Pięknoduch z Bydgoskiej: Minęło 20 lat od śmierci Andrzeja Mikołaja Sobolewskiego

  • 06.05.2019, 09:52
  • bek
Pięknoduch z Bydgoskiej: Minęło 20 lat od śmierci Andrzeja Mikołaja Sobolewskiego
PIŁA  1 maja br. minęła 20 rocznica śmierci Andrzeja Mikołaja Sobolewskiego, wspaniałego pilskiego artysty – malarza, performera. Było w nim coś z magii. Tak jak magiczne są daty jego narodzin i śmierci. Urodzony w 1955, żył 44 lata, zmarł w 1999…

 

Był charyzmatyczny. Jak Przybyszewski czy Witkacy. Kolorowy ptak Piły. Twórca ówczesnej pilskiej bohemy 

- Każdy z nas ma chwile wypalenia – on nie miał. Pracował całym sobą, wyglądało to jak obsesja, jak choroba… - wspomina przyjaciela Tadeusz Ogrodnik, artysta malarz.

Pobożni artyści idą do nieba, a Sobolewski łazi wszędzie – napisała o nim Małgorzata Dorna. Zmarł 1 maja 20 lat temu, w wieku 44 lat. Andrzej Mikołaj Sobolewski – wybitny, pilski artysta. Urodził się w Trzciance. Zajmował się malarstwem i – jak sam mówił – „innymi przekazami okołowizualnymi”.

- Miał w sobie tę pasję, chęć dziecka, naiwnego, szczerego… Podziwiałem go za to. Każdy z nas ma chwile wypalenia – on nie miał. Tworzył przez 20 lat, a robił więcej i bardziej intensywnie, niż inni przez 40. Sam siebie traktował jak „obiekt”, dzieło sztuki… – wspomina przyjaciel i malarz Tadeusz Ogrodnik.

Jak pisze we wspomnieniu o Andrzeju Sobolewskim Małgorzata Dorna, był on w środowisku artystycznym Piły „pięknoduchem”, podpisującym swe dzieła z pewną dozą nonszalancji i ciepła — „A.Mico. Sobolewski”. W jednym z katalogów zapisał jako myśl przewodnią swych artystycznych poczynań — „Sztuki nie trzeba rozumieć – sztuki trzeba łaknąć…”

I sam był najlepszym przykładem owego „łaknienia”:

- Tak go ta sztuka uniosła… — wspomina T. Ogrodnik — Wcześniej robił tylko amatorskie obrazki, ale zawziął się. Pewnego dnia rzucił wszystko i odszedł... Zostawił dom, żonę, wszystko...Wyszedł tylko w kurtce. Związał się z grupą dramatyczną Ananke, zaczął uczestniczyć w takich zabawach parateatralnych, kreować wymyślone przez siebie sytuacje, happeningi. Później zaczął malować... Nie, nie hiperrealizm, nie obrazy „odpędzlowane” ze zdjęcia, a takie, których chciałoby się dotknąć.

W Pile miał pracownię przy Bydgoskiej. Tu, jak w najlepszych pracowniach w okresie Młodej Polski, spotykali się artyści, literaci, dziennikarze, performerzy, przyjaciele, odmieńcy… Dyskutowali, tworzyli, planowali, radowali się i smęcili, pili i piwo i wino, palili… Duch artystycznej cyganerii nigdy wcześniej i nigdy potem nie miał w Pile takiego ośrodka.  

- Widzę jego brodatą, uśmiechniętą twarz, postać w mundurze radzieckiego oficera i wiem, że był to artysta jakich mało, prawdziwy i szczery do bólu – wspomina go jeden z jego znajomych.

- Z Sobolewskim, także ze względów pokoleniowych, łączyła mnie bliska znajomość. Jesteśmy z tego samego rocznika. Było wiele wspólnych plenerów, spotkań, imprez! – tak… jest trochę tej legendy! – Tadeusz Ogrodnik śmieje się na to wspomnienie. – Oczywiście po czasie wszystko to fajnie się wspomina, ale trzeba pamiętać, że to były inne czasy, lata 80-te, 90-te - okres transformacji, przełom przejścia od starego systemu do nowego, później boom rozwojowy na początku lat 90-tych, w innym już ustroju. I trzeba było przez to przejść. I razem się przechodziło…

A „przechodziło” się dyskutując, przeżywając, „transformując”, przekładając, znieczulając, tworząc i raz jeszcze dyskutując…

Małgorzata DORNA: „Nieduże atelier, metodycznie i pedantycznie wylepione, wytapetowane pracami, będącymi zapisem przeróżnych nastrojów, klimatów. Tu w oparach werniksu i odwiecznego „napoju Bogów”, wysokoprocentowej ambrozji, wygłaszano niekończące się tyrady i monologi po blady świt, tutaj także w aurze poezji, filozofii, w atmosferze skandalu, cudownego szaleństwa rozstrzygały się losy świata, kultury i sztuki – ostatecznie, nieodwołalnie, na wieki.

„Ostatnie prace Sobolewskiego - pisze M. Dorna - noszą wyraźne piętno osobowości twórcy, stanowią pewną całość, utrzymane w niepowtarzalnej stylistyce (…). Gdzieś tam, szczególnie w tych większych, monumentalnych pracach pobrzmiewa surowość kompozycji Albrechta Dürera, gdzie indziej widać wyraźny wpływ koncepcji Salvadore Dali, jeszcze inne noszą piętno sztuki odpustowej, "ulicznej". A wszystko Sobolewskim "podszyte" jak powiedziałby zapewne mistrz Gombrowicz przyprawiając równocześnie "gębę" temu, kto doskonale wie za co "kochamy" artystów, cyganerię, bohemę... A za co Sobolewskiego? Bo wielkim "Artychą" był…"

eKi

(źródło: teksty archiwalne TN, autor E.Kin)

fot. Archiwum BWAiUP

 

- Był barwną postacią naszego pilskiego środowiska artystycznego lat 80- i 90-tych. Autorem wielu wystaw, prowokacji… Już za życia tworzył o sobie legendę. Pragnął być zauważany - jakby przeczuwając, że niedługo będzie gościem tego wymiaru - żył intensywniej. Tworzył w pośpiechu, do maksimum wykorzystując swój czas. Wzbudzał podziw jednych, współczucie drugich, zawiść trzecich. Jak każdy z nas bywał kontrowersyjny, upadał i się podnosił, by stawić czoła światu. Tworzeniu poświęcił - to nie jest tylko wytarty, pusty zwrot, ale porażająca prawda - wszystko, co może poświęcić człowiek

T. Ogrodnik, A. Lejba

 

bek

Zdjęcia (5)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu www.dzienniknowy.pl z siedzibą w Pile jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
rozstajne drogi
rozstajne drogi 14.05.2019, 20:07
Dusza piękna a ciało do duupy.
smutek
smutek 12.05.2019, 13:21
On przez takie Sandry odszedł przedwcześnie.
archiwum iks
archiwum iks 12.05.2019, 01:12
Jak się stało, że umarł taki młody chłop? Zachorował na coś śmiertelnego, zabili go?

Pozostałe