Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Ona maluje jak van Gogh, on wygląda jak van Gogh: Ania z Nowego Buczka i Robert z Trzcianki  

Anna Kluza i Robert Gulaczyk z filmu „Twój Vincent” w Pile: Obraz, który pojawił się w trailerze, na bilbordach i plakatach promujących film, znają już wszyscy. Ale nie wszyscy wiedzą, że namalowała go Ania z Nowego Buczka w gminie Lipka. I że w postać Vincenta van Gogha wciela się tu Robert z Trzcianki
Ona maluje jak van Gogh, on wygląda jak van Gogh: Ania z Nowego Buczka i Robert z Trzcianki  

W „Loving Vincent” („Twój Vincent”) połączono dwa światy: malarstwa i filmu. To polsko-brytyjska koprodukcja, która zachwyca ludzi na całym świecie (film jest dystrybuowany w 135 krajach świata). Otrzymał już wiele nagród; jest i szansa na nominację do Oscara…  

Obraz, który pojawił się w trailerze, na bilbordach i plakatach promujących film, znają już wszyscy. Ale nie wszyscy wiedzą, że namalowała go Ania z Nowego Buczka w gminie Lipka. I że w postać Vincenta van Gogha wciela się tu Robert z Trzcianki

***

Ania Kluza z Nowego Buczka niedaleko Piły i Robert Gulaczyk – także z regionu pilskiego - z Trzcianki wchodzą do historii kina. On ze swoją kreacją aktorską, ona – dzięki pracy animatora i malarza. Oboje pracowali przy niezwykłej produkcji filmowej jaką jest film „Loving Vincent” – „Twój Vincent” Doroty Kobieli i Hugh Welchmana. To pierwsza animacja malarska opowiadająca o życiu i śmierci malarza holenderskiego Vincenta van Gogha.

Na ten niezwykły i… szalony wręcz pomysł wpadła wspomniana malarka Dorota Kobiela. Początkowo myślała o 7 minutowej fabule. Jej – również życiowy – partner Hugh Welchman namówił ją, aby zrobić film pełnometrażowy. Od chwili pojawienia się pomysłu do premiery minęło 10 lat. Od chwili gdy zaczęli zbierać fundusze na realizację obrazu – 7. Malarska część projektu zajęła 2 lata. Do powstania ponad 80-minutowego filmu trzeba było namalować 65 tysięcy malarskich klatek. To 12 obrazów na sekundę! Każda z tych klatek została namalowana ręcznie w technice olejnej i naśladuje styl Vincenta van Gogha. Oglądając film, widzimy jak ożywają na ekranie postaci z płócien mistrza: listonosz Roulin, doktor Gachet, widzimy mieniące się w słońcu wnętrze Żółtego Domu w Arles, podglądamy jak miejscowi odwiedzają kawiarnię w miasteczku.

W projekcie wzięło udział 125 zawodowych malarzy z 20 krajów świata (zgłoszenia wysłało 5 tysięcy!). Ale Ania Kluza i Robert Gulaczyk to nasi ludzie, z Polski, co więcej - z regionu pilskiego. Ania pochodzi z Nowego Buczka (w powiecie złotowskim, w gminie Lipka), Robert – z Trzcianki. Ania przy tej produkcji była supervisorem – odpowiadała m.in. za testowanie i szkolenie malarzy, a potem za nadzorowanie ich pracy. Ale co istotne, jako artystka, sama zrealizowała kilka najbardziej ambitnych klatek filmu. Po prostu animowała i malowała ten film! Robert – obecnie aktor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy - który swoją przygodę z teatrem zaczynał w Pile, na deskach pilskiego Teatru Miejskiego, w Teatrze Wirtualnym Eweliny Wyrzykowskiej, zagrał natomiast samego mistrza - geniusza Vincenta Van Gogha…

Film zbiera kolejne i kolejne nagrody. W ostatnich dniach otrzymał Europejską Nagrodę Filmową w dziedzinie filmu animowanego (tzw. Europejskie Oskary przyznawane przez Europejską Akademię Filmową) i został nominowany do „Złotych Globów” (wręczane 7 stycznia). Pytanie brzmi: Czy będzie także oskarowa nominacja?     

 

Przypadek i determinacja

Jak trafili do pracy przy tym niezwykłym filmie?

-  W zawodzie aktora potrzeba dużo szczęścia, by osiągnąć sukces. Często decyduje o tym przypadek. Ze mną rzecz wyglądała tak, że ekipa, która robiła pierwsze przymiarki do filmu, miała siedzibę w budynku byłej wytwórni filmów we Wrocławiu, gdzie także mieści się moja agencja aktorska. Szukali m.in. u nas statystów, a że nie mieli jeszcze odtwórcy roli Vincenta, przeglądali zdjęcia także pod tym kątem. I Dorota Kobiela wypatrzyła mnie. Co dziwne, ja wtedy nie nosiłem kompletnie zarostu! Kiedy później rozmawialiśmy, powiedziała, że zobaczyła to coś w moich oczach. Potem dostałem smsa z pytaniem jak radzę sobie z angielskim. Radzę sobie komunikatywnie, ale nie tak, by podjąć się pracy w tym języku… - tak odpisałem. I sprawa ucichła na 10 dni. A potem był telefon: słuchaj, oni się bardzo uparli na ciebie, uważają, że jesteś podobny do van Gogha, przyjedź na rozmowę. Miałem wtedy 31 lat i pierwszy raz w życiu usłyszałem, że jestem podobny do Vincenta! Następnego dnia byłem już na rozmowie i już kręciliśmy pierwsze ujęcia.

Inaczej było z Anią.

- Gdzieś przypadkiem na początku 2013 roku w necie zobaczyłam trailer z informacją, że jest pomysł na taki film. Absolutnie się zachwyciłam! Nakręciłam się tak, że postanowiłam napisać do firmy i się zgłosić. Było to dość odważne z mojej strony, bo wówczas ja już od 6 lat nie zajmowałam się malarstwem. Skończyłam bardzo dobre Liceum Plastyczne w Bydgoszczy, a potem studiowałam i ukończyłam rzeźbę. Ale ten projekt i pomysł mnie tak zafascynowały, że bardzo, ale to bardzo chciałam wziąć w tym udział. Wysłałam portfolio. Odpowiedzieli i zaprosili mnie na testy do Łodzi. Tam musiałam skopiować obraz van Gogha – malowałam doktora Gacheta – i  przygotować 7-klatkową animację. Było to dla mnie wyzwaniem, ponieważ w danym mi czasie musiałam najpierw zapoznać się z programem animacyjnym, z którym wcześniej nie miałam do czynienia. Przeszłam testy i zostawałam zaproszona na 6-tygodniowe szkolenie do Gdańska – opowiada Ania Kluza.  

 

Jak to jest zrobione?

Ten wyjątkowy film realizowany był m.in. w Centrum Technologii Audiowizualnych (CeTA), które jest koproducentem animacji. Najpierw m.in. we Wrocławiu, w studiu filmowym w CeTA, realizowane były zdjęcia z udziałem aktorów. Zaaranżowano tam sceny z obrazów Vincenta van Gogha. Aktorzy musieli odegrać je na podstawie scenariusza, jak w normalnym filmie, choć grali najczęściej nie w przygotowanej scenografii, a na zielonych i niebieskich tłach. To było m.in. zadanie Roberta Gulaczyka.

- Wszystko, co państwo widzieli na ekranie zostało nakręcone w studiu. Mieliśmy zbudowane tylko dwie scenografie rzeczywiste: to pokój, w którym Vincent zmarł, w gospodzie – on był zbudowany w studio w Londynie, i druga scenografia to otoczenie gospody, przy której stoją stoliczki, panowie piją… Były to dwie scenografie 1:1.  Natomiast całą resztę kręciliśmy na zielonych lub niebieskich tłach. Dla niektórych aktorów było to trudne. Ja nie miałem z tym żadnego problemu. Myślę, że wynikało to z faktu, że mam ponad 10-letnie doświadczenie teatralne. W teatrze mam często do zagrania scenę taką, że patrzę w gwiazdy, a tak naprawdę widzę sufit, z którego odpada tynk. To kwestia wyobraźni – mówi Robert. I dodaje: - Dla mnie znacznie trudniejsze było utrzymanie w sobie emocji Vincenta… Bo ja nosiłem w sobie jego emocje, a to nie są proste rzeczy. Uwielbiam swój zawód, ale kiedy ma się do zagrania człowieka, który popełnia samobójstwo z samotności, nie da się od tego w żaden sposób odciąć. Myślisz o tym wstając rano, myślisz robiąc kawę, pracując, idąc do kina..  Na każdym kroku. I nie może ci to wyjść z głowy. Czytasz kolejne książki o nim, czytasz książki, które on czytał… I to wszystko zaczyna zlepiać się w jakąś taką układankę, zaczyna się rozrastać jak wielka pajęczyna, w którą  emocjonalnie jesteś uwikłany. To nie jest proste. Ale to fantastyczna przygoda.

Powstałe zdjęcia były poddawane postprodukcji, a potem wkraczali do pracy malarze tworząc na ich podstawie obrazy. Najpierw ci, którzy tworzyli pierwsze, kluczowe klatki filmowych ujęć. Wśród nich nasza Ania Kluza ze swoim niezwykłym talentem i artystyczną wizją. Dopiero na podstawie tych pierwszych klatek danego ujęcia, tych wzorów, powstaną potem kolejne – łącznie 65 tysięcy.

- Ponieważ zgłosiłam się do projektu na samym początku i przeszłam testy, byłam w tej grupie wyżej i gdy już rozpoczęły się na dobre poszukiwania malarzy, ja już coś wiedziałam. Stąd zostałam jednym z sześciu supervisorów. Najpierw testowałam artystów, którzy się zgłosili, potem uczestniczyłam w szkoleniach, a gdy już ruszyły zdjęcia – nadzorowałam ich pracę. Miałam w swojej grupie 25 malarzy. Ich malowanie trzeba było mocno kontrolować, nie było tu żadnej samowolki; m.in. pilnowaliśmy, by nie zostały przeoczone ważne dla ujęcia, dla emocjonalnego wyrazu filmu, klatki, by zagrane przez aktorów uczucia, ich mimika, nie zostały pominięte, by zgadzały się też tzw. referencje rzucane na podobrazie – mówi Ania.

Zajmowała się także określaniem zakresu barw dla konkretnych ujęć, których malarze musieli się absolutnie trzymać. Nie mogły być one przypadkowe, nawet podobne, w kolejnych klatkach. Musiały być identyczne, gdyż w animacji zmiana koloru była natychmiast widoczna. – Byłby widać np. że komuś nagle ciemnieje twarz, albo zmienia się kolorystyka tła. 

Robert Gulaczyk jest zdania, że do filmu emocjonalnie przeszło absolutnie wszystko, co zagrał, co oddał podczas filmowych zdjęć.   

- Kiedy dostałem pierwsze informacje o tym, że to film animowany i że mam zagrać w tym filmie, ponieważ jestem podobny do van Gogha, pomyślałem w duchu: na cholerę im aktor, skoro to film animowany?! Nie miałem wyobrażenia, jak to ma wyglądać, bo przecież do tej pory nie robiło się takich rzeczy… A gdy obejrzałem pierwsze materiały z filmu, nie maiłem już żadnych wątpliwości, że ta rola aktorska jest tu bardzo ważna, bo te wszystkie emocje w tym filmie widać. Pamiętam emocje z planu i mam poczcie, że to wszystko przeszło do filmu: drobna łza w oku, półuśmiech, rodzaj zawstydzenia - to wszystko tam widać.. Malarze czerpali z nas, starali się oddać to, co było na naszych twarzach i przetworzyli to malarsko.

 

Ikona filmu

Z obrazem namalowanym przez Anię, z wizerunkiem Roberta w roli odwracającego się Vincenta van Gogha, który pojawił się w trailerze i na plakatach, wiąże się zabawna historia.

- Namalowanie tego obrazu z filmowego ujęcia było moim pierwszym zadaniem jakie otrzymałam na  testach – opowiada Ania – Było to więc moje „być albo nie być” w tym projekcie. Reżyserka Dorota Kobiela tak zachwyciła się tym co zrobiłam, że obraz trafił do trailera, a teraz jest ikoną tego filmu. A film jest dystrybuowany w 135 krajach.. Mój obraz znany jest wszędzie… 

- Ciekawe jest to, że nakręcone ujęcie, które następnie zostało namalowane przez Anię, było także pierwszym ujęciem jakie nakręcono ze mną… To był z kolei mój test! - dodaje Robert.   

Ania jest bardzo z siebie dumna, ale dla niej to przede wszystkim ogromne wyróżnienie.

Robert też czuje się wybrańcem losu. Zwłaszcza, że sam nigdy nie zabiegał o popularność.

- Ja nigdy nie walczyłem o to i nigdy  nie będę. Dla mnie najistotniejsza jest moja własna satysfakcja. Jeśli będę miał do wyboru ciekawą rolę w teatrze i byle jaką w filmie, zawsze wybiorę ciekawą rolę w teatrze. Będzie zdecydowanie mniej pieniędzy, ale więcej satysfakcji.

Teraz jednak propozycje filmowe mogą sypać się jak z rękawa… Po „Vincencie” już zagrał w filmie Adama Sikory „Outsider” – premiera wiosną.

 

Vincent u Vincenta

 - W pierwszym momencie, gdy otrzymałem tę propozycję, przestraszyłem się tej odpowiedzialności, że przyjdzie mi zagrać geniusza… - opowiada Robert Gulaczyk - Ta myśl na początku bardzo mnie sparaliżowała. No bo jak zagrać geniusza… Z perspektywy aktora, to ślepa uliczka. Starałem więc znaleźć w nim człowieka. A tego człowieka zobaczyłem głównie w listach które pisał do brata. I zaprzyjaźniłem się z nim. Dzisiaj mam w domu co najmniej kilkanaście książek o van Goghu – w większości są to albumy, ale jest też kilka opasłych biografii, są jego listy. Mam też portret wzorowany na niebieskim autoportrecie van Gogha, który namalowała mama mojej partnerki, która jest malarką. Dostałem go pod choinkę.  Jest też drugi obraz nieznanej mi malarki, przeróbka van Gogha z moją podobizną, prezent na zakończenie sezonu od grupy teatralnej dorosłych i seniorów, którą prowadzę w teatrze w Legnicy.

- Co dała mi ta rola? Poczucie pewności, że wiem, co chcę robić, że to co robię jest dobre. Taką pewność, która pozwala ci się wypiąć na cały świat i robić swoje w sposób jaki ty chcesz. Każdy artysta chcąc robić coś dobrze, musi w to mocno wierzyć. Po „Vincencie” mi tej wiary już nic nie zabierze. To jest moja nagroda za tę rolę – dodaje Robert Gulaczyk.  

Edyta Kin

_____________________________________________________________________________________

Czy będzie nominacja do Oskara?

O nominację do Oscara 2018 w kategorii „Najlepszy pełnometrażowy film animowany” walczy polsko-brytyjska animacja „Twój Vincent” Doroty Kobieli i Hugh Welchmana. Na wstępnej liście znalazło się 26 pełnometrażowych animacji. W gronie kandydatów są m.in.: „Coco”, „Lego Batman: Film”, „Dzieciak rządzi” czy „Gru, Dru i Minionki”. Wśród pretendentów do statuetki jest też wyprodukowany przez Angelinę Jolie „The Breadwinner”, a także artystyczna animacja oparta na opowieściach braci Grimm „Dziewczyna bez rąk”.

Można uznać, że konkurencja jest spora, ale przecież nasz „Vincent” to produkcja jedyna w swoim rodzaju.. Jeszcze nikt dotąd nie namalował pełnometrażowego filmu, klatka po klatce! Zaciskajmy mocno kciuki! Oficjalne ogłoszenie listy nominacji zaplanowano na 23 stycznia.  

___________________________________________________________________________________

 

Anna KLUZA (ur. w 1985 r. w Czarnkowie). Ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. W 2010 r. - Akademię Sztuk Pięknych na wydziale rzeźby.  Zajmuje się scenografią, projektuje, aranżuje. Trzy lata swojej artystycznej kariery poświęciła na pracę przy filmie „Twój Vincent”.   

Robert GULACZYK (ur. 1883 r.) Ukończył Wydział Lalkarski wrocławskiej PWST. Od 2009 r. związany jest z Teatrem im. H. Modrzejewskiej w Legnicy od 2009 roku. Wcześniej aktor wrocławskiego teatru offowego Zakład Krawiecki i Teatru Lubuskiego w Zielonej Górze. W trakcie studiów we wrocławskiej PWST stypendysta Prezydenta Wrocławia. 

 

 

 

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Piły Treść komentarza: Ale chętnych do zdjęcia, ledwo kadr wszystkich pomieścił :) Data dodania komentarza: 4.11.2026, 14:14 Źródło komentarza: 40 mln zł z budżetu państwa na most Krzywoustego w Pile! Autor komentarza: lux veritatis Treść komentarza: Dał dostojny głos w sprawie zamieszania w prawie polskim nasz ulubieniec. To, co orzekł w swoim orędziu, to rozpacz i gniew ludu. On nie ma czego i czym nas zachwycić. Wystarczy buszowania po salonach i biurach władzy. Data dodania komentarza: 4.11.2026, 12:48 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: felga Treść komentarza: To jest pieszczoch, ale niech mu będzie jak jest. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 20:26 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: 20 lat minęło Treść komentarza: Andrzej, Tomek i Renata Morozowski i Sekielski, jeden oko, drugi ucho Umawiają się z Renatą, by dokopać znów Kaczuchom. Gadaj, że masz dość tyrana i porzucasz stare śmiecie. Świruj tak, jak trenowałaś. Tyle zapamiętasz przecież! Masz kamerę, masz mikrofon, ustaw wszystko w tajemnicy, A gdy przyjdą chłopcy z pisu, masz pilota przy donicy, Wciśnij rec, nie pomyl tylko, żeś jest tępa wszyscy wiemy. Kiedy nagrasz swoje trele, Kaczorom dzioby urwiemy. Już zasuwa Renia z werwą, cieszy się, że ją wybrali. Kocha przecież lewe sztuczki, w kantowaniu jest na fali. Podpuścili ją cwaniacy, że to dla Ojczyzny miłej, Że co dobre i szlachetne, ze Złotowa jest i z Piły. Bo Naszkowski tajny agent, bo poseł Józef Skowyra, Zdzich Nowicki, Lech Kozaczko i Renia, wioskowa pyra. W tym nastroju pełnym chwały zaprasza Mojzesowicza Chętnie by zgrzeszyła z Wojtkiem, niech by nawet pękła prycza Gdy kurwiki gęstą strugą, jak z sieczkarni sypią z oczu. Nie zawiedzie dziennikarzy, nie zostanie na uboczu Chuć, cóż znaczy w życiu mojem, kiedym pro publico bono Dla Ojczyzny poświęciła swoją cześć i swoje łono? Więc do rzeczy, do roboty. Mrugnie oczkiem, zaświruje Ale gadkę tak ustawia, jak Sekielski instruuje. Ten jak dynia rozdymany, jeszcze go ambicja zżera. Michnik, to dla niego pikuś. On jest godzien oficera, Co ze szklanką przy podłodze słucha, jak sąsiedzi ględzą, Czy na władzę narzekają, szczają w zlew, czy bimber pędzą. Renia płacze, wzdycha, rzęzi, że pieniędzy wciąż za mało, Odda władzy wykonawczej umysł swój, duszę i ciało Choćby sekretarzem stanu, o urodzaj wciąż się modlę Tylko ten cham spod Darłowa wekslami mnie straszy podle. Co tu robić, radź kolego, jesteś przecież radcą stanu! Ja mam werwę do rządzenia, służyć chcę każdemu panu. Byle tylko przy korycie, niechby tylko parę złotych Zrobię striptiz, zrobię szpagat, ale dajcie mi robotę. Wojtek mądry, lecz za cienki. Prosi zatem Lipińskiego, Ty masz wejścia u Kaczora, a więc załatw coś kolego. Adaś zwija się i kręci, po siwiźnie swej się drapie Co tu począć, co obiecać, co tu przyrzec grubej szkapie? Chociaż była w koalicji, w coś innego dzisiaj gramy. Chodzi o to, żeby dając, było tak, że nic nie damy. Renia wszystko zniesie, ścierpi na fotel ministra dyba Dla niej ważne, by nie szkapa, ale żeby była ryba. Byle wyżej, byle więcej, niech tydzień na samej górze. Chce być gwiazdą, dla rozgłosu zatańczy choćby przy rurze. A w kibelku Morozowski siedzi w kącie jak ta mysza Boi nawet się poruszyć, musi być grobowa cisza! Co to będzie, gdy Lipiński odkryje mnie w tym salonie, Kiedy zechce się wysikać, lub co gorsza siąść na tronie? Taka praca, taka służba, choć ze strachu pełno w porach. Muszę wstrzymać, muszę ścierpieć. Cel jest jeden: śmierć Kaczora. Nie fizyczna, oczywiście, polityczna, ma się wiedzieć Strach przemogę, ścisnę zadek i pokornie będę siedzieć. Dla tej myśli, dla idei nie żal sterczeć w muszli glacą. Czuję: Wiatr historią kręci, a ja jestem paparazzo. Nic to, że tu brzydko pachnie. Bąki smrodne puszczam wkoło. Kaczki trzeba wyrżnąć obie, będzie miło i wesoło. Wyszedł Adam do Kaczora. Konsultuje wszystkie dane. Premier na to: Głupie babsko, a w dodatku jest karane. Takich w rządzie nie potrzeba. Ja nie zgadzam się i basta. Nie po to zdobyłem władzę, by nią lekkomyślnie szastać! U mnie musi być uczciwa sekretarka i sprzątaczka. To jej powiedz. Ostatecznie. Tak postanowiła Kaczka. Woła Andrzej do Tomasza podsłuchując stetoskopem W izbie obok pochylony przy wannie, z głową za klopem: Ot nieładnie, Tomek słuchaj, łap słuchawkę, dawaj ucho. Renia ryczy, bo Kaczory wyrąbali ją na sucho. Ale my stąd wyciągniemy, co się da, jak burżuj z nędzy. Dla Ojczyzny, dla splendoru, a szczególnie dla pieniędzy. Wiemy dobrze, twarde boje, to nie czas na czułe słówka. Tam Ojczyzna, tam też splendor, gdzie szefostwo i gotówka. My są zwarci, my gotowi, dziennikarze obcych nacji: Możemy świat opisywać, gotowiśmy do kreacji. Tego uczył nas Sanhedryn, Karol Marks - jak świat oceniać. Bo nie ważne - opisywać. Chodzi o to, żeby zmieniać. Inny duch, inny obyczaj, czas Wodnika, nowej ery, Dwaj żołnierze obcej armii z TeVaueN 24: Lewą marsz! Kaczorom śmierć! Wojna na górze, to nasze sny. Inni się wczoraj nachapali, za to Teraz Kurwa My! 3 października 2006. Data dodania komentarza: 2.11.2026, 20:49 Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 16. Autor komentarza: tempus fugit Treść komentarza: Od 30.10.2018 14:40 minęło osiem lat. Posunęli się panowie a nie mają czym posuwać. Baby sny mają lepkie i gorące. Jak smoła w piekle. A ci chleją i pod siebie leją. Data dodania komentarza: 2.11.2026, 09:34 Źródło komentarza: "Szydercy" - odcinek 22. Autor komentarza: prasoznawca Treść komentarza: Ze zdjęcia w 15 odcinku widać, że wielka dupa, to i wielka kupa. Data dodania komentarza: 1.11.2026, 11:16 Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 20.
Reklama
Reklama