Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Podziały zostawmy na jutro

W biografiach ludzi z mojego pokolenia grudzień ma szczególne miejsce. To miesiąc zwielokrotniony i smutkiem, i radością. Właściwie dzień po dniu mamy ważne daty, ważne rocznice. Czwartego grudnia św. Barbary, patronki rzeczy niebezpiecznych i podziemnych, czyli coś dla Polaków.  13 grudnia (1981) rocznica wprowadzenia stanu wojennego, 14, 15, 16 grudnia (1970) rocznica buntu robotników Wybrzeża, 17 grudnia (1981) strzały pod kopalnią „Wujek" i 9 zabitych. Potem coś radosnego. Święta Bożego Narodzenia, a na sam koniec Sylwester. Szaleństwo zabawy i...czas refleksji nad minionym rokiem. Tak kończy się grudzień. Nadchodzi nowy rok. Już 2018. Może będzie lepszy?
Podziały zostawmy na jutro

Minęło już 36 lat od owej grudniowej nocy, gdy rozpoczął się w Polsce stan wojenny. A mimo to dobrze go pamiętam. Zwłaszcza wiszące w powietrzu, groźne dla mnie i mojej rodziny pytania. Kto kogo? My ich, czy oni nas? I ten strach, co będzie, gdy wejdą Rosjanie.

Dziś z perspektywy czasu nie ulega dla mnie wątpliwości, że 13 grudnia 1981 roku był najbardziej dramatycznym dniem w moim życiu i życiu mojego pokolenia. Dniem trudnych wyborów i jeszcze trudniejszych decyzji.

Ocena tamtych wydarzeń do dziś dzieli Polaków. Wielu z nich (do których i ja się zaliczam) uważa, że wprowadzenie stanu wojennego było uzasadnione. Pogląd ten ciągle jest obecny mimo propagandy, jaka przez lata kształtuje inny obraz tamtych wydarzeń, mimo jednoznacznych ocen zawartych w podręcznikach szkolnych. Zastanawiającym jest fakt, że podział ten dotyczy nie tylko uczestników tamtych wydarzeń, ale tkwi głęboko w świadomości ludzi urodzonych po 1981 roku. Przeglądałem ostatnio sondaże na temat stanu wojennego, które przeprowadziła część internetowych portali. We wszystkich odpowiedź w stylu „stan wojenny był mniejszym złem i uchronił Polskę przed interwencją ZSRR”, a więc argumentacja Jaruzelskiego konkurowała z innymi opiniami.

O czym to świadczy? Żadna indoktrynacja, ani medialna, ani szkolna nie potrafi zniweczyć wpływu rodzinnych przekazów i ocen. To dom rodzinny jest tym miejscem dla Polaka, które zawsze najsilniej kształtowało jego postawy i poglądy. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza w okresie świąt Bożego Narodzenia, gdy nasza uwaga na chwilę zwolniona od codziennych trosk i kłopotów koncentruje się na rodzinie i najbliższych.

*

Obserwuję polityczną scenę od wielu lat i stwierdzam, że tak podle i paskudnie jeszcze nie było. Kiedy w 1989 roku nastąpił ustrojowy przełom, wielu ludzi wierzyło, że nareszcie przyjdzie czas, że Polską zajmą się prawdziwi fachowcy, których nikt nie będzie pytał o partyjną przynależność, tylko sprawdzał kwalifikacje. Że powstanie nowy, oparty o jasne zasady zbiór praw podstawowych w gospodarce i polityce.

Nic bardziej mylnego. Bohaterowie tamtych czasów podzielili się natychmiast po zwycięskim obaleniu systemu socjalistycznego. Powstały dwa plemiona, z których jedno przypomina sektę gotową każdego, inaczej myślącego zadeptać, zatłuc różańcami i drzewcami od flag państwowych. Bo tylko oni są prawdziwymi patriotami, tylko oni mają prawo do ubliżania wszystkim pozostałym.

Dopóki istnieje ten podział, polsko – polska wojna będzie trwała, bo to dwie zupełnie różne filozofie działania, dwie zupełnie inne wizje Polski i dwie przedzielone dawnymi granicami zaborów patriotyczne tradycje.

*

Bolszewicka paranoja grzebania w życiorysach i przypinania na tej podstawie etykietek polityczno-moralnych nie tylko nam, naszym ojcom i dziadkom, ale także naszym dzieciom i wnukom mimo upływu ponad ćwierć wieku od powstania Niepodległej Rzeczypospolitej nie opuszcza zwłaszcza niektóre środowiska i niektórych ludzi. Sam tego doświadczam publikując swoje felietony w Internecie. I dlatego po raz kolejny poczuwam się zobowiązany do przypomnienia Moim Czytelnikom tej oczywistej prawdy, że żadnemu człowiekowi i żadnej idei nie udało się dotychczas – mówiąc słowami Juliusza Słowackiego – „zjadaczy chleba w aniołów przerobić”. Każdy człowiek nawet ten, którego uważa się za narodowego herosa lub moralny autorytet, ma na sumieniu jakieś grzeszki. Nikt nie jest wolny od głupstw i słabości. A to błędy młodości w postaci wiary w zdyskredytowane po latach ideały, a to konformizm związany z szukaniem dróg na skróty w kwestii kariery, a to kunktatorstwo polityczne skrywane za wzniosłymi hasłami, a to różne przywary charakteru i skłonności do używek, a to słabość do płci odmiennej lub własnej.

Obserwując publiczne roztrząsanie grzeszków różnych osób, dostrzegam dziwaczne meandry tego problemu. Z jednej bowiem strony w brudach – faktycznych, a równie często urojonych – politycy, historycy IPN moi koledzy dziennikarze, a zwłaszcza tak zwani Internetowi hejterzy grzebią się chętnie. Jednocześnie ci sami demaskatorzy są święcie oburzeni, jeśli ofiarą podobnych praktyk padnie któryś z nich lub ich politycznych pupilów. Wróg polityczny czy towarzyski nigdy nie powinien spać spokojnie, bo w dowolnym momencie może zostać zaatakowany. Gdy jednak podobne błędy przypomni się komuś „naszemu”, wówczas zgodny chór potępia takie „zapędy inkwizytorskie” czy „grzebanie w życiorysach”. A ponieważ my Polacy nawzajem się raczej nie lubimy, lustracyjna karuzela zawodowych opluwaczy kręcić się będzie dalej. I dlatego przestałem się nią przejmować.

*

Na szczęście zbliżają się święta Życie bez świąt byłoby jak długa droga bez zajazdów, w których podróżny mógłby się pokrzepić i wypocząć - stwierdził przed wiekami Demokryt. Czym dziś pokrzepiamy nasze serca w świąteczny czas Bożego Narodzenia? Czego życzymy sobie na święta? Zawsze wszystkiego, co najlepsze. Ale co to jest to „najlepsze”? Co jest tak cenne i piękne, że pozwala w świąteczne dni ogrzać się i pokrzepić na cały nadchodzący rok?

Wigilia wpisała się w polską tradycję jako czas prawdziwego zbliżenia, wzajemnego odpuszczenia win – lekcja miłości. Zawsze w dniu tym ludzie garną się do siebie i z pierwszą gwiazdką siadają do wieczerzy.

Ubierzmy więc choinki, zapalmy świeczki, przykryjmy stół śnieżnobiałym obrusem i zaśpiewajmy wspólnie kolędy.

Nienawiść pozostawmy za drzwiami. Podziały zostawmy na jutro, a wrogom przebaczmy.

Zbigniew Noska

www.noska.pl

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

głowizna w sosie własnym 23.12.2017 18:02
O ile to coś można nazwać głową.

Widok na śmietnik 21.12.2017 10:36
Autor - jak widać na zdjęciu - łapie się za głowę, a tu pustka, bolesna pustka po komunie.

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Piły Treść komentarza: Ale chętnych do zdjęcia, ledwo kadr wszystkich pomieścił :) Data dodania komentarza: 4.11.2026, 14:14 Źródło komentarza: 40 mln zł z budżetu państwa na most Krzywoustego w Pile! Autor komentarza: lux veritatis Treść komentarza: Dał dostojny głos w sprawie zamieszania w prawie polskim nasz ulubieniec. To, co orzekł w swoim orędziu, to rozpacz i gniew ludu. On nie ma czego i czym nas zachwycić. Wystarczy buszowania po salonach i biurach władzy. Data dodania komentarza: 4.11.2026, 12:48 Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać? Autor komentarza: felga Treść komentarza: To jest pieszczoch, ale niech mu będzie jak jest. Data dodania komentarza: 3.11.2026, 20:26 Źródło komentarza: Pilski hejter upomniany przez prezesa UODO Autor komentarza: 20 lat minęło Treść komentarza: Andrzej, Tomek i Renata Morozowski i Sekielski, jeden oko, drugi ucho Umawiają się z Renatą, by dokopać znów Kaczuchom. Gadaj, że masz dość tyrana i porzucasz stare śmiecie. Świruj tak, jak trenowałaś. Tyle zapamiętasz przecież! Masz kamerę, masz mikrofon, ustaw wszystko w tajemnicy, A gdy przyjdą chłopcy z pisu, masz pilota przy donicy, Wciśnij rec, nie pomyl tylko, żeś jest tępa wszyscy wiemy. Kiedy nagrasz swoje trele, Kaczorom dzioby urwiemy. Już zasuwa Renia z werwą, cieszy się, że ją wybrali. Kocha przecież lewe sztuczki, w kantowaniu jest na fali. Podpuścili ją cwaniacy, że to dla Ojczyzny miłej, Że co dobre i szlachetne, ze Złotowa jest i z Piły. Bo Naszkowski tajny agent, bo poseł Józef Skowyra, Zdzich Nowicki, Lech Kozaczko i Renia, wioskowa pyra. W tym nastroju pełnym chwały zaprasza Mojzesowicza Chętnie by zgrzeszyła z Wojtkiem, niech by nawet pękła prycza Gdy kurwiki gęstą strugą, jak z sieczkarni sypią z oczu. Nie zawiedzie dziennikarzy, nie zostanie na uboczu Chuć, cóż znaczy w życiu mojem, kiedym pro publico bono Dla Ojczyzny poświęciła swoją cześć i swoje łono? Więc do rzeczy, do roboty. Mrugnie oczkiem, zaświruje Ale gadkę tak ustawia, jak Sekielski instruuje. Ten jak dynia rozdymany, jeszcze go ambicja zżera. Michnik, to dla niego pikuś. On jest godzien oficera, Co ze szklanką przy podłodze słucha, jak sąsiedzi ględzą, Czy na władzę narzekają, szczają w zlew, czy bimber pędzą. Renia płacze, wzdycha, rzęzi, że pieniędzy wciąż za mało, Odda władzy wykonawczej umysł swój, duszę i ciało Choćby sekretarzem stanu, o urodzaj wciąż się modlę Tylko ten cham spod Darłowa wekslami mnie straszy podle. Co tu robić, radź kolego, jesteś przecież radcą stanu! Ja mam werwę do rządzenia, służyć chcę każdemu panu. Byle tylko przy korycie, niechby tylko parę złotych Zrobię striptiz, zrobię szpagat, ale dajcie mi robotę. Wojtek mądry, lecz za cienki. Prosi zatem Lipińskiego, Ty masz wejścia u Kaczora, a więc załatw coś kolego. Adaś zwija się i kręci, po siwiźnie swej się drapie Co tu począć, co obiecać, co tu przyrzec grubej szkapie? Chociaż była w koalicji, w coś innego dzisiaj gramy. Chodzi o to, żeby dając, było tak, że nic nie damy. Renia wszystko zniesie, ścierpi na fotel ministra dyba Dla niej ważne, by nie szkapa, ale żeby była ryba. Byle wyżej, byle więcej, niech tydzień na samej górze. Chce być gwiazdą, dla rozgłosu zatańczy choćby przy rurze. A w kibelku Morozowski siedzi w kącie jak ta mysza Boi nawet się poruszyć, musi być grobowa cisza! Co to będzie, gdy Lipiński odkryje mnie w tym salonie, Kiedy zechce się wysikać, lub co gorsza siąść na tronie? Taka praca, taka służba, choć ze strachu pełno w porach. Muszę wstrzymać, muszę ścierpieć. Cel jest jeden: śmierć Kaczora. Nie fizyczna, oczywiście, polityczna, ma się wiedzieć Strach przemogę, ścisnę zadek i pokornie będę siedzieć. Dla tej myśli, dla idei nie żal sterczeć w muszli glacą. Czuję: Wiatr historią kręci, a ja jestem paparazzo. Nic to, że tu brzydko pachnie. Bąki smrodne puszczam wkoło. Kaczki trzeba wyrżnąć obie, będzie miło i wesoło. Wyszedł Adam do Kaczora. Konsultuje wszystkie dane. Premier na to: Głupie babsko, a w dodatku jest karane. Takich w rządzie nie potrzeba. Ja nie zgadzam się i basta. Nie po to zdobyłem władzę, by nią lekkomyślnie szastać! U mnie musi być uczciwa sekretarka i sprzątaczka. To jej powiedz. Ostatecznie. Tak postanowiła Kaczka. Woła Andrzej do Tomasza podsłuchując stetoskopem W izbie obok pochylony przy wannie, z głową za klopem: Ot nieładnie, Tomek słuchaj, łap słuchawkę, dawaj ucho. Renia ryczy, bo Kaczory wyrąbali ją na sucho. Ale my stąd wyciągniemy, co się da, jak burżuj z nędzy. Dla Ojczyzny, dla splendoru, a szczególnie dla pieniędzy. Wiemy dobrze, twarde boje, to nie czas na czułe słówka. Tam Ojczyzna, tam też splendor, gdzie szefostwo i gotówka. My są zwarci, my gotowi, dziennikarze obcych nacji: Możemy świat opisywać, gotowiśmy do kreacji. Tego uczył nas Sanhedryn, Karol Marks - jak świat oceniać. Bo nie ważne - opisywać. Chodzi o to, żeby zmieniać. Inny duch, inny obyczaj, czas Wodnika, nowej ery, Dwaj żołnierze obcej armii z TeVaueN 24: Lewą marsz! Kaczorom śmierć! Wojna na górze, to nasze sny. Inni się wczoraj nachapali, za to Teraz Kurwa My! 3 października 2006. Data dodania komentarza: 2.11.2026, 20:49 Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 16. Autor komentarza: tempus fugit Treść komentarza: Od 30.10.2018 14:40 minęło osiem lat. Posunęli się panowie a nie mają czym posuwać. Baby sny mają lepkie i gorące. Jak smoła w piekle. A ci chleją i pod siebie leją. Data dodania komentarza: 2.11.2026, 09:34 Źródło komentarza: "Szydercy" - odcinek 22. Autor komentarza: prasoznawca Treść komentarza: Ze zdjęcia w 15 odcinku widać, że wielka dupa, to i wielka kupa. Data dodania komentarza: 1.11.2026, 11:16 Źródło komentarza: „Szydercy” - odcinek 20.
Reklama
Reklama