Działa, włócznie i proporce...
Z opowiadań wiemy, że Feliks Nowak jeździł po całym kraju, od biblioteki do biblioteki, od muzeum do muzeum, szukał, spisywał, z niewyobrażalną dziś starannością gromadził dane. Zanim przystąpił do pracy artystycznej wykonał niesamowitą pracę przygotowawczą. W swoich notatkach napisał później tak: - W połowie grudnia 1979 roku uzyskałem przez dyrektora Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, pułkownika Łucjana Jaworskiego zdjęcie miedziorytu Pufendorfa z 1655 roku bezpłatnie jako prezent.
Następnie burmistrz- artysta dokonał spisu danych ilościowych, czyli tego, co znajduje się i w jakiej liczbie na kopii mapy. Mamy zatem: rzeki Noteć, Gwda i zalew Gwdy, drogi Piła-Ujście, Byszki, Chrustowo, Ujście- Ługi Ujskie. 92 budynki z Ujścia, 7 z Chrustowa i 4 z Byszek (…) Mamy: działa polskie- 9, szwedzkie- 26 (…) proporce polaków- 110 i szwedów- 64 (…) włócznie zapasowe szwedów, ustawione w 14 tzw. wieżach po 40 sztuk – 520, ozdoby naramienne kwiaty fi 5 cm. - 42, liście dł. 11 cm.- 84, pączki dł. 3 cm. - 42 itp...itd...
Nie został księdzem, nie został zawodowym artystą...
Mój tatuś, Feliks Jan Nowak był niezwykłym człowiekiem- opowiada jego najstarsza córka Maria Such. - Zapamiętałam go nie tylko jako wspaniałego ojca, ale i działacza społecznego oraz artystę-samouka.
Mama Feliksa, Marianna z domu Gapińska urodziła się w Ujściu, a tato w Ługach Ujskich. Feliks całe swoje dorosłe życie spędził w Ujściu. Najpierw przy ulicy Staszica, później, po ślubie zamieszkał na chwilę w Chrustowie, a stamtąd wrócił do Ujścia, gdzie na kilkanaście lat osiadł z rodziną w ...ratuszu. Został burmistrzem i przydzielono mu tam mieszkanie służbowe.
Zgodnie z rodzinną opowieścią Feliks w młodości był w seminarium duchownym. Marzył o wyjeździe na misję do Afryki. To było krótko przed wojną. Ale okazało się, że miał wysiękowe zapalenie płuc i życie zmieniło jego plany. A później wybuchła wojna...
Maria:- Tatuś z zawodu był chyba agronomem. Jakiś czas pracował też jako kreślarz w tutejszej hucie. Opowiadał, że zdawał do szkoły plastycznej do Wrocławia i tam został przyjęty. Jednak nie wyjechał, bo w międzyczasie został burmistrzem. Zrezygnował ze studiów i poświęcił się pracy na rzecz mieszkańców gminy Ujście.
Dzieciństwo w ratuszu
Nowakowie mieli trzy córki: cytowaną powyżej Marysię, Basię i Ewę. Wszystkie wychowały się w ratuszu.
Maria:- Dzieciństwo w ratuszu było niesamowite. Mieliśmy duże mieszkanie. Na początku zajmowaliśmy całe piętro, każda z nas miała swój pokój. To były jak na tamte czasy duże luksusy. Woda w kranie, łazienka z piecem do grzania, wanna, ubikacja, c.o. Paliła pani Kończakowa, ówczesna pracowniczka urzędu. Spotykaliśmy się jeszcze z nią przez wiele lat dopóki żyła. Bardzo mile ją wspominam.
Z czasem nasza przestrzeń na piętrze ratusza się zmniejszyła. Rodzice zaczęli udostępniać pojedyncze pokoje młodym nauczycielom. Potem powstała Gminna Rada Narodowa i otrzymała do użytku kolejne trzy pokoje na pietrze.
Układ przedstawiał się następująco: w dużym salonie był pokój późniejszego naczelnika. Znajdowało się tam trójkątne pomieszczenie z altanką i kamiennym balkonem. Uwielbiałyśmy to pomieszczenie, bo stamtąd przez firanki obserwowałyśmy ludzi przechodzących ulicą np. do kościoła. Na tym balkonie zawsze były kwiaty, bo tatuś je uwielbiał.
W sali posiedzeń znajdowały się wąskie stoły. Myśmy te stoły łączyli, tatuś mocował siatkę i graliśmy w ping-ponga. Tak nauczyłam się grać. Potem w szkole średniej grałam u Ulryka Janke w LZS. Jeszcze przez długi czas, będąc nauczycielką, jeździłam na zawody. Ostatnio kilka lat tremu.
Tatuś był moim bohaterem. Stawał na rękach na koniu, robił różne akrobacje. Ćwiczył z nami szpagaty, stanie na rękach przy ścianie. W niedziele chodziliśmy wspólnie na piesze wycieczki na Winną Górę i dalej na krowski most. Tata miał marzenie, że powinna obok Ujścia iść obwodnica, gdzieś koło Chrustowa w okolicach krowskiego mostu. Cały czas o tym mówił. Nie udało się do dziś. Chciał też na przykład rozbudować mosty, bo uważał, że przeprawa jest za ciasna. Wprowadził konkurs dla mieszkańców na najpiękniejsze ogródki. Zawsze chwalił za ogródek panią Grusową. Pamiętam, że ten ogródek był cudowny.
Świąteczne życzenia
Feliks nie miał syna, więc wszystkiego uczył swoje córki. Maria:- Umiałyśmy naprawić spirale w prodiżach, żelazkach, wiedziałam jak w razie czego wyłączyć prąd w całym ratuszu, jak włączyć syrenę alarmową na pożary. A nieraz wieczorem zamykałam wielkimi, ciężkimi kluczami drzwi od ratusza.
Tatuś dużo jeździł na rowerze, komarku, zwiedzał Ujście, rozmawiał z mieszkańcami. Przed Bożym Narodzeniem zabierał mnie i odwiedzaliśmy z życzeniami starszych mieszkańców Ujścia. Uwielbiałam to. Państwo Schwochertowie częstowali mnie zawsze zagranicznymi słodyczami. Słodko też było u państwa Dróżdż. Przyjaźniłam się z Anią, często się odwiedzałyśmy. Nie wiem, jak to się działo, ale w domu u doktora zawsze była pełna miska bloku orzechowego. Po prostu mnóstwo. Można było cały czas jeść i jeść. A doktor zawsze mówił: częstujcie się, częstujcie, od orzechów będziecie mądre.
Przed każdymi świętami, Wielkanocą i Bożym Narodzeniem na głównych drzwiach ratusza umieszczana była olbrzymia tablica szkolna, na której białą albo kolorową kredą tatuś malował dla mieszkańców Ujścia obrazki z życzeniami świątecznymi. Na Boże Narodzenie były sosny, śnieg, różne zwierzęta, np. sarenki, Mikołaje z workami prezentów. Gdy padało i deszcz zmywał obrazki, cierpliwie je odnawiał.
Okolica
Na podwórku ratusza, od drzwi wejściowych wzdłuż ogrodu biegł chodnik wyłożony seledynowym szkłem- płaskimi luksferami. Podwórko sąsiadowało z kuźnią kowala Szulca, który miał u siebie pompę. Pani burmistrzowa mawiała podobno, że to jest najlepsza woda w Ujściu do prania białych rzeczy. Na tyłach ratusza był ogród, gdzie Feliks hodował kwiaty, a jego żona, Stanisława warzywa. Uwielbiał zwłaszcza czerwone róże gatunku polyantha, które kwitły niemal cały rok.
Z drugiej strony ratusza było podwórko lekarza weterynarii. Miał trzy córki, z którymi przyjaźniły się Nowakówny. Do domu w ratuszu przyjeżdżało kuzynostwo dziewcząt. Żeby dzieci się nie nudziły, na podwórku burmistrz zrobił im karuzelę z krzesełek od roweru, huśtawkę na szalki i huśtawkę wiszącą na drzewie.
Kiedy Feliks przestał być burmistrzem, rodzina wyprowadziła się z ratusza. Ale niedaleko - do budynku naprzeciwko, przy placu Wiosny Ludów. Czy żałował, że nie podjął studiów we Wrocławiu? Maria odpowiada: - Chyba nie. Pracy artystycznej poświęcił się amatorsko. Cały czas coś robił, malował, wycinał. Jak miał jakieś luźne pieniądze, to przeznaczał je na artykuły plastyczne.
Kiedyś wykonał obraz Chrystusa z ziaren zbóż i nasion. Pinceta, klej i szkic na papierze. Siedział i kleił ziarenko po ziarenku. Szykował się nawet do wystawy, ale się nie złożyło. A później, podczas powodzi w Ujściu w 1986 r cała dokumentacja taty, którą trzymał w skrzyni pod wiatą u cioci została zniszczona. Były tam m.in. zdjęcia Ujścia, robione różnymi aparatami.
Stanisławy i Feliksa Nowaków od dawna nie ma już wśród nas. Spoczywają obok siebie na ujskim cmentarzu.
Drewno czarnego dębu z ujskiego wykopaliska
Po tym jak Feliks wykaligrafował po kolei ile i czego umieszczono na kopii mapy, wydrukowanej w dziele Samuela von Pufendorfa, zabrał się do spisu danych ogólnych o materiale i wykonaniu: Do obrazu zużyłem „teksas” 160 cm. szer. Płótno gruntowałem z tylnej strony 2-krotnie, a z przedniej 4-krotnie farbą olejną, białą. Kosztorys: powiększone zdjęcie 40/50 - 80 zł., płótno „teksas” 6/1.6 m. - 730 zł, czas zużyty na zakupy - 2 razy 4 godz., szycie obrębienie płótna - 8 godz., przygotowanie ramy do płótna 3 na 4 m.b., naciągnięcie płótna - 8 godz., gruntowane olejno płótno - 4 godz., 2 kg farby olejnej, 2 razy malowano płótno - 4 godz., kolejne 1,5 kg farby olejnej. Wykonanie 2 bębnów do nawijania płótna, koszt zużytego materiału, roboczogodziny, oplata na energię u stolarza, werniks, bolce i śruby do skręcania ramy, Lakier bezbarwny do ramy. Razem koszty bez malowania 5238 zł.
Malowidło jest czarne na białym tle, dwukrotnie konserwowane werniksem. Rama wykonana jest z drzewa sosnowego przez ob. Leona Mikołajewskiego. Ozdoby - stylizowane kwiaty dalii i liści wykonałem z drewna czarnego dębu z wykopaliska archeologicznego (ok. X wiek) z 1962 r. Wykonanie ozdób piłą taśmową umożliwił mi w swoim warsztacie Jan Surzycki. Projekt ramy, ozdób ramy, szlifowanie i wypalanie wykonałem wypalarką elektryczną.
***
Kopia miedziorytu Pufendorfa, dzieła Feliksa Nowaka na początku lat 80. minionego wieku została przekazana do Ujskiego Domu Kultury. Stała się jednym z najważniejszych eksponatów istniejącej wówczas izby muzealnej. Przyjeżdżały wycieczki, żeby ją zobaczyć. Do dziś robi wrażenie swym kunsztem i misternym wykonaniem. Jest udostępniana do oglądania w godzinach urzędowania Ujskiego Domu Kultury.
Anna Furtacz
Zdjęcia i fotokopie
z prywatnego archiwum Marii Such
foto:
Feliks Nowak na tle swojej mapy.
W trakcie pracy.












Napisz komentarz
Komentarze