Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Małgorzata Dawidiuk: Malując ikony rozmawiam ze świętymi  

PIŁA/ PRZEMYŚL  - A jak mam Ciebie uczesać?... – pytam. I oni mi podpowiadają: w prawo, w lewo…  trochę nie tak, pani artystko! Ja to po prostu słyszę 
Małgorzata Dawidiuk: Malując ikony rozmawiam ze świętymi  

 

- Któregoś razu miałam mnóstwo pracy. Dostałam dużo zleceń na ikony. Siedziałam więc i pisałam je – bo ikony się pisze, nie maluje, tak, by potem można było je czytać. Pracowałam dzień i noc, i noc, i dzień. I kolejny dzień, kolejną noc. I kiedy w końcu położyłam się zmęczona spać, te ikony zaczęły mi przepływać przed oczyma. Ale już nie z tymi wszystkimi szczegółami, jakie mają ikony tradycyjne, ale jako kontury, plamy, ślady, zamglenia ledwie… Zaczęłam się im przyglądać… Tak… to jest to… – pomyślałam. Tak zrodził się pomysł na „Ikony – Cienie”.

Ikony - Cienie” Małgorzaty Dawidiuk nie zostały napisane według obowiązujących od wieków wzorów ikonograficznych. Nie mamy tu ani złotego tła, ani pięknie wypisanych w najdrobniejszych szczegółach postaci świętych. Tu wyłaniają się one z mroku, z nicości, z okruchów rozpadającego się na kawałki świata, z mgły, ze snu. Przez ten mrok przezierają słupy światła i złociste nimby świętych.

“Kiedy na te prace patrzymy z daleka, z mroku wyłaniają się zarysy postaci, lecz gdy podejdziemy bliżej, obraz rozpada się i widzimy tylko jakieś wykwity i liszaje płótna, a w miejscu twarzy otoczonych nimbem natrafiamy pustkę, drewno przerośnięte w plątaninę słojów. Są to raczej wspomnienia ikon, przechowane ślady, które po latach tlą się w ludzkiej pamięci” – pisze Paweł Nowicki.

 

Historia Polski zamknięta w płótnach

Małgorzata Dawidiuk przyjechała do Piły na wernisaż wystawy „SŁOWO CIAŁEM / OBRAZ SŁOWEM”. To pierwszy w Pile przegląd współczesnego malarstwa polskiego o motywach religijnych. Artystka pokazała na pilskiej wystawie swoje niesamowite ikony: zarówno tradycyjne, jak i prace z cyklu „Ikony – Cienie”.

Jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych im. I. E. Repina w Petersburgu na Wydziale Malarstwa i Konserwacji – specjalizacja ikona. Obecnie prowadzi pracownię konserwatorsko – artystyczną „IKOS”, zajmuje się konserwacją dzieł sztuki. Najbardziej ukochała sobie stare kościółki z południowego- wschodu Polski oraz cerkwie. Prowadząc tam prace konserwatorskie odnajduje składowane gdzieś, nieprzydatne już materiały: stare drewno, ramy, kawałki ram, gontów, desek, belek, a także fragmenty płótna. Używa ich następnie jako tworzywa do stworzenia nowych prac.

- Nie mogę ich ot tak, zabrać z kościoła, oczywiście. Te „fragmenty historii” muszą otrzymać specjalne błogosławieństwo od proboszcza na nową drogę życia – mówi. M. Dawidiuk.

Tak budowane są właśnie jej „Ikony – Cienie”, na których odnaleźć można ślady dawnego użytkowania, ale i dokumenty historii – w dosłownym znaczeniu tych słów. Deski te i płótna są wiekowe, mają dziesiątki, czasem setki lat. Były świadkami wydarzeń historycznych, przetrwały wojny, zniszczenia. Były towarzyszem modlitw kolejnych pokoleń. I przesiąkły tą modlitwą, zapachem kadzideł, emocjami wiernych, ich lękiem, strachem, wiarą i nadzieją.  Dziś emanują niewyobrażalną siłą, jakąś niepojętą energią i uduchowieniem.

Do Piły artystka przywiozła „Ikony - Cienie”, do których wykonania pozyskała m.in. oryginalne, ponad 100-letnie płótna. Płótna nie są tłem, co trzeba zaznaczyć, a istotną, jeśli nie najistotniejszą częścią tych dzieł. Tworzą z domalowanymi na nich elementami postaci świętych niezwykle gęsty od znaczeń kolaż, pełen skojarzeń i opowieści. Tymi płótnami w kościele w Michałówce na wschodzie Polski (okręg przemyski) zakrywano malowidła ścienne na czas wojny. Na jednym z płócien widzimy autentyczne otwory po kulach. - To płótno z 1918 roku, gdy odzyskiwaliśmy niepodległość… - wyznaje M. Dawidiuk. Jej praca w tym kontekście staje się niesamowitym świadkiem najważniejszej dla naszego kraju historii.

- Jak powstały „Ikony-Cienie”? Początkowo zajmowałam się wyłącznie klasycznymi ikonami. Mnóstwo popełnionych ikonostasów i w Polsce i na Słowacji. Teraz malarzy ikon jest dużo, ale kiedy ja zaczynałam, musiałam „obskoczyć” całą Polskę. I czasem brakowało rąk i sił i były momenty, że nie byłam już wstanie tych ikon malować, pisać. Byłam tak przemęczona, ale przemęczona pozytywnie – zawsze starałam się pisać ikony w dobrym momencie, nigdy nie pisałam ikon, gdy miałam np. zły nastrój. Ale czasem po takim silnym pozytywnym zmęczeniu w nocy, gdy kończyłam pracę o 3.00, 4.00, ja będąc już w łóżku i zamykając oczy, widziałam te ikony pod powiekami. Uproszczone! Już nie widziałam tych detalizacji charakterystycznych dla ikony, tych szczegółów, tylko bardzo uproszczone formy. I już wiedziałam, że to są moje ikony, moje ikony – cienie – mówi artystka.

 

Zazdrosna ikona

– Pisanie ikon wg mnie zachodzi wtedy, gdy autor ma ogromną świadomość ikony, która trafia z przestrzeni serca – to jest warunek. Nie wystarcza talent i znajomość technologiczna czy nawet teologiczna. Jeśli nie uruchomi się serca, jeśli nie urodzi się ona najpierw w sercu, a tylko w umyśle i innych przestrzeniach, nie można powiedzieć, że to jest ikona pisana.  Nie ma wówczas ikony – mówi Małgorzata Dawidiuk – To będzie tylko pusty obraz. Namalowany, nie napisany. Nie będzie więc można go czytać… Przy pisaniu ikony musi być wymodlenie. Nie chodzi o wymawianie słów. To musi być modlitwa serca. Trzeba uruchomić przestrzeń serca, czyli kochać siebie – zdrowo, kochać wszystkich ludzi, mieć wewnętrzną harmonię - to o czym mówi Chrystus. Tylko taka osoba może napisać ikonę.

Co ciekawe, pisząc ikonę nie należy także rozpraszać się na inne czynności.

- Do dziś pamiętam te kilka zdań mojej pierwszej nauczycielki ikony z Petersburga - była to córka prawosławnego księdza. Kiedyś powiedziała do nas tak: Słuchajcie moi kochani młodzi, pamiętajcie, że ikona jest zazdrosna! Jak może być zazdrosna – pomyślałam - przecież jest święta! Jak święty może zazdrościć... – Może - powiedziała - Jak będziecie się rozpraszać, trochę tego świętego będziecie malować, trochę tamtego, trochę pomalujecie sobie w innej technice, trochę jakiś obraz świecki, to tu, to tam, to nic wam z tego nie wyjdzie. Wróciłam po studiach do Polski, podjęłam się malowania tych dzieł. Byłam artystką na dorobku, a to taki moment, gdy młody, niedoświadczony artysta chce się podjąć mnóstwa różnych przedsięwzięć artystycznych, bo chce się dorobić, tak jak wszyscy. Ja tak właśnie zrobiłam, popełniłam ten błąd. Trochę tu, trochę tam, trochę ten święty, trochę tamten, trochę w innej technice… Nic z tego nie wyszło. Dopiero w momencie, kiedy skupiłam się tylko i wyłącznie na jednej ikonie, kontemplowałam i było to pisane w modlitwie, wtedy rzeczywiście powstawały bardzo piękne ikony.

Pani Małgorzata opowiada, że ze swoimi Świętymi zaprzyjaźnia się…

- Ja z nimi rozmawiam! Pytam, ich jak ich uczesać na przykład.  Przecież tak naprawdę nikt nie wie, jak ten święty dokładnie wyglądał… I oni mi podpowiadają: w prawo, w lewo…  trochę nie tak, pani artystko! Ja to po prostu słyszę…  

 

W tyglu wiar i kultur

Dla twórczości Małgorzaty Dawidiuk ogromne znaczenie ma to, gdzie mieszka. Polska południowo- wschodnia, pogranicze. Tygiel narodowościowy. Kościół wschodni i zachodni.

- Pochodzę ze wschodu Polski, dziś nadal mieszkam na wschodzie Polski, studiowałam jeszcze głębiej na wschodzie i muszę powiedzieć, że spenetrowałam wschód. Choć muszę przyznać, że ja go nigdy nie lubiłam. Od dzieciństwa miałam kompleks wschodu. Nie lubiłam swojego nazwiska. Ale słuchałam bardzo tego, co mi mówi góra. A podpowiadała cały czas, nie, nie, nie uciekaj, nie idź w tym kierunku, to trzeba właśnie w tym. I zajęłam się ikoną, o dziwo. I dziś jestem cała wschodnia. I przyznaję się do tego, lubię to, lubię to w sobie. Ale do tego trzeba dojrzeć. Ja bardzo się cieszę, że tak się zdarzyło, że pozostałam na wschodzie, że służę tamtym ludziom.

Pani Małgorzata aktywnie działa na rzecz integracji środowisk, jakie zamieszkują Przemyśl i okolice. Prowadzi liczne działania ekumeniczne. I nawet pozyskując stare materiały do swoich prac, pamięta o ekumenizmie.  

- Moje ikony nazywam ekumenicznymi, ponieważ płótna, które pozyskuję, pochodzą zawsze z kościołów, natomiast deski zawsze z cerkwi. Mieszkam na takim terenie, gdzie dwa kościoły – wschodni i zachodni – stykają się ze sobą, jak dwa płuca - o których mówił Jan Paweł II. Ja staram się nikogo nie urazić, stąd pozyskuję tyle samo płócien z kościoła, co materiałów z cerkwi – mówi artystka.  

- W miejscu, gdzie mieszkam, są także problemy polsko – ukraińskie, gdzie od czasu do czasu to się nawarstwia, bardziej komplikuje. I ja organizuję w Przemyślu ekumeniczne spotkania, kolędowanie ekumeniczne, w mojej galerii, w moim domu. Co roku 9 stycznia przychodzi do mnie ponad 150 osób. Moja pracowania konserwatorska, my konserwatorzy, zamieniamy się w kucharzy i przyjmujemy Polaków i Ukraińców i wszyscy się dobrze bawią.

Parę dni temu odbyło się z kolei wspólne kolędowanie wyznawców różnych religii, mieszkańców Przemyśla pn. „GLORIA IN EXCELSIS DEO”.

- Ekumenizm leczy podziały przeszłości. Ekumeniczne wieczory kolęd, mimo że te nieco różnią się między sobą w szczegółach, zawsze prowadzą do tych samych wniosków: Dobrze być razem, a wspólna zabawa przeważnie bywa ważnym ku temu krokiem!

Edyta Kin

 

Małgorzata Dawidiuk mieszka w Przemyślu. Urodziła się w 1967 r. w Wisznicach na Podlasiu. W Nałęczowie ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych. Studiowała w latach 1988 – 1994 na Akademii Sztuk Pięknych im. I. E. Repina w Petersburgu na Wydziale Malarstwa i Konserwacji – specjalizacja ikona. Obecnie prowadzi pracownię konserwatorsko – artystyczną „IKOS” oraz Autorską Galerię Sztuki w Przemyślu. Jest twórcą wielu dzieł sakralnych w postaci ikon, ikonostasów, polichromii, m.in. w: Chołowicach k/Krasiczyna, Koszalinie, Krynicy, Niagou/Słowacja, Olsztynie, Zamienicach k/Legnicy. Autorska współrealizacja malowideł ściennych w Kaplicy Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie Łagiewnikach. Ikony znajdują się w zbiorach prywatnych i muzealnych w Polsce i za granicą, m.in. w Kanadzie, Niemczech, Rosji, Słowacji, Stanach Zjednoczonych i Ukrainie. Współpracuje z Muzeum w Łańcucie.

 

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: giń człeku na flekuTreść komentarza: Pięć lat minęło i wciąż to samo. Oh Mariusz, żebyś ty zmarł już.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 15:12Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 19.Autor komentarza: Abaj BazarTreść komentarza: Jacek Ciechanowski, kiedy poszedł na służbę do Stokłosy dał znać światu, że jego talenty konspiracyjne nie wygasły. W rymowance sformułowanej w zespole twórczym Antymit (zespół: Ciechanowski, Ożarowski, Szalbierz) zadał zagwozdkę, jakoby Janusz Lemanowicz: … w Solidarność się przyodział, jakie władze mu kazały tego nigdy nam nie podał… W wojnę polsko-jaruzelską, której się przeciwstawiał, dołączył do Lemanowicza i w jego mieszkaniu melinował się przez 8 miesięcy. Z czasem działając w grupie twórców Tymczasowej Komisji Wykonawczej NSZZ Solidarność Region Piła zakonspirowanej w Pile ul. Walki Młodych 46 C/9 jednocześnie w innym miejscu stworzył konspirację w konspiracji jako jakiś byt nadzorczy względem pierwotnej struktury konspiracyjnej, formułował oceny i doszukiwał się drugiego, czy trzeciego dna w motywacjach Lemanowicza do roboty antyjaruzelskiej. To był typ ciągłego szwendaczka po cudzych życiorysach. Na zebraniu Komitetu PiS w Pile 23 listopada 2002, orzekł w pewnym momencie, że jak dobrze poszuka w papierach, to znajdzie haka na Lemanowicza. Ciągły szukaczek, szwendaczek zmarł był 6 listopada 2020 przygnieciony teczką z masą haków na wszystkich.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 11:59Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 9Autor komentarza: kobra@nockaTreść komentarza: Czy Edward Turczynowicz adwokat Stokłosy obrzucił wiadrem gówna świadka w sprawie karnej Stokłosy wypowiadając się publicznie do mediów o Krystynie Lemanowicz? Czy ta wypowiedź współgrała z oceną tego świadka przez sędziego sprawozdawcę w apelacji? Czy Janusz Szrama w ustnym uzasadnieniu obrzucił świadka wiadrem gówna zakaźnego? Czy prezes sądu apelacyjnego zgodził się z treścią tych wypowiedzi, bo świadek jest tylko świadkiem i można go obrzucić.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 11:08Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 9Autor komentarza: - (myślnik)Treść komentarza: Czy komuch Noska domagał się w publikacji Tygodnika Nowego aby sędzia Daniel Jurkiewicz z Chodzieży przepraszał na kolanach Stokłosę za ujawnienie na rozprawie, że kolejna, dziewiąta absencja Stokłosy w sądzie była spowodowana biegunką zakaźną A 09?Data dodania komentarza: 11.02.2026, 10:53Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 9Autor komentarza: , (koma)Treść komentarza: Czy Noska i Barabasz bezkarnie poniewierali prokuratora z Warszawy Roberta Kiełka, bo miał śmiałość oskarżać Stokłosę o 21 występków i zbrodni?Data dodania komentarza: 11.02.2026, 10:50Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 9Autor komentarza: . (kropka)Treść komentarza: Sąd jako odprysk establishmentowej sitwy demolującej państwo zawsze pójdzie na sznurku tych, co mogą bezkarnie sponiewierać każdego, kto nie zgadza się z mainstreamowym ściekiem środowisk trzymających władzę, od sołectw, gminy, powiatu, województwa, do marszałka Czarzastego.Data dodania komentarza: 11.02.2026, 10:43Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 9
Reklama
Reklama