Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

"Straż cały czas była we mnie"

Rozmowa z druhem Arturem Binkowskim, prezesem zarządu OSP w Stróżewie
"Straż cały czas była we mnie"

 

Jak daleko sięga historia jednostki OSP w Stróżewie?

Wszystko zaczęło się w maju 1947 roku. Wtedy to z inicjatywy miejscowych chłopów i robotników powstał komitet założycielski OSP, czego konsekwencją było powstanie w jeszcze tym samym miesiącu Ochotniczej Straży Pożarnej w Stróżewie. Na czele zarządu stanął prezes druh Franciszek Gapiński, na naczelnika wybrano druha Władysława Sobonia 

Pierwszym sprzętem przeciwpożarowym były łopaty, bosaki, siekiery i tłumice oraz sikawka ręczno-konna. Z biegiem czasu jednostka otrzymała motopompę typu M-800 i wóz konny. W tym samym czasie umieszczono na strażnicy syrenę elektryczną. Tu mała dygresja: właścicielem konia był jeden z druhów, co miało takie znaczenie, że zwierzę było już przyzwyczajone i nie płoszyło się na dźwięk syreny. 

Jakie na przestrzeni tych lat były najważniejsze wydarzenia dla jednostki?

W 1981 roku otrzymaliśmy samochód typu GLM 8, pojazd marki „Żuk”, który służył nam 32 lata. Nasze możliwości bojowe podniósł samochód ratowniczo-gaśniczy Man, pozyskany w 2009 roku od OSP Kobylnica. Cztery lata później otrzymaliśmy z Komendy Powiatowej PSP w Chodzieży Stara, rocznik 2002. No i wreszcie nadszedł rok 2021, kiedy na stan jednostki trafiła nasza duma: średni samochód ratowniczo-gaśniczy GBA 3/16 Volvo FL. To był już full wypas! Ten fabrycznie nowy wóz z napędem na cztery koła zwiększył nasz potencjał bojowy, a zarazem podniósł komfort pracy druhów. Był to bardzo poważny zakup, dofinansowany kwotą 400 tysięcy złotych ze środków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz prawie 368 tysiącami złotych z budżetu Gminy Chodzież. Dziś, dzięki wsparciu wielu instytucji i osób, dysponujemy już dobrym sprzętem, który służy ochronie zdrowia i życia mieszkańców. 

I jeszcze dopowiadając w kwestii ważnych wydarzeń: w 1997 roku z okazji jubileuszu 50-lecia jednostce został nadany sztandar. Latem 2011 roku przeprowadziliśmy się do nowo wybudowanej remizy. Od 2016 roku jesteśmy integralną częścią Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. 

Ilu druhów jest obecnie w szeregach OSP w Stróżewie?

Jednostka zrzesza 44 strażaków plus młodzieżówkę. 17 druhów może uczestniczyć w wyjazdach na akcje. Warto tu podkreślić, że posiadamy umundurowania bojowe z górnej półki. Dwukrotnie pozyskaliśmy na to środki z WFOŚiGW w Poznaniu i z Gminy Chodzież. Mamy zawsze bardzo dużą pomoc od pani wójt i rady gminy, nadleśnictw z Sarbi i Podanina oraz wielu naszych lokalnych przyjaciół, dzięki czemu możemy kupować sprzęt bardzo dobrej jakości. Gdy nasi druhowie wyjeżdżają na akcje, są chronieni nie gorzej, niż zawodowi strażacy. 

A jak Pan trafił w strażackie szeregi? Czy to może tradycja rodzinna? 

Ponoć mój dziadek zakład jednostkę w Kwilczu. Ja natomiast miałem na tym punkcie „fizia” od dzieciństwa. Wielu dzieciakom to z wiekiem przechodzi, mnie nie przeszło. Fascynował mnie widok jadących przez wieś wozów strażackich. Niesamowite wrażenie wywierało na mnie obserwowanie rywalizacji w zawodach sportowo-pożarniczych; nie mogłem sobie odpuścić, by nie być wtedy na boisku. Zawsze się przy tym kręciłem, jako szesnastolatek nawet już przystąpiłem do pierwszych konkurencji.

A czemu późniejszy magister fizyki związał się ze strażą zawodowo? 

Ta straż cały czas była we mnie. Nie wierzyłem, że mogę się dostać do którejś ze szkół pożarniczych, więc rozpocząłem studia: fizyka z informatyką na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pamiętam ćwiczenia z optyki: w szkole średniej to temat o soczeweczkach, w której załamuje się światło, oblicza się kąty - a na studiach to były całe strony we wzorach! Pomyślałem sobie wówczas: co ja tutaj robię? Wtedy podjąłem decyzję aby przystąpić do rekrutacji do Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Jednak nie dostałem się do niej. Gdy tylko skończyłem studia, zacząłem wydzwaniać po komendach. Przez jakiś czas pracowałem w Zespole Szkół Licealno-Gimnazjalnych w Ratajach jako nauczyciel przedmiotów informatycznych. Wiedziałem jednak, że chcę być strażakiem zawodowym i tak też w końcu się stało. W 2006 roku rozpocząłem pracę w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Chodzieży. 

Od 2021 roku jestem prezesem zarządu OSP w Stróżewie, a wcześniej przez 15 lat pełniłem funkcję prezesa Zarządu Oddziału Powiatowego ZOSP RP w Chodzieży.

Jaka postrzega Pan rolę OSP w życiu lokalnej społeczności? 

- Zapewne z braku czasu nie wypełniamy jeszcze tej roli tak, jak bym sobie to marzył. Współpracujemy z Radą Sołecką, Kołem Gospodyń Wiejskich, szkołą. Uczestniczymy w różnych uroczystościach, przede wszystkim o charakterze patriotycznym. Pojawiamy się ze sztandarem jednostki, pokazujemy, że te wartości też są nam bliskie. Od dobrych kilkudziesięciu lat uczestniczymy w uroczystościach kościelnych: w święta wielkanocne, Boże Ciało, podczas procesji niesiemy baldachim. No i oczywiście pamiętamy o najmłodszych mieszkańcach sołectwa. Na festynach wóz strażacki jest zawsze dla nich dużą atrakcją, podobnie jak kąpiel w pianie.

W przyszłym roku przypadnie 80-lecie działalności OSP w Stróżewie. Myślicie już o obchodach tych okrągłych urodzin?

- Na pewno będziemy chcieli ten jubileusz odpowiednio uczcić. Pokazać, że jesteśmy i że ciągle się rozwijamy z myślą o ochronie życia i bezpieczeństwa naszych mieszkańców. 

Dziękuję za rozmowę.

(msz)

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: takatuka Treść komentarza: Mariusz Szalbierz, wykonawca poleceń Henryka Stokłosy musi teraz ważyć swoje wypiredziny przeciwko Lemanowiczowi Januszowi i jego żonie oraz dalszej rodzinie, bo jego guru zapragnął zawrzeć fejsbukową znajomość z Januszem Lemanowiczem. Co to znaczy, nie wiadomo. Ale już był przypadek, że Kaja Kunicka pisała w prasie podłe artykuły (Zarobkowy wolontariat; Opiekunka starszej pani), ale nic nie pomogło, dostała rakietę wyrzutową z redakcji Tygodnika Nowego. Poszła z wizytą pokutną do prezeski obsobaczanej organizacji i opowiedziała, jak musiała robić co każą, dla chleba. W roku 2007 sam Szalbierz doznał eksplozywnej ekspulsji z funkcji redaktora naczelnego. Nie jest bezpiecznie. Obecnie w pełni pustki intelektualnej i zapomnienia wykrzesał z siebie skargę do prezesa urzędu ochrony danych osobowych, jakoby Janusz Lemanowicz przetworzył jego dane osobowe i jego ojca, o którym nie wiadomo, kto to faktycznie był. Jak to w zapomnieniu, nie pamiętał, że Lemanowicz od 10 lat nie mieszka w Pile, choć był na rozprawie w Poznaniu ul. Hejmowskiego, gdzie zostało podane do protokołu, że mieszka gdzie indziej niż w Pile. Rzecznik ODO też nie wykazał bystrości do ustalenia z kim ma się potykać i skąd on jest. Jak Płóciennik, mógł wysyłać swoje wezwania na wyspy Hula - Gula albo Taka - Tuka. Data dodania komentarza: 3.08.2026, 16:07 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: proctohemolan Treść komentarza: prezes ma to w dupie Data dodania komentarza: 3.08.2026, 16:06 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: petrel Treść komentarza: W rzeczy samej e-wyroki z Lublina są zwiastunem rozpiździaju systemu prawa. Data dodania komentarza: 2.08.2026, 19:48 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: Checkpoint Charlie Treść komentarza: Argumentacja Szalbierza do prezesa urzędu ochrony danych osobowych jest dziecinadą. Gdyby ktoś chciał ukrzywdzić tego ktosia, ma setki możliwości ustalenia szczegółów jego istnienia we wsi i w mieście. Dobre jest oświadczenie majątkowe radnego gminnego, portal lubimy czytać, stopka redakcyjna Tygodnika Nowego i stopka redakcyjna quasi miesięcznika faktypilskie.pl, notatka urzędowa policjanta Krzysztofa Hoffmanna w sprawie zlecenia z komputera IP 77.45.84.46 konstrukcji wiatraka odbytniczego z wałem osadczym do uciech. Zatroskanie o domniemanego ojca jest śmieszne w świetle roboty Szalbierza w temacie kurestwa matki Lemanowicza. I to by było na tyle. Data dodania komentarza: 2.08.2026, 19:38 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: Pikuś i Brytan Treść komentarza: "10 lipca 2025 roku redaktor naczelny FP złożył skargę do Urzędu Ochrony Danych Osobowych argumentując, że prawna ochrona jego danych osobowych została przez Janusza L. naruszona celowo i z rozmysłem, a ujawnienie tych danych na portalu odwiedzanym codziennie ok. 10 tysięcy osób może być wykorzystane do podjęcia działalności przestępczej na jego szkodę." 25 stycznia 2006 roku Mariusz Szalbierz celowo, z rozmysłem naruszył prywatność w publikacji na łamach Tygodnika Nowego w ten sposób, że okradł z wolności osobistej i dopuścił się szabru tożsamości obywatela, co jest zbrodnią. Tych przestępstw dokonał przez nieuprawnione zgłoszenie Janusza Lemanowicza do konkursu Kameleon2005. To nie wszystko. 8 marca tego roku z zespołem redakcji Tygodnik Nowy zaczaił się, żeby wyrwać z Janusza Lemanowicza gamety z zamiarem umieszczenia porcji nośników deena w zakupionym do tego celu terrarium. Mariusz Szalbierz zamierzył zwabić zwycięzcę konkursu Kameleon2005 do redakcji pod pozorem wręczenia nagrody konkursowej w postaci pomarańczowej pokraki z garnkiem nad głową. Ta heca jest nie tylko naruszeniem danych osobowych ale zbiorowym gwałtem dokonanym z całym zespołem redakcji, której skład jest podany w stopce redakcyjnej Tygodnika Nowego z 8 marca 2006. Data dodania komentarza: 2.08.2026, 12:59 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: Ja Treść komentarza: "Pilski Hejter" upomina prezesa RODO, że aby skutecznie doręczyć cokolwiek do kogo bądź, trzeba ustalić adres, nie po peselu a po rzeczywistości. Zasada "Audiatur et altera pars" nie została jeszcze spuszczona do kibla, choć pokusa jest. Data dodania komentarza: 1.08.2026, 18:28 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO
Reklama
Reklama