WAŁCZ / WYBRZEŻE / BAŁTYK Ależ to była wyprawa!
- Dzisiaj jest 53 dzień mojej wyprawy. Przepłynąłem 1500 kilometrów. Nazwałem tę wyprawę L-68 dlatego, że skończyłem w tym roku 68 lat – i to jest mój prezent urodzinowy! – zdradził Ireneusz Matysek z Wałcza pokonując kajakiem ostatnie kilometry niezwykłego wyzwania. Wyprawę relacjonował na swoim facebookowym profilu. Bez sponsorów, bez reklam produktów… - Dużo osób na szlaku pytało mnie o sponsora; odpowiedź była krótka: Robię to dla siebie, a relacja na fejsie ma zarażać innych.
Zarażał, pokazując niezwykle piękne miejsca:
- To jest nasza Polska! Pięknie prawda? To jest nasza Polska…
Biega, jeździ rowerem – po szosach i drogach szutrowych, po każdych(!), brnie przez pokrzywy, truchta po lasach i wokół jezior, robi wypady w góry; zimą zakłada łyżwy i narty biegowe. Pokonuje w ten sposób naprawdę dłuuugie kilometry. Ponadto wędkuje, a przy okazji zbiera śmieci z lasów i jezior… Ale i to nie wszystko. Właśnie zrealizował kolejny plan – kolejne piękne wyzwanie: wyprawę kajakową, pętlę z Wałcza - przez polskie wybrzeże Morza Bałtyckiego - do Wałcza. 1500 kilometrów - w 53 dni…
- Wypłynąłem z Wałcza, z jeziora Raduń rzeczką Pilcą przedostałem się przez kilka jezior w kierunku Bytynia Wielkiego – tam 300 metrów transportowałem kajak wózeczkiem, dostałem się do rzeczki Piławki, później Dobrzycy, Piławy, Gwdy, Noteci, dalej Warta, Odra i wpłynąłem do Morza Bałtyckiego w Dziwnówku. Przepłynąłem całe polskie wybrzeże Morza Bałtyckiego, dostałem się do Mierzei Wiślanej, do przekopu wiślanego, wpłynąłem na Zalew Wiślany, stamtąd na Elbląg, kanały elbląskie, piękne pochylnie… - do rzeki Drwęcy, z Drwęcą do Torunia, do Wisły, Wisłą do Bydgoszczy, do Brdy, dalej kanał bydgoski, do Noteci. I od tej pory już pod prąd – Piławą, Dobrzycą. I jestem tutaj, na Piławce! – relacjonował trasę pokonując kajakiem ostatnie kilometry wyprawy.
Ireneusz Matysek - pochodzący z Wałcza niespożytej energii podróżnik, sportowiec i pasjonat aktywnego życia, nazywany lokalnie „wałeckim komandosem”. Ma 68 lat. Przemierza setki kilometrów pieszo, rowerem czy kajakiem, dbając przy tym o czystość natury.
- Jestem emerytem, więc zajmuję się tym, co sprawia mi przyjemność – mówi. A przyjemność sprawia mu przede wszystkim fizyczna aktywność i przeróżne sporty. Pobudka o 6:00, gimnastyka, a potem rower, biegi, rolki, kajak. Zimą łyżwy i narty biegowe. To wszystko na co dzień, a do tego większe wyzwania, przeróżne… Ma na koncie setki medali w biegach przeszkodowych (OCR) oraz ekstremalne wyprawy m.in. przejechał rowerem z Wałcza do Kołobrzegu - 180 km - w 12 godzin…, przepłynął Wisłę kajakiem pod prąd, objechał Polskę rowerem i przeszedł dwa główne szlaki górskie - łącznie ponad 5 tysięcy kilometrów. Podczas swoich wędrówek i wypraw nie tylko pokonuje własne granice, ale aktywnie zwraca uwagę na ochronę środowiska, sprzątając napotkane na trasie śmieci.
Mówi, że najtrudniejsza była wyprawa kajakowa Wisłą.
- Wisła to żywioł – spiętrzenia, kamienie, wiry, które wciągały już z odległości 20 metrów… - wspomina.
Ale i ostatni projekt nie był z pewnością bułeczką z masłem… bo teraz wciągało go morze. Nasz Bałtyk. Postanowił - wbrew falom i wiatrom - kajakiem, przepłynąć wzdłuż jego wybrzeża – mówiąc kolokwialnie… w poprzek! I plan zrealizował. Wyprawę kajakową, pętlę z Wałcza - przez polskie wybrzeże Morza Bałtyckiego - do Wałcza zrobił w 53 dni! Łącznie 1500 kilometrów.
Wyprawę relacjonował na swoim facebookowym profilu, a codzienne relacje czytało mnóstwo osób – wszyscy kibicowali panu Ireneuszowi, zachwycali się formą kajakarza, jego wrażliwością na piękno Polski i polskiego wybrzeża, podziwiali pejzaże, chłonęli widoki i przeżywali filmy, które codziennie publikował, emocjonowali się wraz z nim, gdy pogoda nie sprzyjała i wyprawa na kilka dni stawała w miejscu. Piękna sprawa, piękne wyzwanie i przepiękna promocja naszego Bałtyku i miast, miasteczek, odwiedzonych po drodze.
- Niektórzy dzięki Tobie dowiedzieli się, jaka Polska jest piękna… Pozdrawiam Ciebie z całego serca.
- Pana hart ducha, poszanowanie przyrody, pokora i skromność to cechy, które nas wzruszają i rozpalają w sercu pasję. Dziękujemy za relacje z wyprawy! – pisali w komentarzach obserwatorzy wyczynu Ireneusza Matyska.
***
Na trasie bywało różnie. Były odcinki spokojne, „łatwe i przyjemne”, ale często pogoda i natura rządziły planem dnia.
Dzień 5 wyprawy: Trasa Walkowice – Czarnków – Wieleń - Drawsko śluza:
- Ktoś dla dekoracji wstawił do rzeki głowy ogrodowych krokodyli… Są przymocowane na sznurkach do dna - nurt nimi obraca… To daje super efekt!
Lipki Wielkie - Gorzów Wielkopolski - Świerkocin.
- Dziś z Noteci wpłynąłem do Warty. Drugi dzień z rzędu po południu burza i deszcz.
Trasa Świerkowo- Kostrzyń na Odrą – Gostkowice:
- Trzy dni z rzędu po południu burza pioruny i deszcz…
Czarnocin – Wolin – Sierosław:
- Dziś z Zalewu Szczecińskiego wpłynąłem przez Cieśninę Dziwną w rzekę Dziwną. No i będzie pierwsza próba płynięcia morzem w Dziwnówku…
- Na morzu nadal 4 dzień sztorm, ale kolega Michał Ratka dał cynk, że w Jarosławcu jest 15-kilometrowy Bieg po Plaży… Namiot i kajak więc zamaskowałem i na bieg 3 kilometry powędrowałem!
- Jarosławiec - przepłynięte 144 km. W tym przestój 1dzień w Ustroniu Morskim i na razie 8 dni w Jarosławcu. Wsiadanie do kajaka z wody… jak minę pierwszą falę, powinienem płynąć… A najlepiej pokonać pierwsze 3 fale…
- Czasami tak zabuja, że aż piana się robi… Czasami muszę kierować kajak prostopadle pod fale, bo by mnie wywróciło. W razie W, mam w telefonie aplikację „ratunek”. Jakby mnie ściągało na głębokie morze, musiałbym jej użyć. Płynę więc dzisiaj w pełnym skupieniu i napięciu. Muszę obserwować wysokie fale, które się zwijają - wtedy muszę się odpowiednio ustawić. Ale jest fajnie! Tego mi trzeba było!
Trasa Gdańsk-Jantar –Stegna:
- Teraz to ten deszcz chyba trochę przesadził! Ale za to piękne widoki, piękne kamienie, piękne klify! To nic że pada… Klif Mechelinki! - to jest nasza Polska! Pięknie prawda? To jest nasza Polska…
Stegna - KĄTY Rybackie -Stanica Wodna Nabrzeże -Zatoka Wiślana:
- Zrobiłem to! Przepłynąłem polskie wybrzeże morza Bałtyckiego. Dzisiaj jest 37 dzień wyprawy - 900 km już zrobiłem od chwili, gdy wypłynąłem z Wałcza! Jestem obecnie przed mierzeją przekopu wiślanego. Można więc powiedzieć, że wybrzeże Bałtyku zaliczyłem! Jest fajnie!
- Ahoj przygodo! Idzie burza, wysokie trzciny… Tutaj nie ma gdzie się schować, trzeba być na wodzie. Płynę już 5 godzin, 30 kilometrów i same trzcinowiska… Zero ziemi, a tu trzeba gdzieś przenocować… Każda woda ma swoje tajemnice i niespodzianki dla mnie. To jest duża niespodzianka i zaskoczenie – tego się nie spodziewałem. To jest Zatoka Wiślana… Dzisiaj cały dzień grzmiało, padało, ciemno było, szaro, ale jakoś bardzo mnie nie zmoczyło… Przez te trzcinowiska dotarłem w końcu na dobry grunt - Zatoka Wiślana jest zakończona. Teraz będę wpływał na Elbląg.
48 dzień wyprawy: trasa śluza Gromadno, Przystań Miasteczko Krajeńskie (NOTEĆ).
- Dzień upalny. Po przerwie obiadowej na Przystani NOTEĆ jestem już przy kajaku gotowy płynąć dalej, ale po dłuższej rozmowie z młodymi ludźmi padają od strony chłopaka pewne słowa… że jest gorąco i że niebezpiecznie płynąć dalej i „radzę zostać tu na noc… dopiero zacząłem pana obserwować i nie chciałabym przeczytać złej informacji o panu.” Ogólnie trudno mnie przekonać… sam nie wiem, jak to się stało, ale MŁODYCH posłuchałem!
50 dzień wyprawy: trasa Przystań NOTEĆ, Ujście, przystań kajakowa, Wioska Indiańska, Zakole Gwdy:
- Tu zostałem zaproszony na nocleg w tipi i jajecznicę przez Krzysztofa i jego syna. Miło było pogawędzić przy ogniu w tipi.
51 dzień wyprawy:
- Z rzeki Gwdy wpłynąłem do Piławy. Ciągle mam pod prąd, ale już na swoich terenach! Postój w stanicy kajakowej Krępsko. Pierwszy raz od 51 dni piję kawę na drugie śniadanie. Tu na swoim terenie czuję się super wyluzowany… Tam też niby miałem luz na wyprawie, ale tutaj jakiś taki spokojniejszy jestem…
4 sierpnia - 53 dnia wyprawy - zrobił ostatnie kilometry - ponad 17. Łącznie 1500…
- Trasa Czapla, Ostrowiec i Kołatnik. Dzisiaj z rzeki Dobrzycy wpłynąłem w ostatnią rzekę Piławkę. I będzie koniec wyprawy! Dzisiaj jest 53 dzień. Przepłynąłem 1500 kilometrów. Ostatnie brodziłem ciągnąc kajak z powodu niskiego stanu wody… – relacjonował obserwatorom.
A ci śledzili każdy kilometr z uwagą i podziwem.
- Bez zbędnych banerów, instragrama, tiktoka wyrusza Pan na samotną wyprawę. Bez nakłaniania do zakupu produktów z super kodem rabatowym od sponsora… Można jeszcze w dzisiejszym konsumpcyjnym i komercyjnym świecie zrobić wyczyn wytrwałością i pasją!
- A mnie trochę szkoda, że serial w którym byłeś reżyserem i głównym aktorem już się skończył. Każdego dnia z niecierpliwością czekaliśmy na kolejny odcinek, podziwiając Twoją kondycję i wytrzymałość, ale również optymizm i poczucie humoru.
- Te filmiki są najlepszymi wycieczkami!
- Jesteś Pan wielki! CZAPKI Z GŁÓW!
- Dziękuję wszystkim za lajki, za miłe komentarze, pozdrawiam wszystkich znajomych poznanych na trasie, miłych, życzliwych – częstowali, czym się da! Co mieli, to dali! – mówi Ireneusz Matysek i dodaje:
- Czasami w życiu warto zrobić coś szalonego… coś dla siebie. Do zobaczenia na szlaku!
zdjęcia: FB/ I. Matysek

Napisz komentarz
Komentarze