Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama
-Moje pierwsze graffiti? To był zwykły napis na garażu przy ulicy Kusocińskiego w Pile. Dziś już nie istnieje. Wykonałem go jednym kolorem i byłem z siebie niesamowicie zadowolony. Pomyślałem wtedy: „Super, fajnie jest robić coś takiego”.

Słyszeliście o Tee Tosie? Rzecz o ulotnej sztuce street artu

Z Łukaszem Towalewskim, znanym w świecie street artu jako Tee Tos twórcy i współtwórcy wiele murali w różnych lokalizacjach na terenie Polski, autorze murali w Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Pile rozmawia Anna Furtacz.
Słyszeliście o Tee Tosie?   Rzecz o ulotnej sztuce street artu

Jak to jest z tym malowaniem? Wstajesz i wiesz, czy to dojrzewa w człowieku latami, przychodzi z czasem?

 Kiedy byłem małym chłopcem, strasznie lubiłem rysować. Rysowałem i malowałem wszystko, co tylko wpadło mi w oko. Gdy tylko dorwałem puszkę z farbą, od razu brałem się do działania. Pamiętam, że często przerysowywałem komiksy, które pasjami kupował mój starszy brat. Ludzie wokół reagowali wtedy krótkim: „Wow!”. To bardzo mnie motywowało i zachęcało do dalszej pracy. 

A w którym momencie twojego życia pojawiło się graffiti?

Zainteresowałem się graffiti dzięki telewizji. Początek lat 90, zero internetu, nie było poradników ani materiałów szkoleniowych. Chciałem spróbować, przekonać się, jak to wygląda od podszewki, jaki jest stopień trudności i czy sam potrafię stworzyć coś podobnego. Podejmowałem mnóstwo prób, przecierałem sobie szlaki, uczyłem się przez doświadczenie. Wiele podejść, wiele rozczarowań, ale nie poddawałem się. Eliminowałem trudności jedną po drugiej.

Trudności typu? 

Ot, chociażby kwestia farb. Jakie wybrać, gdzie kupić, bo farba farbie nierówna. Do graffiti i murali potrzebne są specjalistyczne farby odporne na deszcz, słońce i inne warunki atmosferyczne. Muszą długo zachowywać kolor i nie zmywać się przy pierwszej ulewie. Metodą prób i błędów doszedłem, że najbardziej odpowiadają mi farby niemieckie i pracuję z ich użyciem do dziś. 

Pamiętasz swoje pierwsze graffiti?

Bardzo dobrze. To był zwykły napis na garażu przy ulicy Kusocińskiego w Pile. Dziś już nie istnieje. Wykonałem go jednym kolorem i byłem z siebie niesamowicie zadowolony. Pomyślałem wtedy: „Super, fajnie jest robić coś takiego”. Zaskoczyło mnie, że coś, co na początku wydawało się bardzo trudne, przyszło mi z taką łatwością. Od tamtego czasu pokonałem długą drogę, ale jedno się nie zmieniło – nadal kocham to robić.

 Jak wygląda codzienność artysty street artu?

Ten zawód daje niesamowite poczucie wolności i jest dla mnie wymarzony. Oczywiście, czasem to ciężka, fizyczna praca, ale niezależnie od wszystkiego przynosi  ogromną satysfakcję. To taka praca, do której człowiek chętnie wstaje rano. Sam mogę planować swój czas i organizować dzień.

Opowiedz o swoich ulubionych realizacjach?

Chyba nie ma takich mega ulubionych, żadnej bym szczególnie nie wyróżnił. Moje tworzenie to ciągły proces. Stale się rozwijam, uczę i zmieniam. W każdej pracy, którą tworzyłem, po czasie znalazłbym coś do poprawienia – inne cieniowanie, więcej subtelności, jakiś dodatkowy detal. Oczywiście cieszy mnie własny progres. Mój kolega mówi jednak, że jeśli kiedyś spojrzę na swoją pracę i uznam ją za idealną, będzie to znak, że czas kończyć karierę. Myślę, że jest w tym sporo prawdy.

Czy pracujesz w pojedynkę, czy są to realizacje zespołowe? 

I tak, i tak. Jeśli chodzi o działania zespołowe, w Pile dużo działam z Agnieszką Różańską, znaną jako „Roza Maluje”. Przy projektach w Gdańsku współpracuję z Piotrem „Tuse” Jaworskim. Mam też ekipę  w Toruniu i w wielu innych miastach Polski. Bardzo cenię sobie takie doświadczenia. Współpraca z ludźmi „z branży”, osobami o różnych charakterach, warsztacie, wizjach, spojrzeniu na świat i sztukę bardzo rozwija. Oczywiście czasem wymaga pokory i kompromisu, ale efekty zwykle są tego warte.

 Jak powstaje mural?

Wszystko zaczyna się od rozmowy z klientem i ustalenia, co ma powstać. Następnie przygotowuję projekt do konsultacji. Zwykle projekty wymyślam sam. Zdarza się też, że trzeba stworzyć historię wokół jednego stałego elementu. Później pozostaje samo  malowanie. Jeśli pracuję na dużej ścianie, często wyświetlam projekt za pomocą rzutnika i wykonuję szkic. W przypadku ścian zewnętrznych robię to zazwyczaj po zmroku, żeby wyświetlanie było widoczne. Staram się jednak zawsze zostawić sobie przestrzeń na własną interpretację i twórczą swobodę.  

 Spray czy pędzel?

Spray zdecydowanie przyspiesza pracę i daje większą płynność. Są jednak sytuacje, kiedy nie można się obejść bez pędzli. To właśnie nimi dopracowuje się detale i najdrobniejsze elementy kompozycji. Na przykład przy tworzeniu murali w sali konferencyjnej pilskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli musiałem korzystać z pędzli. 

Liczyłeś kiedyś, ile masz prac w swoim dorobku?

Nie, nigdy. Może dlatego, że nie jestem pod tym względem szczególnie sentymentalny. Nie prowadzę też rozbudowanej dokumentacji swoich realizacji. Street art jest sztuką ulotną. Ściany są nieustannie wystawione na działanie warunków atmosferycznych. Po dwóch, trzech latach kolory często tracą intensywność i trzeba takie murale przemalować.

Czujesz żal, gdy kolor wypłowieje, gdy mural zmyją deszcze?

 Czasami tak, ale z drugiej strony mam przekonanie, że kolejny projekt będzie lepszy, ładniejszy, wartościowszy od poprzedniego. Rozwijam się, zdobywam nowe doświadczenia i chcę stale podnosić jakość swojej pracy. To trochę jak aktualizacja – zamiast zatrzymywać się przy tym, co było, wolę tworzyć coś nowego.

 Gdzie mieszkańcy Piły mogą zobaczyć twoje pilskie realizacje?

W wielu miejscach, cześć jako prace samodzielne, część jako zespołowe. Między innymi na garażach pomiędzy ulicami Podgórną i Kryniczną. Jest galeria przy ulicy Drygasa, na kompleksie garaży przy ulicy Mickiewicza, stadionie przy ulicy Okrzei, jest ściana przy ciągu pieszo-rowerowym na Jadwiżynie (praca wspólna z Roza Maluje), w pilskich szkołach, np. SP 7, SP 2. Jeśli chodzi o wnętrza budynków, można zobaczyć moje murale w budynku tzw. starej poczty, dawnej Telekomunikacji przy alei Piastów (praca wspólna z Mateuszem Rybką i Piotrem „Tuse” Jaworskim), a także – o czym już było wspomniane -  w Centrum Doskonalenia Nauczycieli przy ulicy Bydgoskiej (murale w wypożyczalni, w sali multimedialnej, pracowni 3D oraz jednej z sal konferencyjnych).

 A poza Piłą?

To głównie realizacje we współpracy. Malujemy w różnych konfiguracjach osobowych m.in. w Toruniu, Bydgoszczy, Solcu Kujawskim, Nowej Soli czy Koszalinie. Mieliśmy również okazję pracować podczas dużego festiwalu pod Berlinem.

Czy to prawda, że twój zawód wyuczony nie ma nic wspólnego z działalnością artystyczną? 

Prawda. Ukończyłem pilskie technikum budowlane.  Malowaniem graffiti i murali zajmuję się zawodowo od kilku lat, ale tak naprawdę rozwijam się nieprzerwanie od ponad trzech dekad. Choć nie jestem absolwentem żadnej uczelni artystycznej, moją największą pasją pozostaje sztuka. Uwielbiam też spacery po lesie i słuchanie audiobooków, głównie kryminałów. Mieszkam w Pile i właśnie tutaj najczęściej wracam po kolejnych realizacjach.

Czego życzyć Tee Tosowi?

Żebym nigdy nie stracił radości tworzenia. Bo właśnie ona od początku była i nadal jest najważniejsza.

Dziękuję za rozmowę.

 

Foto: W budynku CDN murale Łukasza Towalewskiego (Tee Tosa) można zobaczyć:  w wypożyczalni, sali  multimedialnej, pracowni 3D i na dużej, dzielonej ścianie w jednej z sal konferencyjnych.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: t€macz z ruskiego Treść komentarza: Podobno niektórzy opoje nie pieriekusywajut, znaczy po naszemu nie zakąszają. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 11:28 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: co kto ma gdzie Treść komentarza: Senator zamieszał w szambie, a resztę ma w dupie. Nie ustosunkowuje się do zagadnień poruszanych w postach. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 11:02 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: Szydercy Treść komentarza: Tak. Nawet jego komiliton Barabasz zadziwił się i zawołał: takie resztki wlewasz? Data dodania komentarza: 24.06.2026, 10:45 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: składniki oferty Treść komentarza: Czy to było wtedy, jak Mariusz Szalbierz podzielił się niedopitką, resztką jakiegoś płynu, który mu się nie zmieścił? Czy taka resztka mogła być zbiorowiskiem wody, spirytusu, cukru, bakterii, gilów z nosa, śliny, wirusów, riketsji, prionów, złuszczonych naskórków i włosów z nosa, resztek zagrychy z paszczy, Data dodania komentarza: 24.06.2026, 10:31 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: Klub AA Treść komentarza: Znany jest przykład osoby uwikłanej w alkoholizm, która potrafi w pracy wypić półtora flaszki i czaić się jeszcze na butelkę koniaku. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 10:18 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: oddział zamknięty Treść komentarza: Nie można pijakowi odmówić dostępu do wódki, bo on cierpi męki Tantala bez tego paliwa. Data dodania komentarza: 24.06.2026, 10:10 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?
Reklama
Reklama