Choć interesuje się także, sportem (w przeszłości trenował kulturystykę), muzyką (różnych gatunków, ale szczególnymi względami darzy nieżyjącego już jazzmana Jana Ptaszyna Wróblewskiego) i historią – od starożytnego Rzymu po polski barok – większość swojego wolnego czasu przeznacza na pomoc zwierzętom, przede wszystkim kotom. W domu mieszka z uratowaną kotką, ale pod opieką ma znacznie więcej czworonogów. Systematycznie objeżdża działki i miejsca, w których żyją bezdomne koty. Karmi je, przygotowuje jedzenie, dogląda:- One nie potrzebują wiele. Trochę jedzenia, trochę ciepła, trochę uwagi – przekonuje.
Zwierzęta czekają i nie mogę ich zawieść
W ubiegłym sezonie na działkach „polamowskich” Zbigniew Ozdobiński uratował kotkę z trzema małymi kociętami. Zwierzęta znalazły schronienie w jego altanie, bo trzeba wiedzieć, że Zbigniew jest też działkowcem. Rocznie wydaje na karmienie bezdomnych i głodnych kotów około siedmiu tysięcy złotych. Najczęściej kupuje porcje rosołowe. - Koty to lubią i tego potrzebują -opowiada - Pracy przy tym wprawdzie dużo, ale daje mi to satysfakcję, że robię coś dobrego, takie poczucie szczęścia. Najtrudniej jest, gdy zbliżają się jakieś dni świąteczne i będą zamknięte sklepy. Wtedy muszę zrobić zakupy na zapas. W takich wypadkach kupuję po kilkanaście kilogramów jedzenia na kilka dni. A później trzeba to wszystko rozdrobnić, pociąć, posiekać. To ciężka praca, czasem zajmuje z przerwami kilkanaście godzin. Bolą ręce, boli kręgosłup, ale wiem, że te zwierzęta czekają i nie mogę ich zawieść.
Świat nie należy tylko do ludzi
Nie wszyscy ludzie są dobrzy. Niektórzy pomagają Zbigniewowi w przygotowaniu karmy, ale są też tacy, u których nie spotyka się z akceptacją. Zdarzało się, że okoliczni mieszkańcy bardzo gorliwie protestowali przeciwko dokarmianiu kotów. - Dlaczego? – pyta Ozdobiński- Za nic nie płacą? Nic nie musza robić? Wie pani, teraz sporo ludzi jest takich, że lubią tylko siebie. Są zamknięci na zewnątrz, skupieni na swoich potrzebach, nie widzą świata wokół. Mają przed nosem tylko swoje ego, które im mówi, że to oni są centrum wszechświata. To przykre. Na szczęście jest grupa osób, które chcą pomóc, czasem mnie wyręczą, wesprą i to dodaje mi skrzydeł. Bo przecież te zwierzęta nikomu nie przeszkadzają. I tak naprawdę gdzie one niby mają się podziać? Przechodzą do kogoś przez plot, to niech przechodzą. Mają spędzać życie pod samochodami na parkingach? Ludzie wszędzie się upychają, interesuje ich tylko własny dobrostan, a świat jest szerszy. I nie należy tylko do ludzi. Jeśli robimy coś dobrego, świat staje się lepszy także dla nas samych – przekonuje.
Mruczek i Szarka
Pierwszego kota uratował ponad dekadę temu. Małego, chorego, około dwumiesięcznego kociaka znalazł na pilskim dużym rynku. Zaropiały, opuszczony, nikt się nim nie zainteresował. Zbigniew zatrzymał się przed nim, choć wszyscy go mijali. Zabrał go na działkę, tymczasowo, ale później zwierzak już z nim został. Założył mu obróżkę z numerem telefonu i imieniem Mruczek. Przywiązał się. Ale któregoś dnia kotek zaginął bez śladu. Do dziś Ozdobiński myśli, że ktoś zrobił mu krzywdę.
Obecna kotka, Szarka trafiła do niego po dramatycznych przejściach. Została znaleziona przy torach kolejowych przy ul. Bydgoskiej, miała złamaną łapkę i była pogryziona. Koleżanka Zbigniewa przyniosła mu ją w plecaku. Początkowo kotka miała zostać tylko na chwilę, ale została z nim na stałe. Dziś ma dziewięć lat.
Lubię prostotę życia i kontakt z przyrodą
Zbigniew Ozdobiński większość życia spędził w Pile. Urodził się w Czarnkowie, kilka lat mieszkał w Połajewie, ale – jak mówi – „z zasiedzenia jest Pilaninem”. Kiedyś chciał zostać żołnierzem, ale dziś mówi, że na szczęście tego planu nie zrealizował. Z wykształcenia jest mechanikiem pojazdów samochodowych, pracował przy ciężkim sprzęcie, jednak od lat związany jest z ochroną. To lubi najbardziej. W swojej pracy też ma bezdomne kotki i też pomaga im, jak może. Niektórzy koledzy mu kibicują, inni maja za złe. Życie.
Ma prawo jazdy, ale nienawidzi jeździć. Mówi, że to chyba dlatego, że w młodości cierpiał na bardzo uciążliwą chorobę lokomocyjną. Dlatego przesiadł się na rower: – Najlepiej czuję się na rowerze. Lubię kontakt z przyrodą, jazdę po lesie. Lubię prostotę życia – tłumaczy. Nie ukrywa, że współczesny świat często go męczy. Hałas, pośpiech, skupienie ludzi wyłącznie na sobie. Sam wybiera spokojniejsze życie, książki, las i pomoc zwierzętom.
Nigdy nie miał telefony komórkowego:- Wiem, że „komóra” to wygoda, ale ja jestem inny. Potrafię się bez wielu rzeczy obejść. I w ogóle często idę pod prąd, przez co nie ułatwiam sobie życia. Ludzie patrzą na mnie dziwnie, ale to moje prawo wyboru, z którego skorzystałem. I nie jest mi z tym źle. Należę do innej rzeczywistości. Nie wiem czy ten świat dzisiejszy, gdzie dobrzy ludzie giną w tłumie, a krzepiące słowa - w zgiełku i krzyku- jest taki fajny.
Dziwny jest ten świat
Zbigniew Ozdobiński pracuje na zmiany, więc musiał dokładnie zorganizować sobie czas dla kotów:- Kiedy nie idę do pracy, robię „drobiowe” zakupy. Mam kilka swoich ulubionych sklepów, jak jeden zamknięty, idę do drugiego. Później jedzenie trzeba przygotować i rozwieźć po pilskich zakamarkach. Taka misja zajmuje jednorazowo około 5 godzin. Do niektórych miejsc nie ma dostępu, trzeba coś przerzucić przez ogrodzenie. Czasem trzeba czekać, aż kotki się najedzą, bo przylatują ptaki i im zabierają. Urlop spędzam tak samo. Pomaganie gdzieś w człowieku jest. Nie umiem powiedzieć sobie: dość, już nic nie robię. Póki jestem, ile będę mógł, będę pomagał. Bo one na mnie czekają. Przyjeżdżam do nich i czuję się spełniony. Zwierzęta są naturalne w swoim zachowaniu. Jeżeli mają jakąś potrzebę, to ją artykułują, oczywiście w odpowiedni dla siebie sposób. Nie potrzebują wiele od życia. Trochę jedzenia, trochę głaskania. To prawda, że trzeba wyrobić sobie ich zaufanie. Trzeba sobie na nie zapracować. Z człowiekiem też tak bywa, jednak ze zwierzęciem to się jakoś naturalnie udaje.
Dziwny jest ten świat, ale to nasze codzienne wybory stanowią o tym, jacy jesteśmy. A kiedy robimy coś dobrego, uszlachetniamy się jako ludzie i ten świat staje się lepszy.
Na koniec Zbigniew Ozdobiński cytuje klasyka: Piękne czyny są szlachetne dlatego, że są rzadkie.
Anna Czapla-Furatcz
Foto własne Z. Ozdobiński

Napisz komentarz
Komentarze