Tymczasem stało się coś, czego wielu nie przewidziało. Gdy odebrano finansowanie, kampanię sfinansowali zwykli Polacy. Miliony złotych wpłacone z własnych kieszeni stały się czymś więcej niż pieniędzmi - były głosem sprzeciwu wobec polityki Donalda Tuska i dowodem, że determinacja potrafi wygrać z machiną antydemokracji.
Mija rok prezydentury Karola Nawrockiego. Rok, w którym nie było ani rewolucji dla samej rewolucji, ani wojny z każdym. Było za to konsekwentne dotrzymywanie słowa. Zdecydowaną większość ustaw podpisał, bo państwo musi działać. Ale gdy uznał, że coś szkodzi Polsce - sięgał po weto. Tak właśnie wygląda prezydent, który nie stawia podpisu z automatu.
Paradoks? Ci sami, którzy rok temu przekonywali, że nie ma szans, dziś muszą tłumaczyć, dlaczego cieszy się najwyższym społecznym poparciem. Historia bywa złośliwa - szczególnie dla tych, którzy zbyt wcześnie piszą jej zakończenie.
A jeśli polityka jest grą długodystansową, to pierwszy rok pokazał jedno: dla Karola Nawrockiego nie był finiszem. Był startem. I wszystko wskazuje na to, że stanie się patronem przyszłorocznego zwycięstwa parlamentarnego obozu Zjednoczonej Prawicy z Prawem i Sprawiedliwością na czele - ugrupowania, które mu zaufało, a od ponad dwóch dekad skutecznie potwierdza, że informacje o jego końcu były przesadzone.
Marcin Porzucek
Poseł na Sejm RP

Napisz komentarz
Komentarze