Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
To trzeba wiedzieć:
Reklama

Azja w muzeum

- Przez 10 lat obserwowaliśmy życie zwykłych ludzi, które wówczas nie wydawało się nam czymś nadzwyczajnym. Ułatwieniem dla nas było to, że w Azji większość prac jest wykonywana pod gołym niebem na polu i na ulicy. Utrwalaliśmy różne wydarzenia, tworząc dokument, który teraz z perspektywy czasu nabiera na wartości i staje się historią – mówią autorzy fotografii. W Muzeum Okręgowym w Pile do 28 sierpnia można oglądać ciekawą wystawę pt. "Ad oculos - chaos uporządkowany".
Azja w muzeum

Wystawa zaprezentuje fotografie Galiny Krupy i Kajetana Gosławskiego. Ekspozycja jest wynikiem wieloletnich poszukiwań i obejmuje zdjęcia z 10 azjatyckich państw na przestrzeni kilkunastu lat w 4 wiodących tematach: człowiek i jego praca, życie codzienne, religie i rytuały oraz krajobrazy.

Galina Krupa i Kajetan Gosławski to z zamiłowania podróżnicy, których pasjonuje życie i obyczaje etnicznych plemion oraz endemiczne gatunki zwierząt zamieszkujących głównie Azję, które są zagrożone wyginięciem poprzez wpływy postępującej cywilizacji. Wspólnie odbyli szereg podróży po Indochinach. Galina swoją przygodę z aparatem rozpoczęła dopiero w 2011 roku a udział w kilku warsztatach fotograficznych zorganizowanych przez Akademię Nikona pomógł jej w wykreowaniu własnej koncepcji tworzenia. Kajetan był na wszystkich kontynentach za wyjątkiem Antarktydy, ponieważ przez wiele lat pilotował wycieczki zagraniczne. Fotografie jego autorstwa były publikowane na łamach wielu czasopism a także prezentowane na licznych wystawach w kraju.

- Azja jest takim miejscem, gdzie wszystko potrafi zadziwić, oczarować, a często wręcz zaszokować nieustającym na pierwszy rzut oka chaosem. Słowo chaos nawiązuje do stereotypowych skojarzeń, takich jak: zgiełk, przeludnienie, wielobarwność i wielokulturowość. To wszystko występuje na kontynencie azjatyckim, ale przebywając tam nieco dłużej zaczyna się w tym galimatiasie dostrzegać pewne uporządkowanie. Okazuje się bowiem, że nic nie jest przypadkowe, albowiem Azjaci mają wrodzony zmysł artystyczny. Świadczą o tym chociażby piramidy z symetrycznie ułożonych owoców na ulicznych straganach, dopasowane kolorystycznie wyprane rzeczy rozwieszone na sznurkach, lub swoisty porządek przy zajmowaniu miejsc, obowiązujący w wielu świątyniach – mówią autorzy wystawy.

- Przez 10 lat obserwowaliśmy życie zwykłych ludzi, które wówczas nie wydawało się nam czymś nadzwyczajnym. Ułatwieniem dla nas było to, że w Azji większość prac jest wykonywana pod gołym niebem na polu i na ulicy. Utrwalaliśmy różne wydarzenia, tworząc dokument, który teraz z perspektywy czasu nabiera na wartości i staje się historią. Każda fotografia kryje w sobie opowiadania o ludziach: wydobywających sól na morskich solniskach, o poszukiwaczach kamieni półszlachetnych w nielegalnych kambodżańskich wyrobiskach czy o „ubijaczach złota” w Birmie. Przedstawiane wydarzenia stanowiły też część naszego życia, towarzyszyliśmy tybetańskiemu pątnikowi, który odmierzał drogę pokuty długością swojego ciała, uczestniczyliśmy w szamańskim rytuale nadawania imienia małej dziewczynce w laotańskich górach, przemieszczaliśmy się wraz z nomadami po pustyni Gobi. Podziwialiśmy birmańskich rybaków wiosłujących za pomocą jednej nogi lub korowody bosych stóp mnichów, udających się po codzienną poranną jałmużnę. Jeden z obrazów przedstawia okaleczone dłonie papuaskiej kobiety, której zgodnie z panującym na Nowej Gwinei obyczajem, obcięto kawałki palców po stracie bliskich osób. Takie jest życie toczące się swoim odwiecznym rytmem, które potrafi zadziwić, oczarować, a często nawet zaszokować, a natura, ludzie, religie i rytuały – potrafią wchłonąć jak hydra – opowiadają Kajetan Gosławski i Galina Krupa.

Wystawa wspiera działania na rzecz pomocy Ukrainie.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Ostatnie komentarze
Autor komentarza: -.. ..- .--. .-Treść komentarza: Ja, Anna Aleksandra Rżniączka z domu Gwóźdź primo voto Romanek, obecnie niezamężna dopuściłam się podłego, niemoralnego czynu, pomawiając obywatelkę Krystynę Lemanowicz ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej o działanie właściwe dla tajnych służb przemocy i terroru. W książce „W szponach władzy” , której jestem współautorką i bohaterką fabuły, na stronie 42 napisałam kłamliwą informację, jakoby Krystyna Lemanowicz - wspólnie z niewymienioną z nazwiska koleżanką - 14 lipca 2005 roku znienacka zaskoczyła w domu pana Sylwestra Mitmanna, aby uzyskać od niego wiadomości o właściwościach osobistych Henryka Tadeusza Bromczy. Nie może to być prawdą, ponieważ ja uzyskałam od moich służb inwigilacji i prowokacji wiadomość, że te dwie osoby wcześniej umówiły się z panem Sylwestrem, aby porozmawiać o warunkach życia w Próchnowie. Nielegalna inwigilacja, śledzenie obywateli Rzeczypospolitej były i są rutynową praktyką naszych służb ochrony i przemocy, byłych esbeków, oficerów wsw i wsi. Takie informacje były możliwe do uzyskania w warunkach zastraszenia mieszkańców wsi w pobliżu zakładów należących do mojego Holdingu. Chętnie zatrudniamy ludzi operatywnych z doświadczeniem. Mając tę wiedzę, wydelegowałam dziennikarzy Tygodnik Nowy, którego jestem współwłaścicielką, by ci pracownicy - zależni ode mnie - zaczaili się w domu Sylwestra Mitmanna z urządzeniami utrwalającymi dźwięk i znienacka nagrali rozmowę Krystyny Lemanowicz i jej koleżanki z Sylwestrem. Nagranie udało się. Było spisane z nośnika dźwięku przez mojego, zależnego ode mnie redaktora naczelnego Tygodnika Nowego Mariusz Józefa Szalzajeb, bezprawnie upublicznione w Radio 100 i w Tygodniku Nowym. Jego nadawanie w mediach reklamowałam za pomocą plakatów rozlepionych na terenie kilku województw oraz przez wozy propagandowe z nagłośnieniem. Szczególną formą reklamy było zamieszczenie na pierwszej stronie Tygodnika Nowego zafałszowanego wizerunku Krystyny Lemanowicz zawieszonej na rzeźnickim haku. Na moje polecenie okładkę - kolaż wykonał redaktor naczelny, ten sam Mariusz Farmazon, co potwierdził własnym podpisem w tygodniku. Uczyniłam to świadomie z zemsty dla poniżenia Krystyny Lemanowicz, która była jednocześnie wolontariuszką Ruchu Przeciw Bezradności Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz jej koleżanki ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej, bo jej nienawidzę. Tym samym kłamstwem posługiwałam się w mojej korespondencji z najwyższymi czynnikami naszego państwa. Dzisiaj ja, Anna Aleksandra Rżniączka, powinnam przeprosić Krystynę Lemanowicz za moje niegodne zachowanie wypływające z niskich pobudek, ale mam to w dupie.Data dodania komentarza: 7.04.2026, 18:48Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: -.. ..- .--. .-Treść komentarza: Ja Henryk Tadeusz (Tomasz) Rżniączka właściciel firmy Muraflit zlokalizowanej przy drodze krajowej DK10, będącej przez dekady utrapieniem smrodowym dla wielkich grup społecznych regionu północnej Wielkopolski, wielki senator i niepierduśnik z politycznego targowiska, będąc oskarżonym na ławie oskarżonych o ciężkie występki i zbrodnie w sprawie karnej III K 445/08 sądu okręgowego w Poznaniu, poważyłem się złożyć przed sądem oświadczenie znieważające w tej sprawie karnej świadka Krystynę Lemanowicz oraz jej rodzinę w tym szczególnie synów, których pomówiłem o handel narkotyków, złodziejstwo w sklepach futrzarskich i podałem fałszywą informację, że ci dwaj synowie byli karani za handel narkotykami. Ponadto znieważyłem brata Krystyny Lemanowicz, że ukradł w Wałczu hotel Widok. Dzisiaj ja Henryk Tadeusz (Tomasz) Rżniączka, już po odsiadce powinienem przeprosić tych obywateli Rzeczypospolitej ale mam to w dupie.Data dodania komentarza: 7.04.2026, 18:36Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: psychologia marzeńTreść komentarza: Jest coś zagadkowego w bieganinie, wędrówkach Mariusza za Krystyną z SEPZN. Przypomnijmy, że w sierpniu roku 2013 wspólnie i w porozumieniu z Peregrinusem Jerzym Utkinem, któremu staje tylko przy żonie, zawędrował na dłużej do Tuczna, żeby ją zdybać w procedurze niewydawania paragonów w barze "Plaża Ty i Ja". Podobno ukrytym celem Mariusza było uskutecznienie marzenia choćby popatrzenia na atrakcyjną damę o wielkiej urodzie i fascynującej osobowości. Przypomina się wierszyk: "Chciałbym przy pani ...uchnie być takim drobnym amantem / Co się go wpuszcza przez kuchnię, zanim się puści go kantem...".Data dodania komentarza: 7.04.2026, 11:43Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: Toruń - Iława bez wizyTreść komentarza: Ja bym z moim zespołem poszukiwaczy prawdy opowiedział się za wielką postacią pana Szalbierza. Otóż on w swojej pogoni za wartościami smagał rózgą moralności panią Krystynę z SEPZN, która latem 2006 z tarasu baru U Doroty dała światu wieść, że jakiś zachlany w trupa konsument wytoczył się z "Baru u przestępcy" i zaległ w zaroślach po drugiej stronie drogi krajowej 10. W moralnym oburzeniu Mariusz Szalbierz łajał obywatelkę Krystynę ze Stowarzyszenia Ekologicznego Przyjaciół Ziemi Nadnoteckiej za to, że nie pobiegła w poprzek drogi krajowej 10 uratować nieboraka zapitego w trupa. W swojej pogoni za wyższymi wartościami uczynił ten gest solidarności z pijakiem we wrześniu 2012 roku w artykule "A tu właśnie leży człowiek". Po sześciu latach należałoby się spodziewać jedynie kości i zębów. Refleks Mariusza Szalbierza jest charakterystyczny dla perypatetyków wędrujących po piwo na kaca po wielkim chlaniu u przyjaciela wielkiego Jack Danielsa w pół drogi między Toruniem a Iławą.Data dodania komentarza: 7.04.2026, 11:27Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: sodoma i gomoraTreść komentarza: Rewelacje Gasińskiego po jego dwudziestoletniej odsiadce za bzdurne przewiny utwierdzają słuszność poglądu o skurwieniu - według nomenklatury marksistowskiej - tak zwanej nadbudowy, całych tabunów darmozjadów budżetowych, koterii sędziowsko-prokuratorsko-policyjnych, hejterskich trolli medialnych, podpierdalaczy i prowokatorów, przestępczych biznesmenów, sprzedajnych ministrów.Data dodania komentarza: 7.04.2026, 11:06Źródło komentarza: Czy wolno podsłuchiwać obywateli? Nie! A czy wolno ich nagrywać?Autor komentarza: strażakTreść komentarza: Przyczyną pożaru nie był wybuch butli z gazem, lecz odwrotnie pożar spowodował że butla z gazem się rozszczelniłaData dodania komentarza: 3.04.2026, 13:15Źródło komentarza: Wybuch gazu w lokalu gastronomicznym
Reklama
Reklama