpowiedzialności zbiorowej, tylko w związku z zachowaniem się jego syna.
Zawarte w naszej rezolucji żądanie nie ma posmaku sensacji, lecz stanowi nasz wkład do powszechnego żądania rzetelnej informacji dla naszego społeczeństwa i oczyszczenia naszego aparatu z elementów, którym obca jest nasza przyszłość i dobre imię na rynkach światowych. Karuzela na stanowiskach służbowych w Ministerstwie Handlu Zagranicznego winna się zakończyć. Dyrektor Departamentu Traktorów MHZ tow. Bogdanowicz mówi: „Panowie Monaci, Tykocińscy, Tykotynerzy sami do aparatu bezpieczeństwa nie weszli, ci ludzie mają swoich protektorów, ci ludzie pracują na rzecz V kolumny. Dla skomplikowania naszej sytuacji i obrzydzenia ludziom socjalizmu – jako podziękowanie za stworzenie im warunków do wspaniałej egzystencji ludzie ci odnoszą się do naszej gospodarki z jak największą pogardą.
Aktyw partyjny utrzymuje ścisłe związki z życiem gospodarczym naszego kraju. Kłopoty pracowników resortu handlu zagranicznego rozpoczynają się jednak wtedy, kiedy spotykają się w wydziale Przemysłu i Handlu KC. Ludzie pracujący w tym wydziale nie znają problematyki handlu zagranicznego, również ludzie ministerstwa obdarzeni są dużą władzą i powinni kierować odpowiednio swymi odcinkami. Rozmaite księżycowe koncepcje tow. Rydygiera z wydział Przemysłu i Handlu KC, niemające żadnego uzasadnienia przeszkadzają w prawidłowej pracy i wywołują chaos w resorcie handlu zagranicznego. Nie wolno na przykład na podstawie teoretycznych założeń wydawać poleceń rozwijania spółek handlowych z zagranicą tam, gdzie nie ma na to towaru”.
Tow. Cios z Przedsiębiorstwa Wystaw i Targów. – „Wiele trudu i pieniędzy włożyło nasze przedsiębiorstwo na odnowienie, remonty mieszkań wiceministra Kutina i tow. Rydygiera.. Jest dużo u nas w partii hochsztaplerów. Nazwiska te należy ujawnić po śledztwie. Należy zwrócić uwagę na osoby, które wielokrotnie zmieniały swoją twarz. Jak to się mogło stać, ż Urząd Celny zwolnił od płacenia cła przesyłki adresowane na Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce? To kosztowało naród polski i polskiego robotnika dziesiątki milionów złotych. Jak to się dzieje, że my pracujemy a inni zbierają obfite plony. Nie będziemy popierać stanowiska niektórych towarzyszy, mimo zajmowanych przez nich stanowisk partyjnych i rządowych. Nie kto inny, jak Moczar zwrócił uwagę na encyklopedię powszechną, na niektóre jej rozdziały zanim poszła do druku”.
Tow. Ekkiert – Centrala Metronex. Poruszę sprawę wydalonego z partii już w tej chwili obywatela Pawła Kota. Kto to był, ob. Paweł Kot? Szczycił się 40 letnią działalnością w ruchu robotniczym. Działał ponoć w ruchu komunistycznym Francji, Szwecji, itd. Ale jaka była jego działalność w naszej centrali?
Był despotyczny, bezwzględny, nie liczący się z nikim i z niczym. Jego działalność handlowa naraziła nasze przedsiębiorstwo na poważne straty. Na przykład w poczynaniach z przemysłem, na którego czele stali ludzie nieodpowiedzialni jego pokroju zamawiał towary na skład, które nie nadawały się do eksportu, aby później je złomować. Podpisywał kontrakty na przykład z Brazylią, nie zabezpieczone odpowiednimi klauzulami, co w konsekwencji doprowadziło do dalszych strat. Jak obywatel Kot jest wyobcowany z naszych szeregów niech świadczy fakt, że na spotkaniu z egzekutywą, gdy zarzucono mu skandaliczną pracę i postawę społeczno-polityczną, oznajmił dosłownie:” Ja wiem, o co wam chodzi. Potraktujmy sprawę po kupiecku. Ja podam się do dymisji, a wy mnie dacie spokój”.
Mam tu jeszcze informację zbiorową dotyczącą największych afer gospodarczych handlu zagranicznym. Informacja obejmuje 5 lat; 1960 – 1965. W tym czasie Służba Bezpieczeństwa wszczęła śledztwa w 31 sprawach dotyczących przestępstw w handlu zagranicznym.Objęły one ogółem 131 osób, z czego 82 zostały skazane przez sądy. Analiza wykazuje dwa typowe przestępstwa: polegające na niedopełnieniu lub przekroczeniu obowiązków służbowych. Mówiąc jasno i ściśle, zawierano niekorzystne transakcje, uzyskiwano „prowizje”, lub tzw. „dolę” od prywatnego kontrahenta zagranicą; przyjmowanie łapówek od przedstawicieli firm kapitalistycznych. Zakupywanie towarów wybrakowanych, jak na przykład cytryny, z których nie ma co wycisnąć i które zawsze są po 30 zł, mimo, że są towarem posezonowym i niestandardowym. I szereg innych bubli, które do nas się sprowadza, uzyskują za zakupywanie i przyjmowanie takich towarów łapówki.
Podam tylko kilka przykładów dla ilustracji, nie będę wszystkich czytał. Centrala Mebli, dyrektor Jan Piotrkowski wyeksportował do USA bez kontraktu i zabezpieczenia finansowego partię mebli giętych, co przyniosło straty 360 tys. dolarów. W listopadzie 1964, zakupiono kauczuk w Nigerii. Zakupiono zgniły, nienadający się do niczego kauczuk. Wzięto za niego łapówki pod pretekstem rozwijania handlu z krajami trzeciego świata i pomagania biednym Murzynom i przeciwdziałania imperializmowi. Okazało się, że handlowano tam nie z żadnymi Murzynami, tylko takie tam cwaniaczki z Warszawy handlowali z zupełnie identycznego pokroju cwaniaczkami z Anglii, czy innych krajów, którzy te spółki tam zakładali.
W lipcu 1964 wyszła sprawa Stroczana i Bermana, o której już wspomniano. W tym czasie wszczęto śledztwo za niedopełnienie obowiązków służbowych przez byłego naczelnego dyrektora CHZ „Uniwersal”- Stroczana i byłego dyrektora Biura Sprzętu Radiowego Bermana. Na czym polegała transakcja? Otóż również bez podpisywania kontraktu, bez zabezpieczenia płatności, już po uprzedzeniu przez nasze placówki drodze wywiadu handlowego, że kontrahenci są absolutnie niewypłacalni i że są to kanciarze znani ze szwindli, wysłano do USA bez kontraktu i zabezpieczenia płatności 10 tys. Sztuk radioodbiorników, uzyskując w konsekwencji za jeden aparat 4,65 dolara, zamiast 19,35 dolara.
W 1960 roku Berman i Stroczan zamówili w przemyśle 6000 radioodbiorników na eksport do Turcji. Ja mam tutaj - w tej zielonej teczce – akt oskarżenia i ten gruby dokument, to jest wyrok w tej sprawie. Zobaczycie, ile nakradli na ile zostali skazani. Wiedzieli, że mają do czynienia z firmą spekulacyjną. Wywiad handlowy donosił, mimo tego wysłano do Turcji 6000 odbiorników. W latach 1961 – 1963, decyzją Stroczana wyeksportowano do USA 200 tys. sztuk rowerów. Ile kosztuje rower? [głos z Sali; 1500 zł]. To ile to wynosi [300 mln]. Ja się pytam, czy jak wy będziecie głodni i pójdziecie tu obok do sklepu, Sumatry, i poprosicie, żeby wam dali na kredyt pudełko konserw za 9 zł, lub 2 jajka – to czy wam je dadzą? [głos z Sali: na pewno nie dadzą]. A tam poleciało 300 mln zł. 200 tys. rowerów wyeksportowano nie podpisując w ogóle kontraktu i żadnych płatności. Ogółem straty przy dostawie radioodbiorników do USA i Turcji i rowerów do USA wyniosły 700 tys. dolarów i 2 mln zł. Co się dzieje dalej? 3 października 1967 Sąd Wojewódzki dla miasta stołecznego Warszawy rozpatrując sprawę pod przewodnictwem sędziego Sądu Wojewódzkiego i przewodniczącego IV wydziału to znaczy afer gospodarczych Wiesława Sikorskiego z udziałem sędziów Jerzego Zduńczyka (tego, który pisze z Kulczyckim w Życiu Warszawy artykuły, jak trzeba karać drobnych złodziei, ekspedientki z manko) i sędziego Sokoła, analizując wszystko i stwierdzając, że odbyło się to wbrew przepisom bez rozpoznania, z przyznaniem temu kanciarzowi z Turcji prawa wyłączności, a innemu spekulantowi z USA również prawa wyłączności. Sąd orzeka, że działając wbrew… spowodował, i że wiedząc o niesolidności… sprzedał, że zawarli kontrakt – umowę z firmą, itd., sąd orzeka. W międzyczasie jeden z nich przeniósł zaliczkę 12000 dolarów na inne konto i kwalifikując czyn na zasadzie art. 286 § 1 kk, to jest przestępstwo urzędnicze bez chęci zysku nie potraktowano tego jako zabór mienia, przywłaszczenia, a przecież wiadomo, że jeden z nich musiał otrzymać przeznaczoną przez tamtego kupca odpowiednią dolę, przynajmniej 50%. Przy takiej transakcji Sąd orzeka: skazać na 2 lata więzienia i 40000 zł grzywny [śmiech na Sali], na zasadzie art. 31 i 32 kk wymierzyć Bermanowi karę łączną 1 rok 6 miesięcy więzienia oraz 50000 zł grzywny. Stroczanowi wymierzyć karę 2 lata więzienia i 100000 zł grzywny, a na zasadzie przepisów Dekretu o amnestii łagodzi do 1 roku więzienia. Jako okoliczności łagodzące Sąd uwzględnił: rozległy zakres obowiązków Stroczana jako naczelnego dyrektora oraz fakt, że transakcja, w której Stroczana dopuścił się zaniedbań była jedną z wielu transakcji przeprowadzanych przez Uniwersal. Jako okoliczność łagodzącą w sprawie Bermana Sąd wziął pod uwagę brak doświadczenia Bermana w technice handlu zagranicznego [ogólny śmiech na Sali]. Ale to jeszcze nie koniec, tej smutnej aczkolwiek rozśmieszającej historii. Kiedy Berman poszedł do „pudła” na te 1,5 roku, w międzyczasie przewodniczący Komitetu ds. Energii Atomowej Wilhelm Billig zatrudnił go w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku. Szczegółów nie znam, w każdym razie kiedy protestowano, że w tak ważnej instytucji jest etat zablokowany, gdyż Berman tam już pracował zanim go wzięto do odsiadki, Billig powiedział „etatu nie dam nikomu, trzymam go dla Bermana, bo Berman tutaj wróci”. I wrócił, prosto z więzienia. Pan prezes Billig zwołał zebranie swoich zaufanych ludzi w Instytucie i powiada: zachodzi konieczność, żebym ja na tym stanowisku pozostał, wobec tego ja muszę 4 osoby wyrzucić. Wyrzucę ciebie jako rewizjonistę, ciebie jako syjonistę, ciebie za jakieś tam machlojki i uchwalimy wielki poparcie dla Gomułki i partii, i ja zostaję i wszystko jest w porządku. [ogólny śmiech i wrzawa na Sali]. Żeby było weselej, opowiem wam anegdotę. Jeden z wyrzuconych dygnitarzy ze stanowiska i z partii mówi: słuchajcie, dajcie mi pracę. Dostaje odpowiedź: Tak dostaniesz pracę, pójdziesz do uczciwej pracy będziesz uczciwie pracował. Pójdziesz do kamieniołomów.
–Odpowiada: do kamieniołomów? Dlaczego nie, dajcie mi ludzi i już tam idę. [śmiech i wrzawa na Sali].
Już o aferach nie będę mówił, lecz niestety jeszcze kilka muszę opowiedzieć, bo są niezwykle charakterystyczne i łączą się ściśle z tym, co już poruszyłem, to jest bezkarnością i z ludźmi, którzy tę bezkarność zapewniali.
W roku 1956/57 mieliśmy, jak pamiętacie, pierwszy kryzys sueski, próbę zbrojnego opanowania kanału Sueskiego przez Anglię i Francję przy jednoczesnym udziale w akcji Izraela. Rząd polski ze względu na zablokowanie kanału Sueskiego wrakami, a więc wydłużeniem się drogi statków morskich przez konieczność opływania Afryki, co skracało ich przebiegi i przedłużało pobyt na morzu, został zmuszony do natychmiastowego powiększenia floty handlowej. Rząd jako pilną dyspozycję wydał Ministerstwu Żeglugi polecenie zakupienia kilku statków, przede wszystkim tankowców. Dyrektorem funduszu rozbudowy floty w MŻ był wówczas Hilary Sarnecki, prawdziwe nazwisko Chaim Zylberstein – przyjaciel Romana Zambrowskiego z czasów, nie KPP, lecz z Poale-Syjon. Dyrektorem naczelnym spółki „Chi-Pol brook”, która była spółką chińsko-polską, istnieje zresztą do dzisiejszego dnia a z którą mamy wiele kłopotów. Otóż, dyrektorem tej spółki była Debora Lewin. Powoływała się na bardzo duże koneksja, ta Lewinówna. Powoływała się między innymi na Zambrowskiego, ale także na wielkie wpływy i znajomość z ówczesnym ministrem, a obecnym sekretarzem KC Władysławem Wichą. Sarnecki- Zylberstein dał pieniądze, a ona kupiła w Norwegii statek tankowiec o nazwie „Tanklan” o wyporności 14000 DWT. Było to wrak, który nie nadawał się w ogóle do pływania. Ja w tej chwili nie wiem, czy z niego zrobiono żyletki Rawa-Lux, czy w jakiś inny sposób sprzedano go komuś, znajdując innego frajera. Straciliśmy na tym statku 766000 dolarów. Za całość sumy, którą zapłacono za ten statek – jak obliczyli eksperci – można było kupić nowe tankowce o tejże wyporności, ale nie jeden, a dwa i pół statku. Sprawa oczywiście została skierowana do sądu i przez 5 lat nie mogła w ogóle do sądu trafić, mimo wniosków prokuratorów. Do nas do redakcji przychodzili prokuratorzy, nie w tej zresztą sprawie, z płaczem mówili, co się dzieje, takie grube afery, a decyzje: umorzyć, pod sukno, do tajnej pancernej szafy zamknąć, sprawy nie ma. Lecz tej sprawy nie dało się ukryć. Była to gruba afera. Sprawa poszła do sądu. W okresie wnoszenia jej, na teczce pojawiła się pieczęć:”Umorzyć – Generalny Prokurator Andrzej Burda”. Wtedy prof. Andrzej Burda z Lublina był Generalnym Prokuratorem. Nie ustąpiono i żądano dalej rozpatrzenia tej sprawy. Trafiła więc do sądu i sąd orzekł winę i karę, skazując za 766000 dolarów ewidentne straty nie licząc tego, co na pewno miało miejsce, że tam gdzieś w Norwegii została odłożona prowizja za kupno tego wraku, ale Sąd mógł się opierać tylko na tym, co zostało stwierdzone, a zatem znów przestępstwo urzędnicze- zaniechanie przez zaniedbanie bez przysporzenia korzyści majątkowej, to jest art. 286 § 1 kk; Sarnecki 2,5 roku więzienia, Lewinówna 2 lata więzienia. Do tego dołączono skromnego chłopaka, inspektora technicznego Harasimiuka, który dostał 1,5 roku. Ten wyrok uprawomocnił się wyrokiem Sądu Najwyższego w marcu 1962, a więc dokładnie 6 lat temu. Jedynym, który odsiedział ten wyrok był Harasimiuk [śmiech na Sali i wrzawa], aczkolwiek tego przestępstwa nie obejmowała amnestia, Lewinówna nie poszła do więzienia. Zambrowski z NIK pokazywał rękę i mówił: nie włosy, lecz szczotka mi urośnie, jak Lewinówna pójdzie do więzienia. I nie poszła. Akta poszły do Rady Państwa, do ułaskawienia i w Radzie Państwa 3 lata temu akta zaginęły, a Lewinówna dostała paszport i jest dzisiaj w Paryżu. Za tę aferę z tym wrakiem „Tanklan” również był odpowiedzialny min. Kutin.
Sprawa portu Famagusta jest wam znana. Mieliśmy na tym porcie zarobić 2,5 mln dolarów a ewidentna strata wynosi 221 tys. Funtów szterlingów, 147 mln złotych na delegacje dla tych ekip, które przy okazji jeździły nie tylko na Cypr, ale i sąsiednie wszystkie wyspy, i na Lazurowe Wybrzeże.
To wszystko blednie przy innej aferze miasta Barki w Libii, znanego zresztą z tobruckiej kampanii. Przechodziło z rąk do rąk jak Tobruk. Nasi jacyś ideolodzy postanowili wybudować tam jako przykład socjalistycznego miasteczka coś w rodzaju owych Tych, ażeby zrobić wśród krajów Trzeciego Świata propagandę socjalizmu metodą namacalną i naoczną. Miano wybudować coś wspaniałego, ażeby ta propaganda była. Nie miano budować tego za darmo. Były przewidziane fundusze aczkolwiek rzeczywiście nabrano rząd, że trzeba jakoś propagandowo traktować. Nie macie pojęcia, jakie to jest dno. Już gorszego bagna trudno sobie wyobrazić, jak gospodarowano w tej Barce. Mogę w tej chwili tyle powiedzieć, gdyż toczy się jeszcze śledztwo, że pierwsza faza kontraktu już się skończyła, a roboty są wykonane w 40%, a kapitał już zjedzony za całe miasteczko.
Jeszcze inna sprawa, to eksport nieopłacalny, o którym była mowa na ostatnim Plenum KC. Między innymi przemysł stoczniowy. Okazuje się, że dochodzi do takich rzeczy, że trawlery, które kosztują po 48 mln zł, sprzedaje się po 24 mln, że z NRF sprowadza się niepotrzebne urządzenia, które leżą nie mając zastosowania. Ja nie cytuję, nie chcę was nudzić. Mam jeszcze wiele zagadnień.
Partnerem, który nie widzi nikogo, jak NRF, jest Centrala HZ „Ciech”, aczkolwiek wiele surowców może sprowadzać skądinąd. Tak samo zagadnienie kooperacji z NRF – sprawy już ogłoszono, że na przykład niedługo ukaże się w wyniku tej kooperacji nowy telewizor i magnetofon. Starano się sprawę przyspieszyć naciskając na nasz rząd do wyrażenia zgody, podpisanie kontraktu z NRF w tej sprawie. Na konferencji 22 listopada 1965, jako uzasadnienie przyspieszenia podpisania kontraktu podano, że Grundig nie podjąłby się współpracy z przemysłem polskim, gdyby nie nacisk polityczny ministra Schredera oraz nacisk partyjny na niego, że takiej sytuacji nie można zaprzepaścić. Ale tak nie było. NRF – podobnie jak przy próbie zawarcia kontraktu z Krupem w sprawie budowy wspólnych przedsiębiorstw przemysłowych – miała określony cel polityczny i wywiadowczy. Jakie Krupp postawił warunki?. Dał między innymi kilkadziesiąt pytań. Ja przytoczę z nich trzy: 1. Jakie dane statystyczne umożliwiające nam ( tj. Krupowi) wgląd w waszą gospodarkę możecie nam udostępnić? 2. Czy możecie postawić do naszej dyspozycji dane odnośnie planowania waszego eksportu, dla grup krajów RWPG, EWG, EFTA, Ameryka Południowa i reszta świata? 3. Czy może być zapewniona pracownikom- obywatelom NRF swoboda podróżowania tak, aby mogli oni wykonywać swe obowiązki w Polsce i poza Polską?
Sądzę, że tych kilka przykładów wystarczy. Chciałem się tylko powoła jeszcze na jedną rzecz, ażebyście uzmysłowili sobie różnicę jaka istnieje z jednej strony tych łagodnych nie wykonywanych karach, w tłumieniu i niedopuszczaniu do ujawnienia wielkich afer, a z drugiej strony w karaniu właściwie za małą przestępczość, na to, co znalazło swój wyraz w ostrych sankcjach Ustawy czerwcowej z 1959 roku. Ekspedientka, która popełniła małe nadużycie może uzyskać nadzwyczajne złagodzenia kary czyli 6 miesięcy więzienia, jeżeli wartość zagarniętego mienia nie przekracza 2000 zł, jeżeli wartość zagrabionego mienia jest większa od 2000 zł, do 30000 zł, o ile dobrze pamiętam, to zachodzi potrzeba zastosowania kwalifikowanej kary nie mniejszej jak 5 lat więzienia, gdy wartość jest większa od 100000 zł, nie mniej jak 10 lat więzienia.
Jak podaje teraz prasa – dziwnym było zresztą, że nie podawała przedtem – bo przecież nagonka antysyjonistyczna nie rozpoczęła się dzisiaj, tylko trwa od kilku lat ze szczególnym wzmożeniem od 5 czerwca 1967 roku, kiedy Polska potępiła agresję Izraela na Egipt i zajęła stanowisko solidaryzujące się i zapowiadające pomoc dla napadniętych krajów arabskich, antypolska nagonka syjonistyczna przybiera różne formy. Mam długą listę informacji z całego szeregu przedsiębiorstw handlowych kanadyjskich i amerykańskich ( są to dane z jednego miesiąca ) wypowiadających Polsce zawarte kontrakty handlowe.
Jako uzasadnienie jest zawsze podane: „wyrażamy nadzieję, że naród waszego kraju zmieni stanowisko, jeżeli nie, proszę uważać za nieważne wasze zamówienie. Zerwanie przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Izraelem jest skandalem i jako żydowska firma jesteśmy oburzeni. Otrzymaliśmy szereg telefonów a tutejsze banki amerykańskie są w rękach żydowskich i nie będą otwierać kredytów dla państw, które zerwały stosunki z Izraelem”.
Przy tej całej nagonce, przy tym wypowiadaniu kontraktów i szeregu innych szykan stosowanych wobec naszego kraju i w związku z tą próbą puczu jaka się odbyła u nas w kraju towarzysz Gomułka, który przyjmował naszą delegację 15 marca, omawiając dosyć szeroko tło wydarzeń, ich przebieg i kulisy powiedział „Proszę towarzyszy, musimy stwierdzić, że wróg, zjednoczony imperializm amerykański, rewizjoniści zachodnioniemieccy, syjonizm światowy, zastosowały wobec Polski wszystkie środki walki, jedynie jeszcze z wyjątkiem wojny.
Sprawa syjonizmu w Polsce. Jakie są fakty mówiące o syjonizmie w Polsce? Czy zagadnienie syjonizmu słusznie było postawione przed 30 milionami ludzi? Ja wypowiadam tutaj swoje zdanie, nie reprezentuje kierownictwa partii, ani kierownictwa rządu. Reprezentuję, to mogę powiedzieć, środowisko tygodnika Prawo i Życie, i moje własne, ponieważ chcę jak najuczciwiej służyć swojemu krajowi. My Polacy, którzy 136 lat byliśmy pozbawieni własnego państwa, którzy walczyliśmy w kilkakrotnych nieudanych powstaniach o niepodległość i na pewno będziemy walczyć, jeżeli ktokolwiek, z którejkolwiek strony będzie nam zagrażał, musimy również uznawać prawo narodu żydowskiego do posiadania własnej narodowej siedziby. Pierwszym poparciem, o jakie ubiegał się syjonizm, to było poparcie imperializmu niemieckiego, cesarza niemieckiego. To była pierwsza współpraca. Założeniem
i ideą syjonizmu było stworzenie narodowej siedziby i próba ściągnięcia rozproszonych po świecie Żydów, likwidacja diaspory, to jest rozproszenia Żydów w świecie. I to było słuszne. Przed wojną rząd polski popierał te koncepcję również i ze względów socjalnych, mając na uwadze ówczesną konkretną sytuację w Polsce, to jest 3,5 miliona Żydów w kraju.
Polska wtedy popierała te idee, a - jak tow. Gomułka na kongresie związków zawodowych powiedział - popieramy nadal zasadę posiadania przez Żydów swojej siedziby. Oczywiście mnie również nie obchodzi, jak państwo Izrael jest zorganizowane. To ich wewnętrzna sprawa, czy są socjaliści, czy rządzą imperialiści, czy też komuniści. Czy, jak w tej chwili rządzi jedna z najczarniejszych reakcji, jaka sobie można wyobrazić, partia rasistowska, teokratyczna, opierająca się na zasadzie: ten jest Żydem, kto wyznaje religię mojżeszową.
Nie wiem, czy słyszeliście o historii Daniela Rufusa, Żyda z Polski, który w okresie okupacji ukrywał się w klasztorze, ochrzcił się, przyjął wiarę chrześcijańską i kiedy powstało państwo żydowskie powiedział: tam jest moja ojczyzna i tam jadę. Został przyjęty jak parias. Nikt go nie uznaje za Żyda.
Sprawa środowisk syjonistycznych: kogo możemy uznać za syjonistę? Oczywiście tego, który tę postawę wyraża i manifestuje. Mieliśmy fakty ujawnienia tego zwłaszcza po agresji Izraela na kraje arabskie. Mieliśmy to w postaci deklaracji, względnie w postaci odmawiania ze strony szeregu ludzi potępienia agresji Izraela i odmowy zajmowania stanowiska reprezentowanego przez nasz kraj. Pamiętać musimy, że nie jest to taka odległa sprawa, że nie jest to tylko zagadnienie Bliskiego Wschodu, który gdzieś tam leży. Stanowi to zagrożenie konfliktem światowym ze względu na drogi komunikacyjne i magistrale naftowe.
To jest beczka, która grozi nie tylko wojną lokalną, ale w każdej chwili rozpaleniem wojny światowej. Pamiętajmy o sojuszu Izraela z NRF, to musi implikować nasze stosunki do polityki rządu Izraela. Oczywiście nasz stosunek do narodu żydowskiego musi być ostrożnie traktowany, nie cały naród żydowski, nie wszystkie partie popierają to. Czytaliśmy w gazecie wystąpienie posła Wilnera, przewodniczącego Komunistycznej Partii Izraela. Są w Izraelu środowiska, o których ja sam pisałem w Prawie i Życiu, o tak zwanym „Związku Wypędzonych z Polski w Izraelu”, który ma afiliowane związki z NRF, czując się tak samo wrogiem naszych granic zachodnich, jak to robią Niemcy. Nazwaliśmy ten sojusz „Sojusz ofiar z katami” wyrażając oburzenie, że ci, którzy taki związek założyli obrażają groby przodków i braci, którzy zostali zamordowani przez Niemców – hitlerowców. Jeżeli chodzi o środowiska syjonistyczne, tak zwane Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów ma oficjalnie zarejestrowanych 7345 członków i odpowiedniki z 26 miastach polskich, a kongregacje religijne w 22 miastach. Jak wyglądają fundusze tego towarzystwa? Ze względu na oskarżenia, że Rząd Polski ich szykanuje, przytoczę wypowiedź Idy Kamieńskiej – dyrektora Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie, jedynego teatru żydowskiego poza Izraelem. Nawet bogate Stany Zjednoczone, które mają ponad 3 miliony Żydów i ogromne pieniądze, nie zdobyły się na ufundowanie teatru żydowskiego. W marcu 1966 roku, na V Zjeździe TSKŻ w Polsce, Ida Kamińska powiedziała: ”jeżdżę dużo po świecie, a ostatnio po USA. Miałam wiele spotkań ze środowiskami żydowskimi, na których zadawano mi pytania: co słychać z Żydami w Polsce, jak to się dzieje, że tak małe środowisko żydowskie w Polsce posiada własny teatr, szkoły, zespoły artystyczne, gazety, wydawnictwa książkowe, może mówić po żydowsku? Ja im na to odpowiedziałam: To, że my istniejemy i wszystko to mamy możliwe jest dlatego, że istniejecie wy tutaj w USA, od was jest wszystko zależne”. Jej wypowiedź nagrodziły długie burzliwe oklaski.
Faktycznie jest inaczej. Państwowy Teatr Żydowski jest całkowicie utrzymywany przez społeczeństwo polskie. Nikt na niego poza społeczeństwem polskim grosza nie daje. Dopłacamy do wszystkich teatrów, gdyż wszystkie teatry są deficytowe. Nawet wesoła operetka jest bardzo kosztowna i Teatr Wielki. Do PTŻ dopłacamy najwięcej ze wszystkich teatrów, to jest 89 złotych do każdego sprzedanego biletu.
Skąd ma pieniądze TSKŻ na swoją działalność? Budżet TSKŻ na rok 1968 wyjaśnił to bardzo dokładnie. Ogółem TSKŻ przewidział na rok 1968 wydatki w sumie 11890000 zł., ale w tej sumie tylko 4850 zł stanowią składki członkowskie i dochody z imprez własnych oraz dotacje z tak zwanej Centralnej Komisji Społecznej Żydów w Polsce. Resztę daje społeczeństwo polskie ze skarbu państwa i Rad Narodowych. Na tej liście dotacji państwowych widnieje do dzisiaj kwota 800000 zł przekazywana corocznie przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Ile kto daje? Rady narodowe 949000zł, Zarząd Główny RSW Prasa 3500000 zł na wydawanie „Fołkssztyme” redaktora Smolara ( to nazwisko powinno wam coś mówić), Rada Narodowa Warszawy 3500000 zł na utrzymanie teatru żydowskiego oraz dodatkowo na nauczanie, kolonie i inne 2500000 zł. Polska Akademia Nauk, na utrzymanie Żydowskiego Instytutu Historycznego 650000zł. Reszta pieniędzy brakujących do ogólnej kwoty idzie ze skarbu państwa, z innych źródeł.
źródeł dochodach, którymi dysponuje środowisko żydowskie w Polsce uwzględnić trzeba zyski osiągane przez żydowskie spółdzielnie. W 1966 roku wynosiły one netto 27876000zł. Jak wyglądają dotacje na jednego członka we wszystkich towarzystwach społeczno-kulturalnych mniejszości narodowych w Polsce: TSKŻ – 9700 zł; Ukraińskie- 460 zł; Białoruskie – 320 zł; Litewskie – 210 zł; Czechów i Słowaków – 120 zł.
To nie są wszystkie fundusze, którymi dysponuje TSKŻ w Polsce. W latach 1958-1966 otrzymało ono od światowej organizacji „Joint” 5560000 dolarów, czyli 386000000zł. Przeliczono im to wszystko po 72 zł, nikła część przeliczona była po kursie oficjalnym 24 zł za dolara. Poza tym, przesyłki „Jointu” zostały zwolnione od cła. Wynosi to rocznie dokładnie 45000000 zł. W zestawieniu nie uwzględniono przesyłek towarowych dewizowych przesyłanych na osoby prywatne i nie przez „Joint”, a przez osoby prywatne. Chciałbym się powołac – jeżeli koledzy zwrócili uwagę na artykuł w Prawie i Życiu – na mojej relacji z procesu Kipera i scharbatke w Szczecinie, ze środowiska niemieckie stosują również taką formę tak zwanych patronatów, żeby uniknąć ceł i kontroli ile pieniędzy się wlewa, stosuje się tzw. patronaty na prywatne osoby Polsce. Prywatne osoby za granica przesyłają dolary i przesyłki towarowe, które później pomnażają ten ogromny kapitał dyspozycyjny.
Forsowana przez byłego ministra handlu wewnętrznego Lesza polityka eksploatacyjnej rozbudowy sieci handlu komisowego w Warszawie i we wszystkich innych miastach – każdemu widocznym jest, jak się rozwijają te sklepy, modernizują, rozszerzają. Jest to związane również ze strumieniami towarów z Joint i prywatnych przesyłek. Ma torównież odbicie w imporcie towarów najgorszego gatunku. Spowodowało to zalew różnego rodzaju tandety i nie tandety, wełny, która nie jest wełną, pasty Kiwi, która nie jest pastą Kiwi, zegarków, które nie są tymi zegarkami, którymi powinny być. Występują pod nieistniejącymi nazwami. Całe północne Włochy, jak kiedyś pisał Opaliński w Życiu Warszawy, to są fabryki i fabryczki różnego towaru, specjalnie produkowanego „for PKO”. Bank PKO stosuje specjalną politykę cen, niezwykle wysokich, lichwiarskich cen. Wielokrotne protesty i wielokrotne badania nie odnosiły żądanego skutku. Ja mam przy sobie dwa numery Prawa i Życia z 1966 roku, które po pierwsze pokazały się po licznych konfiskatach, kastrowane, z wielkimi trudnościami. Pierwszy artykuł „Inaczej o dewizach” Stanisława Opalińskiego ukazał się dopiero w numerze 20 z 25 września 1966 roku, następny odcinek, dokończenie, dopiero za cztery numery, a przecież nie chcieliśmy odciągnąć tego. Przez cztery numery trwał targi, ażeby to w ogóle poszło. Ukazał się w numerze 24 z 20 listopada 1966. Stanisław Opaliński nie jest prywatną osobą. Materiał pochodził z Generalnej Prokuratury, analiza sporządzona przez samodzielny wydział zwalczania przestępstw. Wydział ten wyliczył dokładnie, że cała polityka PKO jest wielkim szkodliwym interesem dla państwa polskiego. Wpływy dewizowe w banku PKO przynoszą Polsce rocznie 1700000 dolarów, a więc w bilansie dewizowym państwa stanowią znikomą sumę. Natomiast straty, które ponosi państwo zarówno z przemytu towarów jak i wypływu dewiz, gdyż część dewiz odpływa nielegalnie na to, by stamtąd sprowadzić wynosi wielokrotnie więcej. Ustalone parytetowe ceny w banku PKO są wyznacznikiem cen na rynku prywatnym dla komisów, dla pawilonów pawilonów tak zwanych „wywieszek – skup i sprzedaż towarów pochodzenia zagranicznego”, tych samych towarów.
Jak wyglądają relacje, jest w tym artykule wyliczone. On podał tylko przykład cen detalicznych: np. koszule „non iron” – ceny detaliczne w średnich sklepach w Londynie i Wiedniu ; w Anglii 1-2 funty, Austria 2-4 dolary, bank PKO w Polsce 7,5 – 9 dolarów, to jest 100% więcej, niż cena detaliczna w kraju, skąd pochodzą towary. Płaszcze ortalionowe ; Włochy od 3,5 dolara, w banku PKO 13-17 dolarów za płaszcz tej samej firmy i tego samego gatunku. Swetry damskie „bliźniaki”; Włochy 5 dolarów, bank PKO 10 dolarów. Różnice w cenach detalicznych innych artykułów przemysłowych, lekarstw, a także artykułów spożywczych są podobne. To także wyznacznik cen dla komisów i towarów wpływających z Jointu. Jeżeli podałem sumę, że przesyłek wpłynęło za 386 mln,, to przy realizacji handlowej z tym lichwiarskim haraczem z naszej kieszeni za non irony, ortaliony, wkłady do długopisów lekarstwa, i inne , środowisko żydowskie w Polsce wyciągnęło od nas dwa razy tyle, czyli 764 miliony złotych. Sądzę, że wyjaśniłem, jak wygląda zagadnienie syjonizmu i gdzie leży podstawa. Jaki z tego trzeba wyciągnąć wniosek?
Na tym Uniwersytecie słuchałem wykładów ekonomicznych, tu słuchałem również wykładów z podstaw marksizmu. Między innymi wtedy z podręczników, które trzeba było umieć na pamięć jak „Wstęp do teorii marksizmu” Schaffa, mówiono mi, że byt określa świadomość i że baza decyduje o wszystkim, i że nadbudowa jest odpowiednikiem bazy.
Nauczyłem się myśleć w kategoriach marksistowskich i twierdzę, że jedną z podstaw tych wydarzeń, które myśmy mieli w październiku i tych, które mamy obecnie jest to, że banda międzynarodowych gangsterów gangsterów aferzystów, syjonistów i nie tylko syjonistów; tam będą również Polacy, którzy wcisnęli się do aparatu, prześlizgnęli się w obłudny sposób przywdziewając szaty marksistów, marksistów nawet klasyków marksizmu, za takich próbowali uchodzić. Ci właśnie chcieli nie dopuścić, ażeby to wszystko wylazło na jaw.
To, co wam czytałem, to były materiały tajne, łamane przez poufne, przed przeczytaniem spalić, z pieczęciami – umorzyć i nie dopuścić. Oni nie chcieli. Nie tylko nie dopuścić do ujawnienia, ale chcieli również utrzymać władzę, umocnić się i przechwycić w swoje ręce teraz władzę, kiedy szedł prąd ozdrowieńczy, ażeby dalej robić to samo. Tak to rozumiem opierając się na tym, co mnie nauczono tutaj [burzliwe oklaski].
Przechodzimy wobec tego do następnego zagadnienia, to jest do tego brakującego ogniwa, a mianowicie do wydarzeń VII i VIII Plenum KC w październiku 1956 roku, do zagadnień istotnych, które są pomijane, nawet na zajęciach z najnowszej historii Polski. Zbywane są dwoma, czy trzema zdaniami. Mówi się, że był październik, że był przełom i to w zasadzie wystarczy. Chciałem te rzeczy wam naświetlić, jest to kwestia, która jak przypuszczam będzie wymagała około pół godziny czasu [głosy na sali i wrzawa].
Przechodzimy wobec tego do kwestii października. Trudno mi jest mówić o VII Plenum, które odbyło się wcześniej to jest przed VIII Plenum dlatego, że mimo żądań zarówno części aktywu partyjnego jak i społeczeństwa do dzisiejszego dnia Plenum to jest utajnione. Nie ma takiego numeru Nowych Dróg gdzie byłyby chociażby fragmenty jak o VIII Plenum, i to pozostaje do dzisiejszego dnia tajemnicą. Mam nadzieję, że po V Zjeździe to Plenum zostanie opublikowane.
Mianowicie, o co chodziło? Okres lat 1948 – 1953, to jest do śmierci Józefa Wissarionowicza Stalina, a jeszcze to się trochę później ciągnęło z próbami hamowania- mniej więcej do 1955 roku, był to okres niesłychanego, brutalnego, krwawego terroru, okres fałszywych, prowokacyjnych procesów, niszczenia dobrze myślącej i patriotycznej kadry partyjnej, a także fizycznej likwidacji inteligencji polskiej tak w wojsku, jak i gdzie indziej, fizycznej i nie fizycznej. Na tym Uniwersytecie w sposób nie fizyczny zostali między innymi zlikwidowani uczeni światowej sławy: prof. Tatarkiewicz i prof. Ajdukiewicz. Tych pamiętam i nie pamiętam żadnego głosu protestu z tych kół profesorskich, naukowych, które dzisiaj się upominają, żeby ktokolwiek podniósł głos w obronie światowej sławy profesora Tatarkiewicza. To jest inne zagadnienie i sądzę, że jak zaprosicie na takie spotkanie prof. Tatarkiewicza, prof. Szczepańskiego z Łodzi, prof. Hałasińskiego, to dowiecie się, jak to wyglądało wówczas, to polowanie na czarownice, te książki np. pod tytułem „Reakcyjna filozofia prof. Twardowskiego” – światowej sławy uczonego, twórcy warszawskiej szkoły filozoficznej. Było kilka lat temu posiedzenie naukowe, w którym oddano jednak hołd Twardowskiemu. Ja pamiętam jak go traktowano – jak Mefistofelesa. Proszę was, sprawa VII Plenum; na tym Plenum szeroka grupa członków podniosła ogromne zarzuty: skończyć z bezeceństwami bezpieki, wyciągnąć konsekwencje wobec morderców, członków kapturowych sądów i szeregu innych zbirów z aparatu bezpieczeństwa. Ja przyniosłem ze sobą materiały z VIII Plenum, w których część tych głosów jest. Na przykład towarzysz Leon Wudzki, pisarz proletariacki, wspomina (cytuję z oficjalnego organu KC PZPR „Nowe Drogi” nr 10 z października 1956 roku): „W na wpół faszystowskim ustroju sanacyjnym mogliśmy znaleźć np. Świętosławskiego, który ze swej strony mógł wpłynąć na to, ażeby z więzienia zwolnić ludzi obcych, wrogich ustrojowi sanacyjnemu, komunistów, jak na przykład redaktora „Nowego Forum”, tow. Borowskiego. Nie będę przytaczał wszystkich. Jest tu towarzysz, który siedzi na Sali, któremu też pomógł Świętosławski i jest wielu innych towarzyszy, w sprawie których udawaliśmy się o pomoc i znajdowaliśmy ją. W latach 1950 – 1951 ja jako członek Centralnej komisji Kontroli Partyjnej nie mogłem zrobić nic, ażeby pomóc towarzyszom, co do których byłem święcie przekonany, że cierpią niewinnie.
Kiedy teczka moja nabrzmiała od łez i krzywdy ludzkiej, postanowiłem dostać się do ówczesnych sekretarzy, najpierw chciałem do towarzysza Zambrowskiego i przedstawić mu kilka spraw tego rodzaju, na przykład, że ludzi łapano na ulicy i wypuszczano po 7 dniach badania niezdolnych do życia. Ludzi tych trzeba było odwozić do Tworek. Ludzie chronili się do Tworek, żeby nie dostać się do UB, udawali wariatów. Ludzie w popłochu, panice, nawet porządni ludzie uciekali za granicę, żeby tylko uniknąć naszego systemu. Takim skończonym w Tworkach był miedzy innymi towarzysz, który miał pseudonim Olek. Wydaje mi się, że był to sekretarz Komitetu Warszawskiego Olek Kowalski, a ten, który uciekł za granice, to był profesor Czesław Bobrowski. Tow. Jakub Berman złożył nam tutaj samokrytykę. Towarzysz Berman tłumaczył się brakiem kolegialności, niewiedzą i niedostatecznym nadzorem. Należał do Komisji Biura Politycznego do spraw Bezpieczeństwa. I tow. Berman nie wiedział nic, co się działo. Całe miasto wiedziało, że ludzi mordują; całe miasto wiedziało, że są karce, w których ludzie stoją po trzy tygodnie w ekskrementach po kostki; całe miasto wiedziało, że Różański zdziera ludziom paznokcie osobiście z rąk. Zapytajcie towarzysze Moczarskiegoz z „Kuriera Polskiego”, któremu to robiono – zastępcy kierownika walki cywilnej w delegaturze rządu, temu, który wydawał wyroki i strzelał do agentów gestapo, jemu to właśnie robiono. Całe miasto wiedziało, że oblewa się ludzi zimną wodą i stawia na mrozie. Towarzysz Berman członek Komisji ds. Bezpieczeństwa o tym nie wiedział. Poza tym towarzyszu Berman, pamiętam jeszcze wasze wystąpienie po procesie Rajka, jak wy mówiliście, jak to wy będziecie szukać tutaj naszych Rajków, to było w KC zebranie manifestacyjne, solidaryzujące się właśnie z katami Rajka. [tow. Ochab – prowadzący: Czas wam się kończy towarzyszu] – [ ogólna wrzawa, śmiech i oklaski].
Tow. Stanisław Łopot: dziś mówimy o rehabilitacji. Była tu już mowa nie raz, że kult jednostki, że beriowszczyzna w polskiej odmianie, ale ja chciałbym przypomnieć, jak zatruci byliśmy tym bakcylem. Czy ktoś spośród nas biorących udział w pracach Komitetu Centralnego w owym okresie zapytał i żądał wyjaśnień na jakiej podstawie i dlaczego został aresztowany tow. Gomułka. Tego nie było. Dlaczego? Dlatego, że wówczas byliśmy poddani takiej psychozie, iż zapytać, lub zażądać wyjaśnienia, oznaczało to rozbijać jedność partii, wyrażać brak zaufania do Biura Politycznego, to oznaczało występować przeciwko budownictwu socjalistycznemu, to oznaczało pleść herezje i odchylenia. Warto dziś przypomnieć, ponieważ KC powinien przede wszystkim wyciągnąć wnioski z ohydnej, tragicznej przeszłości, bowiem na nas ciąży odpowiedzialność za niekomunistyczną postawę wobec poważnych odstępstw od zasad demokracji wewnątrz partii i państwa. Oto już na VII Plenum wiedzieliśmy, że coś jest nie w porządku, kierownictwo opóźniało się z decyzjami w sprawach ważnych, dawał się zauważyć pewien dualizm w kierownictwie, pewne tendencje były sprzeczne z sobą, z tych powodów prosiłem między innymi wówczas, żeby towarzysze z kierownictwa zechcieli wyjaśnić, czy są różnice w kierownictwie, jeśli tak, to jakiego rodzaju i charakteru, na czym polegają. Niestety, Niestety myśl fałszywie jak widać pojmowanej jedności Partii, tych sprzeczności w kierownictwie naszej partii na VII Plenum otwarcie nie ujawniono. Idziemy dalej. Czy były na VII Plenum różnice zdań w niektórych sprawach? Tak, były i nie ma w tym nic nienormalnego. Na czym one polegały? Po pierwsze, wielu wśród nas występujących żądało wyciągnięcia wniosków w stosunku do tych towarzyszy, którzy faktycznie odpowiadają za politykę gospodarczą, za jej poważne błędy oraz za nadzór nad bezpieczeństwem i frontem ideologicznym, za poważne wypaczenia, jakie miały miejsce w szczególności w bezpieczeństwie i na froncie ideologicznym. Po wtóre, domagaliśmy się wyjaśnienia zwłoki w załatwieniu słusznej i ważnej dla partii sprawy tow. Gomułki, domagając się rozstrzygnięcia jej na VII Plenum i przed Plenum.
Tajemnicą poliszynela jest, iż w owym czasie tow. Berman był szara eminencją w kierownictwie partii. Bezpieczeństwo –on, kultura – on, ideologia – on, sprawy zagraniczne – on, więc mamy prawo wymagać, żeby zechciał powiedzieć partii całą prawdę, a nie, jak to próbuje w swoim oświadczeniu dowieść, że nie ponosi tyle winy, ile przypisują mu rzekomo niektórzy towarzysze,
Paprotka z pelargonią
Paprotka z pelargonią 09.03.2020, 15:32
To są opowieści z mchu i paproci.
fascynacja
fascynacja 25.01.2020, 17:27
Podobno do dzisiaj tak się cieszą w Białośliwiu, że ho,ho! Mało kto chodzi do roboty, zwiększyła się sprzedaż wódki, wina, piwa oraz więcej czuć produkcję samogonu niż smród ze Śmiłowa.
o twórczości trollo-gnoma Mariusza Szalbierza
o twórczości trollo-gnoma Mariusza Szalbierza 08.03.2020, 20:58
W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54.
fajne motywy, wieczne
fajne motywy, wieczne 16.03.2020, 16:37
"...komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’..." - z tego materiału Szalbierz uszył sobie spodnie, których brązowy błękit pokazał światu w 15 odcinku "Szydercy". Jest ryzykowne przeżycie brudasa w czasach zarazy. Chyba, że się uodpornił żyjąc w zawiesistym brudzie i syfie emitowanym do atmosfery przez swojego pana.
memoria eternita
memoria eternita 10.03.2020, 23:09
Tu się Szalbierz osrrał jak Max w styczniu 2014. Użycie przez Szalbierza formuły: "... pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’." jest głupotą dobrze ukształtowaną, utrwaloną i chętnie stosowaną w robocie.. Określenia tego użył jeden raz sam Lemanowicz podpisując się pod krytycznym tekstem, w którym wystąpił w obronie swojej żony sponiewieranej przez Szalbierza w Tygodniku Nowym z dnia 27 lipca 2005 (nr 808), zawieszonej na rzeźnickim haku z fałszywie przekształconym wizerunkiem. To hasło "mąż swojej żony" stało się zaczynem do polemiki na portalu radia Merkury. Wyrażano różne stanowiska. Lemanowicz olewał te elukubracje różnych nienawistników. Szalbierz nie dość wnikliwie przeanalizował popularność jednorazowej wypowiedzi, ale jak się człowiek odnosi do małżonki wulgarnie nawet w czasie obiadu i chodzi do burdelu, to z pewnością nie jest on mężem swojej żony w całości a raczej w części pochłaniającej żarcie, wódkę, trawienno -srrającej.
o głupocie
o głupocie 17.03.2020, 11:59
Szalbierz jako osobnik niedorobiony intelektualnie chętnie stosuje wnioskowanie indukcyjne polegające na uogólnianiu od szczegółu do ogółu. Nie zawsze się sprawdza przydatność takiego stylu rozumowania. Niegdyś Szalbierz podał na łamach Tygodnika Nowego lub na portalu dzienniknowy.pl, że rolnik z Kotunia Jan Musiałek jest domownikiem Lemanowicza, kiedy faktycznie Jan Musiałek w ciągu 30 lat znajomości był u Lemanowicza dwa razy. Podobnie twierdzenie jakoby zwrot "mąż swojej żony" był określeniem popularnym w stosunku do Lemanowicza jest przykładem głupoty, kiedy został on użyty raz i to przez samego Lemanowicza.
Należy obawiać się, że głupota mnoży się jak zaraza, pączkuje jak fraktale a pomioty takiego osobnika dziedziczą tę cechę jako dominantę
Balbina i Ptyś
Balbina i Ptyś 18.03.2020, 08:20
Jeżeli Musiałek był dwa razy, to musiał być zauważony przez służby przemocy, inwigilacji i podglądu Grupy Pościgowo-Szpiegującej 100 powołanej 14 kwietnia 2006 roku przez Stokłosę. Pierwszym hersztem był Mariusz Szalbierz. Ile trepak-chodak musiał się nastać w bramie, za rogiem, za drzewem, w krzakach, przy klatce schodowej, żeby wykonać polecenie wielkiego smrodatora, złożyć raport, dostać reklamówkę żarcia i kurczaka ze spadów.
przypominacz "Mnemozyna"
przypominacz "Mnemozyna" 22.03.2020, 10:33
Były doniesienia, że mieszkający w pobliżu w bloku z widokiem na śmietnik, oddany idei Czarnego Barana Pikadora, za każdym razem, jak Lemanowicz wyniesie śmiecie do śmietnika, ten osobnik wychodzi i robi przegląd zawartości worka z odpadami. A nuż coś znajdzie! Podawano przykład odczytania jakichś zapisków uzyskanych z przeglądu śmieci. Z opisu wyglądu tego osobnika penetrującego wynika, że mógł to być redaktor miejscowego wydawnictwa prasowego.
O gamonio wałkoniu
O gamonio wałkoniu 09.03.2020, 16:09
To jest tragiczne, kiedy jakiś szczyl, co nie umie liczyć, wykonać prostych działań w zakresie do 100 ośmiela się brać za komentowanie ludzi wybitnych. W dodatku fałszując z premedytacją adres IP naraża się na śmieszność, bo opiera swój wywód na fałszywej przesłance, którą sam sformułował. Mariusz Szalbierz występuje w tym wypadku jak naczelny biolog ZSRR Łysenko, który proponował dla zwiększenia plonów sadzić drzewa korzeniami do góry. Taka robota, to intelektualne dno, które - jak powiada Lejtan z pierwotnego portalu dzienniknowy.pl - odpadło.
Ciekawe, czy będąc w Białymstoku laureat tabliczki spotkał się z równym sobie mózgowcem, Krzysztofem Kononowiczem?
Mariusz Szalbierz nie przewidział w swoim prostym umyśle, że sam będzie musiał posiłkować się koncepcją wielości użytkowników swojego redakcyjnego komputera. Przepytany 29 maja 2015 roku przez funkcjonariusza policji podał, że posługuje się redakcyjnym komputerem o adresie IP 77.45.84.46. Z tego komputera korzystają przez swoje smartfony domownicy-krewni-szwagrowie, córka, syn, zięć, córka zięcia z pierwszego miotu, żona, mamusia jako wydawca, a także bliżej nieokreślona liczba kolegów i koleżanek córki i syna, którzy logują się swoimi telefonami komórkowymi do sieci wifi za zgodą redaktora naczelnego. Wybierając taką formułę ucieczki od odpowiedzialności Mariusz Szalbierz nie pamięta już o tym, że prześmiewał się z Janusza Lemanowicza imputując mu posługiwanie się 13 nickami. Były to nazwy własne doraźnych użytkowników - wolontariuszy pilskiego stowarzyszenia hospicjum, którego zarząd i biuro spotkań posługiwało się komputerem użyczonym przez prezeskę stowarzyszenia. I to by było na tyle, kriminal tango i szmaciany blues.
szmaciany blues
szmaciany blues 09.03.2020, 16:29
Komu się zdaje, że przez 9 lat zapamięta jakieś zdarzenie, nie wie, że Mariusz jest jak kukułka, która natychmiast zapomniała gdzie wsadziła swoją kloakę i zniosła wielkie, piegowate jajo. Tym razem to był zbuk.
wałkoń z alzheimerem
wałkoń z alzheimerem 09.03.2020, 17:11
To oczywistość, albowiem naczelnymi wzorcami intelektualnymi do działalności dziennikarskiej redaktora z wiochy na peryferiach, jest - jak naucza doświadczenie sal sądowych - niewiedza i niepamięć. Czyli mówiąc językiem dla ludu: ignorancja i amnezja.
Górna Grupa
Górna Grupa 20.03.2020, 10:41
...czyli głupek z alzheimerem!
Pytacz
Pytacz 08.03.2020, 21:03
Czy plugawy tekst ,,Opiekunka starszej pani’’, po postanowieniu prokuratury stwierdzającej niewinność wolontariuszki został w jakikolwiek sposób odwołany, czy przeproszono osobę, którą redakcja Tygodnika Nowego obrzuciła wiadrem góvna?
Osservatore Pilano
Osservatore Pilano 09.03.2020, 21:55
To było - z lektury tego podłego tekstu - wielkie wiadro pełne śmierdzącego góvna produkcji redakcji Tygodnika Nowego.
Wprawdzie dziennikarka-autorka przyszła pewnego dnia, już kilka lat po rozwiązaniu stowarzyszenia, do prezeski prywatnie ze słowami skruchy i żalu za swój niegodny wyczyn. Ale to było spotkanie prywatne a artykuł publiczny.
JL
JL 10.03.2020, 13:34
To, że ktoś prywatnie poczuł potrzebę ekspiacji, świadczy o refleksji moralnej i wnioskach, które można uznać za pozytywne. Jest jednak problem nienawistnictwa instytucjonalnego, kiedy Kolegium Redakcyjne dopuszcza do publikacji insynuacyjne teksty opluskwiające ludzi uczciwych. Brak reakcji w kierunku wdziania worka pokutnego i przeproszenia za imputowane bezzasadnie zachowania ludzi dobrej woli świadczy o skurvieniu etosu dziennikarza. No, ale jeśli sobie przypomnimy, że redaktorem naczelnym był od listopada 2004 Mariusz Szalbierz, zdziwienia brak.
osservatore pilano
osservatore pilano 24.02.2020, 23:17
Uporczywe usuwanie wpisów Jego Excelencji, krytycznych wobec wydawnictwa z wiochy na peryferiach faktypilskie,pl, prowadzi do konkluzji, że nastąpił tam alkoholowy rozpad osobowości naczelnego. W tym stanie ducha i ciała musi być chroniony od wszelkich wstrząsów emocjonalnych, żeby się nie rozpadł na jak w zapętleniu kwantowym. Dlatego synuś pedzio filuje całą dobę w przerwach między baraszkowaniami w ramach tłoka czekoladowego i wiatraka z odbytowym wałem osadczym, aby według kompetencji admina wywalać niebłagonadiożnyje wpisy.
Pytacz
Pytacz 01.03.2020, 19:17
Czy suplika o wykonanie wiatraka z odbytowym wałem osadczym dla zapewnienia uciech homoseksualnych w obrębie posesji redakcyjnej wyszła z komputera redakcji faktypilskie.pl Białośliwie ul. 4 Stycznia 72?
Warum Woprosowicz Pytajkin
Warum Woprosowicz Pytajkin 09.03.2020, 09:50
Czy to był komputer redakcyjny u wydawcy Ireny Szalbierz o adresie IP 77.45.84.46?
ja jako były - jaja kobyły
ja jako były - jaja kobyły 18.01.2020, 01:05
Od 15 września Mariusz Szalbierz, były redaktor naczelny "Tygodnika Nowego", ma swoją tabliczkę w Alei Bluesa w Białymstoku


Należałoby dodać, że robił jeszcze w Panoramie Pilskiej za czasów, gdy Krzysztof Horodecki senatorzył w Senacie. W swoim curriculum vitae podaje skromnie "1992-1994 – praca w zespole dziennikarskim tygodnika Panorama Pilska". był tam sztyftem redakcyjnym, jako rozwojowy trzydziestolatek.
łopata grabarza
łopata grabarza 24.02.2020, 23:20
Ludność gminy oczekuje na tabliczkę w Białośliwiu: żył lat 57.
zbuntowany anioł
zbuntowany anioł 13.01.2020, 23:37
Blues jest muzyką prostą dla ludzi prostych w swojej prostocie, a w życiu zakręconym, zapętlonym. Tak więc dialektycznie spotyka się tu prostota prostego istnienia ze złożonością warunków życia murzynów na obczyźnie.
szewczyk Dratewka
szewczyk Dratewka 12.01.2020, 22:22
popatrzyłem na buty Mariusza po powiększeniu i wyostrzeniu. wyglądają na lumpy z szmateksu koniec przełomu lat 2010 -2011.
Krystyna bywalec lumpeksu na Wawelskiej
Krystyna bywalec lumpeksu na Wawelskiej 12.01.2020, 22:31
Faktycznie, jakby z wyprzedaży na sylwestra po złociszy za sztukę, razem 2 zł.
ortopedia
ortopedia 13.01.2020, 22:06
I chyba ma platfusa. Dlatego wnuk ma po dziadku.
afe
afe 14.01.2020, 00:04
Platfusy mają większą tendencję do grzybic, rozpadlin między palcami, skłonności do patologii haluxa a to sprzyja śmierdzącym girom. Stąd też za każdym razem różnych spraw z redaktorem z wiochy na peryferiach płynął z jego kierunku obezwładniający, wprost farmutilowski odór fetoropodobny. Najgorszy był efekt w sprawie 272 przy posiedzeniu pojednawczym, kiedy Apaszka - Wziątkiewicz podszedł do ławy oskarżanego obywatela. To było jak użycie iperytu zmieszanego z siarkowodorem. Wstrząsające. Dlatego oskarżony jak najszybciej wyszedł z sali bez efektu pojednawczego. Jak tu ma się jednać excelencja z jakimś żłobem?
Później bywało gorzej.
rodzinne sprawy
rodzinne sprawy 15.01.2020, 21:05
Należałoby pójść dalej, do Ryszarda. Bo z badań przydatności do organów resortowych, w tym do ormo wiadomo, że lepiej się nadają platfusy, bo mają większą powierzchnię styku z podłożem. Dzięki temu są bardziej stabilni. Dziennikarz typu informacyjnego, za jakiego podaje się naczelny ulotki, a więc synuś Rycha miał szansę dziedziczyć. Dlatego przepada - w czasie, kiedy nie leży duupą do góry - człapać ciężkim krokiem platfusa na plażę ty i ja. Za to jest stabilny na ruchomych piaskach plażowych a w razie wpadnięcia do wody platfusowate stopy są dobrym wiosłem.
Stabilna Gmina
Stabilna Gmina 18.01.2020, 12:25
Prekursorem stabilności jest wójt Kaczor Brunon Wolski. Trzeba by obejrzeć jego odnóża dolne.
Piotrek
Piotrek 25.01.2020, 17:32
Hehehe! Faktycznie: Stabilna Gmina.
rower Mariusza
rower Mariusza 04.12.2019, 12:30
"Ideą pomysłu jestaleja ludzi, którzy bluesa kochali i kochają,...". W Białośliwiu kocha się bluesa do góry duupą, zwłaszcza na ulicy 4 Stycznia.
III gimnazjum
III gimnazjum 13.01.2020, 13:16
To żałosne: ideą pomysłu...
Sam pomysł jest ideą.
U nas
U nas 13.01.2020, 22:03
U nas w Grupie Pościgowo-Szpiegującej 100 i Czarnym Baranie pikadora jest inaczej, bo my wszyscy jesteśmy inaczej. Są rozdzielone kompetencje i zadania. Od wymyślania idei jest nasz ukochany boss Ojciec Chrzestny Wielki Smrodator z Lipin, któey podaje nam gotowe idee. Na przykład: dowiedzcie się, co robią ich dzieci; wykąpmy Brodalę w gnojowicy; niech ktoś podpisze się za kogoś innego na dokumencie, sądy i tak uznają za błahostkę; niech redaktorka osra i obrzyga nielubianych ludzi w artykułach i niech nie zapomni dodać o niepranych gaciach; jedźcie na Plażę Ty i Ja na piwo, niech widzą, że wszędzie jesteśmy; dajcie coś zjeść Wernerowi, chociaż mam na niego w***nie za to, że mnie wkopał w sądzie. Takie idee szły od bossa a my musieliśmy wymyślać pomysły, jak to załatwić pozytywnie. Nie zawsze nam wychodzi i bywa często, że nasza robota staje się niby robotą, zaprzeczeniem. Z braku inteligencji kradniemy innym pomysły, dodajemy coś od siebie, przeważnie o duupie ospermionej i śmierdzącej tureckim kótasem, i już. Dajemy przeczytać staremu, który się nie zagłębia. On sam jest czymś w rodzaju szydery, bo najprawdopodobniej został poczęty na Prima Aprilis 1948. I jakoś leci. Mariusz ma na chlanie, Marek na płyty winylowe i żeby kupił mensil bo Agniecha ma chucie, Darek przewodniczy, jeździ do wojewody z protestami roboli. Wszystko się toczy. Każdy robotę ma i zarobi. A chodzi o kesz.
położnictwo i neonatologia praktyczna
położnictwo i neonatologia praktyczna 18.01.2020, 13:12
W rzeczy samej, od 1 kwietnia do 4 stycznia mija 279 dób. Ciąża prawidłowa u człowieka trwa 280 dni + - 5 dni.
neonatologia
neonatologia 24.02.2020, 23:34
Podobno boss ma wszystko w małym poważaniu i się dystansuje, bo począł.
o śmieciowości śmietniska
o śmieciowości śmietniska 01.12.2019, 22:50
Dostałem maila ze skanem strony papierowej ulotki faktypilskie.pl. Ten burek z Białośliwia znowu szydzi z nazwiska osoby, której - jak można wydedukować z lektury tekstu na zwyczajowo niskim poziomie - nienawidzi, bo w krótszym życiu zrobiła więcej niż ten dziennikarz w swoim razem z progeniturą pierwszego i drugiego rzutu. Chodzi o Magdalenę Ogórek, którą swoim tekstem sprowadził do czegoś bezosobowego, rzeczowego, bez wartości. Redaktor ulotki na peryferiach notorycznie nabija się z nazwisk, choć sam ma nazwisko będące szyderstwem. To nazwisko redaktora nawet po wielokrotnej rewaluacji będzie synonimem cwaniactwa, oszustwa, szachrajstwa i krętactwa.
Pod Złotym Linem
Pod Złotym Linem 01.12.2019, 22:57
No tak! Karkówka za kaszankę.
kodeks pracy art. 52
kodeks pracy art. 52 02.12.2019, 23:35
O chlaniu flaszek w robocie przy konkursie Kameleon2005 i piciu piwa w robocie zleconej przez pracodawcę, szpiegowaniu staruszków na Plaża Ty i Ja nie wspomnę
wódko, pozwól żyć
wódko, pozwól żyć 17.03.2020, 19:15
Ucieszył się na okoliczność możliwości wychlania koniaku, bo laureat nie przyszedł.
wódko, pozwól żyć!
wódko, pozwól żyć! 26.03.2020, 11:24
Są ludzie, którzy na widok kieliszka z zawartością procentową popadają w entuzjastyczny nastrój gotowości do użycia życia z flaszką i kiełbasą ze spadów.
cnotka
cnotka 02.12.2019, 23:39
Dobrze że nie wspominasz, bo to wstyd, poruta.
Heniek
Heniek 03.12.2019, 10:53
Mało wstyd. To hańba. Dlatego wyleciał z naczelnego.
Krystyna
Krystyna 28.11.2019, 19:24
Zrobię zakupy za 20 złotych
pijoki ochlapusy
pijoki ochlapusy 18.01.2020, 13:23
Ale za 20 złotych można kupić 8 kilo cukru* i kostkę drożdży. Po wypędzeniu jest to 7 litrów mocnego samogonu. Tylko - qurva - czekaj, aż się przefermentuje, kiedy flaki piszczą na już!
________________
* - czasem można było kupić cukier po 1,49 zł za kilo. A to jest 13 kilo cukru za 20 zł.
Beata, Krystyna, Aleksandra
Beata, Krystyna, Aleksandra 01.12.2019, 13:23
Za dwadzieścia złotych można kupić flaszkę pół litra podłej wódki. Ale co to jest pół litra wódki dla Zbycha, Mariusza, Henryka? I to w pół drogi?
liczykrupa
liczykrupa 01.12.2019, 22:10
jedno 20 zł to nic, ale jak się zebrało do wielu chorych, to już coś było
Paweł S.
Paweł S. 01.12.2019, 23:32
Jak się zebrało do wielu chorych, to trzeba im zawieźć 200 zł, jedzenie, leki za darmo, czasem lodówkę, pralkę lub pomalować mieszkanie, materac i koc, itp,itd.
zamierzchła przeszłość
zamierzchła przeszłość 01.12.2019, 23:36
Faktycznie, przypominam jak redaktor Szalbierz pisywał w Tygodniku nowym łzawe, pełne zadumy nad heroizmem wolontariuszy teksty o bezinteresownej pomocy cierpiącym, zabiedzonym ludziom, o których świat zapomniał.
o umarłych tylko dobrze
o umarłych tylko dobrze 03.02.2020, 23:49
Przyjeżdżamy kiedyś z Poradni Hospicjum na Dołki. Tam wiadomo, że leży chora, którą w dodatku bije mąż, bo ma wszystko zajęte i bolące, dlatego nie daje mu duupy. Ma gorączkę. Trzeba wykąpać, zmienić pościel. Paweł pyta, a leki jakie masz? Ona wyciąga rękę i mówi tu mam otwiera garść a tam dwie tabletki aspiryny i jedna bisakodylu. To wszystko? Lekarz nic nie przepisał? Przepisał, tu jest recepta, ale nie ma za co kupić i nie ma komu. Szefowa bierze i patrzy, cholera, do jutra ważna. Jedzie maluchem i przywozi.
Rambo IV
Rambo IV 02.12.2019, 23:43
W rzeczy samej obecne mi naszło wspomnienie, jak napisał żałobny nokturn na półtora strony w Tygodniku Nowym o odejściu młodej dziewczynki co jechała renówką i pierdut w drzewo. Lubi takie roztkliwienia. Babska osobowość.
leżenie duupą do góry a hemoroidy i rozrost proststy
leżenie duupą do góry a hemoroidy i rozrost proststy 02.12.2019, 10:57
Mariusz to makiaweliczny dywagator śmiłowsko-białośliwski.
 errata do podpisu
errata do podpisu 02.12.2019, 11:01
...prostaty
dietetyk patologii
dietetyk patologii 01.12.2019, 13:29
Dobrze, że ochlapusy nie zakąszają. Czysta robota z czystą zwykłą.
FanClub AA
FanClub AA 01.12.2019, 23:40
Zakąska powoduje spowolnienie wchłaniania alkoholu a im chodzi o szybciora, im trzeba już, w tej chwili, żeby zadziałało boskie ciepło, ukojenie drgawek i wlało zastrzyk życia w zwłoki za życia.
nieznany
nieznany 04.12.2019, 12:37
Dobre....
fuj!
fuj! 24.11.2019, 22:18
Najlepiej podlizuje się serchan w kiszce lemana juniora
higienistka z przedszkola
higienistka z przedszkola 13.11.2019, 13:12
Ci wszyscy ludzie na zdjęciu wyglądają jak by się nie myli od dawna, zakurzeni pyłem bluesowych kłaków bawełny z pól Missisipi.
pediatria emerytów
pediatria emerytów 01.12.2019, 23:45
Gość w rozkroku ma wyraźnie osiurane dżinsy, dlatego stoi w rozkroku, bo chłodno i szorstko.

Pozostałe