Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Wszyscy chcemy żyć długo, szczęśliwie i szczupło

Z Pauliną Górską, dyplomowanym dietetykiem klinicznym, autorką bloga „dietetyk na walizkach” o noworocznych postanowieniach rozmawia Anna Czapla-Furtacz.
Wszyscy chcemy żyć długo, szczęśliwie i szczupło

Czy okres świąteczny to dobry czas na mówienie o rozsądku w jedzeniu?

-Każdy czas jest dobry, ale nie przesadzajmy. Niektórzy myślą, że jak już są na diecie, to nawet w święta nie mogą odpuścić. Jednak ja bym tak się nie stresowała. Wszystko jest przecież dla ludzi, chodzi tylko o umiar w tym świątecznym jedzeniu. Wiadomo, w Wigilię nie unikniemy pewnych rzeczy. Sięgniemy po tradycyjną, kaloryczną potrawę czy słodkiego pierniczka. Kwestia jest tylko, ile my tego zjemy.

A jeżeli nie jesteśmy na diecie?

- Jeśli w ciągu roku trzymamy się zdrowych nawyków- jemy zdrowo, rozsądnie, do tego ćwiczymy, to nie musimy się załamywać z powodu drobnych grzeszków. Krótko mówiąc: kiedy w święta nie możemy do końca jeść zdrowo, to przynajmniej zachowajmy zdrowy rozsądek.

Już słyszę komentarze do tej wypowiedzi: To nie jest takie proste, kiedy na stole tyle przysmaków. Świąteczny jadłospis określa nawet tradycja.

-Warto jednak tę tradycje trochę unowocześnić i zwyczajnie odchudzić nieco dania, które da się odchudzić. Jest wiele prostych sposobów: jogurt zamiast majonezu, ryba pieczona lub gotowana zamiast smażonej w panierce itp. Zresztą nie róbmy tego tylko od święta, lecz przy każdej sposobności. Są też pewne triki, żeby jeść mniej. Nie podawajmy na stół dużych talerzy, bo na dużych talerzach- co udowodnili nawet psycholodzy- jedzenia wydaje nam się mało i automatycznie jemy więcej. Podając małe talerze zjemy mniej. No i oczywiście nie spieszmy się, celebrujmy jedzenie, prowadźmy rozmowy. Ośrodek sytości nie włącza się przecież od razu. Potrzeba na to około 20 minut.

Warto popić czymś mocniejszym jak to się zwykło mawiać: na trawienie?

-Chyba, że winem wytrawnym. Inny alkohol, a zwłaszcza słodki drink tylko dodatkowo nas obciąży.

Święta przeminą, a nas dopadną wyrzuty sumienia. Wtedy robimy noworoczne postanowienia, które- jak uczy życie- zwykle dotyczą odchudzania.

-Zgadza się. Z początkiem nowego roku w szwach pękają siłownie, kluby fitness itp., ustawiają się kolejki do dietetyków. Każdy chce poczuć się lżejszy. A to trudna sprawa, jeśli nie mamy zdrowych nawyków.

Jakaś rada dla osób, które z nowym rokiem postanowiły stracić trochę na wadze?

- Dieta zaczyna się w głowie. Dlatego najpierw trzeba mieć motywację. Zamiast od razu biec na siłownię czy szperać w dietach warto najpierw uściślić swoje cele. Samo hasło: schudnę do niczego nas nie zaprowadzi. Ale jak np. postanowimy i napiszemy na kartce: schudnę w ciągu miesiąca 2 kg., to już umysł inaczej przyjmuje. Nie warto też robić jakichś wielkich rewolucji, bo przy pierwszym niepowodzeniu przyjdzie zniechęcenie. Trzeba realizować zamierzenia małymi kroczkami. Np. jeżeli chcemy przestać słodzić, a słodziliśmy 3 łyżeczki, nie przestawajmy od razu, tylko ograniczajmy cukier stopniowo.

Wiadomo, dieta wymaga czasu i poświęcenia. Ale dzisiejszy tryb życia Polaków raczej nie sprzyja odchudzaniu. Nawał obowiązków, pośpiech, doba wydaje się za krótka. Gdzie tu miejsce na reżim żywieniowy?

-Ja sama raczej jestem zabiegana, ale udaje mi się racjonalnie odżywiać. To raczej kwestia tego, co myślimy o zdrowych nawykach oraz sprawa organizacji. Jeśli cierpimy na brak czasu, śniadanie przygotujmy sobie poprzedniego dnia. Do pracy można zabrać jakieś jabłko czy jogurt. Możemy także coś kupić w mieście, ale z głową czyli coś zdrowego i pożywnego. Istnieje również katering dietetyczny, gdzie przywiozą nam jedzenie na żądanie, jednak to rozwiązanie jest droższe. Nie mówię też, żeby nie jeść gotowych dań obiadowych ze sklepu, ale uwaga: trzeba czytać skład: im krótszy, tym lepszy. Co do kolacji, to mit, że jemy ją do godz 18 i koniec. Kolację jemy na dwie godziny przed snem. Jeśli ktoś późno chodzi spać, może też później zjeść kolację. Posiłków w ciągu dnia ma być pięć. I nie można tu kombinować w stylu: nie mam ochoty na śniadanie, za to zjem dwa razy więcej na kolację, bo to prosta droga do szybkiego tycia. Reguła numer jeden: jemy regularnie. Reguła kolejna: jak najmniej w jadłospisie produktów przetworzonych. I następna: pijemy wodę zamiast słodkich napojów.

A do właściwej diety trzeba włączyć ruch. Bez tego nic się nie uda. Mogą to być nawet ćwiczenia w domu przy płycie DVD.

I to wszystko słyszą Pani pacjenci?

-Tak. Jednym z najważniejszych punktów pracy dietetyka jest edukować. Osoby, które korzystają z moich usług muszą znać zasady właściwego odżywiania. Muszą umieć poradzić sobie, kiedy już zakończymy współpracę. Wiedza jest im potrzebna, by zrobić dobre dla zdrowia zakupy, by dokonywać właściwych wyborów.

Jacy są Polacy z punktu widzenia dietetyka?

-Kiedy zaczynałam studia, dietetyka była kierunkiem bardzo mało popularnym. Ludzie patrzyli na mnie jak na ufo. Teraz, gdy się dowiadują, że jestem dietetykiem, maja tysiąc pytań, nawet ci starsi. Polacy przekonują się do diet. Wszyscy chcemy żyć długo, szczęśliwie i szczupło. Idziemy w dobrym kierunku, ale wciąż jesteśmy za mało wyedukowani. W Polsce ludzie bardziej skupiają się na leczeniu skutków.

Jak to się stało, że została Pani dietetykiem?

-Pochodzę z Piły. Kiedy po szkole szukałam właściwego kierunku dalszego kształcenia, trafiłam na opis dietetyki. Bardzo mnie to zainteresowało i już nie widziałam innej drogi. W rodzinie nie mam nikogo takiego (babcia jest lekarzem, co może się częściowo zazębiać). Ukończyłam studia na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym (studia I stopnia) oraz na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu (studia II stopnia). Jednocześnie zrobiłam drugi pasjonujący mnie kierunek – turystykę na Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Obecnie poszerzam swoją wiedzę na poznańskiej AWF, gdzie jestem studentką studiów doktoranckich. Chcę zająć się tematem otyłości wśród dzieci i młodzieży.

Jak wygląda Pani praca zawodowa?

-Prowadzę zdalną poradnię dietetyczną Dietetyk Na Walizkach. Układam diety dla kobiet w ciąży, kobiet karmiących, dla dzieci, osób chorych, diety odchudzające, diety w niepłodności, piszę zalecenia żywieniowe, prowadzę warsztaty dietetyczne itp. Zdecydowałam się robić to on-line, kierując się potrzebą rynku. To idealna propozycja dla osób zabieganych, zapracowanych, osób z małymi dziećmi, ludzi pragnących szybkiej porady czy po prostu tych, którzy wolą kontaktować się z dietetykiem w domowym zaciszu.

Kiedy nawiążemy kontakt, wysyłam kwestionariusz żywieniowy, bo muszę mieć potrzebne dane typu wzrost, waga, stan zdrowia, nawyki, upodobania, alergie itp. Później układam zalecenia albo jadłospis. Jesteśmy w stałym kontakcie. Można do mnie dzwonić, pisać, możemy się spotkać jeśli ktoś tego potrzebuje.

Pewnie każdy, kto chce się odchudzić, zamawia dietę 1000 kalorii?

-Takich diet nie piszę, bo są szkodliwe dla zdrowia. Składniki odżywcze nie są w nich wystarczające do właściwego funkcjonowania organizmu. Dlatego kiedy ktoś się do mnie zwróci z taka prośbą, usłyszy odmowę. Zdecydowanie odradzam stosowania diet 1000 kalorii.

Nie można się oprzeć wrażeniu, ze ten zawód to pani pasja. Mam rację?

-Tak. I to wielka. Na temat racjonalnego żywienia prowadzę także bloga „dietetyk na walizkach”. Właśnie go zrobiłam po nowemu. Przed świętami można było tam znaleźć informacje, jak mądrze robić zakupy, jaka jest rola warzyw na świątecznym stole oraz na co w czasie świąt może pozwolić sobie przyszła mama. Uwaga! Nie wszystkie ryby są odpowiednie. Zainteresowanych zapraszam do odwiedzin mojego bloga http://dietetyknawalizkachblog.pl/ . Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

Dziękuję w imieniu naszych Czytelników i także życzę wszystkiego dobrego. Dziękuję za rozmowę.

 

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Hiacynta rozochoconaTreść komentarza: "Klaskanie w mroku" jest właściwym określeniem dla odpowiednich czynności, acz ogólnym. "Klaskanie w kroku" bardziej precyzyjnie opisuje tę czynność. Podobnie jak "mlaskanie w mroku" jest bardziej ogólne od "mlaskania w kroku".Data dodania komentarza: 26.02.2026, 00:15Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: StachTreść komentarza: O zmarłych się źle nie pisze. Choć swoje wady miał, rozwód, partnerka, nieuznane dziecko (Bugu ducha winne), powrót do żony, odejście od żony, itp. ale w sumie dobry był z Niego człowiek, choć mocno koniunkturalnyData dodania komentarza: 26.02.2026, 00:04Źródło komentarza: Nie żyje Marek MostowskiAutor komentarza: lux veritatisTreść komentarza: Tu jest sedno sprawy. W roku 2014 Sąd okręgowy w Poznaniu w składzie trzyosobowym utrzymał jeden z pięciu deliktów zarzucanych przez Mariusza Józefa Szalbierza Lemanowiczowi. Kuriozum rozumowania sądu jest w tym, że sąd uznał, iż oficjalny komunikat ogłoszony w prasie z obrad Kolegium Redakcyjnego Tygodnika Nowego z dnia 8 marca 2006 jest felietonem Mariusza Szalbierza. Według myślenia sądu felieton jest ulotną wypowiedzią niepoważną, pustą intelektualnie, nie zawierającą treści merytorycznych a zatem z lektury takich wypowiedzi nie można wnioskować o niczym. W konkluzji, posłużenie się stwierdzeniem faktu picia z flaszek i dopijania się koniakiem sąd uznał za niedopuszczalne nadużycie treści komunikatu bez treści. Dopatrzył się deliktu naruszenia interesu Mariusza Szalbierza, co mogłoby doprowadzić do utraty zaufania niezbędnego do jego roboty dziennikarskiej. Za parę dni upłynie 20 lat od ogłoszenia i uskutecznienia ochlajparty w redakcji, zorganizowanego przez kolegium redakcyjne pod dowództwem Mariusza Szalbierza - redaktora naczelnego Tygodnika Nowego. Na marginesie tego ewentu trzeba zauważyć, że obrady Kolegium Redakcyjnego były poświęcone poniżeniu, obsobaczeniu, upodleniu medialnemu Janusza Lemanowicza, który ośmielił się działać w interesie publicznym ale przeciwko Królowi Flaków, któremu podlegał umysłowo i żołądkowo ówczesny naczelny.Data dodania komentarza: 25.02.2026, 13:03Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: lux veritatisTreść komentarza: Podobno tatuś Romana miał bardzo ciepłe, bliskie stosunki w krajem rad i towarzyszem Jaruzelskim. Tomógł byc skutek oddziaływania towarzysza Dominiczaka rocznik 1929.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 22:26Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: o trosceTreść komentarza: W tej sytuacji Sygrela nie jest obywatelem tylko urzędującym sędzią za 20000 zł na miesiąc. A senator zatroszczył się o obywateli.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 21:55Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: i co?!Treść komentarza: A kiedyś Leman zapodał o tym, że w sądzie okręgowym nagrał cały przebieg ogłoszenia wyroku przez Sygrelę.Data dodania komentarza: 24.02.2026, 21:53Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?
Reklama
Reklama