„W czwartek na pokładzie Embraera 175 lecącego z Rzeszowa do Warszawy znajdował się m.in. poseł PiS Marcin Porzucek. Jak poinformował nas jeden z ponad 80 pasażerów obecnych na pokładzie, po lądowaniu w stolicy przed godziną 18:00, parlamentarzysta nie był w stanie samodzielnie opuścić samolotu” - czytamy w dzienniku „Fakt”.
Według relacji czytelnika „Faktu”, z posłem nie było żadnego kontaktu, spał wyjątkowo głęboko. Pomimo wielu starań, załoga nie mogła go dobudzić. Ostatecznie, gdy wszyscy pozostali podróżni już wysiedli, wezwano pomoc i wyniesiono go z samolotu.
Jak podaje „Fakt”, z relacji świadków zdarzenia miało wynikać, że pilski poseł był w stanie upojenia alkoholowego, co mogło nawet zagrażać jego życiu. - W związku z zagrożeniem zdrowia lub życia pasażera, konieczna była interwencja na pokładzie. Jej szczegółów nie mogę jednak ujawnić z uwagi na wrażliwość danych medycznych - powiedział gazecie Piotr Rudzki, rzecznik prasowy Lotniska Chopina w Warszawie.
Politykiem musieli pilnie zająć się ratownicy medyczni. W zdarzeniu brali także udział przedstawiciele Straży Granicznej, którzy pomogli medykom wynieść z samolotu posła, gdyż nie był on w stanie poruszać się o własnych siłach.
Marcin Porzucek tłumaczył zaistniałą sytuację problemami zdrowotnymi: - Czekam na rezonans magnetyczny i czasami mam po prostu trudności z chodzeniem. Zresztą każdy, kto obserwuje mnie od wielu tygodni, widzi, że jest taki problem. Niewykluczone, że czeka mnie operacja biodra.
Dodał również, że pomoc funkcjonariuszy Straży Granicznej wynikała wyłącznie z tego powodu. - Mam dolegliwości związane z biodrem i to dla mnie kłopot. To, że ktoś podjął interwencję, jest okolicznością, na którą nie miałem wpływu. Nie byłem badany alkomatem, pobrano mi natomiast krew, więc zostanę pod tym względem sprawdzony - poinformował poseł PiS.
(red)

Napisz komentarz
Komentarze