Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Mamy ambicje być dobrą uczelnią zawodową

Z rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Stanisława Staszica w Pile, prof. nzw. dr hab. Donatem Mierzejewskim rozmawia Anna Czapla-Furtacz.
Mamy ambicje być dobrą uczelnią zawodową

 

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Pile właśnie rozpoczęła nowy rok akademicki. Czytelnikom być może warto przypomnieć, że uczelnia weszła tym samym w osiemnasty rok funkcjonowania. To dużo czy mało?

To pojęcie względne. Biorąc na przykład pod uwagę Uniwersytet Jagielloński założony w XIV wieku, osiemnaście lat to tylko chwila. Natomiast dla takiego miasta jak Piła utrzymanie PWSZ przez blisko dwadzieścia lat w dobrej kondycji finansowej, przy dobrej liczbie studentów i przy wsparciu środowiska to dużo. To daje poczucie, że jesteśmy potrzebni. Z każdym rokiem coraz bardziej określamy swoją tożsamość w mieście i regionie, jako wyższa szkoła o profilu praktycznym, reagująca na potrzeby otoczenia społeczno-gospodarczego i kształcąca kadry dla lokalnego rynku pracy. Mamy ambicje być dobrą uczelnią zawodową.

Kogo dziś kształci się w pilskiej PWSZ?

Obecnie kształcimy na studiach licencjackich, inżynierskich i magisterskich w systemie stacjonarnym i niestacjonarnym. Na studiach licencjackich mamy kierunki: ekonomia, filologia (angielska), politologia (ostatni rok kształcenia), praca socjalna, kosmetologia, pielęgniarstwo i ratownictwo medyczne. Na studiach inżynierskich kształcimy na kierunkach: budownictwo, elektrotechnika, mechanika i budowa maszyn oraz transport. Mamy też studia magisterskie II stopnia na kierunku praca socjalna i nasz najnowszy sukces – jednolite studia magisterskie fizjoterapia, które ruszyły od tego roku akademickiego.

Kształci się u nas przeszło 1500 studentów, z czego ponad 560 na pierwszym roku (większość w systemie stacjonarnym). Mamy doskonały algorytm finansowania. Stosunek nauczycieli akademickich do studentów wynosi u nas 1 do 13, co decyduje o jakości nauczania. Naszą siłą są ludzie – wyspecjalizowana kadra i zdeterminowani, by zdobyć dobry zawód studenci.

Pilska PWSZ kojarzona jest w regionie ze studiami dualnymi. Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że to jest znak rozpoznawczy tej uczelni?

Tak, ale nie jedyny. Studia dualne to był eksperyment, który wdrożyliśmy na studiach inżynierskich. Bardzo go promuję dlatego, że spotkał się z odzewem i zrozumieniem ze strony przedsiębiorców. Jesteśmy w gronie Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych pionierami jeżeli chodzi o sposób realizacji tematu i pozyskiwanie przedsiębiorców. Studenci, którzy decydują się na studia dualne to przyszli pracownicy konkretnych firm.

Jak wspomniałem – atrakcyjność pilskiej PWSZ to nie tylko kształcenie dualne. Naszą twarzą są studia medyczne. Od 13 lat w kampusie przy ul. Podchorążych kształcimy w zawodzie pielęgniarki- tak potrzebnym w dzisiejszych czasach. Od pewnego czasu kształcimy też ratowników medycznych, choć z uwagi na sytuację w krajowej służbie zdrowia chętnych jest nieco mniej niż w przeszłości. Zaobserwowaliśmy za to zwiększone zainteresowanie kosmetologią. Nie słabną notowania studiów magisterskich. W bieżącym roku mury naszej uczelni z dyplomem magistra opuściło 85 absolwentów kierunku praca socjalna. A w październiku naukę rozpoczęło 40 studentów fizjoterapii na jednolitych studiach magisterskich.

Skąd pomysł na ten akurat kierunek?

Z życia. To po prostu dość poszukiwany zawód, a w kolejkach do fizjoterapeutów czeka się po pół roku. Z przyczyn podyktowanych ustawą nie możemy już kształcić fizjoterapeutów na poziomie studiów licencjackich, więc zdecydowaliśmy się na pięcioletnie studia magisterskie. Nic nie stało na przeszkodzie - mamy kadrę i bogate zaplecze. 28 września otrzymaliśmy ministerialną decyzję o nadaniu nam uprawnienia do prowadzenia tego kierunku i przyjęliśmy pierwszych studentów. Uważam, że to sukces. Będziemy jedną z nielicznych uczelni w Polsce, kształcących fizjoterapeutów.

Krótko mówiąc: Nie brakuje pomysłów, nie brakuje studentów, nie brakuje ambicji...

Nieśmiało aplikujemy też o to, żeby wspomagać miejscową gospodarkę poprzez nasze możliwości intelektualne, czyli wdrażanie pomysłów nauczycieli akademickich pilskiej PWSZ i tworzenie projektów dla poszczególnych przedsiębiorstw. Prowadzimy własne wydawnictwo, co pozwala na publikowanie skryptów czy książek naszych nauczycieli. Mamy świetną bibliotekę uczelnianą i dom studenta dla 200 osób.

Prowadzimy szeroko rozwiniętą współpracę międzynarodową w ramach programu Erasmus Plus, dzięki której młodzi ludzie mają możliwość odbycia jednej trzeciej studiów za granicą. Mamy umowy z uczelniami w Rumunii, Portugalii, Hiszpanii, Belgii, na Łotwie, Litwie itp. Umowy działają w obie strony. Nie tylko nasi studenci i kadra wyjeżdżają studiować i pracować za granicą. Bardzo często tamtejsi studenci i nauczyciele akademiccy przyjeżdżają do nas.

A u nas nadciąga nowe. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego szykuje zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym. Pytanie numer jeden, które nurtuje przyszłych studentów brzmi: czy na studia powrócą egzaminy wstępne?

Mogą, ale nie muszą. Według nowych założeń ustawy ministra Gowina uczelnie mogą wprowadzić egzaminy wstępne, jednak ich wynik może decydować o rekrutacji jedynie w 50 proc. W pozostałych 50 proc. zdecyduje świadectwo maturalne.

Nowa ustawa ma jednak szersze tło. Zmienia ustrój uczelni, podnosząc rangę statutów. W uczelni mają funkcjonować trzy organy: Senat, Rektor i nowość- Rada Uczelni. Rady te stanowić będą osoby wywodzące się ze środowisk społeczno-gospodarczych (w największym procencie, w naszym wypadku 4 osoby), ze środowiska akademickiego (w nieco mniejszym- u nas 2 osoby) oraz przewodniczący samorządu studenckiego. O tym, kto będzie w Radzie Uczelni zdecyduje Senat.

Zmieni się kwestia związana ze stanowiskami nauczycieli akademickich. Nie będzie już profesorów zwyczajnych i nadzwyczajnych- będzie profesor z tytułem nadanym przez Prezydenta RP oraz profesor uczelni czyli dr hab. bądź doktor ze znacznymi osiągnięciami dydaktycznymi lub naukowymi, a także adiunkt i asystent. To oczywiście tylko zmiana ilości kategorii stanowisk i nie wpłynie ona na liczbę wykładowców, która będzie zależała od potrzeb danej uczelni.

Znacznie podniesione zostaną wymagania w sprawie doktoratów. Zmienią się też sprawy związane z habilitacją i profesurą, zwiększy się samorządność studencka, studenci sami będą decydować np. o przyznaniu środków na pomoc materialną.

Jak Pan ocenia te zmiany? Czy to dobra ustawa?

Tak. Zresztą jej projekt był tworzony w ramach konsultacji ze środowiskami akademickimi. Zorganizowano w tej sprawie 9 konferencji przed Narodowym Kongresem Nauki. Nie znam ustawy, która byłaby tak szeroko konsultowana. Ale praca akademików dobiegła końca i zaczęła się praca polityków. Jeśli procedowanie odbędzie się bez zakłóceń, ustawa wejdzie w życie 1. 10. 2018 roku. Część spraw potrwa jednak do 2020 roku, kiedy skończą się kadencje wszystkich rektorów. Przeprowadzone zostaną wybory władz uczelni na nowych zasadach, co ujednolici kadencje rektorskie w całej Polsce.

Tymczasem mamy rok 2017. Będzie to rok oczekiwania na nowe, czy jednak rok działania? Szykują się jakieś ciekawe projekty, inwestycje?

Planujemy oczywiście działać. W bieżącym roku akademickim chcemy doposażyć laboratoria. Gmina Piła za 300 tys. zł ufundowała nam laboratorium inżynierii materiałowej. Ponadto chcemy zlikwidować na terenie kampusu zasłonięty obecnie makietą budynek E. Zostanie wyburzony, a w jego miejscu powstanie parking oraz terenowe punkty ćwiczeń dla studentów fizjoterapii, ratownictwa medycznego i budownictwa. Wniosek opiewa na 1 mln 60 tys zł. Rozstrzygnięcia zapadną w lutym. Zamierzamy też pozyskać 2,5 mln zł na kształcenie pielęgniarek w oparciu o metody symulacji medycznych.

W tym miejscu chciałbym również wspomnieć o biurze karier, które realizuje projekt Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, związany z dostosowaniem się do rynku pracy. Z nowym rokiem akademickim ruszyła także kolejna edycja Akademii Młodych Odkrywców- zajęć dla dzieci, które cieszą się niesłabnącą popularnością.

Podsumowując myślę, że ten rok będzie szczęśliwy pod każdym względem. I dla studentów, i dla pracowników, i dla uczelni.

Dziękuje za rozmowę

 

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

johnny 23.11.2017 15:43
szkoda ze wiekszosc po ukonczeniu studiow zwlaszcza politechnicznych kierunkow ląduja na bezrobociu z powodu niskiego poziomu wiedzy....

grazia 17.11.2017 00:20
I bardzo przystojny Pan Rektor

grucha 09.11.2017 22:50
Piękne artystyczne zdjęcie

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Hiacynta rozochoconaTreść komentarza: "Klaskanie w mroku" jest właściwym określeniem dla odpowiednich czynności, acz ogólnym. "Klaskanie w kroku" bardziej precyzyjnie opisuje tę czynność. Podobnie jak "mlaskanie w mroku" jest bardziej ogólne od "mlaskania w kroku".Data dodania komentarza: 26.02.2026, 00:15Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: StachTreść komentarza: O zmarłych się źle nie pisze. Choć swoje wady miał, rozwód, partnerka, nieuznane dziecko (Bugu ducha winne), powrót do żony, odejście od żony, itp. ale w sumie dobry był z Niego człowiek, choć mocno koniunkturalnyData dodania komentarza: 26.02.2026, 00:04Źródło komentarza: Nie żyje Marek MostowskiAutor komentarza: lux veritatisTreść komentarza: Tu jest sedno sprawy. W roku 2014 Sąd okręgowy w Poznaniu w składzie trzyosobowym utrzymał jeden z pięciu deliktów zarzucanych przez Mariusza Józefa Szalbierza Lemanowiczowi. Kuriozum rozumowania sądu jest w tym, że sąd uznał, iż oficjalny komunikat ogłoszony w prasie z obrad Kolegium Redakcyjnego Tygodnika Nowego z dnia 8 marca 2006 jest felietonem Mariusza Szalbierza. Według myślenia sądu felieton jest ulotną wypowiedzią niepoważną, pustą intelektualnie, nie zawierającą treści merytorycznych a zatem z lektury takich wypowiedzi nie można wnioskować o niczym. W konkluzji, posłużenie się stwierdzeniem faktu picia z flaszek i dopijania się koniakiem sąd uznał za niedopuszczalne nadużycie treści komunikatu bez treści. Dopatrzył się deliktu naruszenia interesu Mariusza Szalbierza, co mogłoby doprowadzić do utraty zaufania niezbędnego do jego roboty dziennikarskiej. Za parę dni upłynie 20 lat od ogłoszenia i uskutecznienia ochlajparty w redakcji, zorganizowanego przez kolegium redakcyjne pod dowództwem Mariusza Szalbierza - redaktora naczelnego Tygodnika Nowego. Na marginesie tego ewentu trzeba zauważyć, że obrady Kolegium Redakcyjnego były poświęcone poniżeniu, obsobaczeniu, upodleniu medialnemu Janusza Lemanowicza, który ośmielił się działać w interesie publicznym ale przeciwko Królowi Flaków, któremu podlegał umysłowo i żołądkowo ówczesny naczelny.Data dodania komentarza: 25.02.2026, 13:03Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: lux veritatisTreść komentarza: Podobno tatuś Romana miał bardzo ciepłe, bliskie stosunki w krajem rad i towarzyszem Jaruzelskim. Tomógł byc skutek oddziaływania towarzysza Dominiczaka rocznik 1929.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 22:26Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: o trosceTreść komentarza: W tej sytuacji Sygrela nie jest obywatelem tylko urzędującym sędzią za 20000 zł na miesiąc. A senator zatroszczył się o obywateli.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 21:55Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: i co?!Treść komentarza: A kiedyś Leman zapodał o tym, że w sądzie okręgowym nagrał cały przebieg ogłoszenia wyroku przez Sygrelę.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 21:53Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?
Reklama
Reklama