Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Miałam łatkę łobuza

Marta Kubiak o polityce, pracy, słabościach i szczęśliwym życiu
Miałam łatkę łobuza

Z Martą Kubiak, posłem PiS na Sejm RP, dawną asystentką posła, radną powiatu pilskiego, kierownikiem Biura Powiatowego Wielkopolskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz przewodniczącą Forum Młodych PiS w okręgu pilskim rozmawia Anna Czapla-Furtacz.

 

Dzień dobry Pani Poseł.

No wiesz, przecież byłyśmy na „ty”. Chciałabym, żeby ludzie wokół traktowali mnie po staremu, zwłaszcza ci, z którymi na co dzień współpracowałam. Nie chcę się zmieniać. Jestem po prostu Marta.

Posłem zostałam niespodziewanie. Nikt chyba nie zakładał takiego scenariusza, że w trakcie kadencji mandaty złoży aż dwóch parlamentarzystów. A u nas tak właśnie się stało.

Przypomnijmy zatem. W roku 2016 poseł Maks Kraczkowski awansował na wiceprezesa PKO BP, co wiązało się ze złożeniem mandatu. Jego miejsce w Sejmie zajęła kolejna osoba z listy, czyli poseł Grzegorz Piechowiak. Później prezydent Andrzej Duda powołał posła Krzysztofa Łapińskiego na stanowisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Mandat po nim zgodnie z wynikiem wyborczym przypadł tobie. Jak zareagowałaś na tę informację?

Byłam kompletnie zaskoczona. I mówiąc szczerze - w nie lada rozterce. W moim życiu wszystko przecież zostało ułożone. Zawodowo i prywatnie. Byłam kierownikiem biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, na 12 sierpnia miałam wyznaczoną datę ślubu. Przyjęcie mandatu posła oznaczało wywrócenie wszystkiego do góry nogami i naprawdę stanęłam przed dużym dylematem. Ale pomyślałam sobie: dziewczyno, przecież po to właśnie szłaś do wyborów. Zaufało mi wtedy 4816 wyborców. I to dla nich zdecydowałam się ostatecznie przyjąć ten mandat. Oczywiście po wcześniejszej konsultacji z rodziną i narzeczonym, bo życie posła to przecież życie na walizkach, często z dala od własnego domu. Mój przypadek pokazał, że nie warto niczego planować.

I tak oto znalazłaś się w Warszawie, w centrum politycznych wydarzeń. 24 maja br. na forum Sejmu złożyłaś poselskie ślubowanie. Patrzyła na ciebie cała Polska. Czułaś stres?

I to niemały. Emocje, których nie można porównać z niczym. Wiesz przecież, że te ślubowania w trakcie kadencji są zupełnie inne, niż te na początku, gdzie ślubują wszyscy. Stoję więc sama, pośrodku, uwaga zebranych jest zwrócona tylko na mnie, do tego kamery. Mnóstwo kamer.

Na szczęście wystąpienia publiczne nie są ci obce, bo praktykowałaś je wcześniej chociażby jako asystent posła Maksa Kraczkowskiego. Ale do tego wątku wrócimy może później. Teraz opowiedz raczej, jak minął ten czas twojej pracy sejmowej, bo upłynęło już w sumie ponad pół roku.

Pracuję w komisjach Administracji i Spraw Wewnętrznych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Byłam w trzech podkomisjach nadzwyczajnych. Funkcjonuję w dwóch parlamentarnych zespołach (ds. Wspierania Dzieła Misyjnego i Duszpasterstwa Polonijnego oraz ds. Żeglugi Śródlądowej). W ciągu tego stosunkowo krótkiego czasu dwa razy stawałam na mównicy. Głównie w związku z pracami w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych.

Kiedy nie jadę do Sejmu, organizuję sobie pracę w terenie. Jestem w trakcie uruchamiania biur poselskich, bo uważam, że bezpośredni kontakt z wyborcami jest najważniejszy. Moje biura działają już w Grodzisku Wlkp., Wągrowcu, Szamotułach, Międzychodzie i Obornikach, wkrótce będzie w Pile, a w planach jest jeszcze biuro w Złotowie. Staram się każde z biur odwiedzać przynajmniej raz w miesiącu.

Dziennikarze – nie wyłączając mnie- zastanawiają się, czy biuro poselskie w Pile będziesz miała wspólnie z partyjnym kolegą, posłem Marcinem Porzuckiem, czy jednak pozostanie jak za czasów posła Kraczkowskiego czyli oddzielnie? A może podzielisz biuro z posłem Grzegorzem Piechowiakiem (Porozumienie), który urzęduje w budynku, gdzie mieściło się kiedyś biuro PiS?

Odpowiem tak: relacje mamy poprawne, ale jeśli chodzi o biuro, to wolałabym mieć samodzielne.

O.K. Opowiedz w takim razie, z jakimi sprawami ludzie przychodzą do twoich biur?

Chcą rozmawiać głównie o problemach lokalnych, ponieważ krajowe znają z telewizji. Ostatnio dużo jest spraw mieszkaniowych, bo okazuje się, że afery, które się dzieją w Warszawie, mają przełożenie na inne regiony kraju. Podejmuję interwencje i w miarę możliwości staram się pomagać.

Jesteś jednym z najmłodszych posłów w tej kadencji. Jaka była twoja droga do świata polityki?

Ukończyłam LO im. S. Staszica w Pile. Kiedy miałam podjąć decyzję co dalej, rozważałam politologię i stosunki międzynarodowe. To mnie po prostu najbardziej interesowało. Ostatecznie wybrałam politologię (stosunki międzynarodowe zrobiłam później na podyplomówce). Po studiach miałam szczęście trafić do biura poselskiego Prawa i Sprawiedliwości i pracować z posłem Maksem Kraczkowskim oraz europarlamentarzystami Ryszardem Czarneckim i Konradem Szymańskim. Poseł Kraczkowski rzucił mnie od razu na głębokie wody, dzięki czemu w ciągu stosunkowo krótkiego czasu bardzo dużo się nauczyłam.

Zostałam szefową młodzieżówki PiS. Następnie w roku 2014 otrzymałam propozycję kandydowania do pilskiej Rady Powiatu. I udało mi się, chociaż to była moja pierwsza w życiu kampania.

A jak trafiłaś do PiS?

Nie od razu. Najpierw analizowałam. Brałam pod uwagę różne opcje, sprawdzałam programy itp. W końcu moja siostra, Monika, która kiedyś zasiadała w pilskiej Radzie Miasta podsunęła mi myśl, że może PiS. Poczytałam, posprawdzałam, przemyślałam i uznałam, że to partia dla mnie. Jej program jest zgodny z moim światopoglądem. Dodam, że nigdy nie żałowałam tej decyzji.

Wygląda na to, że jesteś urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. Wszystko, za co się zabierzesz, kończy się sukcesem. Niektórzy walczą latami, a ty po raz pierwszy kandydujesz do Rady Powiatu- wygrywasz, startujesz na posła- zostajesz posłem. Jak to się robi?

Mówisz, że pod szczęśliwą gwiazdą? Może rzeczywiście. Chociaż sądzę, że na sukces człowieka składa się ciężka praca, dawanie z siebie 100 procent w każdym zadaniu, poświęcenie, zdecydowanie i zdrowa ambicja.

Pewnie nie wszyscy wiedza, ale to był dla ciebie niezwykły rok, bogaty w niecodzienne wydarzenia. Zostałaś posłem, wyszłaś za mąż.

To był niezwykły rok dla całej mojej rodziny. Bo nie tylko ja wychodziłam za mąż. Krótko po moim odbył się ślub mojej siostry. A co do bycia posłem, jak już mówiłyśmy przydarzyło się to poza planem. Mąż wiedział, z czym będzie się wiązało przyjęcie przeze mnie mandatu posła. Myślę jednak, że jeżeli dwoje ludzi się kocha i ma do siebie zaufanie, to mogę być nawet na końcu świata i wiem, że on będzie mnie wspierał, szanował moje decyzje, a ja jego. I o to chodzi w małżeństwie.

Czy to prawda, że Maks Kraczkowski był twoim drużbą?

Tak. Współpracowaliśmy ze sobą długi czas, wiele mu zawdzięczam. Poza tym to bardzo fajny i porządny człowiek. Przed kościołem żartowałam, że nie będę zbierać rozsypanych pieniążków, bo przecież Maks w razie czego da mi kredyt.

Już się wyprowadziłaś od rodziców?

Nie całkiem. U męża mam marynarki, buty, rzeczy osobiste, nawet suknię ślubną. U rodziców zostało jeszcze trochę garderoby i ulubione maskotki, których nie zamierzam się pozbyć. Zabiorę je, ale na razie nie mam po prostu kiedy, bo albo Sejm albo praca do późna w biurach poselskich.

Chcesz opowiedzieć trochę o mężu?

Wolałabym nie. Powiedział mi, że ceni swoją prywatność i ja to szanuję.

W porządku. Wobec tego zdradź nam, czy przy tym całym zamieszaniu macie z mężem czas na romantyczne kolacje?

Ani na romantyczne kolacje z mężem, ani na wypad ze znajomymi na piwo. Ale staram się jakoś zadośćuczynić. W związku z moją częstą nieobecnością w domu kupiłam mężowi Play Station, żeby sobie pograł, gdy zatęskni. Taki żarcik...

Jakie Marta Kubiak ma słabości?

Ja? Słabości? Żadnych. Ha, ha. Lubię słodycze, a zwłaszcza czekoladę. Otwieram i jem, rządek po rządku, póki się nie skończy cała tabliczka. No dobrze, moją słabością są też buty. Zawsze z zakupów wracam z nowymi butami. A później nie mam gdzie ich chować.

Także w sali sejmowej?

Także. Bo w Sejmie rzadko jest okazja zjeść coś regularnie. W Sejmie czekoladę łamie się pod stołem... Zjem jedną i tęsknie zaglądam do torebki, żeby sięgnąć po drugą. Prawda jest taka, że czasami po prostu muszę podgryźć, bo jak nie zdążę zjeść rano śniadania, to później kiepsko się miewam.

Należysz do osób, które całe życie się uczą. Czujesz taką potrzebę czy po prostu lubisz?

I jedno, i drugie. Po politologii zrobiłam kilka podyplomówek: wspomniane już służby zagraniczne i międzynarodowe, ale też public relations, zdałam egzamin państwowy na członków Rad Nadzorczych Spółek Skarbu Państwa, a w tym roku zrobiłam Master of Public Administration – coś pomiędzy podyplomówką a doktoratem.

To sporo, zważywszy na twój wiek – 32 lata. Wybacz, ale u osoby publicznej wiek to informacja ściśle jawna. I tak nikt pewnie nie daje ci tyle lat.

Racja, wyglądam trochę jak uczennica, takie geny. Straż Marszałkowska już nie raz mnie legitymowała, ale koledzy z partii mówią, że nie ma się czym przejmować. Jednego nadal legitymują, chociaż był wiceministrem i powinni go raczej pamiętać.

A propos uczennicy. Jakim byłaś dzieckiem?

Byłam chudą, acz pyzatą dziewczynką. Chodziłam do przedszkola przy ryneczku i do dawnej ósemki. Miałam długie włosy z grzywką, którą sobie kiedyś sama obcięłam po skórze. Wstyd się może przyznać, ale miałam przypiętą łatkę łobuza. Po ostatnim dzwonku roku szkolnego mama szła do apteki, kupowała wodę utlenioną, bandaż i zestaw plastrów. Wtedy dopiero zaczynały się dla mnie wakacje. Do dziś została mi blizna po upadku z mebli. Ale dzieciństwo było super. Mam wspaniałych, kochających i wyrozumiałych rodziców.

Skąd się wzięło twoje drugie imię -Ryszarda?

Po tacie. W szkole dzieciaki się z tego naśmiewały, bo w sumie imię rzadkie dla dziewczynki ale zawsze mi w domu mówiono, że takie imię to zaszczyt, nosiła je wielka polska aktorka Ryszarda Hanin. Moja siostra ma drugie imię po mamie- Ewa.

O czym marzyła mała Marta?

Chciałam koniecznie być weterynarzem. Ale jakoś się nie złożyło. Z tego czasu pozostało marzenie o własnym czworonoga. Psa z uwagi na absorbującą pracę zawodową nie możemy jeszcze mieć, a na koty mam uczulenie.

Ha, ha. Nie rozpowiadaj o tym uczuleniu za bardzo... Przejdźmy lepiej do bezpieczniejszego zestawu pytań. Święta. Jak wyglądają twoje świąteczne wspomnienia?

Z dzieciństwa najbardziej pamięta się Gwiazdora. Pisałyśmy z siostrą listy, zostawiałyśmy pod drzwiami, listy znikały, a on przynosił dokładnie to, o co prosiłyśmy. Oczywiście nie widziałyśmy go, bo zostawiał prezenty akurat wtedy, gdy tata wysyłał nas do drugiego pokoju. Zachodziłam w głowę jak on to robi: duży, z brzuchem, komina nie mamy. Jak on te prezenty tak szybko zostawia? Ale któregoś razu dokonałam przez przypadek wiekopomnego odkrycia i to było dla mnie bardzo smutne zderzenie z rzeczywistością. Zobaczyłam jak tata wychodzi z sypialni z workiem Gwiazdora...

W Wigilię wspólnie ubieramy choinkę. Tata zawsze chce, żeby było dużo bombek, najlepiej wszystkie jakie mamy. Pod choinką stawiamy żłóbek. Tata sprawia karpia, mama gotuje i piecze, my z siostrą sprzątamy. Wszystko od lat toczy sie według tego samego scenariusza. Na wigilijny stół z siankiem i opłatkiem trafiają m.in. ryby w przeróżnych odsłonach, kapusta z grzybami, kompot z suszu i zupa, z jaką nigdzie indziej się nie zetknęłam- zupa na karpiu z piernikami.

Co przynosi ci Gwiazdor?

Teraz rzeczy praktyczne. W zeszłym roku dostałam biżuterię. Ale powiem ci, że mogę nawet nic nie dostać, bylebym mogła spędzić ten czas z najbliższymi. To będzie dla mnie najwspanialszy prezent.

Święta rozumiem u rodziców. A Sylwester?

Najlepsze moje Sylwestry były spontaniczne. Dlatego sprawa jest otwarta. Będzie fajnie, byle blisko męża.

Wszystkim Czytelnikom Tygodnika Nowego z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku 2018 życzę zdrowia, wszelkiej pomyślności i dużo, dużo wspaniałych chwil w gronie rodzinnym.

Dziękuje za rozmowę.

 

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

goguś 09.01.2018 13:34
Nie wiedziałem, że mamy taką fajną panią poseł i to z PiS-u

papcio 02.07.2018 18:20
noooo...

Kassandra 02.07.2018 23:45
Powinna zbadać sobie tarczycę.

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: na tematTreść komentarza: Czy Mariusz Szalbierz w swojej relacji z podsłuchania trzech osób w Próchnowie przez grupę nagrywaczy z Tygodnika Nowego, polegającej na publikacji spisanego z nośnika dźwięku przebiegu rozmowy, zilustrował swoją pracę dziennikarską sfałszowanym wizerunkiem uczestniczki rozmowy w Próchnowie, którą zawiesił na rzeźnickim haku? Czy jest to praca dziennikarska, czy ubecka z symbolem ormowca w tle?Data dodania komentarza: 17.01.2026, 16:14Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: MnemozynaTreść komentarza: 2006-01-25 09:32:27 Gumowe ucho IP: 83.16.217.54 W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54. W związku z rozpisanym przez Tygodnik Nowy konkursem ,,Kameleon’’ zgłaszam jako kandydata do tego tytułu Janusza Lemanowicza, pospolicie znanego jako ,,mąż swojej żony’’. Uzasadnienie: komentując na stronie internetowej Tygodnika Nowego materiał ,,Opiekunka starszej pani’’ Janusz Lemanowicz wystąpił tam pod 13 postaciami. Dowód: posługiwanie się przy każdym wpisie tym samym komputerem o adresie IP: 83.16.217.54. I tak: 1). 4 stycznia 2006 o godz. 16:40:27 Janusz Lemanowicz wystąpił na stronie internetowej TN jako Janusz Lemanowicz, zarzucając nam podanie we wspomnianym artykule nieprawdy. Dwa tygodnie temu dowiedliśmy, że to nie my w swoim tekście, a właśnie J. L. w komentarzu do niego dopuścił się bezwstydnej manipulacji. 2). 4 stycznia 2006 o godz. 21:39:05 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Mariusz’’, ,,zbulwersowany okładką TN’’. ,,Ludzie mają dość tego szmatławca’’ – zagrzmiał. 3). 5 stycznia 2006 o godz. 00:58:42 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,ten, co wie’’, zarzucając nam ,,łajdactwo w najgorszym wydaniu’’, metody ,,od Minca i Bermana, od Noski i Szalbierza’’ oraz ostrzegając, że ,,kręcimy sobie bata na swoją nieatrakcyjną parszywą dupę’’. 4). 8 stycznia 2006 o godz. 23:51:26 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,obserwator z osiedla’’, który ,,podpisuje się pod wpisem sąsiadów’’. 5). 9 stycznia 2006 o godz. 13:19:53 Janusz Lemanowicz wystąpił jako JL, ględząc coś o ,,kryterium prawdy’’. 6). 9 stycznia 2006 o godz. 17:30:48 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,sąsiad M.Ś.’’, pocieszając sam siebie: ,,Szkoda pisania panie L. Do tej hołoty to nie dociera. (…) W TN same kłamstwa. Myślę, że kiedyś będą musieli za wszystko zapłacić’’. 7). 9 stycznia 2006 o godz. 22:59:35 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,M.J.’’, pisząc m.in.: ,,Jestem młodym wolontariuszem, ale nie wyobrażam sobie, żeby pracować z tak ciężko chorą osobą przez wszystkie dni tygodnia po 24 godziny na dobę i przez 5 lat bez wynagrodzenia’’. 8). 9 stycznia 2006 o godz. 23:32:44 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Zarząd Stowarzyszenia Hospicjum Piła’’ i po części jako ,,mąż swojej żony’’. 9). 10 stycznia 2006 o godz. 12:50:19 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Aleksander Kiepel’’ pisząc: ,,Wstyd Panie Redaktorze’’ i życząc mi ,,dobrego samopoczucia’’. 10). 10 stycznia 2006 o godz. 16:06:04 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Jarek Z.’’, pisząc o Tygodniku Nowym: ,,to nie gazeta, to szmata’’. 11). 12 stycznia 2006 o godz. 16:02:00 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,Agnieszka S.’’, która popiera Janusza Lemanowicza jako ,,Jarka Z.’’ słowami: ,,Zgadzam się z Panem Jarkiem. Nic dodać, nic ująć’’. 12). 15 stycznia 2006 o godz. 00:36:25 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,zwolniony z Farmutilu’’, radząc autorce artykułu ,,uporządkować swoje własne sprawy’’, mnie zaś: ,,Panie Szalbierz, pofolguj pan’’. 13). 16 stycznia 2006 o godz. 16:21:43 Janusz Lemanowicz wystąpił jako ,,gumowe ucho’’, popierające wypowiedź Janusza Lemanowicza jako ,,zwolnionego z Farmutilu’’. Wniosek: IP to unikalny adres, przypisany konkretnemu komputerowi. Teoretycznie można założyć, że wszystkie wymienione wyżej osoby wpisały się naprawdę, a Janusz Lemanowicz tylko udostępnił im w tym celu swój sprzęt. W rzeczywistości szybciej uwierzę w niezwykłość gamety, która spowodowała pojawienie się Janusza Lemanowicza, niźli w to, że około północy przy jego klawiaturze zasiadł ,,obserwator z osiedla’’, o ,,zwolnionym z Farmutilu’’ nie wspominając. Ech, panie Lemanowicz, szczerze mi Pana szkoda. Tyleś się Pan naprodukował i wszystko o kant kloaki rozbić! Kameleon Szczęściarze 1.3.2006 Redakcja rozdaje nagrody. 3.500 złotych trafiło do trójki szczęściarzy, uczestników konkursu TN „Kameleon 2005”. Jakiś czas temu redakcja TN ogłosiła konkurs pod nazwa „Kameleon 2005”. Czytelnicy wybierali w nim osobę, która – ich zdaniem – charakteryzuje się dużą zmiennością poglądów, postaw czy działań i do złudzenia przypomina w tym stworzenie zwane kameleonem. Po rozstrzygnięciu konkursu wśród czytelników rozlosowano trzy cenne nagrody w bonach towarowych do sieci sklepów PPH Farmutil... "Kameleon"’ przechodni 8.3.2006 Zdrowie Henia! Mimo naszego publicznego zaproszenia, Janusz Lemanowicz, laureat konkursu ,,Kameleon’ 2005’’, nie zgłosił się do redakcji po odbiór okolicznościowej statuetki. Odczekawszy zatem w ubiegły czwartek studencki kwadrans, zwołaliśmy w trybie nadzwyczajnym kolegium redakcyjne, aby zadecydować o dalszym losie nagrody. Około połowy drugiej flaszki wykrystalizowały się w tym temacie dwie koncepcje. Wedle pierwszej, forsowanej przez red. Annę Czaplę, ,,Kameleon’’ miałby trafić na aukcję w Radiu ,,100’’, a uzyskane tym sposobem pieniądze przeznaczone byłyby na urozmaicenie diety kameleonów jemeńskich (Chamaeleo calyptratus), zamieszkujących stare ZOO w Poznaniu. Zwolennicy drugiej opcji chcieli pójść na łatwiznę i wysłać statuetkę pocztą, napotkali jednak na sprzeciw naszej bardzo skrupulatnej księgowej, która przypomniała, że odbiór każdej zakupionej przez redakcję nagrody musi zostać potwierdzony na stosownym kwicie. Negocjacyjny pas przerwała dopiero zmiana popitki na sok grejpfrutowy. Okazało się, że specyficzna aromatyczna goryczka zadziała odświeżająco także na nasze umysły, albowiem teraz już bardzo szybko - i to zdecydowaną większością głosów - postanowiliśmy o przekształceniu ,,Kameleona’’ w nagrodę przechodnią. Stara to prawda, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jakby nie było, zaoszczędziliśmy na Lemanowiczu stówę z hakiem. Nie licząc kawy, ciastek, lampki koniaku i symbolicznego terrarium na ewentualną przyszłą gametę naszego laureata. Tygodnik Nowy 2006-03-08 10:59:10Data dodania komentarza: 17.01.2026, 14:05Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: ciekawska podfruwajkaTreść komentarza: Czy razem jest to 2572 wpisy wrogie?Data dodania komentarza: 16.01.2026, 14:22Źródło komentarza: "Szydercy" - odcinek 22.Autor komentarza: hejter duży z wiochyTreść komentarza: W związku z zaistnieniem ucieczki Szalbierza przez wyjście awaryjne "Error 1006" i nie zastosowanie się do postulatu wyrzucenia wszystkich wpisów wrogich Lemanowiczowi podajemy, co na portalu faktypilskie.pl trwa jak nieleczony syfilis: Jestem sobie hejter mały - Odpowiedzi (75); hejtowanie - Odpowiedzi (40); Chcecie poczytać hejtera Janusza L.? - Odpowiedzi (202); TV leman – Odpowiedzi (54); Czy to internetowa menda? - Odpowiedzi (234); czy znacie tych nagrywaczy? - Odpowiedzi (156); Czy jest lekarstwo na tego starego hejtera z Wawelskiej? - Odpowiedzi (267); Kto to??? - Odpowiedzi (105); chory umysłowo - Odpowiedzi (187); 1945 – 202? - Odpowiedzi (1408).Data dodania komentarza: 16.01.2026, 14:18Źródło komentarza: "Szydercy" - odcinek 22.Autor komentarza: WolnośćTreść komentarza: Po zapowiedziach o wprowadzeniu KSeF, czyli totalnej inwigilacji przedsiębiorców, lawinowo rośnie liczba przenoszonych firm do CzechData dodania komentarza: 16.01.2026, 13:17Źródło komentarza: Dni otwarte z KSeFAutor komentarza: o qurestwieTreść komentarza: to qurestwo. Był komentarz i został usunięty.Data dodania komentarza: 16.01.2026, 11:57Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?
Reklama
Reklama