Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

„Szydercy” - odcinek 21.

Program telewizyjny o charakterze publicystyczno-satyrycznym
Kliknij aby odtworzyć

.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

MaSz 22.01.2026 15:27
Nasz ulubiony kochaś medialny Mariusz o nazwisku strasznie chuujowym dalej rozporządza swoim funeralnym portalikiem w stylu "Error 1006". To jest śmierć dziennikarstwa, żurnalistyki i reportażu. Ale jak się chleje w pracy, to wyjściem awaryjnym jest cmentarny spokój terrorysty z guzikiem "ban". Jeden klik i można dalej spokojnie spożywać wódkę i piwo do zbydlęcenia.

prawo hycla 03.12.2025 15:34
Wprowadzenie drastycznego prawa powierzchniowego dla czworonogów spowoduje, że kundle będą zdychały po lasach przywiązane do drzew.

precz z komuną 18.11.2025 18:49
Onet.pl Wiadomości 2004-04-05 13:14 kobra@nocka ARMAGEDON Czwarty jeździec przybył. Państwo polskie rozpada się. To tak, jak u śmiertelnie chorego człowieka, niby jeszcze dycha, serce pompuje, ale panie dziejku płytki krwi uciekają, są w zaniku. To symptom śmierci. Zaczęli prezydenci. Pan Kwaśniewski kłamiąc na temat swojego wykształcenia wypowiedział do ludu pracującego miast i wsi zdanie fałszywe, czym zanieczyścił nasze środowisko akustyczne, zatruł nasz świat. Konsekwencje tego czynu są jeszcze niepoznane, ale one są i będą niszczycielskie dla tkanki społecznej, moralności, kondycji narodu. Szczerzą zęby efekty działalności Lecha Wałęsy. Z pychy, dla realizacji swojego widzimisię łamał prawo. Skrzywił, zafałszował nasz świat, który powierzyliśmy mu z ufnością. Jego totumfacki dokonał czegoś, co weszło do kanonu współczesnej polityki polskiej pod nazwą falandyzacji prawa. Zespół sofistycznych łamańców intelektualnych, których zresztą Wałęsa nie rozumiał, służył wygrywaniu doraźnych przepychanek z przeciwnikami a nawet zwolennikami. W ten sposób Wałęsa uruchomił proces skundlenia prawa i całego establishmentu prawniczego, zasiedziałego od bitwy pod Lenino w grząskim bagnie korupcji, nepotyzmu, moralności inaczej. To woda na młyn różnych bandytów, wydrwigroszy, dresiarzy, słowików, pershingów, bagsików, dziadów, zapitych lekarzy dyżurnych, złodziei argentyńskich, skurwiałych duchownych, kryminogennych parlamentarzystów, robaczywych dziennikarzy bez kręgosłupa, chłopców z Mysiej. Sukces raportu Anity Błochowiak, to nie casus lapsus. Pionowym korytarzem wyłazi krecia robota tych, co uważają naród polski za społeczeństwo przypadkowe. Kłania się wódeczka z Magdalenki. *** kobra@nocka to kryptonim Janusza Lemanowicza na portalu onet.pl.*** Obecnie, po wyborze Włodzimierza Czarzastego na marszałka Sejmu należy wziąć poważnie pod uwagą przestrogę – przepowiednię Bronisława Komorowskiego: ...prezydent będzie gdzieś leciał i wszystko się zmieni… Żurek nie będzie wtedy musiał szukać dróg do postawienia Karola Nawrockiego przed Trybunałem Stanu. Precz z komuną!

zając 18.11.2025 18:52
W razie czego Czarzasty hyc, na prezydenta pałac. I jest komuno wróć! W Łodzi na budynku przy ulicy Orlej latami tkwił napis na ścianie: za komuny było lepiej!

wódko, pozwól żyć 19.11.2025 12:26
Czarzasty zakazał handlu alkoholem w Sejmie. Każdy poseł może w teczce przytargać do Sejmu kontenerek wódki w małpkach.

kobra@nocka 19.11.2025 11:39
Należy przypomnieć destrukcyjną rolę sądu najwyższego w procesie utwierdzenia Kwaśniewskiego, mimo wielu protestów wyborczych z powodu kłamstwa polityka kandydującego w wyborach prezydenckich. W tym momencie kluczowym dla państwa sąd okazał swoją przynależność do wyjątkowej kasty dotkniętej uwiądem moralności.

grupa badawcza Ćwiek - Góźdź 17.11.2025 22:18
Znajomi dali mi znać, że nie masz gdzie wychlać i srać. FaktyPilskie Mickiewicz 22:21, 24.09.2023 Głupi Mariuszu, gdybyś cicho w swej chawirze siedział Nigdy by się o tobie Janusz nie dowiedział.

los kumatos 19.11.2025 12:23
Proponuję gaj tujowy Na szyi sznur sizalowy. I flaszka w karmanie wypita A w chacie szczęśliwa kobita.

My, Naród 16.11.2025 18:47
Mimo terroru Szalbierza na pohybel swojego portalu, dostajemy czasem info od ludzi niezbanowanych. Ostatnio wypiętrzył się znowu ze swoim żarłoctwem Styrczula chwaląc koźle mięso. Na zdjęciu, które już kiedyś opublikował do opisu innego stanu żarłoczności widać, że futruje się rybą a nie koźlim ciałem pieczonym. Komuniści liczą wciąż na krótką pamięć narodu.

patolog 04.12.2025 11:06
O ile sie roschodzi o zdjeńcia, znowusz Szalbierz wrucił na sfoim posranym portaliku faktypilskie.pl do starego zdjeńcia czarno białego z okularami. Te popszednie kolorowe w kułeczku kojażyło sie z osobom multibinarnom z pszechyłem na pederastóf odbytowych.

trwanie 23.09.2025 20:58
23.09.2025 20:54. Minęło właśnie siedem (7) lat od publikacji tego dzieła redakcyjnego. A ci wielcy twórcy mediów wiejsko - miastowych trwają, jak nie leczony syfilis.

bycie 23.09.2025 21:43
To są artefakty dziennikarstwa, jak muzeum mamuta z mastodontem żurnalistyki gminnej i wioskowej.

iloraz 24.09.2025 22:38
Kazek Posada za to miał porównanie urodziwości z blobfiszem.

stopka redakcyjna 26.09.2025 13:06
Podobno Kazek Posada, to pseudonim artystyczny grubasa, koślawca, podpory intelektualnej i ortograficznej Tygodnika Nowego, Noski Zbigniewa (1942 - 2025).

USC 30.09.2025 12:43
Noska używał też ksywy konspiracyjnej Aleksander Radek. Pochodzi od imion jego pomiotów: Aleksandry i Radosłwa.

figle - migle 30.09.2025 12:49
Podobno córeczka jest Alicja. to taki figiel.

nieznany 18.03.2026 18:33
Najbardziej ludzie nie lubią, kiedy im się wytknie, że nie wiedzą a się wymądrzają. Noska wypowiedział myśl głupią do bólu paznokci. Otóż zauważył, że gdyby milion małp pisało na maszynach do pisania, to na pewno jedna z nich napisałaby Pana Tadeusza, czy coś w tym rodzaju. To tak nie jest. Co to jest milion małp? To jest nic naprzeciw wieczności. Chodzi o to, że tych małp musiałaby być nieskończona ilość. Wtedy tak. Lemanowicz wytknął Nosce tę ułomność intelektu. Noska zapałał do Lemanowicza szczerą, kompletną nienawiścią. A Lemanowicz ze spokojem olimpijskim wyczekał i już Noska powściągnął swój odium. Podobno puka flaszką do drzwi niebios strzeżonych przez świętego Piotra.

standardy 17.10.2025 22:49
Kazek Posada swego czasu odkrył, że pewien nielubiany przez niego gość, któremu zafundował wejście na jego wpis i zmienił jego treść jako administrator portalu, odkrył też, że ten gość przechrzcił się. A sam Kazek Posada jako komuch zafundował sobie pogrzeb chrześcijański.

Millerowa 17.10.2025 22:50
Po śmierci dupa nie rządzi!

syf i pornografia 27.09.2025 10:47
Od 26 lutego 2014 roku minęło 11 lat a Płóciennik trwa na stanowisku upodlania wymiaru sprawiedliwości działając wytrwale, wielokrotnie w obronie Szalbierza znamiennego tym, że on nie wie i nie pamięta. Sąd okręgowy potwierdził pustkę informacyjną zawartą w artykułach, esejach, wypracowaniach, wypocinach publikowanych w prasie i internecie przez Szalbierza. Ten zaś trwa w trybie cenzury prewencyjnej imienia Jerzego Urbana.

latka lecą a pić się chce 30.09.2025 18:48
Ale wywiad Szalbierza dla Furtacz - Figiel z roku 1998 o jego przebojach w wojsku 1983 dowodzi, że chlał od wczesnej młodości. Wywiad, to nie felieton pełen pustki.

zez rozbieżny 30.09.2025 22:04
Zakładam, że gdyby nasz bohater rejterant "Error 1006" miał wybrać, kim by chciał być w świecie zwierząt, wybrałby wielbłąda dwugarbnego. W jednym garbie spirytus, w drugim popitka. I już aktywność w oczach zezowata.

troska o zdrowie 04.10.2025 13:11
Według stanowiska sądu okręgowego w Poznaniu w składzie trzyosobowym, wywiad z kimkolwiek o właściwościach tej osoby jest źródłem wiedzy, w przeciwieństwie do felietonu, który w ocenie sądu jest paplaniną bez treści. Opierając się na powadze rzeczy osądzonej ośmielamy się mówić: w świetle wywiadu redaktor jest wielkim amatorem ubogacania diety napojami z zawartością wzbogaconego produktu przemiany materii grzybów - workowców zwanych drożdżami. Wzbogacanie nosi fachową nazwę destylacji - rektyfikacji. W opinii Barabasza ten produkt jest używany od wieków jako źródło dobrego w temacie odkażania układu pokarmowego, bo nie było jeszcze lodówek i penicyliny ani sulfaguanidyny. Nasz bohater musi zatem pracować w środowisku pełnego syfu, gnoju, bakterii, wirusów, riketsji, prionów,.

dottore 04.10.2025 16:18
Gdyby nasz bohater był pederastą odbytowym, musi się liczyć z bakterią jelitową Escherichia coli pod napletkiem, co sprowadza ryzyko chorób. Mimo, że bakteria w jelitach jest przyjazna, to w kutasie prowadzi do zapaleń układu wydalniczego od cewki do nerki.

...---... 23.09.2025 12:07
W świetle wydarzeń z Sławomirem Nowakiem jest oczywistą oczywistością możliwość uznania wypocino - wypierdziny Szalbierza na posiedzeniu Kolegium Redakcyjnego Tygodnika Nowego 8 marca 2006 przyjęcia tezy, że nie jest tak, jak napisał Szalbierz w oficjalnym komunikacie redakcji, a więc nie chlał on do utraty łączności ze światem i nie cieszył się z perspektywy dochlania koniakiem, bo triumfator konkursu nie przyszedł. Zatem należało skazać Lemanowicza, który posłużył się wypowiedzią Szalbierza uznaną przez sąd za wolną od treści. A więc to była tylko wypocino - wypierdzina umysłu pełnego pustki.

.. ---- ..- .--- 23.09.2025 12:10
Czy Redakcja była gotowa do zbiorowego gwałtu na gościu redakcji w celu uzyskania gamety do zakupionego terrarium?

S O S 23.09.2025 20:54
Tak było. Redaktor naczelny Tygodnika Nowego Mariusz Szalbierz poinformował opinię publiczną ponadregionalnego wydawnictwa cotygodniowego, że zakupiono specjalnie dla zdeponowania gamety gościa - triumfatora, terrarium. Zakładano więc, że możliwe by było ujeżdżanie laureata, gdyby się pojawił w redakcji. Z zawartości składu redakcji wynika, że udzielała się redaktoressa Kaja Kunicka - Michalak, obecnie wdowa. Jej atrakcyjność zniechęca do igraszek gametodajnych.

149 wzrostu 13.12.2025 15:12
Podobno schudła 0,5 kg ze swoich 85 kg, bo po miesiącu się wykasztaniła, mówiąc słowem ludu, wysrała.

Żurek z kiełbasą 05.10.2025 10:16
Obecnie, przyjąwszy tradycyjną nomenklaturę wojskową, rządy sprawiedliwością sprawuje zupak o wdzięcznej nazwie Żurek. W tym entourage splotu moralności inaczej i etosu sowietyzmu odrodzonego w naszej ojczyźnie, Lemanowicza powinni skazać na 2 lata odsiadki i konfiskatę majątku.

wsteczny bieg 05.10.2025 12:32
Żurek dokonuje reintrodukcji prawa powielaczowego do polskiego systemu państwowego. Pojęcie prawa powielaczowego, to lata głębokiej komuny w Polsce, może i w innych państwach demoludów. W czasie tak zwanego karnawału Solidarności do pilskiego "Polamu" przybył delegowany przez Komitet Wojewódzki PZPR prokurator Wilke. W stołówce zakładowej zebrała się spora grupa pracowników, żeby być może dowiedzieć się czegoś, doznać oświecenia od wielkiego umysłu prokuratorskiego. Chodziło głównie o sprawę rozgardiaszu w systemie prawa. Wstał skromny pracownik i zapytał: Jak to jest, że przychodzi faksem rozporządzenie, niepodpisane i unieważnia normy ustawowe? Prokurator zapętlił się w wyjaśnieniach i za chwilę opuścił zgromadzonych. Żurek jest reprezentantem i propagatorem obskurantyzmu prawniczego.

Gasiropa 20.09.2025 16:02
Na zdjęciu widać, że Mariusz schylony zagląda pilnie Jasiowi Hejterkowi w krok, jak by chciał mieć na twarzy spermę imienia Janusza Palikota.

czasokres obecności 05.10.2025 10:20
Bo dziennikarz musi być zawsze tam, gdzie może dziać się cokolwiek, co wymaga jego obecności 24 godziny 7 dni w tygodniu, 365,25 dób w roku.

fp - flaszka pusta 11.09.2025 20:04
Error 1006 Ray ID: 97d911263ebdf9da • 2025-09-11 18:00:50 UTC Access denied. I ten biedaczysko Szalzapiredol musiał w tak atrakcyjnym czasie do chlania oderwać ryło od żłobu z wódką i kiełbasą ze spadów, żeby podłączyć swój "Error 1006".

Janina Zygiertowa 09.09.2025 10:52
Uważam, że zbanowanie pana Lemanowicza na portalu faktypilskie.pl jest klęską intelektualną, moralną, dietetyczną i fizyczną wydawcy - redaktora naczelnego Szalbierza z Białośliwia.

kiper 14.09.2025 14:05
Czy w dietetykę klasyczną naszego ulubieńca wchodzi Rasputin Strong Crystall - Clear Vodka Smooth and Genuine? Czy flaszka 3 litry 70% vol jest odpowiednią dawką dzienną?

spirytusownia 14.09.2025 17:27
On się wlewa szerokim strumieniem jako zachwalany przez Barabasza odwieczny środek dezynfekcyjny. Jak kto całe życie zawodowe aktywnie babrze się bajorze pełnym fekaliów pijackich (fp), z wdzięcznością przyjmie propozycję o cennych właściwościach alkoholu jako ratunku od zakażeń.

na cześć 02.09.2025 12:55
Ile trzeba mieć w swoim istnieniu chamstwa, buractwa, nieokrzesanego dziadostwa genetycznie uwarunkowanego, żeby częstować gościa redakcji jakimiś resztkami, popłuczynami pełnymi bakterii, wirusów, riketsji, prionów, glonów, grzybów, glutów z nosa, sfermentowanej śliny. Mariusz, chamy z Białośliwia są z ciebie dumni, czekają przy gaju tujowym z pełnymi flaszkami i puszkami na cześć.

C₂H₅OH 03.09.2025 09:53
Rzeczywiście, nawet kumpel od programu i flaszki, zwrócił delikatnie uwagę na niewłaściwość postępowania chama, ochlapusa gotowego do poczęstunku resztkami. Z drugiej strony medyczno - psychologicznej można zauważyć pozytywny fakt, że cham jest gotów do podzielenia się tym, co kocha. Daje to nadzieję na odejście od relacji zależności: on- wódka.

żeby tak było! 15.09.2025 15:07
Ochlapus nie zwraca uwagi na żadne uwagi, przestrogi, połajanki. Jemu trzeba tylko flaszki pełnej. Żeby tak było, ze flaszka jest ciągle pełna. Przykładasz ryło i chlup, i chlup. A tu ciągle pełno, bez dna, jak w Kanie Galilejskiej.

Mariusz 04.09.2025 10:22
A zagrycha?

Los człowieka 06.09.2025 21:38
Nastojaszczij russkij po pierwom nie pieriekusywajet

Ala Gwóźdź 09.09.2025 10:57
Skąd wiadomo, jakoby Mariusz był pochodzenia sowieckiego - ruskiego?

bzyk-bzyk 10.09.2025 10:38
On sam od lat poszukuje źródła jego tożsamości genetycznej. Może ruski go spłodził? A mamusia cnotką była.

Milena 12.09.2025 11:16
Czy wziąwszy pod uwagę miłość Szalbierza do mowy wielkiego poety rosyjskiego, pochodzenia murzyńskiego, Aleksandra Puszkina, doniesienie o oczekiwaniu chamów - ochlapusów, ich zaopatrzenie w puszki (po rosyjsku puszka to armata) daje rękojmię, że leman nie przywali mu znowu swoimi wpisami? Białośliwie jest pełne pustki intelektualnej ale armaty ma, jak ruskie.

reprint z Szydercy 22 27.08.2025 10:54
W związku z ofertą "Błąd 1006" wprowadzoną przez wydawcę portalu faktypilskie.pl Mariusza Szalbierza a jednocześnie sztyfta redakcyjnego Tygodnika Nowego, obdarowany tym dobrem Janusz Lemanowicz domaga się aby za tym szlachetnym ruchem cenzorskiego terroryzmu wydawca i redaktor naczelny portalu faktypilskie.pl Mariusz Szalbierz usunął wszystkie artykuły, felietony, wypracowania, wypociny, elukubracje, donosy, insynuacyjne komentarze związane z osobą Janusza Lemanowicza. Mam nadzieję, że Mariusz Szalbierz jako wymieniany w stopce redakcyjnej Tygodnika Nowego doczyta ten postulat zamieszczone z konieczności na portalu dzienniknowy.pl w programie publicystyczno-satyrycznym "Szydercy 22". W razie niemożności doczytania Mariusz Szalbierz może posiłkować się niekumatymi kumplami z Białośliwia.

Anioł 07.09.2025 12:11
Czasy się zmieniają, pandemie, wojny, rzeki wysychają, żydzi innych mordują, Chińczyk zalewa Europę, sztuczna inteligencja niszczy gatunek ludzki, tylko Leman w swoich fobiach niezmienny pozostaje. Niezłomny to jegomość, czy raczej może ułomny?

Rasputin Vodka 07.09.2025 16:14
W swojej wypowiedzi Anioł odkrył coś boskiego, stałego w zmiennym świecie, pełnym katastrof, upadków, zaników, strachów. Leman trwa niezmiennie. Jedynie nie trafił Anioł, może mu skrzydło wpadło do szamba, w fobię. Tę wartość mikrych umysłów pieści nad-inteligent z przeceny, pełen wódki i kiełbasy, Szalzajeb. On to w trwodze użył mocy administratora i zafundował bana, żeby uciec, ocalić się od grozy pióra Lemana i móc nachlać się z flaszek bez zagrychy.

Lena i Max 07.09.2025 16:21
Według danych stopki redakcyjnej Tygodnika Nowego, robi on za sztyfta w tym wydawnictwie wieśniackim o zapędach ponadregionalnych. Jest w dobrym towarzystwie funeralnym: Kujawa, Noska.

Brodnica czeka 07.09.2025 16:29
O ile znam się na medycynie, Anioł nie zaliczył szamba. On jak dron białorusko-rusko-ukraiński przeleciał szybkim lotem do Białegostoku i tam zasiadł w rynsztoku przy tabliczce chwały bluesowej naszego mistrza i nauczyciela. Podobno przy tej tabliczce rozdają darmo wódkę i kiełbasę. Anioły, pieszczochy naszego twórcy od prymitywnej brzdąkaniny murzyńskiej kochają się nachlać jak sam mistrz.

reprint 07.09.2025 16:36
Dopóki żulia internetowa pilskiego grajdoła medialnego będzie się pastwić nad Januszem Lemanowiczem, choćby w trybie niejawnym, domyślnym, Janusz Lemanowicz będzie komentował wszystkie znane mu objawy chamstwa, kłamstwa, perfidii, plugastwa myśli tych udziałowców chamstwa, kłamstwa, perfidii, plugastwa myśli.

rok 1984 11.09.2025 13:44
Ten zdechły intelektualnie wydawca i redaktor nie wytrzymał ciśnienia prawdy o sobie prezentowanej od lat przez znienawidzonego za prawdę lemana. Cóż może uczynić jełop? Zastosowuje przemoc, cenzurę, ewentualnie uda się do zaprzyjaźnionych facetów w togach. Tym razem posłużył się w swojej prostocie tożsamej a prostactwem, terrorem administratora. Ludzie z mikrym umysłem nie są gotowi znieść słowa prawdy i najlepiej im wychodzi nienawidzić.

wdzięczność wnuczki 14.09.2025 17:37
Zagrycha, to strata czasu i może spowalniać proces wchłaniania alkoholu. Wódka jest sensem życia konsumenta nawykłego do odlotów, bluzgania na małżonkę, ostrzegania córki by ostrożnie podchodziła do seksu ze zwierzętami. Można też ośmielić się do stymulacji wnuczki dla osiągnięcia efektu perlistego śmiechu od którego skrzy się powietrze.

Plastusiowy pamiętnik 20.09.2025 15:57
Leman przechodził w Ameryce test inteligencji i przeszedł z wynikiem IQ145. To nie jest ułomność umysłu. W segmencie zdrowia fizycznego i psychicznego okazuje się, że jest wyjątkowo zdrowy jak na gościa bliskiego 80-tki. Bo nie chleje od 50 lat a przedtem tylko coś nieco na imprezach rodzinnych w domu. Na upadłej sprawie przypisanej przez tatusia Milenie Szalbierz - Witosławskiej (wiadomo, że stadło się rozpadło), sędzia Smyczyński domagał się odpowiedzi, czy Lemanowicz oskarżony leczył się psychiatrycznie. Dostał odpowiedź, że Lemanowicz jest zdrowy psychiatrycznie. Sędzia, jak to sędzia, zapisał w protokole, że Lemanowicz nie leczył się psychiatrycznie. Ułomnością Lemanowicza może być, że lał się z czterema zomowcami, ale oberwał pałą - pasztetówą od sierżanta Kamińskiego z Komendy Miejskiej MO ul. Żeleńskiego w Pile. Kamiński umarł a Leman żyje.

ciekawa podfruwajka 20.09.2025 16:00
Kiedy to było? Bo kroniki milczą.

Liga Obrony Cnoty 21.09.2025 12:37
Odpowiadając na zapytanie "ciekawej podfruwajki", to zdarzenie opisywane przez Ciechanowskiego działo się 25 lipca 1982 roku na placu Staszica w Pile o godzinie 1:23 po imieninach Krystyny. W książce księdza Jarosława Wąsowicza relacjonował walkę Lemanowicza z czterema zomowcami. Biadolił przy tym, że w razie gdyby organy weszły do mieszkania na Walki Młodych 46C/9 wielki konspirator wpadł by na mur beton. Uznał więc, że potyczka bosonogiego Lemanowicza w zomowcami była zuchwałym, nieodpowiedzialnym aktem samowoli konspiratora stanu wojennego o pseudo "Kobra", stwarzającym zagrożenie wpadki wielkiego konspiratora o wielkiej wiedzy "Robaka - Karola". Ciechanowski zawsze panicznie bał się konfrontacji z pałą milicyjną lub kastetem ormowca. W sytuacji zagrożenia ronił grochy łez a smarki zwisały mu aż do pępka. Oczywiście wiadomo, że Ciechanowski jest podłego wzrostu około 165 cm.

luzbluz 12.07.2025 18:27
Facet, który przedstawił się jako Mariusz Szalbierz ostatnio pauzuje w robocie redakcyjno- wydawniczej portaliku i papierowej ulotki o tematyce przebrzmiałej. Co to może być? Albo łopata grabarza albo choroba somatyczna wskutek luzackiej obyczajności redakcji zapoczątkowana relacją z obrad Kolegium Redakcyjnego Tygodnika Nowego 8 marca 2006.

LOC 04.09.2025 10:35
Czy tego dnia redaktor naczelny Tygodnika Nowego (XI 2004 - IX 2007)* dał światu wieść, że we wstępnej fazie obrad Kolegium Redakcyjnego wychlał półtora flaszki i cieszył się perspektywą doprawienia się koniakiem, oszczędzeniem stówy i konsumpcją ciastek? Jak by tego było mało, dla zaspokojenia nieokiełznanej chuci zakupił do redakcji terrarium do poboru gamet od zaproszonego gościa. __________________________________ * - według danych KRS w podanym czasie funkcję redaktora naczelnego pełnił Mariusz Józef Szalbierz (12.10.1962), ze wsi Białośliwie.

rozrzutność redakcyjna 04.09.2025 10:42
Trzeba dodać o kawie redakcyjnej serwowanej na okoliczność fety wręczenia pokraki z garnkiem na głowie, jako trofeum zwycięzcy konkursu "Kameleon2005".

event 26.10.2025 21:24
może być lub był na przymusowym leczeniu, żeby nie zagrażał społeczeństwu. Bo jak mu wypadnie flaszątko na asfalt i się rozbije, może samochód zaliczyć gumę a odprysk spod kół zrobić kuku jakiejś przechodzącej przechodzonej.

oszczerzenie 10.07.2025 22:04
Dopóki żulia internetowa pilskiego grajdoła medialnego będzie się pastwić nad Januszem Lemanowiczem, choćby w trybie niejawnym, domyślnym, Janusz Lemanowicz będzie komentował wszystkie znane mu objawy chamstwa, kłamstwa, perfidii, plugastwa myśli tych udziałowców chamstwa, kłamstwa, perfidii, plugastwa myśli.

pytanie 04.09.2025 11:21
Czy wydawca portalu faktypilskie.pl, po zastosowaniu bana na IP adres (77.45.26.44) w trybie error 1006, usunął z portalu faktypilskie.pl wszystkie tematy, artykuły, eseje, dywagacje, elukubracje, wypracowania i wypociny oraz wszystkie komentarze i wypierdziny żulii internetowej związanej ideowo i żołądkowo z grupą terrorystyczną sterowaną od 14 kwietnia 2006 roku przez Szalbierza na polecenie Stokłosy?

co jest? 04.09.2025 11:41
14 kwietnia 2006, na korytarzu sądu rejonowego w Wałczu, Henryk Tadeusz Stokłosa powołał Grupę Pościgowo-Szpiegującą (GPS100). Na herszta tej grupy przestępczej mianował redaktora naczelnego Tygodnika Nowego, Mariusza Józefa Szalbierza, totumfackiego - furfante do zadań śledzenia, podglądania wolnych obywateli Rzeczypospolitej. Drugim agentem został mianowany Przemysław Janicki - paparazzo. Pierwszą robotę jaką zlecił do wykonania było polecenie: dowiedzcie się, co robią ich* dzieci. Ten stan trwa, bo nie było nigdzie dementi, jakoby ta grupa została rozwiązana a Mariusz Szalbierz ponownie trafił na łono kolegium redakcyjnego Tygodnika Nowego, co potwierdza stopka redakcyjna. *ich- Lemanowicz Janusz i Krystyna.

Osiołek Porfirion 21.09.2025 12:43
Czy na łamach książki Stokłosów "W szponach władzy" jest fotokopia raportu z inwigilacji Janusza Lemanowicza korzystającego z samochodu Skoda Felicia o numerze PP 27208?

pytanie - odpowiedź 19.11.2025 17:55
Jest. Na końcu książki jako ilustracja tajnej roboty ludzi przemocy Stokłosy.

ossevatore Whiteplum 01.02.2025 15:46
W pierwszych dwóch sekundach programu Mariusz Szalbierz wygląda na inteligentnego, ale po chwili wszystko wraca do normy.

o biedzie mentalnej 09.06.2025 16:13
Nadal uważam, że zaman, niby kapuś redakcji Tygodnik Nowy, to w rzeczywistości sam Marek Barabasz, redaktor naczelny tego wydawnictwa dla ubogich.

faktypolskie 11.06.2025 17:04
Naczelny odpowiada za wybryki swoich kapusi, stukaczy, donosicieli, nawet kiedy tym kapusiem zamanem jest sam Barabasz. Kiedyś Szalbierz dostał fangę 4000 zł grzywny od sądu razem ze swoją redaktoressą Anną Furtającą. Podobno Furtaressa popełniła a Szalbierz puścił do druku.

bliny i pielmienie 12.06.2025 15:48
Dodatkowo Szalbierz i Furtaressa musieli uiścić 400 zł kosztów sądowych. Do dzisiaj nie mogą się pogodzić z tym. Mimo, że Mścisław Brodala - bohater parszywego artykułu prasowego nie żyje od kilku lat, oni wciąż życzą mu w duchu wszystkiego najgorszego. Podobnie jest z Lemanem, którego Szalbierz poniewiera w swoich plugawych wydawnictwach a udaje obrażoną cnotę, kiedy Leman powoła się na artykuł Szalbierza o spożyciu półtora flaszki i uciesze, że się mógł dochlać koniakiem zakupionym w redakcji na fetę wręczenia pokraki - statuetki zwycięzcy konkursu Kameleon2005, do którego triumfator nie przystąpił. Chlewik trolli i gnomów Czarnego Barana Pikadora od kilku lat rozpisuje się o frustracji Lemana z powodu grzywny, haraczu dla Szalbierza i kosztów sądowych w spreparowanej sprawie wyglądającej na zmowę dwóch przedstawicieli tak zwanej nadbudowy społecznej, jeśli użyjemy marksistowskiej nomenklatury. Leman zapłacił i nie chce mu się choćby nasikać na kwity potwierdzające ten fakt.

bieda, panie bieda 03.09.2025 10:10
Pogląd o upadku emocjonalnym zwanym prostracją w strukturze fizyczno-psychicznej wielkiego wydawcy-redaktora małej ulotki produkowanej we wsi na peryferiach zabitej kołkami i dechami jest uzasadniony tym, że uciekł on od konfrontacji ze znienawidzonym obywatelem zwanym przez koterię Czarnego Barana Pikadora hejterem. Na wiejskim portaliku faktypilskie, jako administrator użył terrorystycznej cenzury zwanej banem. Teraz dochodzi do chwiejnej równowagi psychicznej będąc dalej w opresji on line ze strony hejtera, sam będąc typowym przykładem odiumera instytucjonalnego chronionym przez mafijny układ miejscowy.

AA 03.09.2025 10:30
To może wynikać z zalecenia psychiatrycznego po terapii odwykowej.

wszysto, co mam 04.12.2023 12:29
Ten wpis nie wchodzi na faktypilskie, co nie dziwi. Na czas oczekiwania na Zbawiciela będącego miłością i braterstwem przypominamy pełne pozytywnych emocji wpisy nieznanych sprawców o lemanie skurvysynu łącznie z linkami dostępu. lemanchójowicz17:40, 24.10.2023 Wybarłożył się - i od razu 9 razy wychędożył 💩💩💩💩💩💩💩💩💩. Umysłowy przychlast😡🤠 za 3 dni skończy 78 lat, a we łbie budyń😡🔥💩 https://faktypilskie.pl/pl/638_felietony/25155_pilski-hejte https://faktypilskie.pl/pl/19_wiadomosci-z-regionu/635_pila/23429_pilski-hejter-skazany-prawomocnie.html#dodaj-komentarz 27-10-45 11:26, 26.10.2023 jutro będzie 78 lat, jak krocze kapeluśnicy wypluło na świat przyszłego hejtera o mordzie urokliwej niczym dópa. Wieprzok💩😡💩 11:41, 26.10.2023 1 bruzda nieustannie gniecie 🔥🔥🔥 parszywego z charakteru💩 i mordy starca😡🤠. Więc się dalej kasztani. 💩💩💩 Tradycyjnie smrodziarsko popjerdując górą😡 albo dołem💩 - nieważne, którym otworem, bo wizualnie bez różnicy👍🤣. Tym sposobem następują kolejne niekontrolowane erupcje🔥🔥🔥 w 1-bruzdowym banianku głównego idjoty😡🤠🙄 z familii społecznych degeneratów: Janusz ZawszeUcisk🔥😡🔥😡🔥😡🔥😡🔥😡, notoryczny kopiuj-wklej, 78 old😡 z mordą wiecznie czerwoną 😡😡😡od permanentnego hejtu💩💩💩🔥, intelektualna ameba z wyrokiem, buc, prymityw, przychlast, prostak o knajackim języku i aparycji trafionego obuchem wieprza 💩😡;

pocobello 15.09.2023 16:51
Żeśmy zapomnieliśmy, jak to u redaktora z wiochy, że 8 września nasz ulubiony sędzia - według Noski z kompleksem Boga - miał 63 urodziny. Mariusz Sygrela wkracza w wiek starca.

jl 08.09.2025 19:13
Dzisiaj pan Mariusz Sygrela wszedł właśnie w wiek emerytalny. Życzę mu szybkiego opróżnienia stołka sędzi sądu okręgowego w Poznaniu i na ryby, hołubić wnuki, grillować gdzieś na działce. To jest to, co emeryt ma.

bieda panie, bieda 26.10.2025 21:35
Emeryt z zarobkiem rocznym 240.000 zł nie da rady bez jakiej dorywczej roboty. Bo chaty, baby w tym kochanki lubiące starych dziadów, działka na schadzki, nurkowanie w Egipcie, żeby złapać za pipcię. To wszystko kosztuje.

o śmieciowości 18.05.2023 16:07
Na usprawiedliwienie naszych bojców podamy, że oni nie wywalają na tym portalu wpisów nieżyczliwych. Ten portal zależy od Barabasza. Natomiast przekleństwo dziennikarstwa kablowego 77400 pilskatv, Ceranowski, który - pożal się Boże - aspirował do funkcji prezesa TVP, wywala bez śladu wpisy, które mu się nie podobają. To śmieciowość totalna całego przedsiębiorstwa Ceranowskiego działającego pod nazwą KonArt (konfident artysta).

! 18.05.2023 16:14
Ceranowski dopuścił, żeby Malania Poch dopuściła się publikacji wypracowania "Mąż pilskiej działaczki skazany...". Ta przygłupiasta osoba o nieznanym genderze umaiła swoją wypocino-wypierdzinę czternastoma zdjęciami sprzed 9-10 lat. To gorzej, niż owsik w duupie według Szalbierza w związku z użyciem fotografii sprzed dopiero miesiąca!

zoolog 04.09.2025 17:59
Cykl życiowy owsika wynosi dwa tygodnie.

Mariusz podniecony zagląda 03.04.2023 15:20
Hejtem jest ze strony Szalbierza inkryminacja medialna, jakoby Lemanowicz brał udział w zabójstwie Ryszarda Winkowskiego. Hejtem ze strony Szalbierza jest publiczne imputowanie Lemanowiczowi ćpania, jarania. Hejtem ze strony Szalbierza jest insynuacja wierszem i prozą, że Lemanowicz jest góvnem, łajnem, chamem, prostakiem, świnią. Hejtem ze strony Szalbierza jest w publikacji medium podającego się za informacyjne, karykaturalne fałszowanie wizerunku Lemanowicza. Hejtem ze strony Szalbierza jest insynuacja zawarta w publikacji w Tygodniku Nowym z 11 lipca 2006 jakoby matka Lemanowicza była kurwą. Hejtem ze strony Szalbierza jest uganianie się za synem Lemanowicza, zaglądanie mu do tyłka, czy czasem nie jest pederastą. Hejtem ze strony Szalbierza jest użycie zdjęcia syna Lemanowicza w Nowym Jorku 2011 i ucieczka przed sądem w niewiedzę, czyje zdjęcie umieścił bez pytania na swojej stronie internetowej faktypilskie.pl. Nie zamieścił wymaganej przez prawo prasowe winietki źródła pochodzenia cudzego dzieła. Dla ilustracji hejterskiego tekstu promującego przemarsz przez Piłę różnych zboczeńców, dewiantów, uranistów, transwestytów, pedałów i lesb dopuścił się zbrodni kradzieży cudzego dobra lub co najmniej paserstwa od złodzieja, kumpla z kablówki miejscowego układu medialnego. Hejtem ze strony Szalbierza jest szwendanie się po mieszkaniu Lemanowicza w trybie białego przeszukania i publiczne sprawozdanie w Internecie, co on tam ma, nie wyłączając wyposażenia kibla. Hejtem ze strony Szalbierza jest sfałszowanie podpisu prywatnego oskarżenia i napuszczenie córki Mileny na wytoczenie sprawy karnej dla wsadzenia Lemanowicza do więzienia na 10 miesięcy. Hejtem ze strony Szalbierza jest insynuacja jakoby Lemanowicz zwracał się grubiańsko do swojej żony. Hejtem ze strony Szalbierza jest publikacja w Tygodniku Nowym sfałszowanego zdjęcia wizerunku żony Lemanowicza. Hejterską zbrodnią Szalbierza jest nieuprawnione zgłoszenie Lemanowicza do konkursu zorganizowanego przez Tygodnik Nowy. Hejterskim występkiem Szalbierza jest publikacja w prasie sfałszowanego adresu IP komputera Lemanowicza.

nieporadność 05.05.2023 11:22
Na portalu dzienniknowy.pl, w 20 odcinku programu telewizyjnego o charakterze publicystyczno-satyrycznym ,,Szydercy,, nastąpiła inauguracja akcji szyderzenia z ubóstwionej postaci, egzemplifikacji Lemanowicza przedstawionej w posążku pokrace jako ,,jasio hejterek,,*. I nic się nie działo. Aż ten Lemanowicz ośmielił się zwrócić uwagę na zakorzeniony w 2006 roku obyczaj chlania flaszek w pracy na Kolegium Redakcyjnym Tygodnika Nowego, posługiwanie się kradzionym z cudzego komputera zdjęciem dla ilustracji koncepcji zwołania marszu pederastów, trybad i innych dewiantów, okradanie twórców z ich własności intelektualnej, dzieł o nieokreślonej wartości, niechlujstwo edytorskie w internetowym wydaniu portalu faktypilskie.pl. To było za dużo i Szalbierz poszedł się poskarżyć do Płóciennika. Ten zaś wezwał Lemanowicza urzędowym pismem sądowym adresowanym gdzieś na wyspy Hula-Gula. Lemanowicz nie mieszka na wyspach Hula-Gula. Dzięki temu Płóciennik mógł swobodnie skazać Lemanowicza bez zastosowania wymogu audiatur et altera pars (należy wysłuchać i drugiej strony). Gdyby Płóciennik kiedyś zapotrzebował wykazu miejsc, w których nie mieszka Lemanowicz, on jest gotów przesłać mu stare książki telefoniczne z adresami abonentów z lat kiedy Lemanowicz nie miał jeszcze telefonu, a więc gdzieś z roku 1969 aż do współczesności. * - jasio hejterek - posążek pokraka, to trofeum będące od 17 lat własnością Lemanowicza, nieodebrane dotąd, bo redakcja Tygodnika Nowego w wezwaniu do stawiennictwa po odbiór pokraki, nie podała, w którą środę ma się pojawić triumfator konkursu Kameleon2005. Środa jest co tydzień. Bandyci mediów nie przejmują się problematyką własności, bo są mentalnymi sowieciarzami.

płonie ognisko w lesie... 26.08.2023 08:51
Ponieważ Płóciennik nie wyraził chęci azyskania aadresów, gdzie nie mieszka Lemanowicz, stare książki telefoniczne zostały zutylizowane pirolitycznie.

Mariusz podniecony zagląda 03.04.2023 15:20
Hejtem jest ze strony Szalbierza inkryminacja medialna, jakoby Lemanowicz brał udział w zabójstwie Ryszarda Winkowskiego. Hejtem ze strony Szalbierza jest publiczne imputowanie Lemanowiczowi ćpania, jarania. Hejtem ze strony Szalbierza jest insynuacja wierszem i prozą, że Lemanowicz jest góvnem, łajnem, chamem, prostakiem, świnią. Hejtem ze strony Szalbierza jest w publikacji medium podającego się za informacyjne, karykaturalne fałszowanie wizerunku Lemanowicza. Hejtem ze strony Szalbierza jest insynuacja zawarta w publikacji w Tygodniku Nowym z 11 lipca 2006 jakoby matka Lemanowicza była kurwą. Hejtem ze strony Szalbierza jest uganianie się za synem Lemanowicza, zaglądanie mu do tyłka, czy czasem nie jest pederastą. Hejtem ze strony Szalbierza jest użycie zdjęcia syna Lemanowicza w Nowym Jorku 2011 i ucieczka przed sądem w niewiedzę, czyje zdjęcie umieścił bez pytania na swojej stronie internetowej faktypilskie.pl. Nie zamieścił wymaganej przez prawo prasowe winietki źródła pochodzenia cudzego dzieła. Dla ilustracji hejterskiego tekstu promującego przemarsz przez Piłę różnych zboczeńców, dewiantów, uranistów, transwestytów, pedałów i lesb dopuścił się zbrodni kradzieży cudzego dobra lub co najmniej paserstwa od złodzieja, kumpla z kablówki miejscowego układu medialnego. Hejtem ze strony Szalbierza jest szwendanie się po mieszkaniu Lemanowicza w trybie białego przeszukania i publiczne sprawozdanie w Internecie, co on tam ma, nie wyłączając wyposażenia kibla. Hejtem ze strony Szalbierza jest sfałszowanie podpisu prywatnego oskarżenia i napuszczenie córki Mileny na wytoczenie sprawy karnej dla wsadzenia Lemanowicza do więzienia na 10 miesięcy. Hejtem ze strony Szalbierza jest insynuacja jakoby Lemanowicz zwracał się grubiańsko do swojej żony. Hejtem ze strony Szalbierza jest publikacja w Tygodniku Nowym sfałszowanego zdjęcia wizerunku żony Lemanowicza. Hejterską zbrodnią Szalbierza jest nieuprawnione zgłoszenie Lemanowicza do konkursu zorganizowanego przez Tygodnik Nowy. Hejterskim występkiem Szalbierza jest publikacja w prasie sfałszowanego adresu IP komputera Lemanowicza.

ciekwaska podfruwajka 08.02.2023 16:25
Barabasz prawidłowo zareagował na wlewanie zainfekowanej resztki, pełnej prionów, bakterii, przetrwalników wirusów, riketsji, zielonych glutów patologii przewlekłej dróg oddechowych a szczególnie kinola. Jak w ogóle można robić takie rzeczy? To zachowanie Szalbierza jest jednak usprawiedliwione, bo jak człowiek nie wie (nieuk, leń,wałkoń), nie pamięta (alzheimer, uwiąd starczy, otępienie), to czy można wymagać rudymentów kultury Europejczyka?

workowce 21.05.2023 19:59
...i grzybów.

podstawczaki 22.08.2023 09:23
workowce 21.05.2023 19:59
...i grzybów.
Mariusz sam jest grzybem Amanita Virosa

uzupełnienie 23.01.2025 13:36
Rozpadowi osobowości sprzyja alkoholizm zwany opilstwem patologicznym. Skutkiem jest niepamięć i następowa niewiedza, która daje dobry asumpt do leżenia do góry dupą.

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: nieborak sądowyTreść komentarza: Jest nadzieja, że wobec osiągnięcia w ubiegłym roku wieku 65 lat, Sygrela odszedł w stan spoczynku doczesnego, żeby nie robić kichy z prawa i sprawiedliwości.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 15:30Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: koronerTreść komentarza: O ile się rozchodzi o trupa, to mogą jeszcze zostać włosy i ścięgna.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 15:23Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: co byłoTreść komentarza: NY: Panie Łukaszu, rozmawiamy dzisiaj w Stanach, powiedzmy, że w Nowym Yorku, o sytuacji w Waszej rodzinnej firmie Muraflit. Szczególny nacisk chciałabym położyć na zagadnienie bezpieczeństwa i organizacji służb odpowiedzialnych za właściwy stosunek pracowników do własności. To tak na początek. Kto rządzi w tym ważnym sektorze? ŁB: Do własności przywiązujemy wielką wagę. To podstawa. Mój ojciec ufundował, dla podkreślenia znaczenia własności w rozwoju cywilizacji łacińskiej, kamień chwały po wydarzeniach roku 2004, kiedy to ekipa dziennikarzy wrogich naszej firmie rodzinnej naruszyła nasz mir domowy. Ufundował, to za duże słowo. Ustawił i kazał przykręcić tabliczkę z napisem. Wydobyli go z ziemi ludzie przy kopaniu dołów na zdechliznę. To jeden z podsystemów utylizacji naturalnej. Do zapewnienia integralności terenu będącego w naszym władaniu stworzyliśmy system ochrony o strukturze, której całość zna na razie tylko ojciec. Ona, ta struktura, jest oparta na sposobie funkcjonowania rzymskich legionów. Są jakby trzy szeregi tego systemu zabezpieczeń. Piołuniak był szefem Stoneckiego, czyli Stonecki był zastępcą odnośnie całego Muraflitu. Oni też muszą być kontrolowani. Człowiek słaby jest. Targają nim różne emocje i porywy, pazerność ma swój udział w tym, że trzeba mieć na oku wszystko, każdy szczegół. A jeszcze sprawy damsko- męskie, majtkowe. Tam była taka scysja: Piołuniak podobno się księgową Bromczy - mego starego - dosyć blisko opiekował. Prezes Bromcza - tak go nazwę rodzinnie - wywalił go z zakładu pracy. Ale ten miał jakieś naciski na ojca, bo dostał pracę w Baraniorogach, czyli oni się podzielili. Stonecki został tutaj jako ochrona, a Piołuniak poszedł do Baraniorogów, czyli za Poznań. I prócz tych dwóch firm, czy raczej dwóch struktur bezpieczeństwa, które są obecnie, jest trzecia grupa. To pewniaki, najwyższa skala wtajemniczenia, trzeci szereg, ale tylko na telefon prezesa Tadeusza Bromczy. I ona przyjeżdża i może kontrolować ich, te dwie grupy i robić tego typu rzeczy z ludźmi, a więc bić, nie bić, stosować psychoanalizę według norm radzieckich. Normalnie oni robią wszystko to, co on sobie wymyśli. Na granicach prawa - ojciec tak mówi - ale to jest jeszcze gorzej, to nigdy nie jest na granicy prawa. Prawo, to on, król słońce, absolutna władza. Dziś bez immunitetu, ale przyzwyczajenie robi swoje. Piołuniak wrócił po jakimś czasie, bo on ma jednak jakąś tam bazę, ma firmę patrolową Rota, czy Czujka, coś takiego. Ma chyba na niego jakieś haki, ale też podobno jest szczerze przywiązany do taty, po prostu go kocha, jak pana. Wrócił, bo Stonecki ostatnio osłabł, jest mało wydajny. Może go tatuńcio wykopać, tak myślę, że już niedługo. Oni są pewni, bo nigdy nie są pewni, dnia ani godziny. Taki system jest, dobry. NY: Czy w tych grupach są jakieś kobiety, bo ludzie mówią o kobietach? ŁB: U Piołuniaka i Stoneckiego mogą być kobiety, natomiast w tej specjalnej grupie, tam są sami faceci. To są kaprale i inne szarże, przeważnie wysoko ponad podoficera, zdaje się, którzy gdzieś skądś z pracy wylecieli. NY: Czy wiesz o tym, że oni używali przemocy? ŁB: Przemocy używali, bo od tego są. Na pewno robili łomot dla Marka Laurowskiego. Zbili tak strasznie, że nie masz pojęcia. Jeszcze chcieli z niego zrobić „gumowe ucho”. Stary był pewien, że się przyzna do tego, czego nie zrobił. Takie cuda się tu dzieją, w naszym zakładzie pracy. Nazwisk dwóch innych osób nie pamiętam. Był również taki Piwski, marynarz. Mówił, że ma dość morza, chciał się zaczepić na lądzie. Żona, dzieciaki, wiadomo. Był kierowcą. Kiedyś wiózł indyki. Nie zmieścił się pod wiaduktem i przyczepa się wypięła. Wzięli go na rozmówki. Przez dwa dni go lali i podtapiali w Smokowcu, gdzie tatuś Bromcza i jego brat rodzony Stefan mają stawy rybne. Na takim stawku można popływać, jak na Pacyfiku. Chłop był tak zbity, jak Chrystus na Golgocie. Odpuścił sobie. Wrócił na morze. NY: Porozmawiajmy jeszcze na temat pobić i wymuszeń. Słyszałam, że są w Kadawrzewie takie sytuacje, że ktoś kupi samochód nowy czy używany, od razu jest podejrzewany, że kradnie i ma robioną rewizję. ŁB: A jakże. To oczywiste. W naszym terenie działania nikt nie może sobie robić, co chce. Musi być porządek. Jak ktoś wyłazi ponad stan, to jest podejrzany. NY: Wiesz coś o takich sytuacjach, że rewidowali komuś gospodarstwa? ŁB: Wpadali, grupa Stoneckiego, czy Piołuniaka, albo razem i sprawdzali paliwa do ciągników rolniczych, czy na czerwonym paliwie jeżdżą, paszy czy nie mają za dużo, albo warchlaków. Przedtem byli bici, jak nie chcieli na teren swojego gospodarstwa wpuścić. Grupy zabezpieczenia zakładu, tak to nazwijmy, wchodziły „na żywca”. Bo chłopcy czuli się bezkarnie odnośnie tych rzeczy, tych wizyt gospodarskich, niezapowiedzianych. Oni jak sobie kogoś tam wymyślili, jechali z nim „na wydrę”. Tatuś, jeśli kogoś przyjmuje, to już z założenia ma go za złodzieja. NY: Jak on traktuje ludzi w pracy? ŁB: On jest teraz mało dostępny dla ludzi tych od obsługi bezpośredniej w zakładzie, kiedyś była garstka osób, jak ja byłem zielony i młody, to było jeszcze w miarę. A na dzień dzisiejszy on tylko dyryguje. Czyli naciski robi na kierowników, kierownicy na ludzi, to jest po prostu obóz. Obóz pracy. Ludzi się wyrzuca, nie patrzy się czy jest jedynym żywicielem rodziny, czy dzieci będą płakać, jak rzecz.. Na to nikt nie patrzy. Miałem tego dość, ale go rozumiem, a jak się zastanowić, to trzeba trzymać to wszystko za ryj, kurwa. NY: Czy przestrzegane są przepisy prawa pracy? ŁB: No, co Ty? „Przepisy prawa pracy, które to nasze państwo, nasz rząd ustalił, to ustalił dla kraju i dla niektórych ludzi, a ja w swoim zakładzie pracy ustalam własne przepisy” – tak powiedział ojciec, było to dawno powiedziane, po senatorsku. I według swoich przepisów postępował. Jeśli ktoś się postawił, od razu został zwolniony. Reszta jest cicho. Na zasadzie, że nie daj Boże się wychylić, bo od razu do księgowości po świadectwo pracy i zwolniony. NY: Zwykle człowiek pracuje osiem godzin, a jak jest u niego? ŁB: Powinien, Powinien. U niego, starego: piętnaście, szesnaście. Niektórzy kierowcy nie wracają do domu po tygodniu, po półtora tygodnia. Przyjeżdżają, robią rozliczenia, rozładunek. Rozliczali się z pieniędzy, bo kiedyś dostawali pieniądze, ale teraz jest inaczej z kasą. Trzy, cztery godziny pośpią na terenie zakładu, byle jak w kącie. W tym czasie księgowa robi rozliczenia, zapisuje. Tankowanie i z powrotem w trasę. U starego nigdy nie były przestrzegane godziny pracy. A kierowcy śpią i jadą. NY: Ile kierowca pracuje godzin miesięcznie? ŁB: Ponad 300, 320. NY: Czy byliście kontrolowani przez policję? ŁB: No jasne, że tak. Tato za wszystko płacił. Kierowcy tylko zbierali punkty. Punkty karne, nic więcej. Na głównych trasach, na gigantycznych rzeźniach jest wszystko opłacone. Nawet służby Kontroli Ruchu Kołowego w ogóle nas nie kontrolują. Wszystko jest opłacone z góry. Jeżdżą kierowcy, przecież oni wiedzą, że jadą z materiałem niebezpiecznym, powinno być na wozie przynajmniej dwóch kierowców, takie są przepisy, żeby można było pracować non stop. Nikt tego nie przestrzega. Wszyscy są opłaceni. Tylko jest napisane Muraflit wszyscy przejeżdżają. Ładunki bardzo często przekraczają dopuszczalną masę całkowitą pojazdu z przyczepą, z kierowcą włącznie. Po osiem, dziewięć ton jest przekroczony ładunek, od zawsze. Tam tego nikt nie przestrzega. To jest inny świat. On wszystko załatwia. Firma, to on. Przyjrzyj się, wszystkie samochody, autobusy, cysterny, nawet kontenery na śmieci są opisane wielkimi literami: Tadeusz Bromcza. A logo firmy? Takie zakręcone, nieczytelne, blade. Jak kto nie ma wprawy w czytaniu, a takich jest większość w naszym kraju, to nie rozszyfruje, co się kryje pod tymi splątanymi literkami. Natomiast Tadeusz Bromcza wyraźne do bólu. To się wcina w te biedne głowy na amen. Tadeusz Bromcza, koniec świata. NY: No dobrze, ale kiedy jest tak, że on wszędzie się opłaca, to czy jemu się to opłaca? To opłacanie też ma jakieś granice, bariery zdroworozsądkowe? ŁB: Ekonomia jest taka, że jak wieziesz ładunek, którego koszt transportu, gdyby te ścierwo wieźć zgodnie z ładownością, jest dodatkowo tysiąc, a ty dajesz łapówkę dychę, to się opłaca. Tu nie ma nic za darmo. Kasa rządzi. NY: Czy prawdą jest to, że szef, jak jest, wpada do zakładu po południu i zwalnia ludzi po pijanemu? ŁB: On nawet nie musi być pijany, po prostu ma kaprys i ktoś mu się nie podoba, bo w danym czasie czegoś nie wykonuje, to on go wywala. On się go pyta:, „Co pan robi? Na jakim stanowisku pan jest?” Na takim i takim. „Co pan tu robi?” I jak mu się źle wytłumaczy, to po prostu mówi: „Pan pójdzie do księgowości i pan już nie pracuje”. Jak to słyszy reszta no, to wszyscy się trzęsą i mocz trzymają albo leją po nogach, bo się boją wyjść, jak on jest na obiekcie produkcyjnym. W firmie są robione polowania na ludzi, na wyrywkowo, jak w totku: Padły dzisiaj następujące numery: taki i taki. Ojciec wchodzi i tego, i tego należy wyrzucić, pokaże palcem! Albo rozstawia, przestawia: Taki ten tu za długo pracuje, już jest za mądry. Na inne stanowisko są przerzucani, żeby nie wiedzieli, jaka jest sytuacja. Rzeźnia, to w ogóle jest historia, tam to się różne rzeczy dzieją. Nie wiem, czy są jeszcze deputaty, po tym, jak przegrał senatora? Co się ludziom daje? Są kurczaki, zielone ze spadów, płuka się w jakimś roztworze i to ma iść do ludzi naszych zakładowych, czyli na deputat. Najgorsze ścierwo zawsze jest wydawane na deputat dla ludzi. Była taka pani, dość dawno, która powiedziała: Szefie nie można tego dawać. Była kierowniczką tego działu, który deputaty wydawał, Magdalena, niziutka, jak się wjeżdża do Brodzianki, to willa zaraz po lewej stronie. Ona teraz w Tartacznie pracuje. Ona też dużo przeżyła przez to, że się postawiła. O ten deputat ją Bromcza wyrzucił. Bo ona biorąc towar na deputat brała wszystko bardzo dobre i on swego czasu wpadł i „Co to jest? Co to jest? Co to jest? – ma taki nawyk w wypowiedzi, że zawsze trzy razy powtarza - to ma iść do sklepu, a te pozostałości z poniedziałku - czyli te wszystkie zrzuty, które przywożą samochodami - to ma iść do ludzi na deputat”. A ona mówi „Ja tego nie dam, bo to jest zepsute” On: „Proszę tak zrobić, żeby to wszystko było umyte i to ma iść do ludzi, do ludzi, do ludzi”. A ona powiedziała, że nie będzie tego robiła w życiu, to jej powiedział: „Proszę iść do kadr i się zwolnić”. Tak ją załatwił. Tu jest wiele machlojek. On jest jak Dyzma. Ja myślę, że tak robiąc osłabia ducha i siły ludzi. Przecież oni to muszą przerobić w swoich brzuchach, te toksyny i syf. Pierdzą, jak konie po świeżej koniczynie. NY: Pan prezes Bromcza trzyma zwierzynę płową. Czy tam się odbywały polowania? ŁB: Jak sobie popiją, strzelają do dzików, do wszystkiego strzelają. Swojego czasu kupił jelenia Kubę z zoologu. Kuba zaatakował Cecylię drugą żonę, moją macochę. Poszedł do domu po pistolet i zabił, tego Kubę, na jej oczach. Kórtka go trzymał za rogi i się z nim mocował. Kórtka to jest prawa ręka tatusia, ten z Oświęcimia. Jest nadzorcą, nie wiem, czy bywa, czy nie bywa, czy żyje. On między innymi rzeźnie załatwiał w Oświęcimiu. Kilkanaście samochodów było danych do roboty na tym terenie Oświęcimia. Nie wiem, czy mu wyszło, ale on, ten Kórtka chciał coś też ukręcić dla siebie. Takie mam doniesienia od moich zaufanych. Jeszcze ma syna stamtąd w naszej firmie. Samochody zwoziły stamtąd padlinę na jedno miejsce, pewnie gdzieś na polu. I tam przyjeżdżają dwa duże, nasze samochody- kontenery. Kiedyś wszystko leżało na polu, przyjeżdżał dźwig i ładował to ścierwo cuchnące, buzujące, jak świeże wino, czy wstrząśnięty browar, kapiące i kipiące zdechliną. NY:Głośno jest w tym okresie o zadołowaniu jakichś zwierząt, które popadały w czerwcu, lipcu. Jak to jest, tak naprawdę? ŁB: To, co opisujecie i macie zamiar opisać odnośnie padliny, to jest fakt. W lipcu ojciec sam pokazywał, gdzie mają zakopywać, na tym polu koło drogi, tego nie ukryje. Wszędzie leży tego ścierwa. Od lat ziemia jest struta i chora. Tymi szambami, nie szambami, padliną, sadzą ze starej kotłowni. Mimo, że jest utylizacja, szamba wylewa się na ziemię. Te wszystkie wirówki, które przyjechały ze Szwecji, Szwajcarii, czy skądś tam, wszystkie się one tutaj zapychają, a koszty tych filtrów i innych są znaczne. Jak się na wszystkim oszczędza? Na przykład; przy za niskiej temperaturze rośnie lepkość, wypadają z roztworów substancje stałe, rwą się sita i dupa zimna. Prezes Bromcza – pieprzony sknerus nie rozumie tego, przecież inżynier, a nie potrafi liczyć dalej niż do końca nosa. Taką ma perspektywę. Mimo, że są dotacje. On dotacje dostaje, tam są pewne sytuacje ukrywane, przychodzi żywa gotówka, a ścieki i tak są wylewane w pole! To jest interes! NY: Dlaczego tak śmierdzi w okolicy zakladu? ŁB: Kiedyś był zbiornik z tyłu zakładu, za utylizacją. Miał ok. 60 tys. litrów pojemności. W mieszadłach jest podawana sucha para przegrzana do napędu ślimaka. W zbiorniku, tam gdzie się przeprowadza utylizację w środku chodziło to mieszadło - podajnik, napędzane suchą parą, od 180-220 stopni. Ta para oddaje energię i się skrapla, idzie rurkami do tego zbiornika. Wracam do tego mieszadła, jest tam taki autoklaw, tam też są rurowe wymienniki ciepła. Te rurki przechodzą przez skraplacze i w tym zbiorniku dużym 60 tys. litrowym gromadzi się woda. Woda jest gorąca, prawie, że wrzątek. Tą wodą gorącą zmywa się samochody wożące padlinę. Ta woda idzie w kanał, ona na pewno nie trafia na oczyszczalnię ścieków. Lecą te trupie jady prosto do rzeczki, do kanału z pominięciem oczyszczalni. Jest też dodatkowe zanieczyszczenie środowiska. Ta woda ma podwyższoną temperaturę. Wlatując do małego strumyka zmienia znacznie środowisko, bo dyssypacja ciepła jest utrudniona w małych zbiornikach. Wracam do tego, dlaczego to śmierdzi. Swego czasu przed tym skraplaczem był jeszcze jeden zbiornik, o grubości blachy 30-40 mm i to rozwaliło z jakiegoś powodu. Czy gdzieś po drodze rurki się przytkały, ciśnienie wzrosło w tym zbiorniku, może był gdzieś wadliwy spaw? Wypadki i katastrofy zawsze są skutkiem złożenia się kilku niekorzystnych czynników. Tak musiało być i tym razem. Dość, że pierdolnęło i szczęście, że tam nie było kierowców, bo byłyby ofiary śmiertelne. To było gdzieś w 1993-94 roku. Ja byłem szczaw, ale dobrze to pamiętam. I wtedy nie śmierdziało, nie aż tak. Ten zbiornik spełniał jakąś dodatkową funkcję, coś istotnego, jakiś separator to był, czy co? Stary Bromcza stwierdził, że koszt naprawy byłby ogromny i po prostu omija ten problem. Idzie to w nocy, ten zapach - odór, który smrodzi w Tartacznie, jak wiatry są nieprzychylne, ze wschodu na zachód. Tylko, że sprawa wraca. Ci tak zwani ekolodzy, chociaż według mnie to zbiorowisko patałachów, jednak wymusili, że musimy instalować urządzenia, co da pewien efekt pozytywny dla środowiska, szczególnie powietrza. To kosztuje. Wtedy też kosztowało, ale świat idzie po cienkiej linii ekonomii, zysku, a z drugiej strony świat jest jeden. To stary musi zrozumieć. Ja go namawiałem na to, że należy nowy zakład tak przygotować, żeby nikt się nie mógł przyczepić. Ale on ciągle jeszcze liczy na stare układy. I one są. To się łatwo nie rozpadnie. NY: On wyłącza te filtry? ŁB: No właśnie, kurwa, tatunio wyłącza wszystko, żeby oszczędzać, bo porządek jest zbyt drogi. Non stop jest to robione. Rozłącza filtry i wirówki na utylizacji i przy ściekach, koszt obsługi filtrów jest zbyt duży dla niego. To idzie tylko na pokaz, kiedy wie, że jest inspekcja i jest to włączane, a inspektorzy widzą, że wszystko jest w porządku. A jak odejdą, to idzie telefon: „Wyłączyć wszystko”! Taka jest zasada, ale ta zasada jest z głębokiej komuny i przestaje być. Nie ma już 20 -tego stopnia zasilania. NY: Czytałeś artykuły. Czy Cię to dziwi, to bicie, obcinanie palców? ŁB: Bicie pasami i kopanie, wspomniałem Ci o tym Marku Laurowskim. To mnie w ogóle nie dziwi, bo to było i jest na porządku dziennym. Ale ludzie się bali o tym mówić. Natomiast Laurowski powiedział o tym innym, że ta sytuacja go spotkała. Jeszcze wstawiał się za paru kolegów. Czyli oni się zebrali i zaczęli sobie opowiadać. To niebezpieczne jest dla firmy, bo wygląda na związki zawodowe. Tak one się tworzyły kiedyś tam. Historia się powtarza. Nie można sfolgować, bo chwila nieuwagi i jesteś za burtą. Ta spec grupa, ten trzeci szereg, czy odwód, jak ich tam zwał, tych robotników w taki, a nie inny sposób traktowała. Taka funkcja konieczna jest i dlatego się płaci i się opłaci. Z tym chłopakiem, co mu odleciał palec, to było niepotrzebne. On nie był od nas z zakładu, tylko mieszka na terenie oddziaływania naszej firmy. Mogli tam być za pierwszym razem na rozpoznaniu Piołuniak ze Sławkiem Hinduskiem – moim przyszywanym niby bratem, który rządzi w tym miejscu. Na egzekucję pojechał sam Piołuniak, zabrał wykonawcę z Poznania,i puścił go samego z zadaniem. To gość z trzeciego szeregu, specsłużba po weryfikacji. Dwóch, to za dużo do takiej roboty. Dyskrecja to podstawa, a wtedy rozeznanie było już pełne, że chłopak jest. Ja się nie podpisuję pod tymi metodami i u mnie Piołuniak by wyleciał pierwszy. A stary to uwielbia. Lać i pytać, pytać i lać! Teraz w Baśkach chyba nikt nie pójdzie kraść do gorzelni. Ta sprawa opisana w prasie o biciu złodziejaszków węgla z Chudoby, to jest stała metoda. To jest przesłuchanie trzeciego stopnia, dojrzewalnia w garażu. NY: Wracając do Marka Laurowskiego, czy było widać, że Laurowski był pobity? ŁB: Było widać? Ja osobiście nie widziałem, bo dawno to było, ale mam swoje wtyki też i oni mi donosili także o starych zdarzeniach. Mam raporty pisemne, co podają, że był pobity, wystraszony, opuchnięty, sińce na nogach, skopaną dupę. Swego czasu była jeszcze inna historia, której nie zapomnę, ktoś doniósł staremu Bromczy, że kradną paszę. Ojciec zrobił samosąd, pozamykał ich w magazynie, tam mieli dotąd siedzieć, dopóki się nie przyznają i nie wskażą prowodyra. Nie zadzwonił na policję, jak powinien, on ma swoje po prostu założenia zakładowe. Dyktuje, co mają pisać, do czego się przyznać, albo Piołuniak każe, co ma być w oświadczeniu o przyznaniu się. On nie chce, żeby coś wyszło na zewnątrz, poza zakład, bo obawia się dziennikarzy i rozgłosu. Ma być po cichu. Ale robi błędy i niektórzy mu zrobią koło pióra. W dzisiejszych czasach nie trzeba zamykać, dołować gdzieś podejrzanych, bo cię oskarżą o uwięzienie. Wystarczyłoby posadzić na korytarzu. Drzwi otwarte, ale brama zamknięta. Takie przepisy. Ja cię nie zamykam, a i tak nie wyjdziesz. Przegina stary, bo stary. Człowiek, który dostanie, a się nie przyzna, to natychmiast się bierze go i przestawia na swoje tory, proponuje mu się wypłatę na lewo miesięcznie do ręki pieniądze, bo on więcej widzi niż właściciel firmy tatuś prezes Bromcza. I go próbują jego psy przerobić na donosiciela. Takich ludzi jest wielu. Takich, którzy zostali zbici, nie przyznali się, ale w domu jest bieda i poszli na taki układ, bo się ich wtedy straszy, że będzie zwolniony i nie będzie miał nic. A niektórzy, tak jak ten Marek Laurowski, nigdy w życiu nic nie ukradł. To służby dały ciała, z rutyny i w ciągłej pogoni za wynikiem. Po prostu jak się nie ma wyników, to taka służba detektywistyczna, jak się to szumnie nazywa, musi się do prowokacji posuwać, żeby coś było, żeby stary sknerus widział, że się pracuje. Tak, to jest oparte na przemocy, strachu, jeden drugiego naciska, a ludzie na tym niesamowicie tracą. NY: Znaczy firma jest oparta na strachu? ŁB:. Na bardzo dużym strachu. To podstawa działania. Stary steruje rynkiem pracy w tym regionie. Każda oferta inwestycji zwiększającej poważnie zapotrzebowanie na pracowników idzie najpierw do senatora. On wyznacza, kto ma być. A ma być Muraflit i długo, długo nic. NY: Gdyby grupa detektywistyczna nie miała wyników, to też byłaby zwolniona? ŁB: Hipotetycznie taka sytuacja jest do wyobrażenia. Ale się starają, żeby byli złodzieje. Na pewno parę osób zostało by wtedy zwolnionych. Bo oni są w tym momencie niepotrzebni. Jeśli nie ma złodziei i nikt nie kradnie, to po co taka grupa? I Bromcza – sknerus wymienia ich od razu. Tacy ludzie nie pracują po 300 godzin. Oni są non stop w odwodzie, tylko czekają, żeby się coś udało. Niektórzy chcą się jeszcze dorobić na boku, sami kradną. Tak przynajmniej twierdzi ojciec, że nie można popuszczać. Dlatego jest ten trzeci odwód, tych do specjalnych zadań, na telefon od taty. U nas trzeba iść innym krokiem do pracy, jak junak. Jak idziesz za wolno, to już nie masz chęci do pracy. Tak myślą te psy od Piołuniaka i Stoneckiego. Oni jak cię poklepią po plecach, to dlatego, żeby zobaczyć, czy jesteś spocony. Stara amerykańska szkoła od Forda. Pracownik suchy, to leń. Od razu jest naciskany. Tutaj jest wszystko na zegarek obliczane. Nie ma czasu. Człowiek, kiedy jest na linii, musi mieć zastępstwo kogoś, kto wskoczy na miejsce jak trzeba się załatwić. Nie daj Boże jakby prezes tatunio zobaczył, że idziesz, pyta: ile razy pan już był się załatwić, proszę pokazać kieszenie? Byłeś w nieodpowiednim momencie w nieodpowiednim czasie? Jesteś zwolniony! Taki reżim. NY: A choroba? ŁB: Choroba nie wchodzi w rachubę. U nas jak człowiek choruje, to jest od razu wykreślany, kasowany automatycznie. Chory pracownik, to dla nas duży kłopot, a jeszcze chory na jakieś choroby grożące długim zwolnieniem, jakieś zasłabnięcia, złamania, upadki z uszkodzeniem, wypadki przy pracy, skaleczenia. Skaleczenia w naszej specyficznej branży bardzo łatwo ulegają infekcji. Potem skutki bywają bardzo ciężkie. Taki pracownik jest prowadzony w ten sposób, by wyeliminować go i wymigać się od odszkodowań itp. Wywozi się takiego za zakład, żeby nie w zakładzie, żeby w domu, na ulicy, ale nie w zakładzie! Tak się robi, bo... Chyba, że jesteś pracownikiem z długim stażem i jesteś na takim stanowisku, że mógłbyś po zwolnieniu ojcu nabroić, to wtedy zostaniesz. Ale jeśli jesteś zwykłym pracownikiem, to jesteś wyrzucany. Żeby zastraszyć innych ludzi. To jest taki bat. Bo jeśli zwolniono kogoś, kto nic nie zrobił, a tylko źle się poczuł, to reszta ma się pilnować. Porządek musi być. Koszty zawyżają. Przecież firma, to nie ochronka. NY: Tam jest lekarz zakładowy i pielęgniarka.. ŁB: Pielęgniarka jest opłacona i tak jakby badała szczura za ogon, rusza się, znaczy żyje, oddycha i następny, jesteś zdrowy, czasem nawet stetoskopu używa, ale zawsze zdrowy. Tam jest hurt zdrowotny. NY: A doktor Lew Kagańczuk? ŁB: On jest kupiony przez mojego ojca, Tadeusza Bromczę. Dla niego każdy jest zdrowy, a jak jesteś chory to musisz być zwolniony. Właściwie, to on nie leczy, tylko uznaje, że jesteś zdolny do pracy. Anemików u nas nie ma. Wybieraj. Albo choroba, albo praca. NY: A z tą padliną? To się często zdarzało, że ją dołowali? ŁB: Przecież moc przerobowa była taka a nie inna, a padlinę zwożono setkami, tysiącami ton. Jak burze były, to nie szło tego przerobić. Te zwierzęta puchły. Procesy gnilne jak się zaczną, to dodatnie sprzężenie zwrotne, to się samo napędza, nie można tego stłamsić, przyhamować. Te mokre zwierzęta, nadymane gazami rozkładowymi były zakopywane pod ziemią. I wodami gruntowymi to wychodziło i dalej będzie truło i wyłaziło. One nawet czasem same się wyflotowują spod ziemi i jak były zakopane na metr, po jakimś czasie są pod samą powierzchnią, jak nie pękną. Tylko oczywiście weterynaria państwowa, brała pieniądze i przymykała oczy. Można sprawdzić, chyba, że jest to ukryte. We wsi Fordzianka poszły ścieki z pól wokół jeziora. Jakiś gość miał agroturystykę, wszystko umarło, wskaźniki zanieczyszczenia wody ponad sto razy przekraczały normy polskie. Facet padł, jak kawka. Procesuje się o odszkodowanie, ale prędzej wyschnie Wisła, niż sprawa się zakończy. To ciągną nasi ludzie, chyba z sześć lat. Drugi raz to samo jezioro zatruliśmy dwa lata później. Wyginęły wszystkie ryby, szczególnie różanki. One są pod ścisłą ochroną gatunkową i tu może być kłopot. Wylaliśmy świeże ścieki na pole w takiej ilości, że nie zdążyły wsiąknąć i zalały całe podwórko u jednych ludzi we wsi Porodowo. Musieliśmy im wozić wodę do picia, bo studnia też była struta. Na Równołące, tam gdzie sobie wędkarze zrobili jezioro, wodami gruntowymi ten syf wypływał i zatruliśmy jezioro. Można to sprawdzić u wędkarzy. Ja nie wspominam już o jeziorze Snopcze, bo nawet mi jest żal. Ruina, gnój. Tam kiedyś sam się kąpałem. Teraz strach zanurzyć but. Do dnia dzisiejszego, rurociągi są tak skonstruowane, że wiele rzeczy, urządzeń tworzących koszty jest omijanych, co czyściejsza woda idzie bezpośrednio do strumieni. Sanepid ją bada wtedy, kiedy stary ma na to ochotę. Bo na 100% wtedy jest czysta. Wtedy wkłada do strumienia karpie, od lat tak robi i od lat ci, którzy chcą się nabrać, nabierają się. Żeby jego ludzie robili zdjęcia, że to jest czyste i prawdziwe. Ten hipokryta to tak nazywa, naturalny barometr. Jak pływają karpie, to jest woda zdrowa. Te karpie były wrzucane tylko na pokaz, jak jest wszystko pozakręcane, dla sanepidu i innych ludzi. Karp jest tani, a porządek drogi. To jest fałsz niesamowity, ciągle skuteczny. NY: Dlaczego tak jest? Jest policja, Sanepid, inne służby.. ŁB: Policja jest skorumpowana, ludzie na najwyższych stołkach, nie zwykli policjanci, sama góra. Nawet wiemy, kto jest z agentury i go obrabiamy, wpuszczamy maliny. NY: Brali udział w jakiś przyjęciach? ŁB: Gumowe ucha nie. Góra bywa często zapraszana na przyjęcia i polowania do jaśnie wielmożnego senatora Tadeusza Bromczy, mojego tatusia. Dokoła Kwakowa po lasach, zagajnikach można bardzo często ich zobaczyć jak leżą głową w sałatce, bo już nie dają rady więcej wypić. Wiesz, jak facet jest dla przykładu nieprzekupny, taki twardziel Chuck Norris z przeceny, bierze się go na początku na jakąś imprezę i zaczyna temperować. Żarełko, wlewamy wódeczność, a jeśli sobie nie radzi z alkoholem, to można mu zrobić ciekawe zdjęcia i wtedy przechodzi na naszą stronę. I jest taniej, bo sra w portki ze strachu. NY: Skąd można wiedzieć, że on tę padlinę tak długo zakopuje? Widziałeś to? ŁB: Tak oczywiście i wiem jaka jest procedura. Swojego czasu było tyle i tyle kotłów, bo to się nazywa kocioł, tam gdzie przechodzi ten proces utylizacji, odtłuszczania, wyciskania, suszenia itd., i tam nie można więcej zutylizować niż, jak aparaty dadzą radę. Przywoziło się jakieś 30-40% więcej padliny niż była możliwość przerobu kotłów. Zimą to wszystko jeszcze wytrzymywało. Mróz zamroził, ale też jest koszt z odgrzewaniem mrożonek. Technologia jest opracowywana bardzo szczegółowo i muszą być utrzymywane ścisłe parametry procesu. Inaczej zawsze coś się zatka, wysiądzie, pęknie, podajnik się zatrze. Jest wiele możliwości. Odgrzewanie, to koszty, dodatkowe koszty. Nic nie ma za darmo, cholera. Część tej padliny dociągała do wiosny, kiedy słońce samo rozmroziło. Ale lato, było na ogół tragiczne dla Muraflitu. Jak stary widział te kupy, zwały padliny, resztek, to było hasło, grupa ludzi przychodziła i tak jak Ci mówiłem, pod lasami wszędzie dziury wykopywali i wrzucali padlinę, resztki z ubojni trzody, kurczaków i inne ścierwo. NY: Czyli zakopywali zaufani? ŁB: Przecież nie weźmie się żółtodzioba z placu. Oni trochę więcej dostają pieniędzy. Jeżeli coś by było nie tak, to Mikołaj Ambrożewicz mówił swoją przestrogę - przepowiednię: „Do siódmego pokolenia będziecie prześladowani! Nikt nie będzie przyjęty na terenie zakładu i nie wiadomo czy jeszcze w obrębie Tartaczna”. Mikołaj Ambrożewicz cytuje pewnie manifest ukochanego szefa. Sam za głupi, aby coś wymyślić biblijnego. Wiem, że mój stary ukochany też nie jest za mocny w literaturze. On mi opowiadał, że jego mistrz Kowalski, szef partii, który rządził na początku województw, tych małych, jak mu ktoś podpadł, darł się na takiego: wykopię cię kurwa za granicę mojego województwa i nigdzie roboty nie znajdziesz. A bezrobocie działa. To się nazywa solidarność strachu. Wszystko tu jest na strachu. NY: On ma takie układy, że może zadzwonić do niezależnego od siebie zakładu i poprosić o zwolnienie, albo, żeby kogoś nie przyjąć? ŁB: Pewnie. Jest tam grupa w personalnym, czy w księgowości, to są jakieś trzy, cztery osoby. Kiedy wydawane jest świadectwo pracy, ktoś delikatnie wypytuje, a on sobie nie zdaje sprawy: Gdzie pan idzie do pracy? Dla niego nie jest to istotne, jest zdenerwowany, panika w oczach, a one wypytują takim słodkopierdzącym głosikiem, że niby takie współczujące. To przeważnie baby są. I mają gościa na widelcu. Jak tato pomyśli, żeby komuś uprzykrzyć, to zadzwoni tu i tam, i basta. NY: Dlaczego fotografują ludzi, którzy protestują przeciwko niemu? ŁB: Te fotografie, teraz na cyfrówce wkleja się na komputery, do bazy. Kiedyś w momencie te zdjęcia były rzucane na stół. Jest grupa bardzo starych pracowników, którzy rozpoznają protestujących, jest weryfikacja. Jeśli dana osoba pracuje, to jest do zwolnienia. I na tej zasadzie eliminuje się ludzi, którzy są niewygodni, czy to politycznie, czy ogólnie za całość. NY:. Czy ludzie prezesa Tadeusza Bromczy muszą na niego głosować? ŁB: Nie zadaje się takich pytań. Nie daj Boże, jakby nie głosował taki pracownik. Ci z biur, głosują bez dozoru. Kasa rządzi. Jak się dowie czegoś nieodpowiedniego o kimś, jest wtedy mowa:„W tym momencie współpracować nie możemy, nie możemy, nie możemy”. To są jego słowa. Jest lista wewnątrz zakładu, leży na dyżurkach. Kierownicy działów roznoszą i każdego po kolei wołają z dowodem osobistym i muszą się wpisywać i podpisywać własnoręcznie. Te listy są pożyteczne w różnych konfiguracjach. Można tym manipulować, jakieś poparcia, albo protesty. Wpisują też osoby pełnoletnie z rodziny. Tak to u nas jest zorganizowane. Służby wewnętrzne analizują gdzie ile było oddane na tatę, jaki odsetek i wnioski, czy przypadkowo nie za mało. Dobrze jest. Myślałem, że sam będę z tego brał przykład dalej, bo też uczestniczę we władzy gminnej. Stary Bromcza jest już stary. Ale na razie jestem tu. NY: No, ale samo głosowanie jest tajne. ŁB: Ale większość tych ludzi w komisjach wyborczych to ludzie nasi, oddani pełni wiary i nadziei. Oni tam pilnują. A ci wyborcy nie wiedzą, że nikt ich nie widzi. Myślą, że widzi. NY: Czy to jest możliwe, że ma dostęp do spisów wyborczych w danej gminie, czy miejscowości i jeśli nie uzyska wymaganego procentu głosów, który wynika z tego spisu to zapowiada, że nie będzie skupował świń od rolników w tym miejscu? ŁB: Świnie to sprawa drugoplanowa, bo świnie zawsze jednak ktoś kupi. Może być taka sytuacja, że będzie wymiana sołtysa, to popycha swojaka. Jak on nie ma żadnego wpływu na ludzi, grozi, że przestanie dotować szkoły. Bo to jest takie mydlenie oczu z tymi dotacjami, koloniami w Kadawrzewie dla dzieci z ubogich rodzin. Ja osobiście tych ludzi widziałem, te biedne dzieci. Woziliśmy je naszym autobusem i wiem jak to jest. Oni się cieszą. Dzieciaki na luzie. A kasa z agencji do kasy. Czysty szmal. NY: To znaczy jak? ŁB: Bierze się te dzieci, z tych domów biednych. Kolonie dla tych dzieciaków to jest luksus, a dla starego, żeby to ładnie było opisywane w gazecie, ładnie wyglądało z pozycji czytelnika jest ważne. Jak się kolonie kończą, to dziecko dostaje dobrą paczkę i co taka rodzina może o panu Tadeuszu Bromczy powiedzieć? Wziął dziecko i się zaopiekował, i dał paczkę. Tak ludzie są kupowani. Tak kupowane są głosy. I to na wioskach robi wrażenie. To jest mydlenie oczu, bo w naszym zakładzie nie ma nic za darmo, a pieniądze z agencji dostawał cały czas. NY: Nikt z Muraflitu nie chodzi już od dawna do baru Dolores. ŁB: Tak, bo ukochany tatunio powiedział swego czasu, że jak kogoś zobaczy, że z tego baru wychodzi, to jest zwolniony. To było już od dawien dawna. Celowo to robi, żeby zniszczyć tę Dolores. Zbił tak ceny w naszym barze na rogu, do absurdu. Przecież tam piwo za grosze można kupić. Ona musi wszystkie podatki, opłaty robić, za ziemię i inne. A my gdzie mamy niesamowitą liczbę obiektów u siebie postawionych, nie płacimy podatków. Stary lis nie płaci nic. Tak wystraszył tutaj wszystkich ludzi w Kwakowie, w gminie. Ze wszystkiego zwalniają go, bo jak nie, to: „ 500 ludzi wyślę na Kuronia, na Kuronia, na Kuronia”. Tak im powiedział i to działa teraz i zawsze i na wieki wieków. Proste rozwiązania są najlepsze, a bezrobocie jest proste. I czemu ona płaci, a Bromcza nie? Też by się mogła rozwinąć. Tej Dolores podkłada kłody ze złości. Zawzięty jest, jak rosomak. NY: Powiedz, dlaczego ludzie, których Pan prezes Bromcza przywozi, kiedy protestują inni, są w stosunku do nich agresywni? ŁB: Jest pewna grupa ludzi, jak w Kwakowie w sierpniu, z grupy detektywistycznej, przebrani za robotników. Aktyw robotniczy ha, ha, ha! Przeważnie przyjeżdżają na bombce i drobnej zagryzce. Są rozdrażnieni, jak to chłopy po za małej wódce, zawsze jeden krok od mordobicia i są niekulturalni, chamy po prostu. Tak też było i z tymi dziennikarzami. To mogli też być ci, co montowali naprędce te znaki zakazu, szlaban. Bo tam żadnych znaków nie było. Nie było, bo teren nie jest nasz, prywatny. Faktycznie reporterzy mogli tam wejść, bo nie było żadnych zakazów, tablic. Montowali płotek i znaki, jak już dziennikarze byli na tym terenie. Wyrabiali się na drugą bombkę, na drugą nóżkę. Tu często jest tak, że wódka rządzi. Ale cwaniak nie przewidział, zadarł z pisarczykami, i przerżnął, i narobił sobie do butów. Nie chciał ich wypuścić, bo niby musi dezynfekcję przeprowadzić. To był błąd, bzdura. To zmierzch starego Bromczy. Sytuacja go przerosła, zdurniał w tym Senacie. Zagubił miarę. Taka jest moja ocena, ale on nikogo nie słucha. Trzeba go spacyfikować. Dlatego tu jestem z daleka i myślę. NY: A takie dezynfekcje są rzeczywiście przeprowadzane? ŁB: Nigdy w życiu tam żadnej dezynfekcji nie było. Ja miałem dezynfekcję ostatnio, jak mi zakraplali azotan srebra do oczu po urodzeniu. Dość dawno to było i nie w Muraflicie, ha, ha. Jest to tylko robione jak przyjeżdżają służby sanitarne. Sanepid wie o wszystkim, bo tam spływa tysiące skarg, dzwonią kierowcy, pracownicy. Ale Sanepid jest kupiony przez niego. NY: Czy widziałeś ważne osoby na polowaniach i przyjęciach? ŁB: Oczywiście. Był zastępca komendanta i sam komendant. Polowali w kole z Kwakowa, pili i omawiali swoje sprawy, które ojciec może przeskoczyć, które nie. Tadziu nie rób tego, rób to. Byłem na tych polowaniach i wiem. NY: Czyli mu doradzają? ŁB: Oczywiście. Doradzają mu, co ma robić, czego nie, bo pewnych rzeczy nawet my nie przeskoczymy. Ba, zaczynają się nami interesować. To jest wąska grupa osób. Widziałem. NY: Czyli to, że policja tak łagodnie postępuje, to nie jest przypadek? ŁB:To nie jest przypadek, jasne, że nie, do Sanepidu włącznie. Oni się naradzają jak zrobić żeby było dobrze. Stary się nawet nie interesuje. Oni się starają, bo inaczej nie dostaną pieniędzy. Tato sobie poradzi, a oni nie. On z takiego założenia wychodzi. Takie są zasady. NY: Człowiek zajmujący poważne stanowisko w służbach powiedział mi żebym nie wierzyła, że jakikolwiek urzędnik z terenu Wielkopolski stanie przeciwko Tadeuszowi Bromczy. ŁB: To prawda. Może powiedzieć wszystko incognito, ale nie przed kamerami, bo się będzie bał, bo straci wszystko, do siódmego pokolenia nikt nie dostanie dobrego stanowiska w obrębie jego wpływów. A i tak my się dowiemy, kto: po relacji, z jakiego poziomu i z którego działu, czy z urzędu. Nasi też działają. To jest taki zespół windykacji, który prowadzi tych ludzi na liście, oni są już zawieszeni w próżni, będzie się ich eliminować. Urzędnik jest złożony w największym odsetku z pychy, plus strach, plus leń. Te trzy wektory w przestrzeni dają wypadkową, konformizm. Jak dostanie jeszcze w łapę pieniądze, nie wychyli się. To mi uzmysłowił ojciec. Zobacz, starosta Tartaczna wszystko miał na widłach w sprawie kopalni żwiru w Porodowie. Nie ruszył suchym dupskiem. O czym tu mowa? NY: Czy w tych jego służbach byli funkcjonariusze byłej SB? ŁB: Tak i najprawdopodobniej są do dzisiaj. Wysokiej klasy specjaliści od mieszania w szambie ludzkich przywar i błędów. Jak nie mają wyników to się do prowokacji posuwają. Moje gumisie składają raporty na mój użytek. Nie jestem naiwny. Od początku firmy robi się przecieki kontrolowane, prowokacje i podpuchy. Wrzucić kierowcy na pakę 20 litrów paliwa i go skontrolować, wiązkę parówek pod siedzenie i kipisz. To ojciec kocha widzieć. Czasem myślę, że to jakiś obłęd jest z tymi zagrywkami. Wyobrażasz sobie, co taki kierowca ma zrobić, jak on nawet nie wie gdzie jest, zalatany, nie wie czy odebrał kartę, czy już wraca z pracy, czy już właśnie wyjeżdża na trasę? I jedzie, bo chce dotrzeć, chce zarobić i się utrzymać w robocie. Bo wisi bicz i co chwilę dyspozytor dzwoni: Gdzie jesteś? NY: Miałeś takie sytuacje? ŁB: No jasne. Ja przechodziłem wszystkie działy w naszej firmie. Gdzie jesteś? To było podstawowe pytanie do kierowców. Krótki oddech, nie dać wytchnąć. Przecież wiemy, o której wyjechał, można to sprawdzić w karcie, na komputerze, ale on musi czuć troskę szefa na całej trasie. NY: Te wrabiania w jakąś kradzież, to wyjątek, czy standard? ŁB: Takie rzeczy są na porządku dziennym. Służby próbują zatrzymywać, straszyć, nawet na drodze gdzieś w kraju, wrabiać kierowcę, tylko żeby przeciągnąć na swoją stronę. Kierowca dużo wie, bo to są ludzie w wąskim gronie i się przed tymi pitbullami chcą bronić. A i w samej załodze są oddane krety, albo jawne szuje, jak Mariusz Krypa, patologiczni kłamcy, jak Salomon Karabasz od kontaktów z mediami. Pełna kontrola. NY: Czy zdarzają się sytuacje, gdy pracownicy Muraflitu na wysokich stanowiskach mają kogoś z rodziny w instytucjach publicznych? ŁB: Jakby się tak przyjrzeć pracownikom wyższym rangą, to jest wśród nich wielu takich, którzy są powiązani rodzinnie. Szczególnie synowie sołtysa ze Kadawrzewa, córka też pracuje u nas w Muraflicie. Ojciec gwarantuje im pracę a oni mu robią ochronę. Kierownictwo o tym wie. On też wie, że my wiemy. I to są dziedziczne stanowiska, bo to są rodziny pewne, nie zdradzą nas. I zatrudniamy ludzi z „Narewki”, Mikołaj Ambrożewicz, Henryk Rom, Bardak, Małgosia, osobista sekretarka, Rządna. Wszystko to są klany. Zwykły śmiertelnik, jakiś przechodzień nie ma prawa się dostać do nas, do strefy, gdzie podejmowane są jakiekolwiek decyzje, już od niskiego szczebla. Ludzie od decyzji są sprawdzeni, przede wszystkim pod względem lojalności, wierności wobec prezesa i naszej rodziny. Jest tak, że jakby Cecylii stanął samochód, to by go pchali ze dwadzieścia kilometrów. Tacy są u nas ludzie. Uważamy, szczególnie teraz, po tych artykułach i zadymach w Kwakowie, na stadionie. Każdy, jak się przyjmował, to swoje dane musiał zostawić i stary, a też i ja sprawdzałem na policji, a teraz jest jeszcze dokładniej. Kto to jest, kim byli jego rodzice, do takich pytań już dochodzimy. Raz kiedyś mój ojciec po dobrym drinku nadał mi taką poufną informację - marzenie, że widzi mu się ankieta, jakie były na paszport, kiedyś, za dawnej komuny. Rodzeństwo, gdzie pracują, wykształcenie, karalność, kiedy się przeprowadzili, gdzie robili, jak mają męża, żonę, to też z tej strony, skąd są, czy chodzą do kościoła? Mi się wydaje, że to jest już gruba przesada. Szkoda czasu. Ale jemu nie przemówisz. Wkurwi się i wpierdoli. Jakuza. NY: A zwykli, szeregowi pracownicy? ŁB: Ojciec uważa, że dla niego najkorzystniej jest zatrudniać byłych mieszkańców wsi po PGRach. Z miasta się niewiele osób bierze, bo są niebezpieczni. Natomiast z wiosek, to jest w 70-80 % pewny, że to są odpowiedni ludzie, łatwi do sprawdzenia, będą pracować za przysłowiową kromkę chleba, bo tam ludzie są biedni. Pracują za jakieś 600 zł i deputat, ten, co wiesz, a deputat to są jego pieniądze, bo nie trzeba tego utylizować. Chwała mu za to, że zatrudnia, ale, za jakie pieniądze. Pracują za niegodne pieniądze, często po 12-14 godzin. I dostają po 650-700 na rekę, są takie zespoły co tyle zarabiają, bazują też na tych z OHP. Firma ich zatrudnia, tych z OHP, płaci im najniższe stawki, a za to jeszcze dostaje pieniądze urzędu pracy. Oni są prości ludzie, nie mogą się obronić. U ojca w biurze, pamiętam, za komuny była cała trójka, wisiały portrety, Lenin, Marks, Engels. Czytał ich książki, te kapitały, manifesty, państwo a rewolucja, dzieła wybrane, czy zebrane. Ja teraz wiem jak jego mózg pracuje, żeby złapać tych ludzi i przekonać do roboty za kromkę chleba. Tak jak Stalin i Lenin, a raczej Stalin z Berią. I on taką parę chciał stworzyć – Mikołaj Ambrożewicz - kapo i Henryk Kórtka - nadzorca. Tylko, że Mikołaj jest za bardzo wystraszony, cykor. NY: Jak to wygląda w praktyce, to zagospodarowanie zwrotów? ŁS: U nas się żadnych zwrotów ze sklepów nie utylizuje, tylko się je myje wyciera, ściąga flaki czasami, jak już jest bardzo zepsute, wrzuca to kutrów, miele i wrzuca do kiełbas mniej gatunkowych. To jest procedura non stop wykonywana do dnia dzisiejszego. Jest grupa ludzi, bardzo zaufanych, którzy zarabiają ok. 3000- 3500 zł miesięcznie. 12-13 osób i te zrzuty się wrzuca w inne drzwi. Oni przyjeżdżają na określoną godzinę, w zależności od potrzeb. Umawiają się na zrzuty. Zrzuty z piątku na poniedziałek wchodzą z samego rana, bo ze sklepów trzeba zebrać, a otwierają o 9, wstawiane są do chłodni, grupa przyjeżdża ok. 14-15. Te krakowskie kiełbasy są wycierane, natłuszczane olejami, z powrotem do wędzarni wrzucane na krótko, do solanki i z solanki wychodzą cacy cudeńka. Ale są też tanie, co jak przekroisz to są zielone, wewnątrz, to po prostu są wrzucane do kutrów, tak się robi. „Nic tu się nie może zmarnować, drodzy Państwo!” – to są senatorskie słowa, ważne, państwowe. Ja tego nie pochwalam, ale nie ma jak się oprzeć tatuśkowi. Oszczędny jest. To nawyk. Są grupy zaufane, nie można tam wejść. Byle kto nawet nie zamarzy o przejściu obok tajnego miejsca, choćby z zawiązanymi oczami. Jak zakazane miasto u chinoli w Nowym Yorku, Chinatown! Tak samo jest z grupami do kopania padliny na utylizację naturalną. Jest ścisła kadra do tych spraw. NY: Jak myślisz czy ci ludzie, którzy zaprotestowali z tego stowarzyszenia ekologicznego powinni się obawiać? ŁB: Najprawdopodobniej tak. On teraz się próbuje wyciszyć, ale z podwójną siłą wybuchnie za rok, półtora jak się im będzie wydawało, że już po wszystkim, że to wszystko minęło. Ale to nieprawda. On już tam nad nimi pracuje. Już jest specjalna grupa ludzi wydzielonych, do białego wywiadu, a może i gier operacyjnych, policyjnych. Taki przykład, to te dwie baby. Pojechały do jednego naszego człowieka w Heńkowie, koło wsi Baśki. Agent je nagrał i poszło w świat. Efekt w sumie był marny. Ale się pracuje. Oni sobie nie zdają sprawy, że są inwigilowani już. To na sto procent. No i jego ekipa prasowa z naczelnym na czele. Mariusz Szubrawiec dla szefa nos by sobie odgryzł, osobiście. On wszystko, co mu stary zada napisze, podpisze, taki jest. Przerasta Zbigniewa Uszko – byłego naczelnego o cały stadion. Już są przygotowane procesy o pomówienia, zniesławienia, mordobicia, podrzucanie fałszywek. Tego będzie pełny wypas. Tylko mam tu też problem z tym, że stary naobrażał ludzi z tego stowarzyszenia, a nawet pomówił całe stowarzyszenie. Jeśli mu zrobią jakiś zbiorowy akt oskarżenia, nie będzie miał czasu na pracę. Stary chyba się może zapętlić i nie wyrobić na rozprawy, tyle tego jest. NY: Miałeś do czynienia z ważnymi gośćmi? ŁB: Od czasu do czasu na polowaniu tak. NY: Kogo? ŁB: Nazwisk nie znam, a jak znam, nie powiem, ale wiem, że to byli policjanci, ludzie z ministerstwa, pani Gryczka z magistratu z mężem na przykład była parę razy zapraszana. Prezydent naszej metropolii Gładyszek to nie, bo on się w pewne rzeczy nie bawi. Nie wiem czy jest mniej przekupny, czy nie? Stary Bromcza jest w jego opinii osobą nieczystą, od której w każdym momencie śmierdzi jakimś fałszem. Tym razem to metafora. Takie mamy informacje z jego otoczenia. Wszędzie mamy ludzi. Dlatego się nie dostawia do konfidencji. NY: Działalność na taką skalę wymaga wsparcia kredytowego, jakichś pożyczek, szybkich pieniędzy obrotowych, na krótkie terminy?... ŁB: Stary, kiedy załatwia kredyty z banku, ma wsparcie w układzie. Na przykład kiedyś pracował u nas Oparski, były wojewoda tartaczyński, był dyrektorem ekonomicznym Muraflitu, miał układy w banku przy Ostrowitej i on naciski robił na dyrektorów banku, to byli jego ludzie. Gdy nasz zakład tracił płynność finansową, ten załatwiał pożyczki, kredyty, różnymi drogami. Bank wiedział, że pan prezes Bromcza jest zrujnowany w danym momencie… i bank wiedział, że pęknie, bo jak dyrektor się stawiał, to był kasowany, z góry. Taki walczyk trwał 2-3 tygodnie: z odprawami, świadczeniami. Oczywiście, ale on nie znajdzie pracy nigdzie. Eliminacja. Temu Oparskiemu, to tato Bromcza uratował tyłek, bo za nim komornicy chodzili, tak mówią. Zawsze coś za coś. A taka pani Madzia Koralewska, co teraz w hotelu pracuje. Była osobistą sekretaraką i trzeba było ją gdzieś ulokować. Ciepła posadka, i tam Oparski ma wejścia. Ale też jest pożyteczna. Tam się dzieją ważne rzeczy. NY: On molestuje te kobiety? ŁB: Nie wiem. One chyba same muszą chcieć. Ja z oczywistych powodów byłem omijany w tych sprawach majtkowych, że się tak wyrażę obrazowo. Widziałem czasem o niezwykłych porach znane mi panie o wysokim udziale atrakcyjności w ogólnym rozliczeniu, kobiety jego, ale byłe, byłe sekretarki, czy przyjaciółki. Ja nie przywiązywałem wtedy wagi damsko - męskiej do tych wizyt. Ale teraz jestem już „duży” i kojarzę w przeszłość. Kiedyś się natknąłem na scenkę, jak wysyłał kierowcę: „Jest taka sytuacja – mówił - przywieź mi Madzię o 1szej w nocy, bo muszę dokumenty sprawdzić.” Dokumenty! Stary Bromcza i dokumenty o pierwszej w nocy, chyba naklejki od flaszek z wódką i pudełka po kondomach. Tam jest nakaz, proszę mi przywieźć tą i tą osobę. Są osobiści kierowcy, zawsze na dyżurze. Kierowca siedział obok detektywistycznych na portierni, jakby się tam jakiś wypadek zdarzył na terenie zakładu, żeby zawieźć do szpitala. Zawsze był taki dyżur i chyba jest i teraz To są pryszcze, obyczajówka. Wracajmy do spraw zasadniczych. Była stara kotłownia, która miała specjalne zbiorniki, które zbierają sadzę, żeby nie szła w środowisko. To te wszystkie worki, to jest specjalna utylizacja tych wszystkich odpadów, tam są siarczki i inne związki. To wszystko wysypywano na pola. Ziemia jest skażona jak po bombie atomowej. Dziś kotłownia jest na gaz. NY: Dlaczego wysypujecie tę mączkę na pola? ŁB: No, bo koszt prawidłowej utylizacji tej mączki jest bardzo drogi. Tak naprawdę, trzeba by było wchodzić w porozumienia z chłopami, żeby u nich wysiać i zaorać, jako polepszacz. To by było po sprawiedliwości i z pożytkiem dla gospodarki, rolnictwa. Można sobie wyobrazić poprawianie struktury gleby na dużo większym obszarze, jak mówię z pożytkiem dla kraju. Ale stary nie będzie się ugadywał z chachmętami na trzech, czterech hektarach. Będą się z nim bratać, rękę podać. To według starego jest chłam gospodarczy w rolnictwie. Przyszłość jest po jego stronie, wielkie obszary, wielki rozmach, gdzie okiem sięgniesz: wszystko moje, wszystko moje, wszystko moje. Bez tego proszenia chłopów, co by zaraz stawiali warunki, są czyste pieniądze, które pozostają w sakiewce, a bakterie i robaczki i tak to wpierdolą – mówi stary Bromcza – mój stary. NY: Czy to jest możliwe, że jest rozsypana dlatego, żeby ukryć fakt zakopywania tych odpadów poubojowych, bo tak się mówi. Jest wiarygodna teoria, polegająca na tym, że poprzez rozsypywanie mączki pan Bromcza ukrywa fakt zakopywania odpadów, bo można wyliczyć ile mączki produkuje się z kontenera odpadów i ta mączka powinna być. A można ją rozsypać jako polepszacz i wtedy już nikt nie sprawdzi, czy ona faktycznie została wyprodukowana czy nie. ŁB: Oczywiście, że tak. Odpady z produkcji w zakładzie są raczej rozliczane. Natomiast te zwożone z małych ubojni są minimalizowane, aby obniżyć koszty produkcji. Starego nie interesuje ile dana rzeźnia bije. Bo mógł sprzedać kopyta na żelatynę komuś i tę wagę się obniża, bo załóżmy 10 kg odpadów poubojowych, dany procent idzie na wodę dany na coś innego i to idzie na śmieci. Tego nie ma. Z dziesięciu ton robi się sześć ton do produkcji. Te cztery tony są rzeczywiście, ale są rozliczane jako zanieczyszczenia. Wszystko jest zaniżane. Te cztery tony nie są utylizowane, ale oficjalnie tego nie ma i to można wyrzucać np. na pola. W skali miesiąca wychodzą tysiące ton. I to już nie jest przerabiane, utylizowane tylko wyrzucane, a w papierach jest i tatko dostaje na to pieniądze. Za to, co nie zostało zrobione. Wszystko można sprawdzić. Tylko trzeba wiedzieć gdzie kopać. Nad wieloma dziurami są wybudowane obiekty. Na padlinie są wybudowane obiekty naszej rodzinnej firmy Muraflit. NY: Czy jest w okolicy jakieś „źródełko szczęścia”? ŁB: To szydera. Źródełko szczęścia, ha, ha! Była swego czasu padlina składowana po lewej stronie, wielka góra padliny! Sanepid przyjechał i kazał to zlikwidować. Dali nam na to 2-3 tygodnie. Pomyśl dziewczyno: trzy tygodnie wożenia! To jest miejsce w głębi Muraflitu, w pobliżu placów manewrowych. To jest obecnie dużo większe. Musieliśmy wszystko wybrać i to zostało wywiezione na Równołąki. Wtedy tam jeszcze nie było jeziora. To było wysypisko i tam to wywozili nasi transportowcy, tą padlinę, spychaczem rozgarniali i przesypywali żółtym piaskiem. I podejrzewam, że tak jest do dnia dzisiejszego. Przez te dwa tygodnie nie zdążyliśmy wybrać. Stary zadzwonił i przyjechali za miesiąc na sprawdzenie. Kazał zrobić staw i fontannę – źródełko szczęścia. Ludzie dla zadymy wpuścili karpie. One tam pływały jak przyjechali kontrolerzy. A po dwóch dniach już pływały do góry brzuchem. Sanepidowi się podobało, wszystko było w porządku. Tak zawsze jest. Ja Ci powiem jedną rzecz, zwróć uwagę gdzie mieszkają, czym jeżdżą i co mają ludzie z sanepidu, ci ze średniej półki, którzy niby mało zarabiają. NY: A ścieki? ŁB: Swego czasu dozorowałem wywóz ścieków, także na Równołąki. Byłem zły. Nie podobało mi się to. Ale stary naciskał i nie chciał słyszeć o innych propozycjach. NY: Tylko na Równołąki? ŁB: Swego czasu na Równołąki i też tatrą do Longowej, do oczyszczalni ścieków. Nie wszystko oczywiście, bo oczyszczalnia by tego nie przerobiła. Wiele rzeczy wyrzucało się na wysypiska. Jest takie wysypisko, po prawej stronie jak się wjeżdża do Kadawrzewa od strony zachodniej. To jest prywatne wysypisko, osobiste, tam nic niby nie wolno rzucać. A jest grupa ludzi, która tam wszystko wyrzuca. Tam jest szczecina, pióra, prawdopodobnie jakieś beczki z przeterminowanymi herbicydami, czy pestycydami, już teraz nie pamiętam.. To jest ogrodzone płotem. Tam jest to wyrzucane, nie utylizowane. A za to wszystko Muraflit pobiera pieniądze. NY: Czy myślisz, że ta aktualna sprawa zakopywania padliny będzie zatuszowana? ŁB: Mnie to nie dziwi, że tej sprawie pewnie będzie ukręcony łeb, bo ten stan zagraża wiarygodności naszego kraju w handlu międzynarodowym. Jest możliwe, że jednak się w rządzie tak ustawią, że wskażą: to tylko Bromcza jest zapowietrzony. To jest dla nas groźne i może nas położyć. Dlatego musimy atakować. Nie będzie łatwo. Jeśli się dopatrzą, a są takie trendy, przez tych ekologów nagłośnione, o niezgodnościach w projekcie i pozwoleniach na nowy zakład, to na mur, zamkną nam firmę. W kraju teraz jest, jak w Stanach siedemdziesiąt lat temu. Wszystko już było. Pracowałem tam tyle czasu i widziałem różne rzeczy. Wiem, co było za komuny już zmierzchowej, i co jest teraz. Mi się zdaje jednak, że stary przegiął. Przegiął z telewizją i teraz zbiera kości własnej głupoty. To będzie bój i stary może pęknąć, ma chorą wątrobę, dostaje na łeb. W ogóle, to wrak, pijak i brutal. Nie mogę mu zapomnieć. Jestem już gość. A ten mnie leje czasem, jak pętaka jakiegoś. NY: Jak to było możliwe, że prywatny przedsiębiorca załatwiał sobie dostawę samochodów ciężarowych? ŁB: Przez ministra Pieska. Stare czasy, nie mam pełnej wiedzy. Ojciec sam mi opowiadał. Jeździł, kupował auta, kombajny i inne urządzenia. Wszystko było kupowane przy poparciu ministra Pieska. Pieniądze miał, ale wtedy nie można było nic kupić, więc „załatwiał” wszystkie urządzenia. I tak się kupuje do dziś. Dziś jak się pieniądze posiada to można kupić wszystko, ale stary Bromcza ma taką zasadę, że na raty. Bierze większą partię i pozostawia zakłady Muraflit na takim wyhamowaniu, obciążeniu. Nie przetłumaczysz, że można inaczej. NY: Czy znasz takie przypadki, że prezes Bromcza podpisuje umowę na dostawę czegoś, potem bierze towar jakikolwiek i nie płaci, a firma pada? ŁB: To należy do normalnych zajęć, to jasne, że takie sytuacje miały miejsce. Firmy, które sobie ojciec upatrzył, przygotowywał do upadku. Spec grupa pracowała, wyznaczeni byli likwidatorzy, jeden tu w Tartacznie, na Brusa mieszka. Celowe zagrywki były robione. Żeby kombinator Bromcza kupił jakiś zakład i jeśli produkcja w tym zakładzie nam się opłacała, to ten zakład zostawiał przy sobie, jeśli nie, to do piachu. Masz przykład Tłuste, Prądek, Kacuń i inne ościenne PGRy, te firmy wziął, że niby będziemy inwestowali, a z chwilą gdy się produkcja nie opłacała, to przeprowadzało się likwidację firmy. I braliśmy sprzęt, nawet rury, jakieś złomy, cegły, kratownice, nic nie zostawało po takiej firmie, wszystko zabrane było, wzięliśmy to, co było możliwe do zdemontowania. Tak było też w Michałowicach, gdzie zniknął Zakład Usług Technicznych. Wszystko wywieźliśmy, także trylinkę kazał ojciec, żeby likwidator zerwał. Tylko komin został. Stary często nie płacił firmom za kupiony towar. Na przykład w Chudobie Muraflit kupił węgiel od spółki Mitel i nie zapłacił. Dopiero komornik wyrwał staremu kasę spod dupy. Firma, mała firma i tak padła. Ile ci ludzie musieli mieć zgryzoty, pretensji. A kopalnia: oddawajcie forsę! Tak robi pan prezes Bromcza. NY: Czyli, jeżeli prezes ma ochotę na jakiś zakład, to podpisuje z nim umowę na dostawę czegoś i.. ŁB:... i nie płaci. Zakład traci płynność finansową i jest po zakładzie. To jest normalna procedura, która trwa od dłuższego czasu. Ale tego nie znajdziesz w dokumentach, bo jest dobrze rozpisane. NY: Czy możliwe jest, że Sławomir Hindusek dowodzi tą grupą detektywistyczną? ŁB: Nie wiem, to możliwe, bo to jest cham. Ja go nie cierpię. Ani mi on brat, ani swat, tak się wypowiem górnolotnie. On traktuje ludzi przedmiotowo, on nic nie umie. Ja mam chyba coś po matce, która jest inteligentna. Jest lekarzem. Jest zajebiście ciężki układ. Są synowie pierwszej rodziny, prawdziwi. Stary Bromcza ich wszystkiego uczył, jak się pracuje na każdym stanowisku. Ale jest też synek Hindusek, doktor od spraw niepotrzebnych, burak i cham. On nic wie, nie rozumie. Jest gwałtowny i nieodpowiedzialny. Zabiłby gościa bez mrugnięcia okiem. Jego matka, Cecylia mu kupiła ziemię za Chułczowem, stadninę koni i dużo ziemi. A Tomek jest cienki. NY: Można powiedzieć ze prezes Tadeusz Bromcza wyciągnie pieniądze z kamienia? ŁB: Dokładnie tak. On się nie liczy z niczym, jeśli zwącha pieniądze, ma być załatwione, idzie po trupach, żeby załatwić. To go napędza, nie rajcuje, napędza. Potrafi wjechać do firmy razem z bramą, jeśli uważa, że może zarobić. Czasem mu nie wychodzi. Obrywa też po ryju, jak to się odbyło w Nafcinie. Tato ładnie wygląda na zdjęciach, wewnątrz drzemie w nim diabełek, duży diabełek. To nie jest człowiek. NY: Czy to jest Tadeusz Bromcza, czy ludzie, którzy go otaczają, podpuszczają, sterują? ŁB: Ależ. Gdzie on by się dał sterować? To jest Tadeusz Bromcza, nie ma innej możliwości. Ojciec już nie ogarnia wszystkiego. Jest bardzo agresywny w stosunku do dyrektorów, do wszystkich. To typowe dla satrapów. Chce wszystko kontrolować, nie daje rady, się wkurwia. Świat go przegonił. NY: Czyli on na nich wywiera presję? ŁB:Tak. Oni są odzwierciedleniem jego, kopią, kalką, odbiciem w lustrze. On od nich tego oczekuje. Od dyrektorów do kierowników, to jest jeden organizm. On wszystko napędza, a jego napędzają pieniądze. Jeśli nie chodzisz w zaprzęgu, jesteś wyrzucony i wszystko, następni już się będą pilnować. Na przykład, był taki zastępca dyrektora ds technicznych pan Hilary Stróżkowski, swego czasu był prezesem w Hortensji Małej (PGR). Znają się z ojcem ze szkoły. On też tak pracował, zwalniał ludzi bez pardonu. Ja mu posyłałem moich ludzi, doradzałem przez nich, mówiłem, żeby był rozsądniejszy, ale nic. Utożsamiał się z szefem. Ale ojciec i tak go wyrzucił. Musieli go nasi odbierać z przystanku, bo nie miał czym wrócić do domu. Tak go kochali za jego serce. Z tym sercem, też śmiech. Ojciec się wygłupił z tym hasłem na wybory. Senator z sercem, w tyłku chyba. NY: Wisiały portrety, zdjęcia twórców komunizmu, a prezesa Bromczy na terenie zakładu? ŁB: Oczywiście, to jest tak, jak w Iraku Husajn był, na każdym kroku. I wszystko bardzo ładne. Jak tatusiek dzieci prowadzi. Przekaz niesamowity dla odbiorcy. Podłącza się pod siatkarzami. Bóg, który daje pracę, jest bardzo dobry dla dzieci. Jak Bierut z sarenką wśród dzieci i ptactwa. Niektórym stypendia funduje. W biurach ma wisieć on. NY: Podobno zamyka sklepy. Ten pierwszy dom handlowy Bromczy jest już zamknięty. Tam ma ponoć powstać centrum fitness. ŁB: Tartaczno, to jest za mała miejscowość na coś takiego jak fitness, w takich rozmiarach oczywiście. To bardzo duży obiekt. Nawet na Poznań za duży. Ale to może być pralnia. NY: On pierze pieniądze? ŁB: Nie zadaje się takich pytań. A co ma z nadwyżkami na boku robić? Gdzieś trzeba to wyprać, bo to są miliony. NY: Czy miałeś kontakt z jego mediami? ŁB: Z paroma osobami, co mu robiły wybory, ostatnio w 2001. Nie znoszę Salomona, to dupek, wykwit propagandy, ględzi, kłamie. Nawet w sytuacjach towarzyskich nie może się obejść bez manipulacji. A już Malinowski, to dno. Dla mnie oni nie pasują. Unikam ich. NY: Pracowałeś przy wyborach? ŁB: Daj spokój! Co, miałbym wozić klej i plakaty? Od tego jest masa pracownicza. Oni wszystko by okleili, za friko. Taki „Społeczny Komitet Poparcia dla prezesa, senatora z sercem, pracodawcy - Tadeusza Henryka Bromczy”. Ludzie wracali z trasy, jechali do domu zjeść coś, dawał samochody osobowe, pickupy, plakaty, klej, drabiny i naród rozwoził je po wioskach i miejscowościach. Jest taki preparat, którym przylepiali plakaty do szyb, on jest trudnozmywalny, mocno trzyma. Aktyw wieszał na szybach sklepów najczęściej, bo na wioskach sklep, to ośrodek wymiany myśli, czy się sklepikarz zgadzał czy nie, to było nocą. Ludzie jak wstali, to byli zasypani jego twarzą i serduchem: w obwodzie biało, w środku czerwono. Barwy narodowe. Tak macie głosować, wszystko było napisane. Ale po nocce do pracy normalnie żądał prezes. Oczywiście, żadnego odpoczynku. Prezes płacił za tę robotę, to były wyjątki od reguły, kiedy płacił bardzo dużo, bo wiedział, o co walczy. A ponadto musiał wydać pieniądze na wybory. Komisja wyborcza też może swojego żurawia zapuścić w finanse. Ten wydatek do ostatnich wyborów się zwracał. NY: Co się stanie teraz, gdy nie został wybrany do Senatu? ŁB: To wiele rzeczy wyjdzie na jaw. NY: Pójdzie do więzienia? ŁB: Kto wie. Jest parę osób, które gdyby zaczęły mówić, to by poszedł do więzienia. Ale się boją, nawet jak nie jest, to pewnie pękają, bo znają jego siłę. NY: Ta siła to jest mit czy rzeczywistość? ŁB: Mnie się wydaje, że to jest rzeczywistość. Obstawił się wieloma ludźmi i tych ludzi tak oplótł, że po prostu są bez wyjścia. On w naszym województwie stoi ponad prawem. NY: Czy wiesz coś o wożeniu w aktówkach pieniędzy dla określonych ludzi? ŁB: Nie woziłem. Ja nie byłem od takich zajęć prymitywnych, księgowych. Ale wiem, że do Warszawy jeździły, osoby, że chłopcy ściskali między nogami teczkę, którą należało dostarczyć do odpowiedniego środowiska. Wiem, że stary był strasznie zły, kiedy się okazało, że ktoś odplombował, albo coś się otworzyło i widzieli, co tam jest. Pełno banknotów było. Wiem też od mojego starego, doświadczonego biznesmena, że najbezpieczniej robić przekaz na ulicy w tłumie. Jeden człowiek wchodził w tłum i ktoś odbierał teczkę. No i obstawa też była. Nic na wiarę. NY: W Muraflicie bywały imprezy integracyjne, nawet imieniny Cecylii Bromczy, uczestniczyła część pracowników Muraflitu ale i zaproszeni goście. Brałeś oczywiście w tym udział? Jak to było? ŁB: A jakże, imprezy przednie. Niesamowite. Przyjeżdżali ważni ludzie z Tartaczna i okolic, oczywiście część z policji, szefowie. Imprezy bardzo zakrapiane. Gorzałę taczkami wozili. Moja macocha uwielbia taczki. Ma chyba do nich jakiś erotyczny stosunek. Nawet 5-cio litrowe butelki sama woziła. Cecylia Hindusek - Bromcza osobiście im nalewała. Ona wie, komu nalać i ile. Kto więcej wytrzyma, dostaje dolewkę i brudzia, i dolewkę. Ona wie dużo więcej nawet niż przypuszcza Tadeusz Bromcza, mój ojciec i robi na swój azymut. To jest niebezpieczne dla starego. Dlatego ja tu robię rozeznania i wymoszczam gniazdka na wszelki wypadek. Cecylia, to kukułka w naszej rodzinie, może nas chcieć wypchnąć z gniazda. A ma czym, panoramiczna jest. Ale to tak, na marginesie. Służba odwoziła, oczywiście już pijanych w trupa. Nie mieli umiaru. Wódkę i prowiant dostawali jeszcze w prezencie, żeby się dopili i żeby zapomnieli. To jest cały schemat działania, wielka ściema. Jak taki człowiek wychodzi to jest bardzo zgodliwy, nie wie jak się skończyło. Automatyczny pilot. Katastrofa, tłumi agresję. Jest ugotowany, wie o tym, że prezes go udupił. Po takiej imprezie idą na polowanie, na rancho i tam się chwalą, kto ma jaką broń i zabijają z balkonu. Spoglądają na siebie ukradkiem, jakby się chcieli obwąchać, upewnić, że gra, a tylko stary wie, co jest grane, on ma ich w sieci, to jest gra. Kukurydzę się zadaje, zwierzęta są przegłodzone. Mówi się do człowieka, który pracuje na obiekcie w lesie, żeby ich 3 dni nie karmił, albo karmił w jednym tylko miejscu – przed oknem i z okna się strzela do zwierząt. Takie zabawy, tak było, tak jest i będzie. Inny świat. Na wycinki z lasów też niby trzeba mieć dokumenty, a robi się, jak robi i wszystko się zgadza. Trofea są preparowane, wiszą na ścianach, szable, nie szable, piękne poroża, mordy i ryje. Piękny mamy dom. Niektórzy mówią, że eklektyczna brzydota. Za sto lat będzie cud architektury. Pałac Kultury też już inaczej spogląda na te zasrane wieżowce ze szkła i żelastwa w centrum stolicy. Zobaczymy. NY: Czyli jest to przemyślane? ŁB: Wszystko jest przemyślane i goście, i polowania, zaprasza się ważnych ludzi żeby strzelili sobie dobrego dzika, jakiegoś muflona, daniela.. Tu nie ma przypadkowej osoby. NY: Ojciec sam to wszystko wymyśla, czy ma doradców? ŁB: On sam. On wie o ludziach wiele, ma swoich donosicieli i talent. Umie się poruszać w bajorku przywar i słabości ludzkich. Mówił mi ciągle, powtarzał: zawsze jeździłem do bonzów z walizką żarcia i wódki, to się nigdy nie zmieni, jest bezbłędne. Mówił: pamiętaj synu, pół litra było kiedyś najlepszą walutą, dziś to samo, nic się nie zmienia. Stary jest jak krupier, który z góry wie, gdzie wpadnie kulka. Może dać ci wygrać, ale ogólnie wszyscy są przegrani. Bo to nie dusza nawiedzona przez demony, tylko głodne ciało wykoleja człowieka. NY: Ta bardzo odważna, głęboka myśl niech będzie pointą naszego spotkania. Dziękuję za rozmowę. ŁB: To cytat, wielka literatura. Ja się zgadzam z przesłaniem zawartym w tej wypowiedzi. Good luck! Słuchała: Natalie Yellowstone; grudzień 2005.Data dodania komentarza: 8.04.2026, 20:15Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: takie butyTreść komentarza: Gość bity i podtapiany na stawach w Smogulcu, to Wiński, kierowca ciężarówki farmutilowej. Woził indyki. Podobno przy jeździe 20/24 przysnął i nie zmieścił się pod wiaduktem, przywalił w element konstrukcyjny wiaduktu i pogubił ptactwo. Podejrzewano go o zmowę z amatorami taniego indyka. Gość był marynarzem, zamierzał wylądować na lądzie, miał dość rozłąki, rejsów. Po tym laniu w Smogulcu wrócił na morze.Data dodania komentarza: 8.04.2026, 19:46Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: Le Man PiłaTreść komentarza: Zgadzając się z postulowaną ideą powstrzymania się od podsłuchiwania, możemy sobie powinszować możliwości odsłuchania, co ma do powiedzenia ktoś, na przykład senator Adam Szejnfeld w telewizji publicznej, czy prywatnej. Ponieważ na początku wieku współpracowałem w ramach Komitetu Wyborczego Wyborców "Porozumienie" z ówczesnym posłem, będąc pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości w powiecie pilskim, mogę ocenić występ senatora jako coś stałego w jego emploi politycznym. Przypomina mi się w związku z tym wystąpieniem publicznym film francuski z 1977 roku, "Śmierć człowieka skorumpowanego". Takie samo bagienko i metr mułu.Data dodania komentarza: 8.04.2026, 19:22Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: o miłości grzesznejTreść komentarza: Ten cytat z wierszyka Boya - Żeleńskiego jest pasujący do lubiącego wypić półtora flaszki w pracy Mariusza wzmocnionego treścią wierszyka Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który kończy się: "...może to jest poezja a może tylko alkohol".Data dodania komentarza: 8.04.2026, 14:45Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?
Reklama
Reklama