Największymi potworami są ludzie

  • 21.04.2020, 09:35
  • bek
Największymi potworami są ludzie
PIŁA/ CZŁOPA Nasz pisarz online w ramach czwartków kryminalnych

Jest oficerem policji: - To z pewnością praca obarczona dużym stresem. Dobrze, że mam to swoje pisanie. Ma ono dla mnie wymiar terapeutyczny - mówi Kazimierz Jr. Kyrcz, autor kryminałów.

Było to już 73. spotkanie w ramach Czwartków Kryminalnych. Tym razem - z pisarzem pochodzącym z regionu pilskiego, z Człopy, autorem m.in. kryminałów, „Dziewczyny, które miał na myśli” oraz „Chłopcy, których kochano za mocno”. Autora „przepytał” Krzysztof Maćkowski.

Kazimierz Jr. Kyrcz to na co dzień oficer policji. Z wykształcenia jest rusycystą. Z zamiłowania pisarzem. Autor fantastyki, horroru, kryminału. Napisał mnóstwo opowiadań, w duetach i samodzielnie. Autor zbiorów „Femme fatale” i „Okruchy mroku” oraz powieści „Podwójna pętla”. Jego opowiadania były też publikowane w antologiach. Tłumaczony na angielski, rosyjski, czeski oraz słowacki…

Autor związany jest z regionem pilskim i marzy mu się powrót w rodzinne strony. Coraz częściej o tym mówi...

- Jest to myśl coraz bardziej natarczywa – przyznaje – Tyle o tym mówię w domu i z takim entuzjazmem, że chyba cała moja rodzina już na to czeka. Dziś moja córka od rana chodziła za mną i pytała, kiedy przeniesiemy się do Człopy… – zdradza. Tymczasem jednak jest oficerem policji i przyznaje, że praca ta pomaga mu w jakimś stopniu realizować pisarską pasję.

***

- Dzięki zawodowemu doświadczeniu wiem, jak to wszystko powinno wyglądać od strony procedur. Ale w swoich książkach bardziej stawiam jednak na budowanie otoczki obyczajowej. Same sprawy kryminalne nie są tak ciekawe dla powieści… ktoś kogoś zabił, ukrył zwłoki…to jest w każdym kryminale. Mnie bardziej fascynują ludzie, to co dzieje się pomiędzy postaciami, między funkcjonariuszami, motywacje sprawców. Nad tym należy się pochylić, jak tworzy się powieść. Ja znam wielu policjantów, znam to środowisko, wiem co nam w głowie siedzi, gdy prowadzimy sprawę i w trakcie przesłuchania. I z tej wiedzy, owszem, czerpię. A same sprawy staram się wymyślać – mówi K. Kyrcz.

Sam pisze, ale i zdarza się, że konsultuje książki innym pisarzom. – Konsultowałem np. książkę Łukaszowi Orbitowskiemu „Święty Wrocław” i zostałem uhonorowany za to tym, że zginąłem w pierwszym rozdziale tej powieści! – śmieje się.

– Swoje książki też konsultuję. Nie jestem alfą i omegą… I zbieram anegdotki zawodowe! Te zawsze warto mieć pod ręką, bo one niezwykle uzupełniają daną sytuację, uwiarygadniają wszystko. Tak że jestem takim zbieraczem historyjek i często pisząc książkę z nich korzystam. Zdarza się, że koledzy i koleżanki z pracy podchodzą do mnie i mówią „zapisz to sobie, może ci się przyda”! I ja chętnie notuję.

Obraz policji malowany na kartach książek Kyrcza wydaje się być bardzo realistyczny. Wojciech Chmielarz powiedział o ostatnim jego kryminale: „Już nigdy nie spojrzycie tak samo na polską policję”.  Policjanci w książkach Kazimierza Kyrcza to często mocno wypaleni już ludzie. Rzadko trafia się funkcjonariusz, który nie zapomniał o swoim powołaniu. Skąd taki obraz?

- To obraz prawdziwy – mówi autor – Tak się jakoś porobiło… Są dość mocno wypaleni, mają przesyt tego co robią. Nie pomaga w tym instytucja, czyli to w jaki sposób dziś policjantów się traktuje i jak funkcjonuje ten system. Błędy są nieproporcjonalnie surowo karane. A wiadomo, że tylko ktoś, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Nadal trafiają się młodzi policjanci z powołania, którzy chcą pracować, chcą uczynić ten świat lepszym, bo o to chyba chodzi w służbie policyjnej, a potem okazuje się, że ich praca idzie na marne. Bo np. prokurator umorzy sprawę, która kwalifikuje się na stan oskarżenia… Wiele jest elementów, które nie nastrajają pozytywnie. Ja ciągle mam kontakt z wieloma wartościowymi policjantami. Ale jest to z pewnością praca obarczona dużym stresem – mówi K. Kyrcz – Dobrze, że mam to swoje pisanie. Jest ono dla mnie formą terapii – przyznaje -Tak, pisanie ma wymiar terapeutyczny. Mogę też przypomnieć sobie miłe chwile, jak imprezy, spotkania wydziałowe, ogniska z ludźmi z komisariatów…  Były takie czasy. Teraz mogę przywołać je w książkach.

- Długo miałem łatkę pisarza grozy. Ale nie wierzę w wampiry… Dla mnie największymi potworami są ludzie. Zawsze interesowali mnie psychopaci i wypadki, które powodowały, że ktoś przechodził na stronę zła. Tak zmieniłem literaturę fantasy na kryminał… Uznałem, że pójdę w tę stronę, która mnie najbardziej cieszy. Zauważyłem też, że czytam coraz mniej fantastyki, a więcej kryminałów. Najbardziej pociągają mnie klimaty chandlerowskie. Uwielbiam Raymonda Chandlera. I dziś robię to, co lubię, w gatunku, który naprawdę mnie kręci.

Jak pracuje Kazimierz Kyrcz?

- Kiedyś miałem ogólną ideę w głowie i postanowiłem poddać się wenie twórczej! To była moja pierwsza książka… Pisałem ją 7-8 lat, a na koniec redaktorka kazała mi wszystko pozmieniać! Tak że było to bez sensu. Przekonałem się, że pisanie bez planu nie sprawdza się w moim przypadku. Dziś planuję rozdziały, staram się robić konspekt, ale nie jest on wyryty w skale… Nie jest tak, że wymyślę wszystko i będę pisał, czy mi się to podoba czy nie. Pisanie jest procesem długotrwałym i w międzyczasie coś może wpaść nowego do głowy, postaci nagle stwierdzą, że chcą czegoś innego, coś między nimi zaiskrzy… Pozwalam im na to! Gdybym miał wszystko zaplanowane, nie byłbym twórcą tylko rzemieślnikiem.  

Kazimierz Kyrcz nie ma komfortu, by odstawić wszystko i wyłącznie pisać. Pracuje zawodowo, jest także kuratorem społecznym, składa antologie opowiadań grozy, redaguje książki innym autorom, sam korzystając – wzajemnie – z ich pomocy w tej kwestii, zajmuje się częściowo promocją swoich książek i jest bardzo rodzinny. Pomaga córce przy lekcjach, gotuje… Pisze więc powoli, dopieszczając każdą stronicę nowej powieści…

-  Każde zdanie jest tu po coś, jest przemyślane. Dookreśla bohaterów. Olbrzymią zaletą tych kryminałów jest ich literackość – zauważył prowadzący spotkanie Krzysztof Maćkowski. 

- Trzeba mieć szacunek dla czytelnika. Sam wiem, jak mało mam czasu na odpoczynek, na czytanie na przykład. A czytelnikowi należy się odpoczynek na jakimś poziomie. Chcę, by udało mu się z mojej książki coś wynieść, wynotować…by coś po niej zostało – mówi K. Kyrcz.

Kazimierz Kyrcz był gościem ostatniej edycji festiwalu „Kryminalna Piła”. Czekamy na kolejne spotkania na Ziemi Pilskiej.

eKi

 

 

bek

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (8)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
człapiący Człopianin
człapiący Człopianin 26.04.2020, 23:48
Człopa – miasto w północno-zachodniej Polsce, w województwie zachodniopomorskim, w powiecie wałeckim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Człopa. Położone na Pojezierzu Południowopomorskim, nad rzeką Cieszynką, na terenie Puszczy Drawskiej na terenie historycznej Wielkopolski.
geografia administracji
geografia administracji 26.04.2020, 11:09
Człopa nie jest w regionie pilskim. To nadużycie,
Wałczanin robiący wała z Pilan
Wałczanin robiący wała z Pilan 27.04.2020, 09:54
Człopa ma prawa miejskie od 1245 roku. Ówczesnym mieszkańcom terenu zwanego dzisiaj Piłą jeszcze nie odpadły ogony.
Barbie
Barbie 27.04.2020, 18:01
Borubar był w Człopie?
Ken
Ken 27.04.2020, 19:15
Mógł być, bo była tam podobno gorzelnia.
jak powstają artykuły
jak powstają artykuły 28.04.2020, 11:00
Rzeczywiście, mógł być z redaktorem zwanym popularnie Big Flacha zamieszkałym we wsi na krańcu powiatu. I tak: Białoślwie - Złotów - Człopa - wielkie chlanie - małe żarcie - bagażnik z kontenerem spirytusu - chwalczy artykuł o walorach turystycznych gminy.
loża komentatorów
loża komentatorów 28.04.2020, 11:18
Tak działają niezależne media przez uzależnionych dziennikarzy.
...łbem o nocniki chłodne trącając
...łbem o nocniki chłodne trącając 28.04.2020, 11:32
Takie balangi odbywają się nocami, bo żurnalist musi zawsze być tam, gdzie coś się dzieje. Dlatego należy przyjąć nazwę nocnikarstwo zamiast dziennikarstwo. Jak to pięknie brzmi: odznaczony na chodniku nocnikarz z wiochy na peryferiach; nocnikarz pełen weny.

Pozostałe